Ciekawostki Historyczne

Przez wieki Europa była miejscem, gdzie wachlarz tortur był niezwykle szeroki. Ale kaci ze Starego Kontynentu mieli konkurencję w Chinach – za sprawą lingchi.

Łamanie kołem, wbijanie na pal, krwawy orzeł. Tak, Europejczycy byli mistrzami w powodowaniu cierpienia i wymyślaniu fantazyjnych metod zadawania śmierci. Coś na ten temat mógł wiedzieć Francois Ravaillac – zabójca króla Francji Henryka IV Burbona. Zanim wyzionął ducha, jego prawa ręka została spalona aż do zwęglenia, ciało szarpano rozżarzonymi szczypcami, a z ramion, nóg i klatki piersiowej żywcem ściągnięto skórę. Po kąpieli we wrzącym oleju i zalaniu pępka roztopionym ołowiem królobójca został ostatecznie rozerwany przez konie.

Przy całym swoim okrucieństwie te tortury były na tyle litościwe, że trwały zaledwie ok. 30 min. Na drugim końcu świata, w Chinach, jeden szczególny rodzaj egzekucji trwać mógł nawet kilka dni. Torturowany przez wiele godzin w niewyobrażalnym cierpieniu czekał na łaskawe nadejście śmierci. Kara ta miała wiele nazw. Jedni zwali ją „unosząca się śmierć”, drudzy „śmierć przez tysiąc cięć”. Ale jej prawdziwe imię to lingchi.

Czytaj też: Łamanie kołem – najgorsza tortura w dziejach?

Filozofia śmierci

W porównaniu do Europejczyków Chińczycy posiadali dość skromną paletę ustanowionych przez prawo metod zadawania śmierci. Rodzaj zastosowanej egzekucji uzależniony był oczywiście od tego, jak poważną zbrodnię popełnił oskarżony. Najłagodniejszą formą kary śmierci było uduszenie przez powieszenie. Szczebel wyżej znajdowała się dekapitacja, czyli tradycyjne ścięcie głowy. Łączono je niekiedy z wystawieniem odciętej części ciała na widok publiczny.

Dla najgorszych zbrodniarzy zarezerwowane było lingchi. Ponieważ chińskie prawo nie określało żadnej konkretnej instrukcji przeprowadzania egzekucji, akt lingchi różnił się w zależności od regionu. W swojej prostocie był to jednak niezwykle okrutny sposób zadawania śmierci. Skazanego przywiązywano rzemieniami do pręgierza i ostrym nożem systematycznie odcinano mu kawałki ciała. Lingchi trwać mogło długie godziny, a nawet dni. Pod koniec skazany mógł już w ogóle nie przypominać człowieka. W potwornej agonii balansował między życiem a śmiercią.

Dla najgorszych zbrodniarzy zarezerwowane było lingchi.fot.domena publiczna

Dla najgorszych zbrodniarzy zarezerwowane było lingchi.

Według chińskich kronik najdłużej torturowanym skazanym poddanym tej karze był znienawidzony przez cesarski dwór eunuch Liu Jin. Wykonana w 1510 roku egzekucja miała trwać dwa dni. Liu Jin wyzionął ducha po wykonaniu na nim aż 3 tysięcy cięć!

Kat zazwyczaj zaczynał od klatki piersiowej. Pierś i otaczające mięśnie były metodycznie usuwane, aż widoczne stawały się gołe żebra. Następnie przechodzono do ramion i ud. Odcinano od nich kolejne porcje ciała. Reszta egzekucji zależała już od osobistej inwencji kata. Z jednej strony starał się zadać ofierze jak największy ból, z drugiej zaś musiał utrzymać ją przy życiu jak najdłużej.

Czytaj też: Łamanie kołem, szubienica, wbijanie na pal – jak karano w dawnej Polsce?

Zobacz również:

Tako rzecze Cesarz Hongwu

W dosłownym tłumaczeniu lingchi znaczy „śmierć wolna jak lód” (ling – lód, chi – opóźniać, spóźniać). Nieznana jest dokładna data, kiedy kara została włączona w poczet oficjalnych form egzekucji. Najprawdopodobniej stało się to jeszcze za czasów panowania dynastii Song (960–1279).

W pierwszych wiekach istnienia kary lingchi stosowane było dość sporadycznie, a egzekucja musiała mieć osobistą akceptację cesarza. Wszystko zmieniło się za czasów dynastii Ming (1368–1644). Wówczas tortura ta miała w Chinach swój renesans. Stosowana była częściej niż kiedykolwiek. Osobą, która sprawiła, że lingchi stało się w Chinach wyjątkowo „popularne”, był Hongwu – pierwszy cesarz z dynastii Ming.

