Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Dlaczego Łosie nie zbombardowały pancernika Schleswig-Holstein? Czy mogliśmy zatrzymać Niemców w 1939 roku?

fot.Narodowe Archiwum Cyfrowe (Sygnatura: 37-133-1) Płonące Krakowskie Przedmieście,Warszawa, wrzesień 1939 rok

Źle zaplanowana obrona kraju, fatalne dowodzenie, brak rozpoznania i łączności, słabe wyszkolenie żołnierzy, a to tego wiele głupich i krótkowzrocznych rozkazów marszałka Rydza-Śmigłego – to elementy, z których złożyła się szybka porażka Polski w wojnie obronnej 1939 roku. Amerykański historyk wojskowości Robert Forczyk w swojej książce „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939” potwierdza, na podstawie wnikliwej analizy dokumentów, to, co w Polsce od dawna wiemy, ale boimy się powiedzieć.

Wydawało się, że o kampanii wrześniowej 1939, napisano już wszystko. W Polsce ten temat brało na warsztat wielu wybitnych historyków, dowodząc, że walczyliśmy nieźle, broniliśmy się zajadle i zadaliśmy Niemcom nieproporcjonalnie duże straty w obliczu ich zdecydowanej przewagi ilościowej i jakościowej. Analizy klęski wrześniowej prowadzono zresztą już w czasie wojny, a jej sprawcy – czyli najwyższe dowództwo – miało po wojnie stanąć przed sądem.

Także Niemcy przeanalizowali przebieg wojny z Polską i już w roku 1940 roku, w czasie najazdu na Francję, naprawili błędy, które popełnili rok wcześniej na Kujawach i Mazowszu. Nie ma wątpliwości, że Niemcy fałszowali fakty o wrześniu 1939 roku, utrzymując, że Wojsko Polskie było słabe, poszło w rozsypkę już w pierwszych dniach kampanii, dowódcy uciekali na tyły na odgłos strzałów, a Niemców zatrzymywały nie polskie armaty, a wyłącznie kiepskie drogi i naturalne przeszkody terenowe.

Artykuł powstał na podstawie książki Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939 Roberta Forczyka która ukazała się na rynku nakładem Wydawnictwa Rebis

Niemcy są także autorami popularnego mitu o szarży polskich ułanów na niemieckie czołgi, do czego miało jakoby dojść pod Krojantami. Robert Forczyk demaskuje ten mit na łamach swej książki, wskazuje też kilka innych popularnych „prawd”, które wydawały się niepodważalne, jak ta mówiąca, że kampania w Polsce była pierwszym zastosowaniem zasad „Blitzkriegu”, czyli wojny błyskawicznej. Forczyk udowadnia, że wojna z Polską miała być – w planach Niemców – błyskawiczna, ale to się nie udało. Kampanie w takim stylu Niemcy przeprowadzili dopiero w czasie ataku na Danię i Norwegię oraz na Belgię, Holandię i Francję w 1940 oraz w latach późniejszych. Jego zdaniem wrzesień 1939 miał jeszcze charakter wojny konwencjonalnej, dość powolnej, choć zaskakujące manewry, zwroty i operowanie dużymi masami wojsk, w tym jednostkami pancernymi, już Niemcy stosowali.

Dobrzy piloci, złe planowanie

Forczyk nie rozjeżdża bezlitośnie Polski i polskiego wojska za przegraną w 1939 roku. Zauważa pojedyncze sukcesy, przypadki niezwykłego bohaterstwa, wyjątkowego kunsztu wojennego, dobrego dowodzenia i sukcesów np. w przypadku zatrzymania nieprzyjaciela na kilka dni przez małe jednostki, broniące kluczowych odcinków. Docenia też odwagę i wytrwałość obrońców Westerplatte i Helu, a także umiejętności polskich pilotów, którzy na słabszych technicznie PZL-7 i PZL-11 potrafili stawić czoła doskonałym Me-109 i Me-110 i zadać Luftwaffe spore straty.

Wskazuje jednak widoczne po polskiej stronie, bardzo liczne, a wręcz powszechne, przykłady braku wyszkolenia, niedostatecznego przygotowania, braku rozpoznania, błędnych decyzji dowódców średniego i wyższego szczebla, a przede wszystkim wiele błędów popełnionych jeszcze przed wrześniem 1939, gdy Polska przygotowywała plany wojny obronnej, dokonywała zakupów uzbrojenia za granicą. Przykładem takiej błędnej decyzji była budowa nowoczesnych bombowców PZL-37 Łoś, zamiast budowy lub zakupu myśliwców, których – jak się potem okazało – mieliśmy dużo za mało.

fot.Domena publiczna PZL.37 Łoś, polskie bombowce produkowane w latach 1936-1939. Pierwszy pułk lotniczy

