Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Sydonia von Borck. Ta potężna czarownica podobno doprowadziła do zagłady książęcy ród!

Romantyczna legenda głosi, że rzucona przez nią klątwa miała doprowadzić do unicestwienia potężnego rodu.

fot.Edward Burne-Jones/domena publiczna Romantyczna legenda głosi, że rzucona przez nią klątwa miała doprowadzić do unicestwienia potężnego rodu.

Romantyczna legenda głosi, że rzucona przez nią klątwa miała doprowadzić do unicestwienia potężnego rodu. Nieszczęśliwa miłość rozpoczęła jej życiową tułaczkę i doprowadziła ją na stos. Kim była Sydonia von Borck? Potężną czarownicą? A może skrzywdzoną przez los kobietą?

„Widzicie przed sobą starą kobietę oszukaną przez bliźnich, krewnych i przez nich oskarżoną o władzę nadziemską. Mnie nawet ludzkiej mocy brakowało, by przeciwko niesprawiedliwościom krewnych moich na majątek dybiących stanąć” – w takiej formie słowa Sydonii von Borcke z jej procesu o czary przywołuje Bogdan Frankiewicz w książce „Sydonia”.

Były one efektem wielu krzywd i wielkiego cierpienia, którego doświadczyła w swoim życiu. Oto jak wyglądała jej droga na stos.

Piękność z Pomorza

Urodziła się około roku 1548 w Strzmielach, choć dokładna data jej narodzin nie jest znana. Była córką hrabiego Ottona Borcka i Anny von Schwiecheld. Rozpieszczana przez najbliższych, wyrosła na niezwykle urodziwą młodą kobietę obdarzoną wieloma talentami. Jak czytamy w najnowszej książce Sławomira Kopra „Jagiellonowie. Złoty wiek”:

Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy Sydonii i Gryfitów, gdyby jako młoda dziewczyna nie trafiła na dwór księcia Filipa I w Wołogoszczy (Wolgast). Właśnie tam poznała swojego rówieśnika, syna księcia Filipa, Ernesta Ludwika.

Podwójny portret Sydonii von Borck jako młodej i starej kobiety

fot.Lucas Cranach Starszy/domena publiczna Podwójny portret Sydonii von Borck jako młodej i starej kobiety

Piękna szlachcianka i młody książę zakochali się w sobie. Sydonia szybko wpadła w sidła słodkich słówek i złudnych obietnic wspólnej przyszłości. Zupełnie nie zwracała uwagi na innych zalotników – w tym m.in. słynnego malarza Lucasa Cranacha młodszego.

Jak to jednak w takich historiach najczęściej bywa, książę Ernest Ludwik – choć szczery w swoich zamiarach – ostatecznie mezaliansu nie popełnił. Za namową rodziny w roku 1577 ożenił się z Zofią Jadwigą – córką księcia brunszwickiego. Sławomir Koper wspomina, że:

urażona Sydonia natychmiast opuściła dwór w Wołogoszczy, a kiedy Ernest poślubił księżniczkę brunszwicką, miała go przekląć wraz z rodziną. Podobno stwierdziła, że „nie minie 50 lat, a ród Gryfitów wyginie”. Jeżeli była to prawda, to niewiele się pomyliła…

Czytaj też: Kosztowny hołd pruski i niekompetentny król Ludwik Jagiellończyk. Tak wyglądał koniec Jagiellonów

Ciężkie życie szlachcianki

Po opuszczeniu zamku Sydonia udała się pod opiekę brata, jej ojciec zmarł bowiem już w 1568 roku. Wraz z siostrą Dorotą trafiły pod skrzydła Ulricha, który nie był zbyt skory do dzielenia się majątkiem odziedziczonym po przodkach. Kazał on zrzec się siostrom praw do majątku, obiecując w zamian utrzymanie i renty.

Rok później Ulrich ożenił się, a narastający pomiędzy szwagierkami konflikt skłonił Sydonię i Dorotę do wyjazdu. Tak właśnie rozpoczęła się ich tułaczka, którą możemy prześledzić poprzez akta spraw sądowych. Sydonia do końca życia musiała dochodzić swoich praw do majątku oraz renty, ponieważ jej brat nie wywiązywał się z jakichkolwiek zobowiązań.

Tekst powstał m.in. w oparciu o najnowszą książkę Sławomira Kopra „Jagiellonowie. Złoty wiek”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Bellona.

Tekst powstał m.in. w oparciu o najnowszą książkę Sławomira Kopra „Jagiellonowie. Złoty wiek”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Bellona.

W roku 1604 – na wniosek krewnych – została umieszczona w klasztorze w Marianowie. Już od pierwszych chwil wiadomo było, że ta historia nie może się dobrze skończyć. Wysiadając z wozu po przybyciu do klasztoru, kobieta złamała sobie nogę.

Ze względu na wiek przydzielono jej stanowisko zastępczyni przełożonej. Jednak jeszcze w tym samym roku godność tę jej odebrano ze względu na fakt, że nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Tych z kolei nie dopełniała, ponieważ była zaabsorbowana toczącymi się procesami, a także nowymi zainteresowaniami, które miały doprowadzić ją na stos…

Czytaj też: Najbardziej absurdalne zarzuty, które stawiano czarownicom

Złośliwa czarownica

Sydonia von Borck w trakcie swojego długiego życia nigdy nie wyszła za mąż. Poznawała za to zioła i ich właściwości oraz otaczała się zwierzętami. Miała psa, którego bardzo lubiła, a który stał się przedmiotem sporu z jej byłym narzeczonym, Henrykiem Prechelem. Henryk postanowił bowiem odebrać zwierzę Sydonii – prawdopodobnie z czystej złośliwości.

