Ciekawostki Historyczne
Historia najnowsza

„Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Dlaczego komuniści oskarżyli polskich biskupów o zdradę?

W 1965 roku polscy biskupi skierowali do niemieckich duchownych historyczne orędzie, w którym padły słowa o przebaczeniu i pojednaniu. Reakcja władz PRL była gwałtowna. Prymasa Stefana Wyszyńskiego oskarżono o zdradę, a komunistyczna propaganda rozpętała kampanię przeciwko Kościołowi. Dlaczego gest pojednania z Niemcami wywołał tak wielkie oburzenie?

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Normana Daviesa „Historiomachia. Bitwy o historię”, wydanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont (Kraków 2026).

A teraz nakreślmy kontekst panujący w listopadzie 1965 roku. Polacy i Niemcy żyli w krajach ciężko doświadczonych drugą wojną światową. Od jej zakończenia minęły zaledwie dwie dekady. Tyle samo czasu dzieli nas dziś od śmierci papieża Jana Pawła II. Po rażąco tendencyjnych procesach norymberskich, podczas których główny oskarżyciel zasiadał obok brytyjskich i amerykańskich sędziów, aliancki wymiar sprawiedliwości nie cieszył się szczególną reputacją.

Polska była zniewolonym satelitą Związku Radzieckiego rządzonym przez ateistyczny reżim, który miał w pogardzie religię, bo przedkładał nad nią ideologię marksistowsko-leninowską, odczłowieczone siły mające rządzić historią oraz przywileje dla członków partii. Niemcy były z kolei podzielone – na zachodzie funkcjonowała założona przy błogosławieństwie zachodnich aliantów Niemiecka Republika Federalna, na wschodzie zaś rządzona przez twardogłowych komunistów Niemiecka Republika Demokratyczna, która (jak się przekonałem na własnej skórze) była o wiele bardziej nieprzyjemna niż gomułkowski PRL.

fot.Kleiner Stampfi – File:Karte Innerdeutsche Grenze.png / CC BY-SA 3.0

Podział Niemiec po 1945 roku

Formacyjne lata episkopatu niemieckiego Kościoła katolickiego oraz jego wiernych przypadły na okres powstania i upadku Trzeciej Rzeszy – wszyscy oni byli świadkami pochodów spod znaku pogańskiej swastyki oraz gloryfikacji dawnej pogańskiej przeszłości Niemiec; wszyscy słuchali przepełnionych nienawiścią słów nauczycieli, wykładowców uniwersyteckich i przywódców politycznych; musieli często słyszeć, że ich polscy sąsiedzi należą do kategorii Untermenschen.

Wszyscy zauważyli też, że ich przywódcy religijni w Watykanie podpisują z faszystami traktaty i konkordaty, że nie potępiają publicznie zbrodni nazistowskich. Nie oddawali życia za wiarę jak protestancki pastor Dietrich Bonhoeffer; w przeciwieństwie do wschodnioniemieckiego Kościoła ewangelickiego nie podejmowali też prób pojednania. Papież Pius XII (wł. Eugenio Pacelli), sprawujący pontyfikat w latach 1939–1958 członek rzymskiej czarnej arystokracji, usprawiedliwiał swoje milczenie w czasie wojny potrzebą ochrony osób pozostających pod jego opieką oraz potajemnego ratowania życia ludzkiego. Wreszcie zarówno niemieccy, jak i polscy biskupi byli częścią pogrążonej w zastoju, skostniałej hierarchii kościelnej. Wśród najważniejszych orędowników duchowej odnowy znaleźli się arcybiskup Karol Wojtyła, który zabłysnął na soborze, a ponadto kardynał Frings i jego peritus, czyli „doradca teologiczny”, doktor Joseph Ratzinger – kolejny przyszły papież – oraz kardynał Julius Döpfner z Monachium.

fot.Wuhazet-private archiv / domena publiczna

Wizytacja bazyliki Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Krakowie oo. Karmelitów na Piasku przez Karola Wojtyłę– początek czerwca 1967

Orędzie zostało sformułowane w Rzymie w końcowych dniach soboru watykańskiego II, w czasie gdy Kościół i organy państwowe przygotowywały się równolegle do obchodów tysięcznej rocznicy pisanej historii Polski. Kościół określał tę rocznicę mianem „milenium”, by podkreślić znaczenie chrztu Mieszka (Dobrawa była najprawdopodobniej ochrzczona już wcześniej). Partyjne państwo błędnie kładło z kolei nacisk na początek polskiej państwowości, nagłaśniało fałszywą zbieżność między wyobrażonymi granicami państwa Mieszka a granicami z 1945 roku oraz złośliwie ukuło świecki termin „tysiąclecie”.

