Bitwa pod Termopilami w greckich kronikach to legenda. Ale jak widzieli ją Persowie i jakie były prawdziwe skutki konfliktu?
Bitwa pod Maratonem bywa uznawana przez brytyjskich badaczy za ważniejszą dla Anglii niż ta pod Hastings. Starcie pod Termopilami weszło wręcz do legendy. Jak bardzo jednak greckie zawieruchy były ważne z punktu widzenia Persów? A może były to dla nich tylko niewiele znaczące epizody?
Buntownicy z przypadku
Analizując tę kwestię z perspektywy greckiej lub też „zachodniej”, często mówimy o wojnach perskich, przy czym chodzi tutaj o starcia z lat 490 oraz 480–479 p.n.e. Tymczasem, patrząc na to z punktu widzenia Persów, musimy pamiętać, że Grecja stanowiła dla nich dalekie rubieże, wręcz peryferie. I bynajmniej nie traktowali skierowania tam swoich wojsk jak kampanie wojenne, a raczej jak… karne ekspedycje przygotowane z powodu postawy kilku pomniejszych, krnąbrnych państewek. Do tego tak naprawdę po stronie Persów opowiedziała się wtedy większość greckiego świata. Ale po kolei.
Sama geneza buntu przeciwko Persom była dość… przypadkowa. Otóż miejscowy tyran (rezydujący w Milecie) imieniem Arystagoras, który otrzymał wsparcie Persów w zaatakowaniu wyspy Naksos, mówiąc wprost, pokpił sprawę. Potrzebował zatem sojuszników przeciwko Persom i zaczął ich szukać wśród greckich miast. Wszystkie odmówiły, z wyjątkiem Aten, które wysłały swoją flotę. Wspólne ich siły ruszyły na Sardes, siedzibę perskiego satrapy, by zniszczyć tamtejsze świątynie.
Nie tak się częstuje ziemią i wodą
Wspomniana powyżej zniewaga krwi wymagała. Persja nie mogła przejść obok tego obojętnie. Takie były ówczesne prawidła stosunków międzynarodowych. Wysłała zatem swoją armię, która zmasakrowała Jonię, zdobyła Milet, zdemolowała tamtejsze sanktuarium i wymordowała sporą część ludności. Następnie przyszedł czas na Greków. Zażądano od nich wyrazu uznania zwierzchności perskiego władcy w postaci ziemi i wody. A więc Ateny oraz Sparta w istocie dały perskim posłańcom ziemię i wodę, odpowiednio zakopując ich w dole lub wrzucając do studni.
fot.Lea von Klenze / domena publicznaAteny oraz Sparta w istocie dały perskim posłańcom ziemię i wodę, odpowiednio zakopując ich w dole lub wrzucając do studni
Po raz kolejny granica została przekroczona. Tym razem Persja wysłała flotę na Morze Egejskie. Ale pierwszy poważniejszy lądowy kontakt z wrogiem pod Maratonem, jak wiemy, nie poszedł po ich myśli. Nie był to jednak znaczący uszczerbek dla potęgi imperium Dariusza, który sprawą Grecji do swojej śmierci już sobie głowy nie zaprzątał. Rozwiązać postanowił ją dopiero syn Dariusza, Kserkses, ale zajął się tym dopiero w roku 481 p.n.e. Ponownie zwrócił się do greckich miast o ziemię i wodę, ale tym razem zgodę wyraziły wszystkie. Ewentualnie zachowały neutralność. Lecz tylko dlatego, że rozsądny władca Persji sprytnie zachował czyste konto, nie posyłając posłańców do Aten i Sparty.
Przeczytaj także: Jak powstało imperium Persów?
Wszcząłeś wojnę sam? Nie oczekuj wsparcia
Warto w tym momencie zwrócić uwagę na dość ciekawą narrację Herodota. Otóż z jednej strony uważał on, że wyprawa, którą Kserkses potem zorganizował przeciw Atenom, zwróciła się przeciw całej Grecji. Z drugiej zaś strony słynny kronikarz wspominał o tym, że spartański poseł już w 479 roku p.n.e. wytykał Atenom, że te samowolnie bez konsultacji wszczęły wojnę, w którą została wplątana cała Grecja. W każdym razie punkt zborny swoich wojsk w 480 roku p.n.e. Kserkses wyznaczył w Sardes. Może chciał „odczarować” to miasto? Tymczasem ponownie zdecydowana większość Grecji sprzymierzyła się z Persami, zapewniając okręty (do floty Kserksesa dołączyło około 200 okrętów wysłanych przez greckojęzyczne miasta Anatolii), wsparcie logistyczne, a nawet prowiant w marszu przez jej terytoria w kierunku Aten.
fot.John Steeple Davis / domena publicznaZ drobną pomocą po drodze, Persowie pokonali niewielką armię Leonidasa w wąwozie termopilskim
Oczywiście, z drobną pomocą po drodze, Persowie pokonali niewielką armię Leonidasa w wąwozie termopilskim. Samo to starcie nie miało większego znaczenia dla dalszego przebiegu wojny. Ale już sam fakt, że ktoś z miejscowych postanowił pomóc Persom, świadczy o tym, że nastawienie Greków do nich – oczywiście oprócz Aten, Sparty i ich sojuszników – wcale nie było takie negatywne. A Persja de facto nie prowadziła działań wojennych przeciwko całej Grecji, ponieważ zwyczajnie nie musiała tego robić.
