Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Z szabelką na niemieckie czołgi? 3 najbardziej krzywdzące mity o kampanii wrześniowej

fot.Jerzy Kossak/domena publiczna W powszechnej świadomości utrwalił się mit polskich kawalerzystów szarżujących na niemieckie czołgi.

Standardowa opowieść o II wojnie światowej rozpoczyna się od stwierdzenia, że we wrześniu 1939 roku Adolf Hitler nakazał uderzyć na Polskę, ale liczył na to, że będzie to lokalny konflikt i że póki co zdoła uniknąć wojny europejskiej. Jego działanie jednak rozpętało w istocie większy konflikt, ponieważ Wielka Brytania i Francja dotrzymały złożonych gwarancji bezpieczeństwa dla Polski i zdecydowały się wypowiedzieć Niemcom wojnę po tym, jak Hitler zignorował ultimata wzywające do przerwania najazdu.

Angielsko-francuskie wypowiedzenie wojny miało charakter głównie symboliczny, zamierzano dać Hitlerowi do zrozumienia, że zachodnie demokracje nie będą dłużej tolerować jego agresywnego zachowania ani łamania obietnic dyplomatycznych. Ta opowieść była wygodna, ponieważ winą za rozpętanie wojny obciążała wyłącznie Hitlera i usprawiedliwiała aliantów zachodnich, którzy mieli zrobić wszystko, co w ich mocy, by powstrzymać faszystowską agresję. Polska potraktowana została tutaj jako pechowy męczennik, a o złamanych przez aliantów obietnicach zapomniano.

Artykuł stanowi fragment książki Roberta Forczyka Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939, która właśnie ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Rebis

Niestety ta standardowa opowieść była jedynie wersją opartą na wojennej propagandzie oraz powojennej konieczności uniknięcia konfliktu ze Związkiem Radzieckim. W rzeczywistości Niemcy i Związek Radziecki, działając w porozumieniu, napadły na Polskę we wrześniu 1939 roku, lecz alianci zachodni postanowili uznać jedynie agresję Hitlera. Co więcej, alianckie obietnice udzielenia wojskowej pomocy dla Polski nigdy nie były szczere i zachodni przywódcy wielokrotnie zaniedbywali ochrony suwerenności i integralności terytorialnej Polski w późniejszych negocjacjach ze Związkiem Radzieckim.

Zniszczyć Polskę…

Polska nie była męczennikiem za sprawę aliantów, ale ofiarą zarówno swych wrogów, jak i przyjaciół, choć zapłaciła wysoką cenę pod Tobrukiem, na Monte Cassino, Mont Ormel, pod Falaise i Arnhem. Podpisując 23 sierpnia 1939 roku pakt Ribbentrop–Mołotow, Hitler i Stalin zagrali aliantom na nosie. W ich zamierzeniach to dyplomatyczne porozumienie miało pozwolić im na zajęcie terytoriów innych krajów.

Hitler pragnął zniszczyć Polskę, żeby na krótką metę uniknąć wojny na dwa fronty, a następnie zwyciężyć w późniejszej europejskiej wojnie przeciw angielsko-francuskiej koalicji. Stalin natomiast pragnął doprowadzić do wojny powszechnej wykorzystując jako swe narzędzie niemiecki militaryzm żeby wystarczająco osłabić Zachód przed planowaną radziecką ekspansją w zrujnowanej Europie. Choć Hitler i Stalin różnili się prawie we wszystkim, podzielali silne pragnienie zniszczenia państwa polskiego i złamania na zawsze polskiego ducha.

Pakt Ribbentrop-Mołotow. Stalin i Ribbentrop. Moskwa 23.08.1939

Państwo polskie, szanujące wykształcenie i wolność myśli, było zaprzeczeniem preferowanych przez nich totalitarnych zasad. Powojenne twierdzenia komunistów, że pakt Ribbentrop–Mołotow był smutną koniecznością niezbędną Związkowi Radzieckiemu do zyskania czasu przy przygotowaniach do nieuchronnego starcia z Trzecią Rzeszą, nie trzymają się kupy, ponieważ Stalin miał możliwość podpisania porozumienia z Wielką Brytanią i Francją, lecz z miejsca ją odrzucił. Gdyby Mołotow podpisał pakt z aliantami, Hitler stanąłby przed perspektywą wojny na dwa fronty, na którą w latach 1939–1940 Niemcy nie mogły sobie pozwolić.

Pakt z aliantami także dałby Związkowi Radzieckiemu czas na przygotowania, ale bez zdobyczy terytorialnych w Europie Wschodniej. Dlatego też twierdzę, że Hitler i Stalin ponoszą równą odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej, a ich tajne porozumienie o podziale Europy Wschodniej było największym zbrodniczym spiskiem XX wieku, spiskiem, który milionom ludzi przyniósł śmierć lub niewolniczą pracę.

Tajny protokół

Na jakość prac historycznych o losach Polski podczas II wojny światowej nie wpłynął też pozytywnie fakt, że zachodni alianci nie wiedzieli o ustaleniach tajnego protokołu podpisanego przez Ribbentropa i Mołotowa w sierpniu 1939 roku, poznali je dopiero po odnalezieniu w 1945 roku egzemplarza w zdobytych niemieckich archiwach. Choć w 1941 roku wiele pośrednich dowodów wskazywało na niemiecko-radziecką zmowę celem zniszczenia Polski, alianci nie chcieli poważnie rozważać tej możliwości, bo bali się drażnić swego nowego sojusznika.

Nawet po wojnie łatwiej było angielskim i amerykańskim historykom umniejszać znaczenie niemiecko-radzieckiej zmowy w najeździe na Polskę i w ten sposób unikać obciążania Sowietów odpowiedzialnością za wybuch wojny. Tymczasem historycy radzieccy zaprzeczali istnieniu tajnego protokołu przez 50 lat, aż do sierpnia 1989 roku.

W kwietniu 1990 roku rząd radziecki przyznał się nawet do zbrodni katyńskiej, do tego, że Stalin kazał rozstrzelać 20 tysięcy pojmanych polskich jeńców. Jeszcze bardziej podkreślało to podobieństwo metod stosowanych przez Trzecią Rzeszę i Związek Radziecki do likwidacji wrogów swych reżimów. Z punktu widzenia Polski, której obywatele byli w latach 1939–1941 więzieni i przez Gestapo, i przez NKWD, nie było nigdy żadnych wątpliwości co do tego, że Niemcy i Związek Radziecki były równie winne rozpoczęcia agresywnej wojny w celu zniszczenia państwa polskiego.

Błędne przekonania

Choć II wojna światowa w Europie rozpoczęła się od najazdu na Polskę, nazwanego przez Niemcy Fall Weiss (Wariant biały), do niedawna przebieg tej kampanii nie był dobrze opisany w zachodniej historiografii. Większość opracowań historycznych przedstawiających całą wojnę (na przykład prace Basila Liddella Harta, Johna Keegana, Maxa Hastingsa) poświęcała tylko kilka stron kampanii polskiej 1939 roku, często ograniczając się do uogólnień o szybkim rozbiciu Wojska Polskiego. Tymczasem wojenna propaganda niemiecka na temat tej kampanii, której celem było stworzenie obrazu niezwyciężonego Wehrmachtu, nadal wpływa nawet na poważne prace.

fot.domena publiczna Polski ułan z karabinem przeciwpancernym UR

Badania historyczne nad kampanią polską były poważnie utrudnione z kilku powodów. Po pierwsze, nieznajomość języka polskiego i polskich źródeł utrudniała wykorzystanie materiałów tej strony konfliktu. Choć Centralne Archiwum Wojskowe w 1939 roku ewakuowano na Zachód, zostało odtworzone w Warszawie w czasach dominacji radzieckiej, co utrudniało korzystanie z niego aż po lata 90. XX wieku. Drugim istotnym czynnikiem wpływającym na badania przebiegu Fall Weiss jest zdekompletowanie niemieckich źródeł wojskowych z tej kampanii.

Wiele niemieckich dzienników działań bojowych szczebla dywizji i korpusu zostało uszkodzonych lub zniszczonych w czasie alianckich nalotów. Sporo stron zachowanych w archiwach jest nadpalonych, a niektóre dywizyjne Kriegstagebücher (dzienniki działań wojennych, KTB) za rok 1939 w ogóle się nie zachowały. Z powodu względnego braku oficjalnej dokumentacji i nadmiernego korzystania ze źródeł niemieckich wiele błędnych poglądów na przebieg kampanii polskiej utrwaliło się na dziesiątki lat, mimo prób ich skorygowania. Oto trzy najważniejsze błędne przekonania na temat kampanii:

1. Luftwaffe zdołała zniszczyć polskie Lotnictwo Wojskowe pierwszego dnia wojny, w większości na ziemi.

2. Polska doktryna wojenna była głupia, przestarzała i nazbyt oparta o kawalerię, czego dowodzą szarże polskiej kawalerii na niemieckie czołgi.

