Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Oddziały greckich hoplitów mogły przesądzić o losach imperium perskiego. Wyprawa dziesięciu tysięcy

Odwrót armii greckich najemników z Mezopotamii przeszedł do historii jako marsz dziesięciu tysięcy

Podróże kształcą? I to jeszcze jak! Okazuje się, że od śniegu można oślepnąć, że nie każdy miód to samo zdrowie i słodycz oraz że istnieją ludzie niezastąpieni – tego wszystkiego dowiedzieli się pewni żądni sławy Grecy.

Azja od zawsze kusiła ludzi. Niezmierzone obszary i legendarne bogactwa spędzały sen z powiek wielu awanturnikom i władcom starożytnej Europy. Do skarbów królów azjatyckich wzdychał Jazon z Fer, władca Tesalii. Filipowi Macedońskiemu też marzyły się splendory Wschodu. Dopiero jego synowi Aleksandrowi udało się ziścić te pragnienia. Być może jednak do zwycięstwa nad Persami pod Gaugamelą w 331 r. p.n.e. w ogóle by nie doszło, gdyby nie szaleńczy wręcz powrót najemników greckich aż spod wrót Babilonu 70 lat wcześniej. Synowie Hellady wkroczyli do swych ojczyzn bogaci nie tyle w łupy, ile w nieśmiertelną sławę. A tej zazdrościł im nawet biograf Aleksandra Macedońskiego Arrian.

Artykuł zainspirowany został brawurową powieścią Sokół spartański, która właśnie ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Rebis

Już samo ich pojawienie się na bezkresach Mezopotamii było nie lada wyczynem, chociaż z pewnością w jakimś stopniu wpisanym w ryzyko ich zawodu – żołnierzy najemnych. Zakończona w 404 r. p.n.e. wojna peloponeska, oprócz osłabienia Aten na rzecz hegemonii Sparty, pozostawiła po sobie ogromne rzesze bezrobotnych wojowników.

Wielu z nich nie mogło wrócić do swoich domów i tylko w walce na obczyźnie widzieli szansę na zapewnienie sobie przyszłości. Jakoż i nadarzyła się ku temu okazja – oto z propozycją pracy pojawił się perski pretendent do tronu Achemenidów Cyrus Młodszy. Ten niepokorny i ambitny syn zmarłego w 404 r. p.n.e. króla Persji Dariusza II bardzo liczył na schedę po ojcu.

Bratobójcza wojna

Miał nadzieję na wsparcie matki Parysatis, która spośród swoich dzieci faworyzowała właśnie jego. Jakież jednak musiało być jego zdziwienie, gdy szachinszachem ogłoszono starszego brata Arsakesa. Co więcej, podczas koronacji nowy władca, który na cześć swego słynnego dziadka przyjął imię Artakserkses, oskarżył go o spisek przeciwko sobie i skazał na śmierć. Ostatecznie przed straceniem uratowało go wstawiennictwo matki. Upokorzony, marzący o zemście powrócił do wcześniej zarządzanych przez siebie prowincji w Anatolii.

Dariusz II

Tam też, korzystając ze talentu politycznego i organizacyjnego, przystąpił do starannych przygotowań zbrojnej ekspedycji przeciwko bratu. A sytuacja wyjątkowo mu sprzyjała. Persja potrzebowała silnego i zdecydowanego władcy, a Artakserkses II taki nie był. Państwo traciło wpływy w Egipcie, a jeden z największych ludów irańskich znad Morza Kaspijskiego – Kaduzjowie – ogłosił swoją niezależność od Achemenidów.

W tej sytuacji wielu dostojników właśnie w Cyrusie widziało jedyny ratunek dla państwa. On sam, czując to wsparcie, potrzebował przede wszystkim silnej armii. Tworzyły ją głównie oddziały złożone z Persów oraz niehelleńskich ludów Azji Mniejszej. Najbardziej jednak liczył na zaprawione w bojach i ciężko uzbrojone hufce Greków. Skorzystał wówczas ze swych dotychczasowych kontaktów z Hellenami, bowiem już w ostatnich latach wojny peloponeskiej aktywnie wspierał – zwłaszcza finansowo – Spartan przeciwko Atenom.

Hellenowie po stronie Cyrusa

Weterani jakby tylko czekali na wezwanie Cyrusa. Do punktu zbornego w Sardes ściągnęli jednak nie tylko waleczni Spartanie. Szeregi stutysięcznej armii pretendenta do tronu zasilili również: Ateńczycy, Beoci, doskonali łucznicy z Krety, przerażający Trakowie oraz miotający ołowianymi kulami procarze z Rodos.

Dowódcą ok. 13-tysięcznego kontyngentu Hellenów mianowano spartańskiego wygnańca Klearcha. Być może tylko jemu i kilku pomniejszym wodzom Cyrus wyjawił prawdziwy cel ekspedycji w obawie, że Grecy nie zgodzą się na wyprawę do dalekiej Babilonii. Oficjalnie mieli oni wspierać Cyrusowe siły w walce ze zbuntowanym górskim ludem Pizydów. Kiedy jednak ominęli ich kraj rzeczywisty cel przestał być tajemnicą.