Zarówno Kościół, jak i państwo zakładały jednak, że przez poprzednie dziesięć stuleci istniał naród w świadomy sposób polski. To założenie wywołałoby sprzeciw wielu historyków idei. Pojęcie „narodu” nie jest tożsame z „pochodzeniem genealogicznym” i ciągłością kulturową łączącą współczesnych Polaków z epoką Piastów. Obecnie powszechnie przyjmuje się, że koncepcja narodowości powstała znacznie później – jej zapowiedzią był w Polsce bez wątpienia duch wspólnoty przedrozbiorowej szlachty, lecz nie instynkty plemienne niepiśmiennych lub na wpół piśmiennych Polan. Ruchy narodowe XIX i XX wieku we wszystkich częściach Europy sięgały bez wyjątku z wielkim zapałem do „korzeni” nowo odkrytych nacji i chętnie puszczały przy tym wodze wyobraźni, fantazjowały i zmyślały.

Przeczytaj także: Mroczna tajemnica początków Polski. Czy Piastowie handlowali niewolnikami?

W Polsce niezwykle interesujące było obserwowanie, jak rzekomo „socjalistyczni” ideolodzy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zapożyczyli wiele twierdzeń przedwojennych prawicowych nacjonalistów. Ostatecznie ideologicznymi ojcami PRL byli mający krew na rękach sowieccy stalinowcy, którzy wymordowali pierwsze pokolenie rosyjskich marksistów (wraz z przywódcami przedwojennego polskiego ruchu komunistycznego) i, jak sam Stalin, stworzyli dziwny koktajl leninizmu i wielkoruskiego szowinizmu. Mimo wszystkich swoich wad „Wiesław” Gomułka jako pierwszy przyczynił się do rozwodnienia tego stalinowskiego konkoktu.

fot.Catholic Press Photo – www.veritecatholique.com poslezavtra.forum2x2.com

Sobór watykański II

W każdym razie trzy czwarte orędzia biskupów poświęcone jest krótkiemu zarysowi historii Polski i stosunków polsko-niemieckich, począwszy od chrztu Mieszka, a skończywszy na koszmarze drugiej wojny światowej. Nie dziwi fakt, że skupiono się w nim na ważnym katolickim wątku polskiej historii, a w ogóle nie wspomniano o powojennych trudnościach Kościoła. Dokument składa się z zaproszenia, podsumowania historycznego oraz wezwania do dialogu.

Moja własna opowieść o dziejach Polski – Boże igrzysko – liczyła dwa tomy i 1330 stron, współczuję więc każdemu, kto musi zmieścić swoje przemyślenia w niewielkim ułamku tej przestrzeni.

Biskupi mieli jednak inną misję i innych czytelników. Ich celem było przekonanie wykształconych kolegów duchownych, aby wyszli ze skorupy, przemyśleli swoje postawy i zaangażowali się w naprawę zerwanych relacji. Niemniej należy zgłosić pewne uwagi.

W orędziu pozostawiono wiele rzeczy niedopowiedzianych, co w pewnych wypadkach bywa zrozumiałe, w innych jednak mniej. Uniknięto wszelkich odniesień do reformacji protestanckiej, nie wspomniano ani razu o Marcinie Lutrze, a także całkowicie przemilczano aspekt moralny polsko-niemieckiego sporu terytorialnego (w 1965 roku Republika Federalna Niemiec nie uznawała przyłączenia do Polski tak zwanych Ziem Odzyskanych ani utraty Prus Wschodnich i zaznaczała te obszary na swoich mapach jako „pod polskim/ sowieckim zarządem”). PRL nie uznawała z kolei RFN. Co więcej, nie wspomniano w ogóle o niemieckiej kulturze świeckiej, której biskupi przypuszczalnie nie potępiali. Nie powiedziano niczego o Goethem, nie ma Beethovena ani Schillera. Czy to przeoczenie?