3. Wojsko Polskie było uzbrojone w przestarzały sprzęt i niezdolne do produkowania nowoczesnej broni.

Polskie lotnictwo

Przykładem pierwszego błędnego poglądu było stwierdzenie Martina Gilberta w jego historii wojny z 1989 roku, iż „naloty zniszczyły większość lotnictwa obrońców na lotniskach”. Nawet podstawowa praca Donalda Watta How War Came głosi coś podobnego. Rok później John Keegan napisał, że „wieczorem 1 września polskie lotnictwo w większości przestało istnieć; wiele samolotów zostało zaskoczonych na ziemi i zniszczonych przez Luftwaffe”.

fot.domena publiczna PZL.37 Łoś – samolot bombowy

W swej monumentalnej historii II wojny światowej wydanej w 1994 roku Gehrard Weinberg utrzymywał, że „w pierwszych dniach kampanii Luftwaffe zmiotła z nieba nieliczne nowoczesne samoloty posiadane przez polskie lotnictwo”. Antony Beevor powtórzył twierdzenia o zniszczeniu polskiego lotnictwa w swej historii II wojny z 2012 roku, pisząc: „Luftwaffe, wyeliminowawszy większość polskiego lotnictwa [pierwszego dnia], skupiło się na bliskim wsparciu dla wojsk lądowych Wehrmachtu”. W rzeczywistości polskie lotnictwo utraciło pierwszego dnia wojny tylko 7 procent swych sprawnych samolotów i brało czynny udział w walkach łącznie przez 17 dni – aż do najazdu radzieckiego.

Z szablą na czołgi?

Drugi błędny pogląd o polskiej doktrynie i taktyce opiera się na niemieckiej propagandzie o polskich kawalerzystach szarżujących na czołgi. Choć historycy specjalizujący się w dziejach wojen wiedzą, że twierdzenia te są fałszywe, były one wielokrotnie powtarzane. Amerykański historyk Hanson Baldwin napisał w 1976 roku, że „wspaniali żołnierze Pomorskiej Brygady Kawalerii ginęli dziesiątkami, szarżując na niemieckie czołgi”.

fot.domena publiczna Propagandowe zdjęcie niemieckie przedstawiające scenę z filmu Kampfgeschwader Lützow. Zdjęcie przedstawia rzekomą polską kawalerię w Sochaczewie w roku 1939

Mit ten oparty jest na dobrze udokumentowanej drobnej potyczce pod Krojantami 1 września 1939 roku, w której niemieckie czołgi w ogóle nie brały udziału. Nawet sławny brytyjski historyk Richard J. Evans stwierdził w 2009 roku, że „opowieści o polskich szwadronach kawalerii szaleńczo szarżujących na niemieckie oddziały pancerne były najpewniej zmyślone”, co brzmiało tak, jakby mit ten nie był tak zupełnie nieprawdziwy. Poza tym niektórzy historycy głosili, że nawet jeśli do takich szarż nie doszło, polska doktryna militarna była bezradna w warunkach nowoczesnej wojny, zwłaszcza przeciwko czołgom i samolotom.

Przestarzałe wojsko polskie…

Trzeci błędny pogląd na temat przestarzałości polskiej broni wciąż się utrzymuje, dzięki lenistwu zachodnich badaczy. Weinberg stwierdził, że Wojsko Polskie cierpiało na „brak nowoczesnej broni, bez żadnych możliwości wyprodukowania jej w Polsce czy też nabycia za granicą”. Stwierdził też, że polski „przemysł nie był jeszcze w stanie wyprodukować samolotów, czołgów i dział niezbędnych do powstrzymania niemieckiego ataku”. Beevor napisał, że „poważną słabością Wojska Polskiego było (…) przestarzałe uzbrojenie”.

W rzeczywistości Wojsko Polskie nie tylko miało sporo najnowocześniejszych wówczas działek przeciwpancernych Boforsa kalibru 37 mm i działek przeciwlotniczych kalibru 40 mm, ale i eksportowało je do Wielkiej Brytanii latem 1939 roku11. Richard Evans twierdził, że Polska „posiadała niewiele czołgów i niewiele nowoczesne- go sprzętu, (…) posiadała ledwie 100 dział przeciwlotniczych do obrony całego kraju”.

W rzeczywistości polskie siły zbrojne miały w chwili wybuchu wojny łącznie 358 nowoczesnych działek 40 mm i 52 działa przeciwlotnicze 75 mm12. Polski czołg lekki 7TP był lepszy od większości lekko uzbrojonych czołgów niemieckich, a lepiej uzbrojone modele miały wejść do produkcji w końcu 1939 roku. Opracowywano modele czołgów średnich i cięższej artylerii, które miały wejść do służby w roku 1940. Wojsko Polskie miało więcej czołgów uzbrojonych w działka niż Brytyjskie Siły Ekspedycyjne we Francji na początku wojny, ale żaden historyk nigdy nie określił tych sił jako wyposażonych w przestarzałą broń.

fot.domena publiczna Polska artyleria w marszu

Polski przemysł zbudował bombowiec PZL-37 Łoś, który był lepszy od brytyjskiego Blenheima czy niemieckiego Do 17. Polski ręczny karabin maszynowy wz. 28 był zmodyfikowaną wersją karabinu BAR (Browning Automatic Rifle), którego amerykańska piechota miała używać do końca wojny. Jedynym rodzajem uzbrojenia, w którym strona polska wyraźnie ustępowała, były nowoczesne myśliwce, które mogłyby się przeciwstawić Messerschmittom Bf 109 Luftwaffe, ale lotnictwo francuskie i radzieckie było w roku 1939 w tej samej sytuacji.

Wedle ówczesnych standardów Wojsko Polskie posiadało nowoczesną broń, jednak w ilościach niewystarczających dla powstrzymania zmasowanego najazdu z dwóch stron. Choć polskie trudności sprzętowe są często podkreślane, rzadko wspomina się o tym, że na długo przed wojną polskiemu wywiadowi udało się złamać niemiecki system łączności szyfrowanej przy użyciu maszyny Enigma, co było jednym z wielkich wyczynów technicznych tej wojny. Polska przekazała ten sekret Anglii gratis, nie otrzymując w zamian żadnego finansowego ani materialnego wsparcia dla swego wysiłku wojennego.

Rewolucyjny Wehrmacht?

Tymczasem działania Wehrmachtu w Polsce zwykle prezentuje się jako przykład rewolucji w taktyce i technice wojskowej, pomijając jego wielkie uzależnienie od przejętego sprzętu czechosłowackiego oraz fakt, że większość niemieckiej artylerii miała trakcję konną (tak jak jeszcze w 1945 roku). Niemiecki najazd pojawia się na stronach książek historycznych jako elegancka operacja, skazana na sukces, w której dywizje pancerne postępowały naprzód w wielkim tempie, tworząc kleszcze wokół Polaków. W rzeczywistości trzy dni po rozpoczęciu walk Oberkommando des Heeres (OKH, Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych) postanowiło zmodyfikować plan, kierując XIX Korpus Armijny (zmotoryzowany) generała wojsk pancernych Heinza Guderiana z kierunku warszawskiego na Brześć nad Bugiem.

Zamknięcie wielkich kleszczy pod Warszawą, które widnieje na wielu mapach w rzeczywistości nigdy nie nastąpiło. Sławne dywizje pancerne, często przedstawiane jako niepowstrzymane w latach 1939–1940 – poniosły szereg porażek taktycznych w czasie krótkiej kampanii polskiej, jak Dywizja Pancerna „Kempf” pod Mławą 1 września czy 4. Dywizja Pancerna na przedmieściach Warszawy 9 września. O jeszcze bardziej katastrofalnych starciach pod Ruszkami i Kiernozią 16 września zupełnie się nie wspomina w istniejących pracach anglojęzycznych.

fot.Bundesarchiv, Bild 146-2007-0206 / CC-BY-SA 3.0 Niemiecka kawaleria Waffen-SS w 1939

Gdy tylko Niemcy próbowali atakować czołgami umocnienia czy miasta, rezultaty były nieodmiennie mizerne. Po bliższemu przyjrzeniu się najnowszym pracom można zauważyć, że Beevor, Evans, Hastings, Keegan i Weinberg opierali się głównie na relacjach niemieckich, a nie wykorzystali żadnych źródeł w języku polskim. Dotychczas tylko niewiele prac historycznych, jak The Polish Campaign 1939 (1985) Stevena Zalogi i Victora Madeja czy Zdradzona Polska (2009) Davida G. Williamsona, starały się przedstawić bardziej zrównoważony obraz kampanii.

Książka Case White (2017) Williama Russa jest bezcennym źródłem, ale skupia się wyłącznie na stronie niemieckiej i występują w niej istotne braki. Blitzkrieg w Polsce (2008) Richarda Hargreavesa oparty jest niemal wyłącznie na ówczesnych źródłach niemieckich i zawiera sporą dozę wojennej propagandy. Dlatego lenistwo lub jednostronne badania pozwoliły wojennej propagandzie i stereotypom ukształtować obraz kampanii polskiej 1939 roku jako czegoś w rodzaju niemalże defilady zwycięstwa Wehrmachtu.

Blitzkrieg?

Nic nie zniekształciło bardziej pamięci o działaniach niemieckich w Polsce niż używanie przez historyków sztucznego terminu „blitzkrieg”, który przedkładał znaczenie techniki nad doktrynę, taktykę, organizację i samo dowodzenie na polu walki. Wehrmacht dowiedział się czegoś o taktyce małych oddziałów lądowych i lotniczych z walk Legionu Condor w Hiszpanii w latach 1936–1939, ale te siły były zbyt małe, by mogły posłużyć jako przykład działań operacyjnych. Dlatego kampania polska była dla niemieckich Heer (wojsk lądowych) i Luftwaffe wielkim eksperymentem.