Niektóre błędy strategiczne i polityczne, które zauważył w swojej książce Forczyk, wskazał już zresztą, wiele lat temu, Jerzy Łojek w swojej epokowej pracy „Agresja 17 września 1939”. Należy przy tym zauważyć, że polski historyk przygotował swoją rozprawę o Wrześniu jeszcze w latach komunizmu, gdy nie było tak łatwego, jak dziś dostępu do archiwów np. niemieckich, brytyjskich czy amerykańskich. Jednak obaj ci historycy wskazują zgodnie, że jedną z przyczyn tak szybkiej porażki Polski w 1939 roku był fatalny system łączności Wojska Polskiego, który zresztą rozsypał się już w pierwszych dniach wojny. Po pierwsze, na szczeblu dywizyjnym występował powszechny brak radiostacji krótkiego i dalekiego zasięgu, po drugie łączność kablowa (telefoniczna i telegraficzna) została szybko przerwana, po trzecie Niemcy już 3 września przechwycili polskie szyfry, zdobyte w walkach z Armią „Kraków”, które mogli potem wykorzystać.

Sztab Generalny przygotował co prawda nowe klucze szyfrowe tzw. wtórniki, ale były problemy z przekazaniem ich do jednostek, bo wiozące je samoloty łącznikowe były zestrzeliwane przez niemieckie lotnictwo. Zresztą także wtórniki wkrótce dostały się w ręce Niemców. Sytuację pogarszał wydany przez marszałka Śmigłego bezwzględny zakaz kontaktowania się przez radio lub przewodowo dowódców sąsiadujących ze sobą jednostek. By uzgodnić działania, musieli się oni spotkać osobiście!!! Brak radiostacji i zerwanie sieci łączności już w trzecim dniu wojny miało dalekosiężne skutki przez całą kampanię wrześniową.

fot.Domena publiczna Edward Śmigły-Rydz podczas uroczystości w Krakowie 6 sierpnia 1939 roku

W Warszawie nie wiedziano, gdzie znajdują się sztaby wielkich jednostek, zatem nie można było do nich wysłać samolotów łącznikowych z rozkazami. Jerzy Łojek wskazywał, że rezygnacja z zakupu jednego niszczyciela typu „Błyskawica” pozwoliłaby na całkowite zaspokojenie potrzeb łącznościowych Wojska Polskiego. Zauważył, że „Błyskawica”, „Burza” i „Grom” i tak się we wrześniu 1939 roku nie przydały, bo odpłynęły cichaczem do portów angielskich, o czym niemiecki wywiad doskonale wiedział.

Błyskawica odpłynęła błyskawicznie

Podobne refleksje ma Forczyk, który uważa, że obrona polskiego wybrzeża została fatalnie przygotowana, a operacja „Peking”, czyli wycofanie trzech naszych niszczycieli do Wielkiej Brytanii nie było „mistrzowskim zagraniem taktycznym”, ale wielkim błędem, w wyniku którego nasze najnowocześniejsze okręty nie użyły swoich dział i torped w obronie polskiego wybrzeża, za to później broniły wybrzeża norweskiego i angielskiego.

fot.Domena publiczna Niszczyciel ORP „Błyskawica” po powrocie do kraju w 1947 roku

Forczyk pisze też bardzo krytycznie o roli pięciu polskich okrętów podwodnych, których zakup był ogromnym wysiłkiem finansowym dla odrodzonego Państwa Polskiego. Tymczasem we wrześniu 1939 roku nie dokonały one niczego, przez cały czas kryjąc się pod wodą i odpływając coraz dalej od swoich macierzystych portów, których teoretycznie miały bronić. Nie przeprowadziły żadnych akcji ofensywnych, nie próbowały nawet zaatakować przestarzałego i powolnego pancernika Schleswig-Holstein! W Polsce za wielki sukces uważa się ucieczkę ORP Orzeł z portu w Tallinie, skąd okręt przepłynął bez map do Anglii, a nikt nie stawia pytań, dlaczego okręt ten, we wrześniu 1939, roku nie wystrzelił swoich torped przeciwko Kriegsmarine.

Uziemione Łosie, groźne 7TP

Forczyk pisze krytycznie o rozkazach dotyczących bombowców PZL37-Łoś, które – chociaż nowoczesne – były uziemione przez większą część kampanii wrześniowej, bo nie było pomysłu jak je użyć. Dowódca lotnictwa, generał Józef Zając, rozważał przez pewien czas możliwość wysłania kilku Łosi na bombardowanie pancernika Schleswig-Holstein, ale ostatecznie wycofał się z tego pomysłu w obawie o utratę tych cennych maszyn.

Ostatecznie Łosie i Karasie z Brygady Bombowej pułkownika Władysława Hallera przeprowadziły około 60 lotów bombardując niemieckie kolumny pancerne, ale Luftwaffe przechwyciła i zniszczyła aż 37 bombowców! Zbombardowanie i zatopienie, albo chociaż poważne uszkodzenie wielkiego pancernika Schleswig-Holstein, którego lokalizacja była Polakom znana, miałoby ogromne znaczenie propagandowe dla walczącego w okrążeniu Wojska Polskiego i naszych zachodnich sojuszników.

