Ten przyszły wybitny aktor był jednym z wielu, którym wojna odebrała młodość. August Kowalczyk trafił do piekła Auschwitz, skąd dzięki niezwykłej sile woli udało mu się uciec. Przekuł jednak swoją traumę w siłę artystycznego przekazu – w tym w niezwykłą opowieść, którą odczarował nadany mu w obozie numer.
August Kowalczyk – niedoszły ksiądz w karnej kompanii
Przyszedł na świat 15 sierpnia 1921 roku w Tarnawej Górze, w obecnym województwie świętokrzyskim. Ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy, by w 1939 roku zdać maturę. Według pierwotnych planów rodzinnych miał zostać księdzem. Realizację jakichkolwiek zamierzeń uniemożliwił jednak wybuch II wojny światowej. Wraz z jednym ze swoich kolegów wpadł na pomysł, by przez Słowację i Węgry spróbować przedostać się do Francji i dołączyć do formujących się tam polskich oddziałów.
fot.Władysław Miernicki – Narodowe Archiwum Cyfrowe, Sygnatura: 20-60 / domena publicznaAugust Kowalczyk
Niestety plan spalił na panewce. W momencie próby przekroczenia granicy ze Słowacją został zatrzymany przez tamtejszą faszystowską policję i przekazany gestapo. Przetrzymywano go w więzieniu – najpierw w Dukli, a potem w Tarnowie. W końcu, 4 grudnia 1940 roku, został wraz z innymi więźniami przetransportowany do Auschwitz. Tam 28 maja 1942 roku, za kontakty z ludnością z zewnątrz, został „skazany” i skierowany dożywotnio do karnej kompanii o zaostrzonym rygorze i praktycznie żadnych szansach na przeżycie. Albo umarłby na skutek morderczych warunków pracy, albo zostałby rozstrzelany. Nic więc dziwnego, że więźniowie ci chętniej niż inni myśleli o ucieczce i aktywnie szukali ku temu okazji. I w końcu ją znaleźli.
Nie mieli już wiele do stracenia
Był to 10 czerwca 1942 roku. Dzień był niezwykle deszczowy, a Polacy z karnej kompanii pracowali przy kopaniu rowu mającego odprowadzać ścieki z obozu do Wisły. Teren był silnie obstawiony – na groblach umieszczono posterunki z esesmanami uzbrojonymi w broń maszynową. Wydawać by się mogło, że więźniowie nie mieli żadnych szans na ucieczkę. Z drugiej jednak strony niewiele mieli już do stracenia, ponieważ ich los i tak wydawał się przesądzony.
Ostatecznie próbę ucieczki podjęło 50 więźniów, z różnym skutkiem. Udało się jedynie dziewięciu, z których dwóch schwytano cztery dni później, 25 kilometrów od obozu. Trzynastu zostało zastrzelonych przez strażników. Resztę stopniowo wyłapywano i odprowadzano do obozu, bijąc ich po drodze tak okrutnie, że trzech kolejnych przypłaciło to życiem. Sama ucieczka miała też dalsze konsekwencje. Następnego dnia Hans Aumeier zwymyślał ustawionych w dwuszeregu więźniów, po czym przeszedł przed nimi i własnoręcznie, strzałem z pistoletu, zabił dwudziestu z nich.
fot.Official mug shot – Official camp photo. Original in KL Auschwitz-Birkenau Museum / domena publicznaAugust Kowalczyk jako więzień KL Auschwitz numer obozowy 6804. Oświęcim 1940
Zażądał jednocześnie, by do godziny 17.00 wydani zostali organizatorzy buntu. Żadnych informacji jednak nie uzyskał. W rezultacie 300 więźniów jeszcze tego samego dnia poniosło śmierć w komorze gazowej, niektórzy ze słowami „Jeszcze Polska nie zginęła” na ustach. Warto tu przytoczyć uwagę zapisaną później przez jednego z niemieckich więźniów, który stwierdził, że „poszli na śmierć ludzie młodzi, bez skarg i złorzeczeń, bez skamleń i gróźb – umierali jak bohaterowie”.
Przeczytaj także: Kary w Oświęcimiu
Przeciwko spiskowcom była nawet pogoda
Wróćmy jednak do samej ucieczki i przyjrzyjmy się temu, jak wyglądał plan spiskowców oraz kolejne dni z perspektywy samego Augusta Kowalczyka. W pobliżu miejsca, gdzie tego dnia pracowało 350 więźniów z karnej kompanii, rosło wiele krzewów, a niedaleko znajdował się las, który stał się celem ucieczki. Każdy z więźniów opracowywał własny sposób dotarcia do niego. Pierwotnie ucieczkę zaplanowano na 9 czerwca, lecz przesunięto ją o jeden dzień. Sygnałem miał być gwizdek obwieszczający koniec pracy i powrót do obozu. W tym momencie każdy, w miarę możliwości, miał zaatakować najbliższego Niemca łopatą lub kilofem, by „zneutralizować” jak największą liczbę strażników.
Niestety plany spiskowców zostały pokrzyżowane przez pogodę. Z powodu ulewy dowodzący kompanią Otto Moll zarządził koniec pracy już około godziny 16.30, kiedy było jeszcze zbyt jasno. Mimo to więźniowie podjęli próbę ucieczki zgodnie z planem. Augustowi Kowalczykowi nie udało się zaatakować stojącego obok esesmana – jego cios chybił, a strażnik skupił uwagę na innym więźniu uciekającym do lasu, do którego oddał strzał.
Kowalczyk, podobnie jak ośmiu innych, dotarł do granicy lasu. Uciekając dalej przez pola, pozbywał się kolejnych elementów więziennego ubrania; zerwał też z bluzy numer obozowy. Wyrzucił nawet buty i założył wcześniej skradzione obozowemu fryzjerowi pantofle gimnastyczne – wszystko po to, by zmylić psy.