Wiele kwestii organizacyjnych i wiele metod wciąż pozostawało nieustalonych. Na początku kampanii nie zdecydowano, czy najlepiej używać czołgów jako niezależnej siły uderzeniowej, czy też do bezpośredniego wsparcia jednostek piechoty. Nawet dywizje zmechanizowane znajdowały się w fazie przejściowej; dywizje pancerne miały zbyt wiele czołgów, a za mało piechoty, natomiast leichte-Divisionen (dywizje lekkie) szybko okazały się mało przydatne. Z kolei Luftwaffe nie współpracowała z oddziałami lądowymi aż tak sprawnie, jak twierdzili niemieccy propagandyści.

fot.domena publiczna Karabin maszynowy wz. 38FK, w który uzbrajano TKSy, zdolny był przebić pancerz każdego typu niemieckiego czołgu w 1939

Wedle współczesnej terminologii Wehrmacht we wrześniu 1939 roku był „wersją beta”, w której wciąż istniało wiele błędów technicznych, operacyjnych i organizacyjnych. W odróżnieniu od innych kampanii Heer nie był wtedy wojskiem otrzaskanym w bojach i musiał używać w ofensywie zbieraniny sił policyjnych i granicznych. Wyżsi oficerowie OKH mieli uzasadnione obawy co do morale żołnierzy, o czym meldowali Hitlerowi. Większość żołnierzy niemieckich biorących udział w Fall Weiss nie wiedziała prawie do ostatniej chwili, że idzie na wojnę; powiedziano im, że czekają ich rozszerzone manewry. Kompania piechoty morskiej wyznaczona do zdobycia placówki Westerplatte w porcie gdańskim zabrała ze sobą ćwiczebne granaty moździerzowe.

Hitler chciał przeprowadzić zmasowany najazd na Polskę zamiast zaskakującego uderzenia na sam Gdańsk, ponieważ musiał zyskać pewność, że Wehrmacht jest zdolny do szybkiego osiągania celów operacyjnych, zanim rozpocznie się wielka kampania przeciwko wojskom angielsko-francuskim.

Wojna o przetrwanie

Po wybuchu wojny Polacy traktowali walkę zupełnie inaczej niż ich zachodni sojusznicy, co także przyczyniło się do ukształtowania błędnych przekonań. W odróżnieniu od Brytyjczyków Polacy nie postrzegali wojny jako symbolicznego aktu czy sportowej rywalizacji, ale jako egzystencjalną narodową walkę na śmierć i życie. W odróżnieniu od wyczerpanych wojną Francuzów Polacy nie wzdragali się przed bezpośrednim starciem, często walczyli z wielkim entuzjazmem i gotowi byli na wojnę dla przetrwania narodu.

Co więcej, Polacy od początku rozumieli, że wrogowie dążą do ich całkowitego zniszczenia, więc toczyli walkę w sposób bezlitosny, który często szokował sojuszników. Zachodni historycy mieli kłopot z udzieleniem odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polska po prostu nie ustąpiła wobec żądań Hitlera i nie oddała Gdańska, jako że nieugięty polski charakter narodowy wydaje się odstawać od dominujących na Zachodzie po I wojnie światowej nastrojów nakazujących unikać wojny za wszelką cenę. W odróżnieniu od Neville’a Chamberlaina Polacy rozumieli, że ustępowanie wobec agresji nie uratowało Czechosłowacji w roku 1938 i że Hitlerowi nie można ufać.

Czy Polska oddałaby Gdańsk, czy nie, Niemcy i Związek Radziecki pragnęły i tak dokonać rozbioru Rzeczpospolitej Polskiej i ją zniszczyć. Zachowanie Polski wobec nawet przytłaczającego zagrożenia wynikało z wrodzonego narodowego uporu, zrozumiałego tylko dla niewielu innych. Nawet pokonani w swej ojczyźnie w roku 1939 Polacy nie chcieli zaakceptować porażki. Zachodnich historyków często dziwiło, dlaczego Polacy walczyli i ponosili gigantyczne straty nawet w obliczu pewnej klęski, jak w czasie powstania warszawskiego w 1944 roku, jednak ten upór i niechęć do kapitulacji okazały się podstawą ich późniejszego odrodzenia. Choć Hitler i Stalin zajęli w 1939 roku terytorium Polski i zamordowali tysiące Polaków, nigdy nie zbliżyli się nawet do złamania ducha narodu. Po 50 latach brutalnej okupacji Polska zdołała odzyskać wolność, a jej niegdysiejsi ciemiężyciele skończyli na śmietniku historii co dowodzi, jak wiele znaczy nieustępliwość.

Polski myśliwiec PZL P.11 zamaskowany na lotnisku polowym

Moim zamiarem jest zbadanie Fall Weiss z perspektywy polskiej i niemieckiej oraz rozszerzenie i zaktualizowanie wniosków przedstawionych w przełomowej pracy Stevena Zalogi sprzed 30 lat. Choć wykorzystuję źródła niemieckie i polskie, staram się być możliwie bezstronny. Popełnione przez Polaków w trakcie kampanii błędy, czy też późniejsze wyolbrzymienia nie zostaną przemilczane. Podobnie analizowane będą błędy niemieckie. Jednak nie dążę tylko do dodania kolejnych szczegółów militarnych do dziejów Fall Weiss, co byłoby jedynie zwykłym zaprezentowaniem faktów. Jako aspirujący historyk nauczyłem się od Herodota i innych klasyków, że celem pisarstwa historycznego nie powinno być zwykłe katalogowanie faktów, ale przeprowadzenie wnikliwej analizy przyczyn takiego a nie innego biegu wydarzeń.

Artykuł stanowi fragment książki Roberta Forczyka Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939, która właśnie ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Rebis

Nie wystarczy też wyjaśnić „dlaczego?”, należy ustalić „co zatem? Dlaczego wydarzenie było ważne i jakie ma ono znaczenie dla przyszłych pokoleń. Nie wszystkim czytelnikom podoba się takie podejście; niektórzy mogą się zastanawiać, dlaczego po prostu nie przejdę od razu do toczących się czołgów i wyjących Stukasów. Sądzę jednak, że umieszczenie kampanii polskiej we właściwym kontekście oznacza omówienie wydarzeń, które nastąpiły na długo przed wrześniem 1939 roku, jako że potęgi wojskowej nie tworzy się z dnia na dzień. Nowoczesna siła zbrojna jest wynikiem wieloletniego rozwoju przemysłu, sporów doktrynalnych, priorytetów gospodarczych, przygotowań społeczeństwa oraz narodowych tradycji.

Podobnie znaczenie wydarzeń historycznych nie ogranicza się tylko do danej chwili. Skutki polskiej klęski militarnej we wrześniu 1939 roku Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939 i późniejszego zamordowania przez Sowietów tysięcy pojmanych polskich oficerów były odczuwalne w stosunkach międzynarodowych przez całe dziesięciolecia.

Źródło:

Artykuł stanowi fragment książki Roberta Forczyka Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939, która właśnie ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Rebis

 

Czy wiesz, że ...

...w jednym z domów w Oszmianie czerwonoarmiści w 1939 roku spożyli właścicielce cały zapas kremu Nivea? Smarowali nim chleb, sądząc być może, że był to smalec ze specjalnymi dodatkami smakowymi.

...Stalin był tak zbulwersowany "zbyt namiętnym" pocałunkiem w jednej z rosyjskich komedii, że nakazał wycięcie nieprzyzwoitej sceny z filmu? Jego urzędnicy w obawie przed powtórką incydentu zakazali jakichkolwiek pocałunków we wszystkich radzieckich produkcjach kinowych.

...niechlubną praktyką niemieckich okrętów podwodnych podczas II wojny światowej było ostrzeliwanie z dział i broni maszynowej ewakuujących się ze storpedowanych statków rozbitków? Ofiarą takiego postępowania była załoga brytyjskiego transportowca „Severn Leigh”. Z 43 członków załogi ocalało jedynie 10.

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

Komentarze (22)

  1. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    Dobrze że taka pozycja powstała. Ale też nie ustrzegła się jak widać wielu stereotypów i przekłamań.