Jako powszechny błąd polskich dowódców Forczyk uważa niebronienie przepraw po wysadzeniu mostów. Polskim saperom zwykle udawało się wysadzić mosty przed nacierającymi jednostkami niemieckimi, ale most i jego okolice nie były później ostrzeliwane z dział, czy chociażby karabinów maszynowych. Pozwalało to niemieckim saperom spokojnie działać i odbudowywać mosty, przerzucać przeprawy pontonowe, albo poszukiwać brodów w rzece. W rezultacie takiego zaniedbania zerwany most był dla najeźdźcy przeszkodą najwyżej na kilka godzin, najdalej na jeden dzień.

W kampanii wrześniowej dobrze poradziły sobie polskie czołgi, szczególnie te najnowocześniejsze – 7TP, które, gdy już się pojawiły w odpowiednim miejscu, były w stanie podjąć równorzędną walkę z każdym typem ówczesnego czołgu niemieckiego, a tym starszym: PzKpfw I i PzKpfw II zadawać dotkliwe straty. Jednak błędem polskiego dowództwa było rozproszenie broni pancernej, zamiast rozmieszczenia czołgów i tankietek w dużych zgrupowaniach na najważniejszych odcinkach obrony. Podobnie zresztą było z lotnictwem, Forczyk krytykuje rozproszenie sił powietrznych i przydzielenie dywizjonów myśliwskich do poszczególnych armii, a potem – już w toku walk – cofnięcie tego rozkazu i wycofanie samolotów do dyspozycji SG, by użyć ich na masową skalę.

fot.Domena publiczna Polskie czołgi 7TP były w stanie podjąć równorzędną walkę z każdym typem ówczesnego czołgu niemieckiego

W rezultacie tych chaotycznych poczynań i rozkazów marszałka Rydza-Śmigłego większość armii oddała i szybko straciła swoje lotnictwo, zachował je jedynie generał Tadeusz Kutrzeba, dowódca Armii „Poznań”, który tego rozkazu po prostu nie posłuchał, dzięki czemu zachował kilkanaście myśliwców i mógł je potem wykorzystać w czasie zwrotu zaczepnego zwanego bitwą nad Bzurą.

Opisując przebieg i skutki tej bitwy Forczyk chwali Wojsko Polskie za umiejętność opanowania sytuacji i przygotowanie kontrofensywy w sytuacji masowego odwrotu wojsk i absolutnego panowania w powietrzu lotnictwa niemieckiego. Zauważa też, że 10-dniowa bitwa nad Bzurą była największym i najbardziej udanym alianckim przeciwuderzeniem przeprowadzonym w ciągu dwóch pierwszych lat wojny. Dla porównania francuskie uderzenie pod Arras w maju 1940 trwało cztery godziny.

Zbrodnie wojenne od 1 września

Forczyk w swojej książce nie oszczędza strony niemieckiej. Kilkakrotnie wskazuje przykłady, że już od pierwszych godzin wojny Niemcy dokonywali zbrodni wojennych, dokonując ataków i mordując ludność cywilną, a także rozstrzeliwując jeńców. Dokonywały tego zresztą jednostki regularnego Wehrmachtu, a nie oddziały SS, które w kampanii wrześniowej stanowiły mniej niż 2 proc. sił niemieckich i z regularnymi oddziałami polskimi walczyły bardzo nieudolnie. Np. dwie grupy bojowe pułku SS „Deutschland” nie zdołały zdobyć wsi Uniszki Zawadzkie pod Mławą.

fot.Domena publiczna Egzekucja około 300 polskich jeńców wojennych przez żołnierzy niemieckiego 15-stego pułku zmotoryzowanego; Ciepielów, 9 IX 1939

Autor „Najazdu na Polskę” wskazuje też przykłady nieudolności dowódczej po stronie niemieckiej, gdyż w pierwszej połowie września nawet słynni później generałowie: Guderian, Kempf, Kluge zatrzymywali się na długo ze swymi elitarnymi jednostkami przed liniami polskich bunkrów, schronów lub dobrze przygotowanych pozycji polowych. W tej sytuacji zwykle działał manewr dwustronnego oskrzydlenia, ale jak się okazuje, nie wszyscy niemieccy dowódcy już go opanowali. Niemcom zdarzały się też wielokrotnie postoje nad brzegami większych rzek, na których polscy saperzy zniszczyli mosty. Dość oczywisty w warunkach wojennych fakt, że mosty się wysadza, był widać zaskoczeniem dla niemieckich sztabowców. Jednostki mostowe były zwykle gdzieś daleko na tyłach i docierały za późno. Niemcy jednak uczyli się na błędach i we Francji już go popełnili, umieszczając saperskie jednostki mostowe bliżej linii natarcia.