Nieuchronna była jednak wzmianka o Krzyżakach, gdyż ci cieszyli się od dawna podziwem niemieckich nacjonalistów, a w szczególności nazistów. W ideologii historycznej Trzeciej Rzeszy atak Wehrmachtu na wschodnich sąsiadów Niemiec postrzegano jako pożądaną kontynuację przymusowej germanizacji „barbarzyńców” przez rycerzy zakonu. Biskupi stąpali zatem ostrożnie, świadomi, że średniowieczne papiestwo z całego serca wspierało zakon, a tradycji jego brutalnych krucjat nie można było potępić wprost. Zamiast tego postanowili pochwalić Paulusa Vladimiriego lub Pawła Włodkowica, rektora Akademii Krakowskiej i najwybitniejszego krytyka Krzyżaków, który na soborze w Konstancji w 1415 roku odważnie obnażył niechrześcijańskie postępowanie zakonników. Stwierdzili, że polski uczony był uosobieniem tolerancji, i zacytowali jego słowa: „pogańskie ludy wschodnioeuropejskie nie są dziką zwierzyną”.

Jako przykład niewłaściwego postępowania Niemców biskupi wskazali natomiast Prusaków, „którzy doprowadzili do powszechnego skompromitowania na ziemiach polskich wszystkiego, co niemieckie”. Wymienili przy tym czterech konkretnych ludzi – Albrechta Hohenzollerna, Fryderyka zwanego Wielkim, Bismarcka i Adolfa Hitlera. Ten wybór był zgodny z panującą zarówno na Zachodzie, jak i w ZSRR modą na potępianie „pruskiego militaryzmu” (bez dezaprobaty dla jego rodzimych form), lecz nie mógł raczej przekonać Niemców. Ostatecznie „Albert Pruski” – ostatni wielki mistrz krzyżacki, który przeszedł na luteranizm – dokonał formalnego rozwiązania zakonu oraz, jak widać na słynnym obrazie Matejki, przysiągł wierność królowi Polski.

Fryderyk II (oprócz tego, że nazbyt często wojował i był pierwszy do rozbierania Polski) zasłynął ze wspierania kultury i zaprowadzenia sprawnej administracji. Bismarck był mistrzem krótkich wojen, a w niemieckiej pamięci zapisał się jako pomysłodawca systemu opieki społecznej. Hitler, kimkolwiek był, NIE był Prusakiem, lecz niepraktykującym austriackim katolikiem. Ten błąd musiał wywołać pewne rozbawienie u odbiorców.

W podsumowaniu stosunków polsko-niemieckich we wcześniejszych stuleciach biskupi użyli ostrożnego stwierdzenia, że „nie zawsze pozostały owocne”. Zdystansowali się zarazem od peerelowskich i sowieckich ideologów, których propaganda nagłaśniała wizję „tysiąca lat niemieckiej agresji” oraz nieprzerwanego „Drang nach Osten”. Mogli oczywiście wskazać, że zachodnie granice Polski sprawiały znacznie mniej kłopotów niż wschodnie z Wielkim Księstwem Moskiewskim i Rosją.

W odniesieniu do nowszej historii autorzy orędzia położyli nacisk na sformułowanie „wrogość sąsiedzka”, sugerujące, że wina mogła w pewnej mierze leżeć po obydwu stronach. Musieli być w pełni świadomi, że polscy nacjonaliści – począwszy od klarownie to artykułującego Romana Dmowskiego – tradycyjnie obwiniali za nieszczęścia ojczyzny Niemcy, nie zaś Rosję. W orędziu ograniczyli się jednak do krótkiej listy kolosalnych strat wojennych Polski: wspomnieli o „6 milionach obywateli” oraz „2 tysiącach kapłanów i 5 biskupach”. Z pewnością jest to najsłabszy punkt dokumentu i niewątpliwie mogli się bardziej postarać. Musieli przecież znać uwagę Chrystusa na temat ludzi, którzy kochają i szanują tylko swoich: „Czyż i celnicy tego nie czynią?” (Mt 5,46).

Liczenie ofiar drugiej wojny światowej jest kwestią wysoce kontrowersyjną – szacunki wahają się od 50 do 80 milionów, a w 1965 roku każda odnosząca się do Europy liczba była kwestionowana. Cisza na temat żydowskiego Shoah panowała wtedy nawet w Izraelu; w czasie moich studiów na Oksfordzie Holokaust nie figurował jeszcze w programach nauczania. Nie o to wszakże chodzi. Same liczby niewiele znaczą – Niemcy także straciły około 6 milionów obywateli. W orędziu wydaje się brakować wyraźnej świadomości rozróżnienia moralnego między śmiercią żołnierzy, cywilów i ofiar celowej eksterminacji. Poszczególne kategorie ludobójstwa, choć trudne do skwantyfikowania, obejmowały nie tylko „Żydów” (zgodnie z błędną definicją nazistów), lecz również polską inteligencję, Polaków zamieszkujących wsie na Wołyniu, sowieckich politruków, biorące udział w walkach kobiety, homoseksualistów, Romów, „grupy niepożądane rasowo” oraz ofiary eutanazji. W tym kontekście wspomnienie o „5 polskich biskupach” było zrozumiałe, lecz niepotrzebne.