    I. Hitler do 39 r. wykonał wiele przyjaznych gestów wobec Polski. Często bardzo niepopularnych w społeczeństwie niemieckim, np. zrezygnował z żądań terytorialnych. Uznawano go wręcz w Rzeszy i w Europie za polonofila!
    Liczył bowiem na Polskę jako sojusznika w walce z sowiecką Rosją, która była po Wielkiej Brytanii, jego głównym wrogiem. Szczerze nas zresztą podziwiał. Uważał polskich żołnierzy za jedynych mogących się równać z niemieckimi. Ponoć użył wobec nas określenia „słowiańska elita”. Deklaracja polsko-niemiecka o niestosowaniu przemocy była tak skrajnie niepopularna w Niemczech, że Hitler podpisując – ratyfikując ją, ryzykował być może nawet swoje odsunięcie od władzy.
    Hitler chciał zachowania Polski, nawet w granicach zachodnich dalekich od tych z 1914 roku – kosztem dawnej rzeszy, które to (1914) postulowało głównie junkierstwo pruskie. To Stalin naciskał na wymazanie „bękarta wersalskiego” z mapy Europy lub zmarginalizowanie go – Polski, do maksymalnego minimum obszarowego by uspokoić zachód…
    Rządy republiki weimarskiej (celowo piszę z małych liter) traktowały Polskę ze skrajną wrogością – jako głównego wroga i… I panicznie się nas bały – naszych roszczeń terytorialnych. Pod koniec lat 20. i n a początku lat 30., mieliśmy bowiem nawet 10-krotną przewagę liczebną i sprzętową nad bezbronnymi w wyniku „Wersalu”, Niemcami.
    Wprowadziliśmy też wtedy do uzbrojenia w dużej ilości super – na owe czasy, nowoczesne myśliwce P-7 i P-11 – zwłaszcza wersja C budziła podziw i strach.
    W 1932. (kryzys gdański) akcja znowu super nowoczesnego na te czasy niszczyciela Wicher we współpracy z Royal Navy, sparaliżowała całe Niemcy: wykupiono ze sklepów wszystkie zapasy mąki, makaronu, cukru i soli…
    Polska uważając się za przynajmniej lokalne mocarstwo (tzw. II kategorii) jako pierwsza bowiem zaczęła od środka „rozwalać” Ligę Narodów – ignorować jej ustalenia (chodzi o tzw. „problem mniejszości” głównie). Mieliśmy też w ramach mocarstwowej polityki np. wysłać do Liberii co najmniej dwa pułki by walczyły… z…, tak, tak, siłami USA (!!!), które z kolei miały działać z mandatu Ligi Narodów…
    Na początku lat 30. uchodziliśmy za najbardziej agresywny i najlepiej uzbrojony kraj w Europie środkowej!!!
    Stalin w popłochu zaczął zatem na naszej granicy budować „Linię Stalina”: powstało tysiące, dziesiątki tysięcy bunkrów…! Sowiecka prasa panicznie pisała o polskich przygotowaniach do wojny z pierwszą na świecie republiką rad… Głównie też nasza wówczas agresywna postawa, spowodowała niewiarygodny wysyp propozycji pacyfistycznych – rozbrojeniowych na cały świecie, np. „reanimację” idiotycznego traktatu waszyngtońskiego.

    II. Samoloty typu „Łoś” czy „Karaś”, „Sum”, nie miały w żadnym wypadku przeznaczenia obronnego ale wybitnie ofensywne!!! Kompletnie więc nie przydały się w 1939 r. drogi Panie autorze!!! No bo wymagały długich najlepiej betonowych pasów startowych i zostały w zdecydowanej większości właśnie jednak unieruchomione W PIERWSZYCH DNIACH WOJNY! Miał rację generał Rayski (skazany niesłusznie przez władze na uchodźctwie) walcząc z idiotami (agentami?) w polskim sztabie, tj. forsując supernowoczesnego pościgowego Wilka w to – ww. bombowców, miejsce.
    (pasy startowe zostały zbombardowanie w absolutnie pierwszej kolejności – Hitler ponoć do czasu otrzymania informacji o ich zniszczeniu, nie był w stanie zasnąć!)
    ……………………………………
    I na całe szczęście, żeśmy nie zbombardowali stolicy Rzeszy!! (super nowoczesne OFENSYWNE Łosie ostatniej wersji miały bowiem, do 3 dnia wojny, właśnie zbombardować Berlin!)
    Zostalibyśmy bowiem w takim wypadku uznani za agresorów i być może teraz te komentarze pisalibyśmy po niemiecku lub rosyjsku, ale na pewno nie po polsku!

    III. Kampania 1939 roku charakteryzowała się ponadto niezwykle nowoczesną taktyką stosowaną zarówno po stronie niemieckiej jak i polskiej. Nic w tym dziwnego, niższa jak i średnia kadra dowódcza tak polska jaki niemiecka, uczyła się w uczelniach lub na podręcznikach wojskowych francuskich, a… A myśl wojskowa francuska wówczas zdecydowanie przodowała na świecie. Np. przełomowa teoria rzekomo sowiecka, głębokiego manewru uważana za niebywale nowatorską, niestety także była dziełem TYLKO I WYŁĄCZNIE teoretyków wojskowych francuskich, a nie sowieckich!
    Dlaczego Francuzi nie zastosowali swoich „wynalazków” taktycznych?
    Po prostu „stetryczała generalicja” z pogardą patrzyła przez „okulary I wojny” na swoje uczelnie i ich „wymysły”…, a…
    A podstawą francuskiej taktyki teoretycznej wypracowanej w zaciszu wojennych „laboratoriów” (obowiązującą powszechnie obecnie) była zasada, że walkę należy prowadzić wyłącznie gdy jest szansa na zwycięstwo! W innym przypadku należy ją natychmiast przerwać, cofnąć się, poczekać na wzmocnienie i dopiero wtedy ponowić. Stąd tak małe straty w kampanii wrześniowej po obu stronach – winne doskonałe wykształcenie – przygotowanie taktyczne „poruczników i kapitanów” obu stron, tak polskiej jak i niemieckiej.
    Za klęską Polski stoi zatem drogi autorze głównie nieprzygotowanie materiałowe i masowe dezercje (!!!???). Gdy zbrakło Piłsudskiego (choć ten też popełnił wiele błędów) zabrakło i zdolności przewidywania. Obcięto od razu nakłady na wojsko. Polskim oddziałom brakowało w 1939 dosłownie wszystkiego: od amunicji (głównie! – niektóre oddziały miały jej tylko na 3 dni!) przez paliwo, pasze dla koni po jedzenie i – a nawet bieliznę, mydło i żyletki…
    Przemilczana w Polsce do tej pory jest też wstydliwa sprawa masowych dezercji. Spora bowiem część lewicującego (wówczas rozkład sympatii politycznych w Polsce był dokładnie odwrotny niż obecnie – prawica na zachodzie, głównie chłopska lewica na wschodzie) społeczeństwa darzyła szczerą atencją – sympatią Hitlera. Liczyła, że wprowadzi on w Polsce „porządek i dobrobyt” oraz poprowadzi nas na wschód i z naddatkiem zrekompensuje nam ziemiami ukrainnymi straty na zachodzie…
    ……………………………………………..
    Mój ojciec w czasie wojny służąc w 22 dywizji piechoty, w kompani karabinów przeciwlotniczych został o mało nie zlinczowany za próbę zestrzelenia niemieckiego samolotu rozpoznawczego… Oddziały dywizji w większości trochę pomaszerowały sobie, „postrzelały” (głównie w powietrze) i… I rozeszły się do domów… – tak skomentował to mój ojciec. Nie wiemy dokładnie jaki był zakres tego procederu dezercyjnego, ale na pewno nie tak mały jak mówią oficjalne dane…

    III. Dlaczego Hitler nie spełnił „naszych” (tj. lewicy polskiej) oczekiwań?
    Być może za sprawą sowieckiej agentury „głęboko” zakorzenionej jeszcze od czasów carskich w niemieckiej starej generalicji – która w przeciwieństwie do nazistów, była od zawsze skrajnie antypolska, szczerze nami pogardzała – nas nienawidziła!!!
    Niestety dokumenty tego faktu dotyczące – tej sprawy, (nawet w Polsce być może) do tej pory są utajnione. Sprawa dotyczy tzw. Bromberger Blutsonntag – krwawej niedzieli w Bydgoszczy. Nie tylko u nas zdarzenie to jest niewątpliwie celowo marginalizowane. A wydaje się że zadecydowało ono w sposób decydujący o przebiegu CAŁEJ wojny…
    Dlaczegóż to drogi Atanazy?
    „Ciągłe strzelanie na tyłach, samosądy natomiast w stosunku do ludności niemieckiej dokonywane przez żołnierzy wspólnie z ludnością cywilną są NIE DO OPANOWANIA…” – fragment meldunku generała W. Bortnowskiego. „Meldunki polskich oddziałów zostały sporządzone 3 września i opierały się na informacjach, które pochodziły z samej Bydgoszczy. To przesądza o ich wiarygodności jako źródła historycznego. Nie powstały, jak to bywa w przypadku później spisywanych relacji, z myślą o wyjaśnieniu wydarzeń bydgoskich, ale miały służyć informowaniu władz wojskowych o sytuacji panującej w mieście. Nie ciążą też na nich emocje związane z tragicznymi doświadczeniami niemieckiego zmasowanego odwetu z jesieni 1939 r. Innymi słowy, nie można przyjąć, że sporządzający meldunki polscy oficerowie już 3 września 1939 r. celowo fałszowali rzeczywistość [!!!], wiedząc, że będą oskarżani przez propagandę niemiecką o bydgoską krwawą niedzielę.” (….)
    ………………………………………………………
    Nie wiemy ile tysięcy niemieckich bezbronnych w większości niczemu niewinnych, niemieckich cywilów wymordowaliśmy (rzadko prawdopodobnie w sposób okrutny – to fakt „pocieszający”), my Polacy (dane oficjalne są funta kłaków niewarte), ale na pewno nie było to 58 tys. jak chciał Gebels, a raczej jak mu podpowiedziała najprawdopodobniej sowiecka agentura działająca na szczytach dowództwa w niemieckiej armii.
    Trudno się jednak dziwić miernocie Hitlerowi, że gdy usłyszał właśnie takie dane, z miejsca nas przestał podziwiać i… I szczerze znienawidził…
    Ponoć równe 10 dni dochodził do siebie po bydgoskiej masakrze, i każdemu z kim rozmawiał mówił o polskich mordercach, zdradzieckich potomkach „dzikich Scytów”, których trzeba unicestwić: „gorącym żelazem wypalić, wytępić do ostatniego…”, a…
    A Stalin triumfował, mógł po raz kolejny wymazać Polskę z mapy Europy i świata…
    Wiedział dobrze, że z Polską i Niemcami na pewno by nie wygrał !