Nie zniechęciło to jednak większości Hellenów, którzy zawierzyli swój los szczęśliwej gwieździe młodego Achemenidy. Ten, ufny w swoje siły, bez trudu dotarł do środka państwa. Szybkie postępy w marszu zdawały się tylko potwierdzać opinię o Artakserksesie II jako o słabym władcy i marnym strategu. Szachinszach nie obsadził zarówno przełęczy łączących Kapadocję z Cylicją, jak i tej ostatniej z Syrią. Wiele zatem wskazywało, że morderczy marsz armii Cyrusa (27–40 km dziennie!) zakończy się wielkim triumfem nad królem królów.

Artakserkses II Mnemon

Na początku września 401 r. p.n.e. siły Cyrusa znalazły się na żyznych polach Mezopotamii. Do Babilonu pozostawał jeden krok. Artakserkses musiał wreszcie coś zrobić, jeśli chciał utrzymać tron. Brak reakcji z jego strony doprowadził do rozprzężenia w szeregach wojsk pretendenta. Do tej pory czujni Grecy pozwolili sobie nawet na zdjęcie ciężkiego rynsztunku. W końcu, rankiem 3 września w okolicach bliżej nieokreślonej osady Kunaksa (50–100 km na zachód od Babilonu) pojawiła się ogromna armia Artakserksesa II.

Świadek tych wydarzeń – Ksenofont – podał fantastyczną liczbę zbrojnych szachinszacha: 1,2 mln i 200 rydwanów. Takie szacowanie można spokojnie włożyć między bajki, ale i tak siły króla królów przewyższały zdecydowanie te, którymi dysponował Cyrus. Ten jednak wierzył w swoje racje i przede wszystkim w niezwyciężonych hoplitów, na których wyłożył prawie całe zyski ze swoich satrapii. I w tej kwestii się nie zawiódł.

Decydująca bitwa

Od początku bitwy Grecy niezrażeni potęgą złowrogo milczących nieprzyjacielskich szeregów wielokrotnie nacierali, ale za każdym razem Persowie poddawali tyły na sam ich widok i hałas okrzyków. Ci, którym nie udało się uciec, podzielali los swych przodków spod Maratonu. Sami Grecy mieli stracić zaledwie jednego wojownika. Wszystko zatem wskazywało na to, że bitwa zostanie rozstrzygnięta na korzyść młodszego Achemenidy.

Jednak tam, gdzie greckich najemników nie było, sytuacja nie wyglądała optymistycznie. Zniecierpliwiony i żądny sławy Cyrus w pewnym momencie runął ze swoim 600-konnym oddziałem w samo centrum wojsk Artakserksesa. Udało mu się nawet rozbić 6-tysięczną gwardię króla, zmuszając ją do ucieczki. Jednak w trakcie pościgu oddział Cyrusa rozproszył się i kiedy ten dojrzał swego brata, zostało przy nim zaledwie kilku najbliższych, tzw. towarzyszy stołu. Niezrażony tym, z okrzykiem – Widzę tego człowieka! – ruszył do ataku i poważnie ranił króla. W tym samym momencie został jednak śmiertelnie trafiony jakimś pociskiem (sic!) pod oko. Cyrus okazał się człowiekiem nie do zastąpienia, a jego śmierć przyniosła tragiczne skutki. Armia bez wodza rzuciła się do ucieczki i ostatecznie poddała się siłom królewskim.

Cyrus wierzył w potęgę hoplitów

Tymczasem Grecy odnoszący sukcesy na swoim odcinku liczyli, że tak samo dzieje się tam, gdzie walczy Cyrus. O jego śmierci dowiedzieli się dopiero następnego dnia. Dalsza walka nie miała sensu, a próby dogadania się z Persami spełzły na niczym. Oliwy do ognia dolało zdradzieckie zamordowanie większości z helleńskich strategów i oficerów podczas negocjacji z królewskim dowódcą Tissafernesem. Pozostawieni swemu losowi, we wrogim kraju, musieli Grecy zorganizować się na nowo. W toku burzliwych debat wybrano nowych dowódców, wśród których znalazł się autor kroniki tych wydarzeń Ksenofont i ruszono ku Helladzie.

Marsz dziesięciu tysięcy

Odwrót dzielnych najemników, zwany marszem 10 tysięcy (było ich co prawda nieco więcej, ale wedle perskiej miary wojsk stanowili 1 miriadę, czyli właśnie 10 tysięcy) , odbywał się początkowo przy nieustannym nękaniu przez wojska perskie. Armia Tissafernesa zanim „odprowadziła” Greków do granicy Mezopotamii, zdążyła jednak ponieść spore straty, a po jednej z potyczek Hellenowie pozostawili straszliwie zmasakrowane ciała 80 jeńców perskich ku przestrodze kolejnym prześladowcom. Dalszy marsz prowadził przez górzyste siedziby wojowniczych Karduchów.