Nie było też potrzeby rozwodzenia się nad aspektem narodowym. Ofiarą nazistowskich zbrodni padli ludzie wielu narodowości, więc być może rozsądniej byłoby wskazać ogólnie grupy, których to dotyczyło, takie jak „zabici jeńcy”, „pomordowane dzieci”, „zgwałcone kobiety”, „eliminowani przeciwnicy polityczni” czy „prześladowane osoby z niepełnosprawnością umysłową”.

Przeczytaj także: Ile osób zginęło w II wojnie światowej?

Taka strategia mogłaby skuteczniej zadziałać na niemieckich odbiorców, a zarazem pozwoliłaby dyskretnie uwzględnić niektóre z niewypowiedzianych zbrodni Związku Radzieckiego. Pominięcie przez biskupów jakichkolwiek odniesień do ZSRR wynikało bez wątpienia z wykalkulowanej ostrożności. W 1965 roku, kiedy Gomułka dopiero niedawno usunął najgorsze aspekty stalinizmu i ostrożnie podążał „polską drogą do socjalizmu”, niepotrzebne wzbudzanie gniewu Moskwy byłoby działaniem bardzo nieprzemyślanym. Co więcej, biskupi wskazywali na „potrzebę bezpieczeństwa” Polski i uznawali realność utrzymujących się obaw. Przy wszystkich swych wadach Układ Warszawski miał pewną rację bytu.

fot.Bundesarchiv, Bild 183-F0417-0001-011 / Kohls, Ulrich / CC-BY-SA 3.0

.Gomułka i Leonid Breżniew w NRD (1967)

Najważniejsze części orędzia były zarazem najkrótsze i znalazły się na początku i końcu dokumentu: stanowiły je zaproszenie na obchody polskiego milenium oraz udzielenie wybaczenia. Zaproszeniem szczodrze objęto zarówno katolicki episkopat Niemiec, jak i protestanckich „Braci Ewangelików”. Ostatni fragment warto zacytować w całości:

W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millenium w sposób jak najbardziej chrześcijański. Zapraszamy Was na te uroczystości jak najserdeczniej do Polski. Niech tym kieruje miłosierny Zbawiciel i Maryja Panna, Królowa Polski, Regina Mundi i Mater Ecclesiae.

Natychmiastowa reakcja na démarche biskupów była dwojaka. Komunistyczne władze Polski oskarżyły prymasa Stefana Wyszyńskiego o „zdradę stanu”. Rządzący zaaranżowali uliczne protesty i zmusili wykładowców z uniwersyteckich wydziałów germanistyki do podpisywania listów otwartych, w których odcinano się od orędzia. Nie mieli zamiaru wybaczać komukolwiek, kto ośmielił się mówić o wybaczaniu czegokolwiek Niemcom. Wiedzieli, że strach przed zachodnim sąsiadem oraz nienawiść do niego stanowią najmocniejszy fundament przyzwolenia na sowiecką dominację, i zamierzali podtrzymywać te obawy w nieskończoność. Jednocześnie zdawali sobie sprawę, że najlepszą gwarancją spokoju w kraju jest porozumienie polityczne między Gomułką a prymasem, na mocy którego Kościół i państwo wzajemnie się szanowały. Tak więc ograniczyli się do ostrego potępienia hierarchii kościelnej w prasie kontrolowanej przez partię, bez podejmowania na większą skalę działań represyjnych. Na przykład biskup Kominek, główny autor orędzia, nie został aresztowany ani oskarżony, co z pewnością stałoby się dziesięć lat wcześniej.

fot.Aw58 – Praca własna / CC BY-SA 4.0

Bolesław Kominek (1973)

Odbiorcy orędzia po stronie niemieckiej zareagowali pozytywnie. W wysłanym z Rzymu liście z 5 grudnia 1965 roku wyrazili „wzruszenie i radość” i przyjęli zaproszenie, aby „stanąć jako pielgrzymi w […] maryjnym sanktuarium w Częstochowie i wziąć udział w radości […] całego [polskiego] narodu”15. W ramach wzajemności wystosowali własne zaproszenie na odbywające się w 1968 roku obchody tysiąclecia archidiecezji miśnieńskiej. Podkreślili trudności napotykane przez wszystkich chrześcijan pragnących wytrwać w wierze po drugiej wojnie światowej, uznając przy tym ogrom „krzywd i cierpień poniesionych przez naród polski w ciągu wieków” oraz „okropności[, jakich] doznał naród polski od Niemców”.