    IV. Wielka Brytania.
    Najbardziej agresywny kraj w dziejach. Pisanie o niej, że nas zdradziła w wyniku panujących tam pacyfistycznych nastrojów w elitach władzy, to kompletny nonsens. Już od czasu 1935 r. gdy Angole wiedzieli, że hitlerowskie Niemcy na pewno zajmą Nadrenię, Wielka Brytania planowała wojnę z Niemcami…
    Mieli być na nią gotowi oni Brytyjczycy, w 1938 ale pokłosie kryzysu pokrzyżowało ich plany – datę wojny prewencyjnej z rzeszą Hitlera przesunięto więc na 1941…
    I to był realny priorytet brytyjskiej polityki zagranicznej: wojna z Niemcami.
    No bo gdyby nie niewiarygodne w dziejach świata – zaiste ogromne środki przeznaczone przez Brytyjczyków na zbrojenia, to nie mielibyśmy tak szybko np. radarów i bomby atomowej… (tutaj Amerykanie korzystając „pełnymi garściami” z ustaleń naukowców brytyjskich, przyszli prawie „na gotowe”).
    Nie wiemy dokładnie ile to było „money”, ale na pewno znacznie więcej niż wydawały wtedy na zbrojenia Niemcy… Stąd też już w 1939 r. Brytyjczycy np. produkowali 5 razy (pięć!!!) więcej okrętów podwodnych niż hitlerowscy, niemieccy naziści…
    Dlaczego nie wiemy ile tego w funtach było? A no bo na konkretne 70 lat kilka lat temu te dane znowu utajniono…
    „Brytole” „właściciele” największego imperium w dziejach nie mogli przecież ścierpieć takiej zniewagi jak 1936.!
    Podpisując zatem układ monachijski chcieli jedynie TYLKO I WYŁĄCZNIE skorzystać na czasie, „kupić sobie” tenże czas na zakończenie być może największego w dziejach świata, programu zbrojeń, który kosztował ich powojenne totalne bankructwo…
    Nareszcie mamy to nawet w Wikipedii: „Pomimo klęski Wojska Polskiego II wojna światowa trwać miała zgodnie z wolą brytyjskiego gabinetu wojennego nadal – do czasu wyeliminowania III Rzeszy jako hegemona na kontynencie europejskim.” Podobnie we Francji 1940 – to protest coraz bardziej pacyfistycznej Francji (ponieśli straty w miesiąc większe niż w czasie co najmniej 3 lat I wojny) chcącej kapitulować, przerwał obecność wojsk brytyjskich w tym kraju, w ŻADNYM WYPADKU nie była to decyzja Churchilla…

    V. Twierdzenie, że w ten sposób – „konsumując” Monachium, poświęcając Polskę, chcieli oni alianci zachodni, pchnąć Niemcy przeciw sowietom, jest także skrajnie wręcz idiotyczne. Przecież była „po drodze” silna ekonomicznie „rozpędzająca się” gospodarczo i militarnie Polska – wierny, „pewny do bólu” sojusznik. Tak więc II Rzeczypospolita była znacznie lepszym sojusznikiem niż autokratyczne Niemcy pod wodzą psychicznie niezrównoważonego, nieobliczonego Hitlera… Ten co najwyżej do tego trio (bo w grę wchodziła oczywiście Francja) planującego krucjatę antysowiecką, co najwyżej mógł łaskawie z pozycji wręcz pariasa, dołączyć…

    uffffff…
    Zmienia się w tej nauce historii najnowszej, co??? Oj zmienia!!!

    • Hermann Odpowiedz

      Polska powinna była stanąć po stronie Niemiec. Z tym że tylko w celu zniszczenia ZSRR. Nie brać udziału w żadnych zbrodniach, nie przyjmować ideologii nazistowskiej ani nic podobnego. Wtedy Polska mogłaby na tej wojnie jedynie zyskać, a tak to ponieśliśmy najcięższe straty ze wszystkich.

    • Alchemik Odpowiedz

      Atanazy, a weź się rozpędź i …..Produkujesz bzdury z prędkością karabinu maszynowego. Cyt.”Niestety dokumenty tego faktu dotyczące – tej sprawy, (nawet w Polsce być może) do tej pory są utajnione. Sprawa dotyczy tzw. Bromberger Blutsonntag – krwawej niedzieli w Bydgoszczy. Nie tylko u nas zdarzenie to jest niewątpliwie celowo marginalizowane. A wydaje się że zadecydowało ono w sposób decydujący o przebiegu CAŁEJ wojny…”. Jasne napadam sąsiada bombarduję miasta morduję cywilów i gwałcę polki. Potem oburzam się na działania w Bydgoszczy. Skoro tak chętnie korzystasz z źródeł pisanych przeczytaj plany Niemców i Hitlera wobec Polaków i Słowian. Powstały one przed 1 września 1939 roku. Kolejną budzącą moje oburzenie teorią jest sprzymierzanie się z Niemcami. Nic podkreślam nic na tym nie zyskalibyśmy, być może mówilibyśmy teraz po rosyjsku. Hitler nie miał szans na zwycięstwo od początku wojny. Odnosił sukcesy na wschodzie z powodu ignorancji Stalina i braku rozsądnych dowódców armii czerwonej. Natomiast twój piąty punkt, chciałbym wiedzieć na czym opierasz swoje teorie poza własnym zdaniem?

      • Atanazy Pustelnik Odpowiedz

        I. „…przeczytaj plany Niemców i Hitlera wobec Polaków i Słowian…”

        Oj przeczytaj drogi „alchemiku”, przeczytaj…
        Polecam tutaj koledze rozprawę dla mnie czysto naukową: Polska niespełniony sojusznik Hitlera., K. Raka (2019.). Do roku 1937 (być może nawet – co najmniej 1936) Hitler wyrażał się raz, fakt źle lub tak sobie co najwyżej o nas, zdarzały się jednak i takie wypowiedzi, fakt rzadsze, mówiące wręcz w samych superlatywach o Polsce i jej przywódcach, Piłsudskim szczególnie.

        Czy było to tylko „real politick” i dlaczego, i jak zmienił zdanie?
        Zacznijmy od końca: Hitler: „Polak nie jest żadnym dodatkowym wrogiem. Polska zawsze stoi po stronie naszych przeciwników. Pomimo umowy o przyjaźni w Polsce zawsze istniał wewnętrzny zamiar, aby każdą nadarzającą się okazję wykorzystać przeciwko nam. […] Problem „Polska” nie może być oddzielony od kwestii konfliktu z Zachodem. Wewnętrzna determinacja Polski do walki z bolszewizmem jest wątpliwa. Dlatego Polska jest wątpliwą barierą przed Rosją. Szczęśliwy wynik wojny na Zachodzie, polegający na szybkim rozstrzygnięciu jest wątpliwy, podobnie jak stanowisko Polski. Polski reżym nie wytrzyma nacisku Rosji. Polska postrzega zwycięstwo Niemiec na Zachodzie jako zagrożenie i będzie próbować to zwycięstwo nam odebrać.”
        …………………………..
        Autor ww. pozycji mocno jest zgodny z poglądami M. Maciejewskiego zawartymi w pracy: Polska i Polacy w poglądach Adolfa Hitlera (1919–1945), 2011.: „…zapatrywania Hitlera na Polskę czy Polaków (może nawet bardziej niż na inne kraje i narody) zmieniały się w czasie w zależności od pojawiających się okoliczności politycznych lub dokonujących się wydarzeń międzynarodowych. Z tych też względów nie sposób ująć jego stosunku do kwestii polskich w jakąś JEDNĄ oceniającą formułę…”
        „Można jednak przyjąć, że mniej więcej dokońca1938r., a nawet jeszcze na początku następnego roku, nie sposób byłoby wyraźnie uznać przywódcy Trzeciej Rzeszy za wroga [!!!] naszego kraju…” „Pod tym względem ZASADNICZA ZMIANA W PODEJŚCIU HITLERA do Polski dokonała się – w pewnym stopniu – wskutek odmowy współpracy z Trzecią Rzeszą ze strony władz polskich – kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej, ZWŁASZCZA ZAŚ PODCZAS JEJ TRWANIA.”
        „Należy zaznaczyć, że dążenia Hitlera do poprawy stosunków z Rzecząpospolitą nie były wcale przyjmowane z aprobatą przez wszystkich nazistów i innych niemieckich nacjonalistów, którzy wciąż postrzegali Polskę jako wroga Niemiec…”
        A Hitler już „…w Mein Kampf uznał on żądanie odtworzenia granic Rzeszy z 1914r. [z Polską] za „polityczny nonsens”.” Będąc już u władzy „Stwierdził jednak [w rozmowie z polskimi dyplomatami] istnienie „bolesnej sprawy” granicy polsko-niemieckiej oraz „otwartej kwestii” Gdańska, wyrażając nadzieję na takie ich rozwiązanie, które NIE NARUSZAŁOBY INTERESÓW ŻADNEJ ZE STRON. WYRAŹNIE ODCIĄŁ SIĘ przy tym od opinii tych niemieckich nacjonalistów, którzy pragnęli wymazać Polskę z mapy Europy. […]”
        „…przy różnych okazjach Hitler zapewniał o swej woli budowy dobrosąsiedzkich relacji z Rzeczpospolitą.”
        „…krytycznie wyraził się o germanizacyjnej polityce Bismarcka w drugiej połowie XIX w. wobec ludności polskiej zamieszkującej ówczesną Rzeszę.”
        „W późniejszym okresie niejednokrotnie dawał wyrazy swym pozytywnym ocenom… …Józefa Piłsudskiego…”