Od spotkania z matką do wielkiej partyzanckiej rodziny
o drodze Kowalczyk pomylił kierunek marszu, poruszając się wzdłuż rowu zamiast oddalić się od niego, i natknął się na esesmana. Udało mu się jednak uciec, a oddane strzały chybiły. W innym miejscu pokonał błotniste koryto starej Wisły, zgubił pantofel, po czym zrezygnował również z drugiego. Przemierzył kilkaset metrów nurtem Wisły, by na polu po drugiej stronie rzeki natknąć się na chłopa, którego zapytał o drogę do Zagłębia Dąbrowskiego. Mężczyzna, udzieliwszy mu wskazówek, ostrzegł go jednocześnie przed jedną z wsi zamieszkałą przez Niemców.
Później próbował uzyskać pomoc od napotkanych nastolatków, lecz od jednego z nich otrzymał jedynie kurtkę. Gdy młody Niemiec, pracujący przy krowach, zauważył jej brak, po serii pytań poinformował o tym ojca, a ten powiadomił żandarmerię. Kowalczykowi udało się jednak w międzyczasie zdobyć od napotkanych wieśniaczek kobiece ubranie. Na polu, w zbożu, przeczekał obławę i ulewę. Za pośrednictwem miejscowych nawiązał kontakt z ZWZ-AK; jego łączniczką była Helena Stupkowa. W końcu znalazło się dla niego schronienie – strych w stajni u rodziny Łysków, gdzie odchorował ciężkie przeziębienie.
Ostatecznie zorganizowano dla niego przerzut. Jako palacz Stanisław Robak dotarł do Krakowa, gdzie dane mu było spotkać się z matką. Następnie trafił do Czapel Wielkich koło Miechowa, gdzie po złożeniu przysięgi partyzanckiej został żołnierzem Armii Krajowej. W jej szeregach działał aż do zakończenia II wojny światowej.
Przeczytaj także: Selekcja na rampie w Auschwitz
Wypełnił swoją aktorską misję
Po wojnie August Kowalczyk zajął się dalszym rozwojem. Ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, lecz swoje życie poświęcił przede wszystkim aktorstwu. Grał zarówno na deskach teatru, jak i w filmie. Na scenie zadebiutował już 9 listopada 1945 roku. Mieszkał i występował najpierw w Krakowie, a później w Warszawie. Za szczególnie ważną z tego okresu uznaje się jego rolę Mefista w „Fauście” Johanna Wolfganga Goethego, wystawionym w 1971 roku w reżyserii Józefa Szajny.
W kontekście kariery filmowej należy podkreślić, że Kowalczyk współpracował z najważniejszymi polskimi reżyserami. Wystąpił m.in. w produkcjach Aleksandra Forda i Andrzeja Wajdy. Zagrał także w 1965 roku w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa.
Niezwykle interesujący jest fakt, że August Kowalczyk nie miał oporów przed odgrywaniem ról nazistów. Wcielał się w nie m.in. w „Stawce większej niż życie” (Dehne, oficer SS), „Epilogu norymberskim” (generał Jodl) oraz „Polskich drogach” (gestapowiec). Sam twierdził, że doskonale zapamiętał strach, jaki naziści budzili w ludziach, i poprzez swoje role starał się wywołać podobne emocje u widzów. Ciekawostką jest fakt, że w filmie „Wergili” w reżyserii Ryszarda Bera zagrał dyrektora Muzeum Auschwitz. Przez pewien czas przewodniczył również Towarzystwu Opieki nad Oświęcimiem.
fot.Lukasz2 / CC BY 4.0Grób aktora na cmentarzu Wojskowym na Powązkach
W 1981 roku przeszedł na emeryturę, jednak tylko po to, by móc w pełni poświęcić się opowiadaniu własnej historii. W tym samym roku napisał autorski monodram pt. „6804 – czyli z pamięci gawęda osobista Augusta Kowalczyka – byłego więźnia KL Auschwitz”. Liczba 6804 była jednocześnie jego numerem obozowym. Monodram prezentował w latach 1982–2012 nie tylko w Polsce, lecz także w Japonii, Holandii, Czechach, Rosji i Stanach Zjednoczonych. Zakończył swoje swoiste tournée w chwili, gdy wystąpił po raz 6804.
Zmarł 29 lipca 2012 roku – w tym samym roku, w którym zakończył swoje występy. Podczas ceremonii pogrzebowej pożegnał go Ignacy Gogolewski słowami: „Nie miałeś łatwego życia, ale może i dobrze. Tak się wychodzi na człowieka”.
Bibliografia
- 70. rocznica buntu karnej kompanii. Świadectwo Augusta Kowalczyka nr 6804, „Oś – Oświęcim – Ludzie – Historia – Kultura”, nr 50/2012.
- August Kowalczyk genialny aktor, uciekinier z Auschwitz, https://www.pai.media.pl/pai_wiadomosci.php?id=28466, dostęp: 23.01.2026.
- A. Cyra, August Kowalczyk – genialny aktor, uciekinier z Auschwitz, https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/324,august-kowalczyk-genialny-aktor-uciekinier-z-auschwitz, dostęp: 23.01.2026.
- M. Replewicz, 10 lat temu zmarł były więzień KL Auschwitz aktor August Kowalczyk, https://encyklopediateatru.pl/pdf/article/5910269084896e2666bc0e131761f9e7ebcedf3b/321332.pdf, dostęp: 22.01.2026.
- J. Śląski, Polska walcząca, tom 2, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 1999.
- B. Wasztyl, M. Krzyszkowski, Nas nie złamią. Jak Polacy uciekali z Auschwitz, Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.