Przeczytaj także: Aleksander Wielki – szalony?
Nigdy nie lekceważ przeciwnika. Nawet jeżeli opuścił własne miasto
Na wiadomość o klęsce Spartan, Ateńczycy zareagowali przerwaniem bitwy morskiej, którą toczyli z Persami w pobliżu przylądka Artemizjon, i… ewakuowaniem miasta, do którego przeciwnik wkroczył bez przeszkód. I raczył spalić Akropol, zapewne w odwecie za wspomniany wcześniej atak na Sardes. Zapewne zwycięstwo Persów byłoby wtedy oczywiste, gdyby nie pewien drobny popełniony przez nich błąd. A właściwie przez Kserksesa, który uparł się, by stoczyć z Ateńczykami kolejną bitwę morską. I w Cieśninie Salamińskiej jego okręty po tym, jak wpłynęły „na nieznane wody” i zostały schwytane w pułapkę, poniosły druzgocącą klęskę.
Dlaczego władca Persji podjął taką decyzję? Czy chciał, aby również jego flota uczestniczyła w tym wielkim tryumfie? Czy też może chciał ostatecznie upokorzyć Ateńczyków, którzy przecież zrezygnowali z dalszego toczenia wspomnianej wcześniej bitwy? Tak czy inaczej, zamiar Kserksesa się nie powiódł. A do tego jeszcze musiał być świadkiem dewastacji swojej floty, ponieważ – być może spodziewając się łatwego zwycięstwa – usadowił się nieopodal na tronie, na stoku zwanym Ajgaleos.
fot.domena publicznaW Cieśninie Salamińskiej jego okręty po tym, jak wpłynęły „na nieznane wody” i zostały schwytane w pułapkę, poniosły druzgocącą klęskę
Kserkses jednak bynajmniej aż tak się tym nie przejął. Osobiście zdecydował się na powrót, natomiast Grecją miały się zająć pozostawione przez niego w tym celu i ulokowane na północy wojska. Próbowano wtedy kusić Ateńczyków smakowitą marchewką. Otóż zaoferowano im swoistą transakcję wiązaną: Persowie odbudowują ich świątynie, które wszakże sami wcześniej zniszczyli, a w zamian za to Ateny miałyby, jak większość greckich miast, przystąpić do sojuszu z Persją. Jak zaś zgrabnie podsumowała to Josephine Quinn: „Ateńczycy odrzucili tę ofertę, tak więc perskie siły w 479 roku ponownie zajęły ich miasto i zniszczyły wszystko, co przeoczyły za pierwszym razem”.
Przeczytaj także: Oddziały greckich hoplitów mogły przesądzić o losach imperium perskiego. Wyprawa dziesięciu tysięcy
Szkoda czasu i atłasu
Jak zatem widać wyraźnie, dotarcie do Aten nie było dla Persów żadnym wyzwaniem. Co nie oznaczało jednak, że nie sprawiali im problemów. Wystarczy wspomnieć o bitwie pod Platejami, w której ponownie to Ateńczycy byli górą. Kserkses postanowił jednak nie kopać się dalej z koniem i wycofać wojska z Grecji. Można by to rzeczywiście uznać za zwycięstwo Aten. Ale ponownie warto tutaj oddać głos wspomnianej już autorce, która trafnie stwierdziła, że wojna w regionie egejskim okazała się dla Persów większym kłopotem, niż była tego warta.
Trzeba też podkreślić, że o ile rzeczywiście Persom nie udało się zmusić Ateńczyków do formalnego skapitulowania, to jednak mogli oni sprawiać Persom problemy tylko na własnym terytorium. Dla samego państwa perskiego nie stanowili oni zaś absolutnie żadnego zagrożenia. Nie da się też zapomnieć o tym, że na tamtym etapie wojska Kserksesa dwukrotnie puściły z dymem w Atenach. Trudno o bardziej jednoznaczny przejaw wyższości. Później zaś Persowie najzwyczajniej w świecie pragmatycznie zajęli się innymi, ważniejszymi dla nich wtedy sprawami. A że historię tę znamy z innych opowieści, po dziś dzień wspominani są zwycięzcy spod Maratonu i bohaterscy żołnierze pod wodzą króla Leonidasa.

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.