        Gdzie i jak, nas zatem widziały nazistowskie Niemcy?
        „Sprawy polskie znalazły następnie odzwierciedlenie podczas konferencji zorganizowanej w Monachium w 1932r. przez szefa urzędu rolnego w kierownictwie NSDAP, Waltera Darrègo, dotyczącej założeń przyszłej polityki zagranicznej Rzeszy. Ten orędownik niemieckiego osadnictwa na Wschodzie i rzecznik interesów warstwy chłopskiej opowiedział się za stworzeniem w formie federacji nowego mocarstwa europejskiego pod egidą Niemiec, obejmującego prócz Rzeszy jeszcze Austrię, Czechy i Morawy oraz kraje bałtyckie, Finlandię, Węgry, Rumunię, częściowo Ukrainę, a nawet Gruzję oraz mającą zostać pozbawioną dostępu do Bałtyku, ograniczoną do swych etnicznych obszarów Polskę.”
        Czyli tak taką Unię Europejską pod hegemonią tylko Niemiec Hitlera, niewiele różniącą się jednak koncepcyjnie od obecnej polityki wspólnotowej; bez Francji i reszty zachodu „na początek” oczywiście…

        II. Punkt V… Jest można powiedzieć, kwestionowany (?) przez Pana pogląd, prawie że powszechny w nowych opracowaniach. „Przebił się” nawet do co najmniej dwu ostatnio przeze mnie oglądanych filmów dokumentalnych BBC „puszczanych” na naszych kanałach historycznych. „Solidne” początki takich poglądów można znaleźć nawet już np. w monumentalnej pozycji I. Kershawa pt. „PUNKTY ZWROTNE – Decyzje, które zmieniły bieg drugiej wojny światowej”, (u nas 2009.). rozdział I: Wielka Brytania postanawia walczyć dalej…

        III. „Kolejną budzącą moje oburzenie teorią jest sprzymierzanie się z Niemcami.”
        Pełna zgoda co do Pana oceny skutków takiego sojuszu. Dodałbym jeszcze, że skończylibyśmy w wyniku jego „konsumpcji”, pewno w państwie co najwyżej wielkości Węgier, i tak jak one z 1/3 ludności etnicznie tożsamej narodowościowo po za granicami kraju… Ja…
        Ja tylko relacjonuję poglądy sporej części Polaków w 1939., którzy tak jak i inni Europejczycy, byli wręcz zachwyceni Hitlerem. I tą część (wcale sporą? – i tego nikt niestety nie chce jak na razie na poważnie zbadać…) polskiego społeczeństwo nie warto oskarżać ex post – post factum. Hitler w 1939 nie był przecież jeszcze „największym barbarzyńcą – zbrodniarzem w dziejach”, a „wielkim mężem stanu”, jak go często, i to już mimo „ostrzeżenia” – Austrii i Monachium, oceniano. Wszyscy w Europie oglądali przecież w zdecydowanej większości z zachwytem, nagradzany wielokrotnie film „Triumf woli.” (nawet Wikipedia podaje dwa takie wyróżnienia: Nagroda za najlepszy zagraniczny film dokumentalny – dell’Istituto Nazionale LUCE, na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym – Biennale – w Wenecji w 1935 roku, i Złoty Medal i Wielka Nagroda Francuska (Wielka Nagroda Paryskiej Wystawy Światowej) – 1937.)

        P.S. „Produkujesz bzdury z prędkością karabinu maszynowego…” – jesteśmy chyba zbyt dorośli, aby obrzucać się pustymi znaczeniowo (no bo bez dowodowymi) tego typu pejoratywnymi ozdobnikami dowartościowującymi „tanio”: lepiej zostawmy to „małolatom”:)

        • Atanazy Pustelnik

          Oczywiście jest też sprawa – można się powołać na nią jako na dowód zbrodniczych zamiarów wobec Polaków w 1939 roku; tzw. cytat armeński o którym zapomniałem.
          Przepraszam, wiek „słuszny” mnie tutaj w żadnym wypadku tłumaczyć nie może.
          Już więc wyjaśniam o co w tym przypadku chodzi.
          Otóż 22 sierpnia 1939 r. Hitler wygłosił przemówienie do wyższych dowódców Wehrmachtu, i miał zawrzeć tam zbrodnicze rozkazy rzekomo przygotowujące ich – dowódców armii niemieckiej, na bezwzględną eksterminację ludności polskiej: „Przygotowałem więc, NA RAZIE TYLKO NA WSCHODZIE, oddziały Totenkopf i rozkazałem im zabijać bez litości i pardonu mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy…” „Kto w naszych czasach jeszcze mówi o eksterminacji Ormian?”
          Czemu zaznaczyłem fragment „NA RAZIE TYLKO NA WSCHODZIE”?
          Otóż: „Autentyczność tego cytatu jest przedmiotem polemiki. Przemówienie Hitlera znalazło się w dokumentach procesu norymberskiego, ale zostało zakwestionowane przez obronę i nie uwzględniono go jako oficjalnego dokumentu oskarżenia.” (Wikipedia).
          Dlaczego zostało zakwestionowane?
          Podkreślony przeze mnie cytat świadczy bowiem o tym, że jeśli w ogóle tekst powyższy jest autentyczny, to powstał najwcześniej dopiero po klęsce Francji, gdy już istniały ziemie okupowane przez Hitlera także i na zachodzie…
          No bo po co byłby on podkreślał: „NA RAZIE TYLKO NA WSCHODZIE”?
          Owszem już od 1 do 3 września Niemcy, mimo oficjalnej deklaracji Hitlera, że z ludnością cywilną odziały niemieckie „walczyć” nie będą, dokonano kilku zbrodniczych pacyfikacji na Polakach, ale miały one na celu, jak to niestety nie rzadko jest w czasie wojen „najeźdźczych”, bardziej złamanie ducha oporu polskich obywateli, podbijanej ludności cywilnej, niż jej fizyczną eksterminację.
          Ww. przemówienie Hitlera najprawdopodobniej poprzedzało zatem plan kolonizacji Zamojszczyzny, kiedy to Hitler zaczął już być skrajnie antypolski, a nie agresję na Polskę w 1939 roku. Użycie terminu „na wschodzie” a nie „w Polsce”, może również świadczyć za tym, tj. że słowa te wypowiedziano już po agresji na związek sowiecki.

        • Alchemik

          Atanazy jedynym Polakiem jak sam zauważyłeś którego szanował Hitler był Piłsudski. Mówienie przez niego w superlatywach o nas było po prostu próbą odwrócenia uwagi i zagłaskania przyszłych niewolników. To w Mein Kampf opublikowanym w 1925 r. Hitler pisał, że Słowianie powinni być wykorzystywani tylko do prostych prac. „rasą panów” są ……, a wśród nich szczególna pozycja należy się Niemcom. Słowianie natomiast winni być traktowani jako najniższa z warstw aryjskich, dobra wyłącznie do prac niewolniczych. „Gdziekolwiek mieszka choćby jeden Niemiec, Rzesza Niemiecka ma prawo zbrojnie wejść na te tereny, aby go chronić”. Hitler pisze wprost też, iż Niemcy powinni zdobywać przestrzeń życiową na wschodzie Europy. Kolejny cytacik z Hitlera: Wenn die Kraft zum Kämpfe um die eigene Gesundheit nicht mehr vorhanden ist, endet das Recht zum Leben in dieser Welt des Kampfes. Sie Gehört nur dem kraftvollen „Ganzen” und nicht dem schwachen „Halben”. (niem.) Z sierpnia 1939 r cyt.:Dla każdego mocarstwa sprawą fundamentalną jest przestrzeń życiowa współmierna do potęgi państwa (…) Stawką nie jest tutaj Gdańsk. Dla nas jest to kwestia powiększenia przestrzeni życiowej na Wschodzie, zabezpieczenia dostaw żywności i rozwiązania problemu państw bałtyckich. Żywność można pozyskać jedynie z obszarów słabo zaludnionych; (…) staranna niemiecka uprawa ziemi ogromnie zwiększy jej produktywność. W Europie nie widać innych możliwości (…). Oszczędzenie Polski jest wykluczone i pozostaje nam następująca decyzja: Zaatakować Polskę przy pierwszej nadarzającej się sposobności. I kolejny cyt.:” Przyczyną tej agresji nie jest bynajmniej spór, który powstał między Niemcami a Polską odnośnie Gdańska, lecz konieczność powiększenia przestrzeni życiowej Niemiec i zapewnienia im dostatecznego wyżywienia”. I zgadnij kiedy Hitler to powiedział: „Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem”.
          Opisywana przez ciebie Unia wyglądać miała tak, że bylibyśmy źródłem taniej siły roboczej dla Niemiec (jak teraz). Przymusowa asymilacja i eliminacja inteligencji oraz „buntowników”. Nazistowskie Niemcy nie widziały Polaków wcale, PRZESTRZEŃ ŻYCIOWA na wschodzie to ich jedyna idea i depopulacja Słowian (zobacz jak wygląda dzietność nardów słowiańskich obecnie). Opinie p. Maciejewskiego można włożyć na półkę z fantastyką naukową, fakty historyczne przeczą jego przypuszczeniom. Pozdrawiam.