Osobą, która sprawiła, że lingchi stało się w Chinach wyjątkowo „popularne”, był Hongwu – pierwszy cesarz z dynastii Ming.fot.Soerfm/CC BY-SA 4.0

Osobą, która sprawiła, że lingchi stało się w Chinach wyjątkowo „popularne”, był Hongwu – pierwszy cesarz z dynastii Ming.

Co ciekawe, w pierwszych latach rządów władca ten był zwolennikiem złagodzenia systemu kar cielesnych. W swojej naiwności wierzył, iż: „Kontrolowanie ludzi jest jak kontrolowanie wody. Musisz podążać za ich naturą. Z natury wszyscy ludzie cenią życie i nienawidzą śmierci, więc sposobem na ich pielęgnowanie jest zmniejszenie kar i zawieszenie wojny”. Życie szybko zweryfikowało jednak pacyfistyczne poglądy władcy. Szerzące się na chińskim dworze spiski, które groziły pozycji samego cesarza, spowodowały, że Hongwu dokonał zwrotu w myśleniu. Sprawił, że lingchi zaczęło być stosowane coraz częściej. O ile wcześniej „śmierć przez tysiąc cięć” zarezerwowana była tylko dla najgorszych zbrodniarzy, to za czasów dynastii Ming lingchi było stosowane nawet w przypadku tak błahych przestępstw jak np. łapówkarstwo.

Czytaj też: Tortury wikingów. Krwawy orzeł, patroszenie, zjadanie jadowitych węży…

Raj utracony

Dla wielu skazanych to nie fizyczne cierpienie było w lingchi najgorsze. Rozczłonkowanie i poszatkowanie na kawałki zamykało zabitym szansę na życie po śmierci. O tym, dlaczego akt lingchi miał tak poważne religijne konsekwencje, dowiadujemy się m.in. z tzw. Jadeitowego Rejestru.

Ta XIX-wieczna chińska księga moralizatorska opisuje skomplikowane reguły oceny życia zmarłego w zaświatach. Dołączony do niej załącznik zwany „Szesnaście kar świata światła” zawierał listę rodzajów kar cielesnych, jakie mogły być stosowane w ówczesnych Chinach. Co ciekawe, najgorszym rodzajem śmierci według Jadeitowego Rejestru była kompletna anihilacja ludzkiego ciała, jego zmiażdżenie i zatracenie fizycznej formy. Tak ekstremalnych egzekucji nigdy jednak nie stosowano. Dopiero kolejne na liście lingchi stanowiło ostateczny i realnie praktykowany sposób wymierzania sprawiedliwości.

Lingchi było karą, która zabijała nie tylko ciało, ale również i duszę.fot.PHGCOM /CC BY-SA 3.0

Lingchi było karą, która zabijała nie tylko ciało, ale również i duszę.

Gradacja surowości kar cielesnych w tym wypadku podyktowana była nie tyle fizycznym cierpieniem skazanego, ale przede wszystkim konsekwencjami religijnymi. Zniszczenie ludzkiego ciała zarówno w tradycji buddyjskiej, jak i konfucjańskiej zamykało duszy drogę do zaświatów. Dla obydwu tych religii niezmiernie ważne było to, w jakim stanie zmarły zostanie złożony do grobu. Utrata fizycznej integralności oznaczała, że człowiek zostaje pozbawiony szans na odrodzenie się (buddyzm) lub życie wieczne w zaświatach (konfucjanizm). Lingchi było więc karą, która zabijała nie tylko ciało, ale również i duszę.

Czytaj też: Jak katować, a potem… leczyć? Średniowieczna rehabilitacja po wizycie w sali tortur

Barbarzyński Daleki Wschód

Blisko tysiącletnia historia stosowania lingchi w Chinach zakończyła się w 1905 roku. Wykonano wówczas ostatnią sankcjonowaną prawnie tego typu egzekucję. Ostatnie dziesięciolecia stosowania lingchi były też czasem, w którym kara ta wzbudzała największe kontrowersje. Z wyjątkiem okresu panowania dynastii Ming „śmierć przez tysiąc cięć” nie była torturą stosowaną powszechnie.