Wśród wielu wniosków nasuwających się po lekturze „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939” jest m.in. taki, że terytorium naszego kraju było dla Niemców ogromnym poligonem, gdzie sprawdzili w praktyce swoje założenia taktyczne i strategiczne. Udoskonalili też te elementy, których w warunkach pokojowych nie można było w pełni opanować np. łączność jednostek lądowych z powietrznymi i wzywanie wsparcia w postaci punktowego bombardowania na linii frontu.

Artykuł powstał na podstawie książki Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939 Roberta Forczyka która ukazała się na rynku nakładem Wydawnictwa Rebis

Nauczyli się też wykonywać zaskakujące manewry obejścia i oskrzydlenia uporczywie bronionych pozycji czy wysyłania najsilniejszych i najlepiej uzbrojonych jednostek w punkty styku odcinków obrony. To wszystko posłużyło potem do doskonalenia i wdrożenia taktyki „Blitzkriegu” na wszystkich frontach w Europie i Afryce Północnej. Robert Forczyk, amerykański historyk, wskazuje nam także kilku bohaterów, których nazwiska powinny być szerzej znane w kraju nad Wisłą. Może to być np. kapral Leonard Żłób, który pod Mokrą zniszczył ze swojego działka 14 niemieckich czołgów.

Bibliografia:

  1. Forczyk, Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939, Rebis 2020
  2. Łojek, Agresja 17 września 1939. Studium aspektów politycznych, Instytut Wydawniczy PAX
  3. Leszczyński, Polskie szyfry 1919-1945, The Enigma Press

 

Czy wiesz, że ...

...polscy oficerowie zamordowani w Katyniu do końca nie wiedzieli co ich czeka? Świadczą o tym ich spisane tuż przed śmiercią notatki, które odnaleziono podczas ekshumacji. 

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

...amerykański noblista chciał na własną rękę walczyć z U-Bootami? Liczył na to, że niemieckie okręty podpłyną do jego łodzi, by kupić wodę lub ryby, i zamierzał atakować je między innymi z wykorzystaniem bomb naramiennych.

...polska lekarka, Stefania Perzanowska, gdy za swoją działalność w podziemiu została aresztowana i wywieziona do Majdanka, od razu zakasała rękawy i na przekór Niemcom zaczęła ratować ludzi. Udało jej się zorganizować w obozie szpital, który szybko stał się ogromnym przedsięwzięciem, a ona sama była w nim… jedynym lekarzem.

Komentarze (18)

    • Członek redakcji | Paweł Czarnecki Odpowiedz

      Zgadza się, poprawione:)Dziękujemy za czujność. Franciszek Kleeberg będzie bohaterem innej historii. Pozdrawiamy :)

  1. pawel n. Odpowiedz

    Jestem zdegustowany tezami o katastrofalnych błędach Rydza Śmigłego itp. Szukanie pseudo-sensacji i efektowne gdybanie z wygodnego, bezpiecznego fotela . Ta wojna z pewnością była nie do wygrania. Można było próbować zmniejszyć straty, bronić się parę dni dłużej i to wszystko. Może rozwiązania polityczne mogły coś zmienić ale to całkowite gdybanie i inna para kaloszy.

    • Eryk Odpowiedz

      Niestety te tezy są prawdziwe i przy dobrych chęciach można się z nimi zaznajomić i zrozumieć szkodliwość działania Rydza Śmigłego. Nie na darmo dzieci po wojnie powtarzały wierszyk” Śmigły Rydz za granicę hyc”.

    • Binio Odpowiedz

      Bo to nie były błędy, tylko skrajna nieudolność? Masz rację, Ten „wódz” w szóstym dniu wojny stracił łączność ze swymi Armiami, a po kolejnych trzech dniach łącznościowcy nie nadążali za jego paniczną ucieczką za granicę, więc nie dowodził już NIKT. Jego adiutantura już 10 września zajęła pensjonaty w okolicy Zaleszczyk, do których zmierzali „bohaterscy obrońcy” by zwiać i nie podzielić losu ginących żołnierzy. To samo powtórzyło się w Powstaniu Warszawskim, gdzie WSZYSCY „generałowie opuścili swych żołnierzy, żaden w łeb sobie nie strzelił, ani na barykadę nie poszedł, by żołnierskim czynem zasłużyć na cześć. Poleźli do niewoli, człapiąc po mogiłkach poległych bohaterów, by doopkę zamiast czci z pogromu unieść. „Generałowie”, ich mać…