Los jednak szybko zemścił się na nim za ten czyn! Niedługo po tych wydarzeniach zmarło dziecko Henryka, a ten obarczył winą Sydonię. W odpowiedzi na oskarżenia kobieta przyznała, że dziecko zostało pogryzione przez jej psa, jednak podkreślała, iż ona nie ma z tym nic wspólnego.

Od tej pory zwierzę stało się bardzo ważnym elementem procesów wytaczanych Sydonii. Tym bardziej że – zapytana o jego rolę w swym życiu – bez namysłu odpowiedziała: „przepowiadał moją śmierć”.

Czytaj też: Ile osób NAPRAWDĘ zginęło w polowaniach na czarownice?

Droga na stos

16 października 1612 roku Sydonia von Borcke została oficjalnie oskarżona o czary przez Annę von Apenburg z klasztoru w Marianowie. Od tego czasu pętla wokół niej zaczęła się zaciskać. Jak pisze Sławomir Koper:

[Sydonię] ubezwłasnowolniono i zakazano opuszczać teren klasztoru, w którym przebywała. Postanowiła złożyć oficjalną skargę do księcia Filipa i próbowała wydostać się na zewnątrz za pomocą siekiery. Zmuszono ją siłą do powrotu do celi, a przy okazji dobrze zapamiętano przekleństwa i groźby, jakich nie szczędziła swoim prześladowcom.

W końcu uwięziono ją na zamku Oderburg w Grabowie. Trzymano ją w zimnej, wilgotnej i ciemnej celi. W aktach sądowych czytamy, że kobieta nie przyznawała się do winy. W związku z tym zezwolono katowi na tortury, które miały wyciągnąć z oskarżonej odpowiednie zeznania. Podczas potwornych kaźni Sydonia traciła zmysły. W końcu związano ją, nogi umieszczono w dybach i ześrubowano. Po ponownym odczytaniu zarzutów przyznała się do wszystkiego.

List Sydonii von Borcke do księcia szczecińskiego Filipa II, w którym prosi o ponowne rozpatrzenie jej skarg na współtowarzyszki w klasztorze w Marianowie.

fot.Sydonia von Borcke – AP Szczecin, Archiwum Książąt Szczecińskich, sygn. I/1668/domena publiczna List Sydonii von Borcke do księcia szczecińskiego Filipa II, w którym prosi o ponowne rozpatrzenie jej skarg na współtowarzyszki w klasztorze w Marianowie.

Kiedy nieco doszła do siebie, odwołała zeznania, co jednak ściągnęło na nią tylko kolejne tortury i wymuszone potwierdzenie prawdziwości oskarżeń. Ostatecznie została skazana za spowodowanie śmierci dziewięciu osób. Jako szlachciance przysługiwało jej ścięcie mieczem. Wyrok wykonano 19 sierpnia 1620 roku w Szczecinie w pobliżu Bramy Młyńskiej. Ciało Sydonii spalono na stosie i pogrzebano na cmentarzu dla biedoty.

Sławomir Koper, opisując Sydonię w swojej najnowszej książce „Jagiellonowie. Złoty wiek”, stwierdza:

Sydonia była wymarzoną ofiarą. Od lat interesowała się zielarstwem i miała podejrzane kontakty z kobietami oskarżanymi o czary. Do tego była kłótliwa i apodyktyczna, często też odgrażała się swoim przeciwnikom, którzy dziwnym trafem szybko schodzili z tego świata. Na domiar złego była jeszcze sprawa rzekomej klątwy rzuconej na panującą dynastię…

Literatura:

  1. Frankiewicz, „Sydonia”, Szczecin 1986.
  2. Koper, „Jagiellonowie. Złoty wiek”, Warszawa 2021.
  3. Pałęga, Procesy o czary na Pomorzu Zachodnim w XVI i XVII wieku, na podstawie akt Archiwum Książąt Szczecińskich i Książęcego Sądu Nadwornego, w: „Czary i czarownictwo na Pomorzu”, red. A. Majewska, Stargard 2008, s. 105–116.

Czy wiesz, że ...

...za konstrukcję wodociągu między podnóżem Wawelu a zamkiem odpowiadał Jan z Dobruszki? Określano go w źródłach mianem ”magister cannalium” czy „rurmistrzem”. Do jego obowiązków należało również utrzymanie wszystkich instalacji kanalizacyjnych w dobrym stanie.

...pewna amerykańska kucharka była prawdziwie zabójczą kobietą. Choć sama zdrowa jak rydz, była nosicielką tyfusu. Przenosiła się z domu do domu, zatrudniając się jako kucharka. Niedługo po tym, jak poczęstowała swoich pracodawców swoimi pysznymi potrawami, zaczynali umierać ludzie.

...Zawisza Czarny sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami? Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego, a potem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego.

Komentarze (2)

  1. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    A ten klasztor to w Marianowie. Wiem… No bo tam mieszkam po prostu.
    Miejscowość nasza robi nieomal wszystko, aby na tym zarobić że tam właśnie przez znaczący czas swego życia mieszkała Sydonia.
    Nieomal wszystko „kręci się” u nas wokół jej osoby i historii jej życia, i wszystko co ważne nazywa się jej imieniem.
    Każde „przysłowiowe” dziecko zna szczegóły jej życia.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.