Szczególną uwagę zwrócili na wspólny kult świętej Jadwigi, podjęli „wyciągnięte dłonie” autorów polskiego listu i z radością przyjęli propozycję dialogu. Odnosząc się do nowszej historii, przyznali, że „[m]iliony Polaków musiały opuścić wschodnie tereny”, podobnie jak „miliony Niemców musiały opuścić swoje rodzinne strony, w których żyli ich ojcowie i pradziadowie”. Zgłosili jednak pewne zastrzeżenia. Stwierdzili bez ogródek, że „wyliczanie win i nieprawości […] nie pomoże w posunięciu naprzód sprawy”, a w delikatnej kwestii przebaczenia wypowiedzieli się trochę niejednoznacznie. „Każde bezprawie ludzkie – stwierdzili – jest najpierw przewinieniem wobec Boga. O przebaczenie Jego przede wszystkim trzeba prosić”. Następnie dodali: „[P]rośba o przebaczenie jest apelem skierowanym do tego, który doznał krzywdy, by spojrzał na tę krzywdę miłosiernym okiem Boga i wyraził zgodę na nowy początek”.

fot.Julo – Praca własna / domena publiczna

Pomnik kard. Kominka we Wrocławiu ze słynnym cytatem z Orędzia, odsłonięty w 40. rocznicę jego opublikowania

Według wszelkich doniesień reakcja narodu adresatów była w najlepszym razie stonowana, niepewna i powściągliwa; szczerze mówiąc, sądzę, że nie mogło być inaczej. W 1965 roku Niemcy były krajem podzielonym i pogrążonym w głębokim niepokoju. W przeciwieństwie do Polski tylko jedna trzecia ich ludności była katolikami, nie można zaś było oczekiwać, że niemieccy protestanci z entuzjazmem przyjmą katolicką inicjatywę. Przez dekadę Republika Federalna Niemiec była okupowana przez wojska brytyjskie, amerykańskie i francuskie oraz przechodziła kampanię reedukacji pod przewodnictwem Brytyjczyków.

Niemiecki sukces gospodarczy – Wirtschaftswunder – zakończył dekady poważnych trudności materialnych, a zarazem stłumił pragnienie refleksji moralnej lub historycznej. Oficjalnie głoszonej denazyfikacji często nie wprowadzano w rzeczywistości w życie. Dawni mieszkańcy Niemiec musieli sobie poradzić z napływem ponad 12 milionów Vertriebener, czyli ludzi „wypędzonych” ze Wschodu, wrogo nastawionych do Polski i wciąż nie do końca zasymilowanych.

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Normana Daviesa „Historiomachia. Bitwy o historię”, wydanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont (Kraków 2026).

Zobacz również

Zimna wojna

PRL. Największe katastrofy

Po sukcesie książki PRL od kuchni Sławomir Koper i Mariusz Mucha postanowili przybliżyć czytelnikom największe katastrofy epoki PRL-u.

3 listopada 2026 | Autorzy: Redakcja

Zimna wojna

Afera mięsna – czyli mord sądowy

Czy za przewinienia gospodarcze można kogoś skazać na śmierć? Rzeczywistość PRL pokazała, że tak – i takie wyroki bynajmniej nie należały do rzadkości. Szczególnie słynna...

21 sierpnia 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

Manifest Lipcowy i PKWN – narzucona fikcja, która zbudowała realną władzę

To był dokument, który oficjalnie powstał w Polsce, ale faktycznie został nam „zaimportowany” – ze Wschodu. Narzucony, złożony z górnolotnych deklaracji, które miały nigdy nie...

14 sierpnia 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

Zimna wojna

Moda na Włochy w PRL

Od mody, przez muzykę, po motoryzację. W latach 60. Włochy stały się w Ludowej Polsce niezwykle modne za sprawą kina i... ortalionowych płaszczy.

23 maja 2025 | Autorzy: Łukasz Modelski

Zimna wojna

Jak w PRL-u uczono historii?

Komunistyczne władze chciały kształtować umysły Polaków – również na temat historii. Jak w PRL-u wyglądała „jedyna słuszna” wersja dziejów naszej ojczyzny?

17 maja 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

Zimna wojna

Przygotowania do świąt w PRL

Udekorowane witryny sklepów, kolejki po rybę i prezenty oraz uliczny handel choinkami. Jak wyglądała przedświąteczna gorączka zakupowa w PRL?

24 grudnia 2024 | Autorzy: Redakcja

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.