  2. CH Odpowiedz

    Decyzje są podejmowane na podstawie aktualnej wiedzy. Nie wiemy, czy Polacy rzeczywiście posiadali wiedzę pozwalającą na bombardowanie pancernika, być może zakładali, że posiada on dostateczną ochronę przeciwlotniczą, żeby takiego nalotu nie przeprowadzać. Idąc dalej można dyskutować, czy z z tamtego punktu widzenia nie było to lepszym rozwiązaniem, jako, że Polacy (o ile się nie mylę) zakładali wycofanie się za Wisłę i ustanowienie na niej głównej linii obrony. W tym momencie oszczędność sprzetu i armii zdaje się być jak najbardziej uzasadniona, patrząc na opór jako całokształt być może rzeczywiście bylibyśmy w stanie obronić się na linii Wisły, niestety, jak teraz już wiemy, a o czym nie mogli wiedzieć ówcześni, w tym momencie najeżdza nas armia rosyjska, kompletnie przekreślając jakąkolwiek szansę na przetrwanie. Bo jestem pewien, że gdyby żołnierz polski wiedział tego pierwszego dnia, co czeka go za dwa i więcej tygodni, nie wahałby się żadnego ataku, jeżeli miałby tylko zadać wrogowi największe straty.

    • Binio Odpowiedz

      I po co bezczelnie kłamać? W momencie wejścia wojsk Stalina, wojska Hitlera były już za Bugiem i ostatnia zorganizowana i zwarta wielka jednostka WP właśnie się poddawała Niemcom, gdyż ci odcięli ją od baz zaopatrzenia i pozostawała bez amunicji oraz furażu. A może ci się zdaje, że Flotylla Pińska linii Wisły broniła? Gratuluję ogromu niewiedzy historycznej…

      • AMF Odpowiedz

        Sam za Bug paszoł trollu.
        Walki pod Tomaszowem to już po 17, może tam Niemcy sami ze sobą walczyli, skoro WP niby już jednostek nie miało a bitwa była niemała?

        • Atanazy Pustelnik

          Problem w tym mój drogi AMF, że Niemcy pod Tomaszowem atakowali nas nie tylko z zachodu (i to na dodatek był atak ten zachodni mniej istotny) a głównie nacierali od zachodu…!!!
          Niemcy planowali zamknięcie „wielkich” kleszczy za Wisłą (stąd przerzucili korpus pancerny do Słowacji). A armia „kraków” miała fatalne pozycje wyjściowe, była idiotycznie rozśrodkowana, a jej najlepsza, najsilniejsza jednostka 21 dywizja strzelców górskich została wysunięta stanowczo zbyt na Pd., stąd była praktycznie bez amunicji po 3 września, ciągle się ponadto cofała do tego nocami, co ją (skrajne niewyspanie) skrajnie zdemoralizowało (uciekał kto mógł), i przestała się liczyć kompletnie po 10 września, a szkoda…
          Historyk, Maciej Krotofil: „W drugiej dekadzie września nasiliły się dezercje związane z rozpoczynającym się ogólnym rozprężeniem w oddziałach.” a ponadto: „W Galicji Wschodniej doszło wtedy również do szeregu żywiołowych antypolskich wystąpień ukraińskich nacjonalistów”. Niemcy planowali zamknięcie drugich „większych” kleszczy (pierwsze na tyłach armii Łódź) 8 września ale dwa dni niewiarygodnego bohaterstwa Wizny, przesunęły to na 10 września…
          I już de facto było po ptokach.
          A Bzura?
          Bzura zaczęta 10. była walką jedynie o honor i po 7 dniach skończyła się kompletną klęską… I tchórzliwe sowiety zdradziecko na ten znak właśnie ruszyły…
          Tak na prawdę od 10 września mieliśmy więc do czynienia tylko z dobijaniem kompletnie pobitej, nieomal całkowicie rozbitej armii (tylko armia Poznań była w pełni sprawnym związkiem taktycznym po ledwie 10 dniach!!!)…
          Niestety nikt mając tak dużą armię jak my (!), tak jako tako doposażoną nie stanął w obliczu tak totalnej klęski (po 10 dniach!) w czasie drugiej wojny tak szybko jak my… Trudno kogokolwiek za to z ówczesnych władz II Rp rozgrzeszyć, ale…
          Ale jeśli to nie był blitzkrieg…
          Ale dobrze, że pisze się o tym powszechniej (bo to nie są moje „autorskie” poglądy, a m. in. prof. Łojka) dopiero teraz… Dobrze, że pisano do tej pory najpierw tylko, a później głównie o chwalebnych epizodach. Nawet komuniści niezbyt chętnie nagłaśniali nasze upokorzenie w 1939. …
          Francja przegrała równie szybko…?
          A takiego!
          Tylko, ci co tak twierdzą nie pamiętają, że w chwili podpisania rozejmu miała ona jeszcze wiele nie rozbitych wielkich jednostek, sporo stabilnego frontu, i gdyby miała drugiego Leona Gambettę, lub choćby wiecznie młodego „Tygrysa”, a nie klinikę geriatryczną u władzy…
          Dlaczego, tak z kretesem, taaaak diabelnie, jak to już pisze już na szczęście nie tylko Forczyk i Szymański, upokarzająco przegraliśmy?
          A bo po pierwsze dla sporej części naszych obywateli nie była to nasza wojna. I nie mam na myśli jedynie licznych mniejszości narodowych ale i chłopów, których przywódców – szefów PSL, sanacja zamknęła w więzieniach, nawet tak zasłużonych jak Witos (co prawda tylko skazany), czy Korfanty…
          Westerplatte, znaleziono tam niedawno bodajże 3 szkielety postrzelone od tyłu najprawdopodobniej przy wieszaniu białej flagi.
          Dlaczego hel bronił się tak długo?
          No bo sporo wojska nie tylko Kaszubów, po protu uciekło, i stąd starczyło dla pozostałych amunicji i prowiantu na tak długą obronę…