Zmagania z nimi najlepiej podsumował sam Ksenofont, pisząc, że ustawicznie walczyli (Grecy) i wycierpieli tyle złego, znacznie więcej niż od króla i Tysafernesa razem wziąwszy.

Kolejna na drodze pochodu Armenia wcale nie okazała się bardziej gościnna. Rządzący nią perski satrapa Tiribazos co prawda pozwolił Grekom na aprowizację, ale w rzeczywistości planował nie wypuścić najemników ze swoich granic. Ostatecznie żołnierzom Ksenofonta udało się ujść z potrzasku i wkroczyć do kraju Chalibów (znanych z tego, że odcinali głowy wrogom i nosili je podczas marszu), Fazjan i Taochów (po przegranych bitwach popełniali zbiorowe samobójstwa) – górskich plemion nieuznających panowania szachinszacha.

Tiribazos

I tutaj dni upływały na ciągłych walkach o przekroczenie każdej przełęczy. Myliłby się jednak ten, kto w problemach natury ludzkiej upatrywał jedynych trudności w marszu. Wyżyny Armenii przywitały nawykłych do ciepłych klimatów helleńskich najemników ostrą i śnieżną zimą. Wielu z nich oślepło od iskrzącego się śniegu lub w najlepszym wypadku odmroziło sobie palce u nóg. W natłoku kłopotów, jakie spotkały jeszcze greckie zastępy, niczym zdaje się potyczka z plemieniem Kolchów czy też tajemnicze zatrucie miodem z napotkanych po drodze pasiek. Szczęściem nikt z tego powodu nie umarł, ale przez klika dni leżało Greków tylu, jakby po jakiej klęsce, i panowało wielkie przygnębienie z tego powodu.

Artykuł zainspirowany został brawurową powieścią Sokół spartański, która właśnie ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Rebis

W końcu, w lutym 400 r. p.n.e., po 5 miesiącach morderczej wędrówki, kosztem utraty około 2000 towarzyszy, najemnicy zameldowali się w Trapezuncie – greckiej kolonii nad Morzem Czarnym. Stamtąd, już w komfortowych warunkach, bo na pokładach statków, dotarli do greckich miast w okolicy Bizancjum. Nie wszystkim jednak wystarczyła sława mitycznych herosów. Prawie 3-tysięczny korpus zaciągnął się na służbę u króla spartańskiego Agesilaosa II, który w Azji Mniejszej rozpoczął tymczasem wojnę z ich niedawnym przeciwnikiem – Tissafernesem. Dawni wrogowie znów ruszyli do boju, ale to już inna historia.

Inspiracją do powstania artykułu stała się powieść Sokół spartański, która właśnie ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Rebis

Bibliografia

  1. Cywilizacje starożytne, red. Arthur Cotterell, Łódź 1990.
  2. Józef Wolski, Historia powszechna. Starożytność, Warszawa 1992.
  3. Ksenofont, Wyprawa Cyrusa, tłum. A. Rapaport, Wrocław 2006.
  4. N.G.L. Hammond, Dzieje Grecji, Warszawa 1994.
  5. Piotr Głogowski, Wyprawa Cyrusa i odwrót Dziesięciu Tysięcy w przekazie Diodora (14.19–31; 37.1–4): Przekład i komentarz, Symbolae Philologorum Posnaniensium Graecae et Latinae XXVIII/1 2018.
  6. Piotr Głogowski, Źródła Diodora do dziejów wyprawy Dziesięciu Tysięcy, Roczniki humanistyczne, tom LXVII, zeszyt 3 – 2019.
  7. Maciej Szopa, Wyprawa dziesięciu tysięcy
    https://wiadomosci.onet.pl/kiosk/wyprawa-dziesieciu-tysiecy/zqsc1 [dostęp: 16.06.2020].

Czy wiesz, że ...

... w bitwie pod Kannami po przegranej stronie poległo aż 47 tysięcy żołnierzy piechoty i 2,7 tysiąca kawalerzystów? Kolejne 19 tysięcy ludzi dostało się do niewoli. Życie stracił nawet jeden z rzymskich konsulów, Paulus. Przy tej skali klęski straty Kartaginy – 8 tysięcy dusz – wydają się niewielkie.

…istnieje teoria, że Aleksander Wielki trafił pod nóż balsamistów jeszcze żywy? Podobno tkwiący w letargu władca wybudził się podczas cięcia, jednak jego krzyków nikt już nie usłyszał...

...w starożytnym Egipcie faraonowie mieli swoich prywatnych "dozorców odbytu"? Byli oni odpowiedzialni za zapobieganie jego wypadnięciu, co było częstym efektem ówczesnych chorób przewodu pokarmowego.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.