    • Hans Kloss Odpowiedz

      Anachoreta czy też Eremita dał do wiwatu nazywając stary już w chwili wprowadzenia do służby w 1932 kontrtorpedowiec Wicher ,super nowoczesnym niszczycielem. Ten”niszczyciel” ,był tak nowoczesny ,że planowana była jego modernizacja (wymiana artylerii głównej 120mm ,zamiast 130mm ,wzmocnienie artylerii przeciwlotniczej.przebudowa kominów-zamiast 3 miały być 2). Jedynymi super nowoczesnymi nauczycielami w MW 2 RP byly wprowadzony do służby w 1937 Grom i Błyskawica. Utrata Wichra w 1939 który mógł popłynąć do Szwecji była kompromitacją dowództwa MW. Następnym żartem są nowoczesne myśliwce P 7 i P 11. Owszem w chwili wprowadzenia do służby były dość nowoczesne ,jednak po 7 latach w 1939 P 7 był już bardzo przestarzały a P 11 tylko przestarzały. Pustelnik wymienia jednym tchem Łośia – mieliśmy aż 36 szt. tego trudnego w pilotażu i niedopracowanego lekkiego bombowca ,którego jedyna zaleta była duża prędkość 410 km/h (był najszybszym samolotem lotnictwa 2 RP) P 11 mogły się pochwalić prędkością rzędu 375 km/h. Karasia 166 szt. w 1939 już przestarzalego i Suma który był tylko prototypem i nigdy nie wszedł do służby. Tak chwalony przez Pustelnika – Emir gen. Rayski ponosi osobistą odpowiedzialność za katastrofalny stan Polskiego Lotnictwa w 1939. Polska produkowała myśliwiec P 24 ,udoskonalona wersja P 11 – szybszy 430 km/h ,,lepiej uzbrojony karabiny i działka ,odsłonięta kabina pilota – P 11 miały otwartą kabinę. Ale P 24 produkowano tylko na eksport – Rumunia ,Turcja ,Bułgaria ,Grecja. Polskiemu lotnictwa wystarczyły starzejace się P 11 ,natomiast Rayski chwalił się od 1936 ,jak to napisał Pustelnik supernowoczesnym poscigowcem Wilk – tylko zapomniał dodać ze Wilk nie miał …SILNIKÓW. Zamiast do silnika dopasować samolot ,Rayski kazał zbudować samolot do którego nie było silnika. Kolejnym głupim posunięciem był myśliwiec Jastrząb którego od 1936 do 1939 nie wprowadzono do produkcji powstał 1 lub 2 egzemplarze ,kilka niedokończonych przejęli i zniszczyli Niemcy. Sam Jastrząb był podobno niezłym polnoplatem ,rozwijał podobno do 500 km/h. Tylko że Rumuni na bazie P 24 ,zrobili całkiem udany dolnoplat JAR 80 a Polakom się nie udało.Np.Rayski czekał na składane podwozie z Anglii 0,5 roku ,zamiast wyprodukować pewną ilość z podwoziem stałym. Kazał konstruktorom Jastrzębia ,projektować ..cywilny samolot pasażerski Wicher dla LOTu ,który go nie chciał bo używał samolotów z USA. Polecił wyprodukować przestarzały bombowiec Żubr – powstało 16 szt. Nie wykorzystał też szansy unowocześnienia posiadanych P 11 lub budowy nowych ,bowiem lotnictwo posiadało 50 silnikow za słabych dla Jastrzębia ,które miano wykorzystać w projekcie Kobuz. Dzięki głupocie i nieudolności Rayskiego – Polscy piloci musieli walczyć na przestarzałych P 7 i P 11 z niemieckimi myśliwcami które były szybsze o 200 km/h. Tak przedstawiała się „nowoczesność” Polskiego Lotnictwa.

  2. Mm Odpowiedz

    Porównanie niemieckiego żołnierza do polskiego jest śmieszne. Niemcy przewyższali nas w umiejętności walki i odwadze o kilka poziomów. Również moralnie i cywilizacjnie byli od nas lepsi. Mordy polskie na Niemcach w 1939 to była zbrodnia okrutna i nie wybaczalna

    • Alchemik Odpowiedz

      Mm podobno teraz neuroleptyki, mają smak waniliowy bierz więcej i z godnie z zaleceniami lekarza. O moralności niemieckich żołnierzy nie będę się wypowiadał bo fakty same o tym krzyczą(rozstrzeliwanie cywili, gwałcenie polek itp. itd.)

    • yellow_tiger Odpowiedz

      Nie, no, super tekst. Taki bardzo odkrywczy. Np. odkrył, że Blitzkrieg jest sztucznym terminem, i, że w ogóle, ale to w ogóle, nie polegał na zgrupowaniu czołgów jako siły uderzeniowej, bo polegał na użyciu ich w roli wspomagaczy piechoty. Czyli dokładnie tak jak w WP. I tylko przez przypadek to Wehrmacht stał po tygodniu na rogatkach Wawy a nie WP na rogatkach Berlina.

      No, i ten obiektywizm. O tu na przykład jest obiektywnie: „Po 50 latach brutalnej okupacji Polska zdołała odzyskać wolność, a jej niegdysiejsi ciemiężyciele skończyli na śmietniku historii co dowodzi, jak wiele znaczy nieustępliwość.” Bardzo obiektywnie. I jak zwykle w tego typu przypadkach znów jesteśmy zajebiści bo w Powstaniu Warszawkim walczyliśmy niustępliwie. I tylko tym można wytłumaczyć powszechnie znany fakt, że, Czesi, Słowacy, Węgrzy, Litwini, Łotysze, Estonczycy, Rumunii czy Bułgarzy po 50 latach brutalnej okupacji nadal są pod okupacją bo oni w odróżnieniu od nas byli ustępliwi.

      W sumie dobrze, że ten artykuł się ukazał bo dzięki niemu zaoszczędzę kilkadziesiąt złotych choć wątpię aby taki cel przyświecał jego autorowi.

    • Atanazy Pustelnik Odpowiedz

      Mój ojciec wspominał, że przez te kilkanaście dni „wojny” nim się w końcu „rozeszli do domów” (ojciec nieco szybciej, bo został ranny w dłoń, strzelać więc nie mógł – na marginesie: sąsiedzi „podkablowali” go Słowakom i znalazł się w słowackiej niewoli budując w Preszburgu nowoczesne biurowce przez całą wojnę… – co wspominał z uśmiechem), że piechocińcy targali z uporem godnym lepszej sprawy, kilka skrzyń opatrzonych pieczęciami tajności ścisłej z tymi rusznicami UR, które rzekomo można było otworzyć tylko na rozkaz dowódcy armii parafowany przez sztab generalny… W końcu wrzucili je do rzeki, ale że była pozucha, gorąc, to skrzynie wystawały i okoliczni chłopi po prostu „sobie je” zagospodarowali… Do czego im się mogły przydać? Nie wiem.
      Mam nadzieję, że ten objaw totalnego wręcz „burdelu” kompetencyjnego w naszej armii, autor książki też opisał…

      • Antynazi Odpowiedz

        Jazgot niemieckich nazistowskich kolonizatorów (zwanych mniejszoscią niemiecką) i ich POlskich pachołków zawsze mnie bawi. Zresztą dobry jest też jeden kacap na tym portalu.

    • Kratos56 Odpowiedz

      Francje (z Belgią i Holandią) też załatwili w dobry miesiąc, Jugosławie w tydzień, Grecje w dwa tygodnie, Danie w jeden dzień, tylko Norwegia utrzymała się dość długo bo 2 miesiące no ale to wynikało głównie z alianckiej pomocy oraz kompromitujących błędów Kriegsmarine. Więc nie mamy co narzekać bo opieraliśmy się ponad miesiąc gdy atakowały nas dwie największe potęgi ówczesnej Europy (a Francja wraz z Wielką Brytanią i Belgią uległe same Niemcom, do tego mając gigantyczną przewagę w sprzęcie).