        • Atanazy Pustelnik

          Przepraszam za błąd na początku – miało być oczywiście: „a głównie nacierali od wschodu”, i literówki, oczywiście Kraków, Hel z dużej litery i „po prostu” być miało.
          No i dodam, co już wcześniej pisałem, że spora część społeczeństwa polskiego liczyła na to, że razem z Niemcami ruszymy na sowietów i sobie na ziemiach ukrainnych odbijemy… Po co więc walczyć z Niemcami? I trochę racji mieli… Hitler zaproponował bowiem Witosowi „premierowanie” w kolaboranckiej Polsce. Witos odmówił. Ponoć prof. Łojek stwierdził, że chyba niesłusznie… W końcu Węgrzy , Rumuni i Bułgarzy sojusznicy Hitlera, w porę „zmienili front” i znaleźli się wśród zwycięzców… Owszem, patrząc tu i teraz – tj. 1939. i dalej – tragedia lat okupacji, pewno tak, ma profesor rację, ale parząc w przyszłość następnych pokoleń, była to jedynie słuszna wręcz „wizjonerska” decyzja Witosa.
          My byliśmy zbyt dużym państwem, narodem by nam tak lekko darować kolaborację…

  3. Kiki Odpowiedz

    Atak Łosi na na Schleswig-Holstein byłby szczytem głupoty. Łoś to samolot do ataku na cele strategiczne, horyzontalnie z wysokiego pułapu. Prawdopodobieństwo trafienia takie celu jak pancerniku, było bliskie zeru. Do ataku okrętów używano nurkowców jak Ju 87 czy Douglas Dauntless. NIemcy mieli rozbudowaną sieć ostrzegawczą przed nalotami i sporo myśliwców, tak więc atak Łosi bez obstawy był skazany na niepowodzenie.

    • AMF Odpowiedz

      No popatrz, pancernik był za mały a „genialne” dowództwo posyłało je by trafiały w czołgi.
      Akurat pojedyncze naloty okazywały się sporym powodzeniem, katastrofą było powtarzalne bombardowanie gdy Niemcy organizowali obronę, bo mieli na to czas – a trzeba go było dużo więcej, radary i potężne silniki to nie ten etap wojny.

  4. Vnc Odpowiedz

    Z całym szacunkiem, ale czepianie się MW, która była „kompletowana” przeciwko zupełnie innemu wrogowi – ZSRR (echa wojny z 1919-1921 r.), uważam za czepianie się. Polska marynarka miała zablokować Zatokę Fińską, by uniemożliwić Sowietom korzystanie z Bałtyku. I do tego była przygotowana bardzo dobrze. Położenie stępki pod Groma – lipiec 1935, Błyskawicę październik 1935. Stępki pod Orła i Sępa położono rok później. Stosunki z Niemcami do najgorszych wtedy nie należały.

    • Kowalsky Odpowiedz

      Z pełnym szacunkiem, rozwój marynarki wynikał z tego, że przygotowano się na wojnę z ZSRR, natomiast z jakiś powodów nikt nie przygotował się na wojnę z Niemcami. Kto był za brak jakichkolwiek planów odpowiedzialny? Czy nie Rydz Śmigły?