W XIX wieku incydentalne akty lingchi stały się jednak dla Europejczyków dowodem na barbarzyńską naturę mieszkańców Państwa Środka. Polityczna i ekonomiczna penetracja Chin przez europejskie mocarstwa oraz będące jej wynikiem napięcia i konflikty zbrojne (wojny opiumowe, powstanie bokserów) sprawiły, że obraz Chińczyków na zachodzie był skrajnie negatywny. Opisy okrutnych aktów lingchi i zdjęcia zmasakrowanych zwłok były kolejnymi argumentami, które potwierdzały ten wizerunek. W swoich moralnych osądach Niemcy, Francuzi i Anglicy zapominali jednak, że jeszcze dwieście lat wcześniej sami rozrywali swoich skazańców końmi.

Bibliografia:

  1. Brook, Bourgon, Blue, Death by a Thousand Cuts, Londyn 2008.
  2. Donelly, The Big Book of Pain: Torture & Punishment Through History, Cheltenham 2012.
  3. Innes, The History of Torture, Londyn 2017.
  4. Kuroski, Lingchi May Be The Most Terrifying Punishment In History, (dostęp: 29.03.2022).

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

KarmaDordże

„Zniszczenie ludzkiego ciała zarówno w tradycji buddyjskiej, jak i konfucjańskiej zamykało duszy drogę do zaświatów”.

Nie zgodzę się. We wszystkich tradycyjnie buddyjskich społecznościach (Indie, Nepal, Bhutan, Tybet, Sri Lanka itd.) praktykowało się od tysiącleci kremację zwłok lub Pogrzeb powietrzny (także pogrzeb niebiański, ekspozycja zwłok) – „buddyjska i zaratustriańska forma pochówku zwłok ludzkich, spotykana w Azji, podczas której zwłoki stają się żerem dla ptaków drapieżnych”. Ponadto w filozofii buddyjskiej nie występuje pojęcie duszy ani też jego ekwiwalent.

    KarmaDordże

    cd. „Dla obydwu tych religii niezmiernie ważne było to, w jakim stanie zmarły zostanie złożony do grobu. Utrata fizycznej integralności oznaczała, że człowiek zostaje pozbawiony szans na odrodzenie się (buddyzm) lub życie wieczne w zaświatach (konfucjanizm)”.

    W buddyzmie praktycznie nie składało się ludzi do grobu, tylko kremowało lub rozczłonkowywało i wystawiało na pożarcie sępom. Integralność fizyczna zwłok nie ma więc żadnego znaczenia. Poza tym CELEM buddyzmu jest właśnie zaprzestanie dalszych odrodzeń w samsarze, więc „pozbawienie szans na odrodzenie się” byłoby tak naprawdę skutkiem pożądanym (buddyści nie chcą się odradzać – z wyjątkiem bodhisattwów). Więcej na temat buddyjskiego podejścia do śmierci np. w książce „Umysł poza śmiercią”, Dzogczen Ponlop Rinpocze.

      Beaticus

      Ciekawy komentarz, dziękuję!

Zobacz również

Nowożytność

Seryjny morderca, sługa szatana czy... postać z legend?

Z ręki Petera Niersa miało zginąć ponad 500 osób. Parał się czarną magią, mordował niemowlęta i zjadał ich serca. Ale ile w tej historii jest...

11 maja 2022 | Autorzy: Paweł Filipiak

Średniowiecze

Nie lubisz swojej pracy? Ciesz się, że nie jesteś katem

Kat nie miał łatwego życia. Sama praca była niewdzięczna. Do tego dochodziła mozolna nauka i społeczny ostracyzm. Za to na egzekucjach dało się nieźle zarobić.

3 listopada 2021 | Autorzy: Gabriela Bortacka

Średniowiecze

To była jedna z najbardziej brutalnych metod egzekucji. Skazańcy całymi godzinami konali w mękach...

Łamanie kołem pozwalało decydować dokładnie, ile potrwa kara. Na dodatek było wyjątkowo bolesne – i spektakularne. Rekordziści konali w mękach nawet kilka dni.

25 października 2021 | Autorzy: Maria Procner

Średniowiecze

Jak katować, a potem… leczyć? Średniowieczna rehabilitacja po wizycie w sali tortur

Tortury to nieodłączny element współczesnej wizji średniowiecza. Niezbyt często wspomina się jednak, że po męczarniach przychodził czas na leczenie, a bólem – przed lekarzami –...

10 października 2020 | Autorzy: Michał Procner

Średniowiecze

Śmierć, gwałt i grabież. Co czekało ofiary najazdu wikingów?

Na temat wikingów powstało i przetrwało do naszych czasów mnóstwo legend. Większość mówi o brutalnych najazdach, torturowaniu wrogów i wręcz demonicznych cechach najeźdźców z Północy....

8 października 2020 | Autorzy: Michał Procner

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.