      • Atanazy Pustelnik Odpowiedz

        Nasz ostatni zorganizowany opór – front środkowy rozpadł się 23 września, ale już 13-14 września byliśmy kompletnie rozbici. To stąd decyzja o agresji tchórzliwej do bólu sowieckiej armii.
        Wódz naczelny uciekł 18 września ze względu rzekomo na tą właśnie agresję sowiecką.
        „Czyn ten wydawał się tak haniebny, że nawet stronnicy Śmigłego nie mogli początkowo w to uwierzyć.” – jak opisał to jeden z periodyków.
        Klęska więc naszej armii była bardziej niż szybka, niż ktokolwiek by się spodziewał. A armia nasza była w 39. jedną z najsilniejszych na świecie! To fakt nie propaganda. Klęska nasza 39. jest więc hańbiącą dla ówczesnych elit.
        Później niedobitki walczyły jedynie tylko o honor, uchronić nas od wstydu i opinii nie zasługujących na niepodległość Ta walka „najdzielniejszych z dzielnych, jak np. major Hubal, była jednak bardzo ważna, fakt, choć skazana na niepowodzenie. Pokazywała jbowiem, że z niepodległością Polski identyfikuje się istotna część jej obywateli. Te ostatnie bohaterskie walki żołnierza polskiego września + państwo podziemne, dalej powstanie warszawskie, dały bowiem początek naszemu nowemu „mitowi założycielskiemu” obecnej Polski.
        Tak więc prawda jak zwykle nie jest czarno-biała, a ja nie jestem ani „nazistowskim kolonizatorem” (mniejszością niemiecką), ani „kacapem”. Mam nadzieję więc, że choć szarym, to jest nie POPiSującym się jedynie słusznym wzorem polskości, ale jednak odpowiedzialnym obywatelem naszego kraju…

    • Hans Kloss Odpowiedz

      Podziękuj Niemieckiemu agentowi Stefanowi 2 ,który tylko opowiadał bajki o wojnie prewencyjnej z Niemcami ,nie mówiąc kto miałby być sojusznikiem Polski. Francja sojusznik do 1926 nie była zainteresowana ,Anglia sojusznik od 1926 też miała to gdzieś ,Czesi woleli zostać Niemieckim landem zamiast walczyć. Polska nie miała sojusznika do wojny z Niemcami. Nie tylko Niemcy zaatakowali Polskę 01.09.1939 ,także Słowacy i 17.09.1939 Rosja ,a mimo tego ze Polską granica na zachodzie była długa i trudna do obrony ,Polskie Wojsko bronili się ponad miesiąc. Francja pomimo tego ze miała łatwa do obrony i świetnie ufortyfikowana granice z Niemcami ,pomoc Anglii i Polskiego Wojska ewakuowanego do Francji walczyła tylko miesiac. Na dobrą sprawę modernizacja Wojska Polskiego zaczęła się dopiero w 1936 roku ,dlatego ze Niemiecki agent Stefan 2 do 1935 ,prowadził politykę osłabienia Polskiej armii. Czy jakaś armia w Europie miała bombowiec Łoś szybszy od myśliwca P 11 ? Albo sformowała 1 dywizje zmotoryzowana dopiero w 1938 ,2 powstawała w 1939 ?

    • Atanazy Pustelnik Odpowiedz

      Zgadzam się, że strach Stalina był absurdalny, ale był.
      Być może wynikał z traumy jego klęski 1920 pod Lwowem, być może z polskiej propagandy sukcesu czasu ówczesnego… Być może chciał polską idiotyczną politykę mocarstwową biednego w gruncie rzeczy państwa (faktem jest jednak, że Piłsudski z wielkim uporem zaczął próbować tworzyć koalicję państw graniczących z sowietami, podpisywał układy z kim się dało na zachodzie… – może to zdecydowało?), wykorzystać do swoich celów.
      Nie wiem co – i chyba nikt tego nie wie, było decydujące ale…
      Faktem jest, że prasa sowiecka dostała istnego kociokwiku paniki wojennej, a linię Stalina zaczęto budować w latach 30. szczególnie na początku tej dekady, w pośpiechu na całej granicy zachodniej, nie tylko z Polską, często byle jak i bez sensu, stąd na stosunkowo nie wiele się przydała ona w 1941.
      Polecam tutaj np. lekturę publikacji książkowej „Gorzka chwała, Polska i jej los 1918-1939, R. M. Wattta

  3. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    Krótkiego jeszcze wyjaśnienia wymaga kwestia naszych wspaniałych rzekomo, supernowoczesnych bombowców „Łosi”.
    Nasze władze wojskowe przewidziały, że lotniska z odpowiednimi dla nich pasami startowymi zostaną szybko zniszczone. Stąd przebazowano je –„Łosie” na te zapasowe. Były one jednak, po pierwsze bardzo rozproszone, po drugie okazało się, że mało przystosowane jako bazowe dla „Łosi”. Spora część z nich – tychże „Łosi”, zwłaszcza uszkodzonych, rozbijała się więc przy lądowaniu. Łosie były ponadto nowoczesne ale ich silniki nie za bardzo, stąd też bardzo słabo zostały zabezpieczone defensywnie – stały się bardzo łatwe do strącenia przez naprawdę szybkie Messerschmitty (kosztem defensywy starano się bowiem maksymalnie zwiększyć prędkość naszych bombowców, wycisnąć co się da z relatywnie słabego napędu, także u „Karasi”). Dlatego właściwie już 5 września straty w naszym całym lotnictwie bombowym były na tyle duże, by nie powiedzieć b. duże (ogromne zwłaszcza wśród lekkich bombowców „Karasi”), że nie były one już w stanie stworzyć jakiegokolwiek skutecznego ugrupowania bojowego. Oczywiście Berlin stał się kompletnie dla nich niedostępny. Próbowano w to miejsce zorganizować nalot na Królewiec ale nie było już czym…
    … A po co ten – te naloty?
    Liczono na „psychologię” – że Niemcy pamiętając I wojnę, odsuną Hitlera od władzy… Zapomniano jednak, że Niemcy już bardziej niż klęskę I wojny, pamiętali, pamiętają zwycięski anszlus i triumf Hitlera w Monachium oraz całkiem „na świeżo” zdjęcia bombardowanej Warszawy i innych miast polskich…

  4. Krzysztof Kowalski Odpowiedz

    Nie ma to jak „obalać” pewne mity, jednocześnie tworząc kolejne. A to się autorowi udaje doskonale. Przykłady? 1. „Angielsko-francuskie wypowiedzenie wojny miało charakter głównie symboliczny”. Nie. Wypowiedzenie wojny było dla Brytyjczyków i Francuzów początkiem wojny, która MIAŁA TRWAĆ KILKA LAT (jak I WŚ) i przynieść zwycięstwo głównie w wyniku blokady gospodarczej, wyczerpania Niemiec oraz stopniowo rosnącej przewagi materiałowej aliantów. Taki był plan ich strategiczny. I temu były podporządkowanie działania. A już na pewno nie były „symboliczne” krwawe boje Royal Navy z Kriegsmarine, już od pierwszych miesięcy (zatopienie Curageous, Royal Oak, Rawalpindi czy Grafa Spee). 2. „Zachodni alianci nie wiedzieli o ustaleniach tajnego protokołu podpisanego przez Ribbentropa i Mołotowa”. Otóż wiedzieli o nich: Amerykanie (od 24 sierpnia), Brytyjczycy, Francuzi (z dwóch źródeł), nawet Estończycy i Łotysze. Brytyjczycy, wiedząc że los Polski jest przesądzony, i tak podpisali z nami układ sojuszniczy, a potem wypowiedzieli wojnę Niemcom. Czy to zdrada? 3. „Wojsko Polskie miało więcej czołgów uzbrojonych w działka niż Brytyjskie Siły Ekspedycyjne we Francji na początku wojny”. A od kiedy to o jakości czołgu przesądza WYŁĄCZNIE UZBROJENIE?! Pancerz, silnik, jakość układu jezdnego, zdolność pokonywania przeszkód, prędkość, niezawodność, wyposażenie w radiostację nie mają żadnego znaczenia, historyku??? To wobec tego takie Char B1 powinny roznieść w pył Wehrmacht, skoro były uzbrojone i w haubicę 75 mm, i w armatę 47 mm, i w 2 kaemy. A jednak nie rozniosły… 4. „Wedle ówczesnych standardów Wojsko Polskie posiadało nowoczesną broń, jednak w ilościach niewystarczających dla powstrzymania zmasowanego najazdu z dwóch stron”. Ilości były tak niewielkie, że nie dałoby się tym powstrzymać nawet jednego z najeźdźców. Nowoczesnych myśliwców – brak. Nowoczesnych bombowców – raptem ok. 30 sztuk. Nowoczesnych czołgów – jedynie na 2 bataliony. Nowoczesnych samochodów pancernych i transporterów – brak. Karabinów samopowtarzalnych i pistoletów maszynowych – 200 sztuk, NA MILION ŻOŁNIERZY! WKM-mów i działek 20 mm – symbolicznie. Nowoczesnych ciężkich haubic – brak. Nowoczesnych dział plot dużego kalibru (75 mm) – ok. 50 (Brytyjczycy mieli 662 i uważali, że to bardzo mało). Radiostacji – symbolicznie. Paradoksalnie – jedynie sprzętu przeciwpancernego mieliśmy sporo (armaty 37 mm, rusznice kbUr, także armaty polowe 75 mm). A jak tego użyliśmy? Zniszczyliśmy „674 czołgi, 319 samochodów pancernych” – razem 993 pojazdy pancerne. Mając 1200 armat 37 mm, 3500 rusznic, ponad 1800 armat 75 mm. Słabiutki rezultat. Jednak najważniejsze – co komu po nowoczesnych PROTOTYPACH, skoro nie zostały wprowadzone do uzbrojenia w wystarczającej liczbie? Mit „nowoczesności” kwitnie…

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.