  5. Hans Kloss Odpowiedz

    Przyczynę samej porażki w Wojnie Polskiej 1939 należy szukać traktacie Wersalskim 1919 ,dzięki któremu Polska otrzymała fatalną do obrony granicę zachodnią i północną. O ile polityka Francji była propolska i antyniemiecka ,to już polityka Anglii była antypolska i proniemiecka. Trzeci gracz USA brały częściej stronę Anglii. Gdyby Polska dostała swoje ziemie sprzed rozbiorów 1772 – 1793. A więc z Warmia ,Gdańskiem ,reszta Pomorza i Wielkopolski ,Leborkiem i Bytowem oraz Śląskiem i Mazurami. Sytuacja Polski w 1939 wyglądał by zupełnie inaczej ,kraj byłby bogatszy ,bardziej uprzemysłowiony z większym procentem ludności Polskiej. Pieniądze które zostały wydane na budowę od podstaw nowego i nowoczesnego miasta i portu w Gdyni można było by przeznaczyć na szybszą budowę COP ,który do 1939 pracowałby pełna parą.Druga fatalna rzeczą dla Polski i jej obronności są rządy w latach 1926-1935 dyktatora Piłsudskiego i jego marionetek z Sanacji. Piłsudski nie doceniał samodzielnej roli broni pancernej – czołgi ,działa samobiezne ,samochody i transportery opancerzone ,oraz uważał lotnictwo nie za samodzielny rodzaj wojsk tylko dodatek do piechoty. Na dobrą sprawę modernizacja WP na poważnie zaczęła się ,na skutek zaniedbań lat 1926-1935 ,dopiero w 1936. Przy tak krótkim czasie nie udało się niestety odwrócić skutków nieudolnych rządów gen. Rayskiego nad Lotnictwem. Które w 1939 miało do dyspozycji przestarzałe myśliwce P 7 i troszkę lepsze P 11. O kondycji Polskiego Lotnictwa najlepiej świadczy fakt że najszybszym samolotem był lekki BOMBOWIEC Łoś 408 km/h ,podczas kiedy myśliwiec P 11 mógł się pochwalić tylko 375 km/h. Łośi było tylko 36 ,natomiast P 11 i P 7 około 150. Polska produkowała nowszy ,szybszy i lepiej uzbrojony P 24 440 km/h ,ale był on produkowany tylko na eksport ,a Rayski nie był zainteresowany kupnem tych maszyn. Wołał prototyp Wilka bez silników i budowania Jastrzębia do którego zakupił 50 silnikow o za małej mocy. Nie potrafił nawet wykorzystać tych silników do budowy nowych samolotów lub modernizacji starych w projekcie o nazwie Kobuz ,powstał tylko 1 egzemplarz. W tym samym czasie Rumuni ,przy pomocy Francji na bazie kadłuba P 24 ,zbudowały udany dolnoplat JAR 80. Co robił Rayski ,kazał zbudować archaicznego Żubra ,oraz cywilnego Wichra dla LOTu ,zamiast budowy myśliwców. Kolejny głupim pomysłem było przerwanie na 0,5 roku produkcji dobrego czołgu 7 TP , w tym samym czasie Polskie huty sprzedawały blachy pancerne do …Niemiec. Kolejnym fatalnym pomysłem była budowa bunkrów dopiero w 1939. Podczas kiedy można to było zacząć robić już 1 rok wcześniej po Monachium 1938. I dlatego Polskie umocnienia we Wrześniu były nieskończone ,brakowało kopół pancernych ,wentylacji i samych bunkrów ,których do 01.09.1939 ,powstało za mało. Natomiast same umocnienia spełniły swoją rolę ,bo tam gdzie zostały wybudowane opóźnily postępy Niemców – Wizna ,Węgierska Górka. Na jeden fakt mało kto zwraca uwagę ,logistyka. Niemcy zajęły Polskie magazyny zbrojeniowe ,które nie zostały opróźnione z broni i amunicji oraz paliwa. I to czasie kiedy WP poddawalo się z braku właśnie amunicji lub porzucalo czołgi i tankietki oraz samoloty z braku paliwa.

  6. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    No cóż jestem tym razem zdziwiony zarówno niezłym, ba miejscami b. wysokim poziomem artykułu jak i komentarzy.
    Szczególnie ten Hansa Klossa jest wprost znakomity!
    Dla mnie to Pan powinien napisać książkę o wrześniu 1939., gratuluję rozległości wiedzy!

    A co do tekstu – twierdzeń komentowanego postu.
    Ja specjalizuję się od dziesiątek lat w wojnie na morzu czasu pancerników.
    Pancernik Schleswig-Holstein nigdy nie był wielkim pancernikiem drogi autorze, a jednym z (naj)mniejszych (miał silny kadłub – prymitywną ochronę podwodną mocno go spowalniającą, sprawdzał się zatem tylko jako… lodołamacz…), nie tylko przestarzały w 1939., a jedną już wtedy kupą złomu, która zresztą już w 1914. była totalnie przestarzała…
    Już bowiem w czasie pierwszej wojny szybko skończył jako okręt szkolny. Po 1939. też zaraz zamieniono go w de facto mieszkalny hulk, choć znów figurował jako okręt szkolny. I do końca wojny już go nie użyto bojowo, no bo strach, że sam zatonie był zbyt duży…
    Dlaczego to on ostrzeliwał Westerplatte?
    Miał w przeciwieństwie do jeszcze bardziej zaniedbanego bratniego Schlesiena, w pełni sprawną średnią artylerię. Pociski artylerii głównej obu okrętów się bowiem nie uzbrajały (ich niewybuchy do dzisiaj można odkopać), mogły jedynie działać „psychologicznie”, pancernik bowiem musiał (bo nie mógł inaczej – bano się naszych okrętów podwodnych) stać (zbyt) blisko Westerplatte, za blisko dla uzbrojenia ich zapalników.
    Zatopienie go – ich, na nikim nie zrobiłoby wrażenia na zachodzie, a prawie bezbronne Łosie wobec siły morskiego zgrupowania lotniczego na niemieckim Pomorzu i lądowego w Prusach Wschodnich, skończyłby co najwyżej, raczej najdalej, na żuławskich bagnach…

    Plan Pekin…
    Zostawiono przecież niezłego Wichra i na papierze dobrego, Gryfa (zbyt słabo opancerzonego ni to stawiacza min, ni dużego niszczyciela). Siły te mogłyby bez trudu zatopić przestarzałe pancerniki niemieckie (niszczyciele robiły to w czasie wojny wielokrotnie ze podobnie starymi predrednotami różnych flot), gdyby nie…
    Tylko, że już 3 września ich nie było, a od 2. były unieruchomione… Zostały najpierw uszkodzone, a później zatopione przez niemieckie lotnictwo totalnie dominujące, panujące w powietrzu. To samo najprawdopodobniej spotkałoby resztę, stąd plan Pekin był jedynym wyjściem.

    No i nie krytykujmy tak generalnie gen. Rayskiego, drogi Klossie, chociaż on w naszym wojsku się starał podejmować w miarę swych możliwości rozsądne decyzje, a że często mu się nie udawało…
    Nawet Piłsudski, szczególnie pod koniec swego życia, ale nie tylko, wręcz totalnie demolował polskie wojsko wyimaginowanymi „mocarstwowymi” koncepcjami.

  7. Hans Kloss Odpowiedz

    Nie było moim zamiarem znecać sie nad gen. Rayskim. Ale jego dowodzenie Lotnictwem WP ,można podzielić na 2 etapy. 1 etap to lata 1926-1932 ,można i należy ocenić pozytwnie. Niewątpliwe są jego zasługi dotyczace szkolenia pilotów i nawigatorów.Oraz to że myśliwiec P 11 był w tym czasie naprawde dobrym samolotem ,może nie wybitnym ale solidnym. Jednak trudno ocenić ile w tym zasługi Rayskiego ,a ile świetnych inżynierów lotniczych Puławskiego i Jakimiuka ? O 2 etapie rządów Rayskiego lata 1933-1939 nie można niestety powiedzieć niczego dobrego. Zamiast zastąpić starzejące sie w szybkim tempie P 11 ,szybszymi ,lepiej uzbrojonymi i oferującymi wyższy komfort lotu P 24 ,produkowano je tylko na eksport.Tymczasem Rayski wciąż miał swojego Wilka bez silników oraz czekał na składane podwozie do Jastrzebia ,zamiast zrobić kilka sztuk Jastrzebia ze stałym podwoziem. Tak zawsze chwalone Łosie były niedopracowanymi ,trudnymi w pilotażu oraz drogimi samolotami w liczbie 36 szt.Po co zbudowano 15 szt. Żubra przestarzalego w chwili budowy lub Wichra dla LOTu ,nie wie chyba nikt. Niestety w latach 1933-1939 Rayski zachowywał sie jak ktoś kto chce zaszkodzić Polskiemu Lotnictwu lub Niemiecki agent. Kolejny dowódca Lotnictwa od 1939 gen. Zając za pieć dwunasta kupił 50 Moranów we Francji oraz 14 Hurricanów i 1 Spitfire w Anglii ale żaden z tych samolotów nie dotarł na 01.09.1939 do Polski. Nawet gdyby dotarły to nie miałby kto tymi samolotami latać ,bo pilotów też trzeba by było wyszkolić. Gdyby te samoloty dotarły do Polski w 1938 ,mogły by wziąść udział w Wojnie Polskiej 1939. Czyli było można tylko Rayskiemu brakowało checi ,do wzmocnienia Polskiego Lotnictwa. Zamiast zrobić 1 myśliwiec ,Rayski miał w planach P 38 Wilk , P 50 Jastrząb P 48 Lampart ,P 54 Ryś ,P 56 Kania ,P 62. Polska mogła wystawić razem z kupionymi za granicą około 320-330 w miare nowoczesnych myśliwców ,gdyby tylko zaczeła sie zbroić w 1938. Niemieckie bombowce i myśliwce atakujące prawie bezkarnie Polskich żołnierzy ,cywili i bombardujące miasta to dzieło Rayskiego.

  8. Snub Pollard Odpowiedz

    Przecież sam Piłsudski w przypływie dobrego humoru powiedział że Edward Rydz-Śmigły to najgłupszy Oficer w Wojsku Polskim , ale za to najwierniejszy Piłsudczyk ….

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.