Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

By zachować swą legendarną figurę, popijała krew wołową i prawie zagłodziła się na śmierć. Mroczne sekrety urody cesarzowej Sisi

Cesarzowa Sisi słynęła ze swojej urody. Cena, jaką płaciła za utrzymanie legendarnej figury była jednak tragiczna…

Oszałamiająca uroda oraz wyjątkowe, często tragiczne losy sprawiły, iż Elżbieta Bawarska – znana bardziej jako cesarzowa Sisi – na stałe zapisała się w kulturze popularnej. Jakie sekrety skrywała ta wyjątkowa kobieta?

Niebawem pojawiły się plotki o dziwnym sposobie odżywiania się młodej cesarzowej. Że jadła jak ptaszek albo w ogóle nie jadła. Po pierwszej ciąży szybko wróciła do panieńskiej figury. Po drugiej i trzeciej mówiono, że się głodzi. Potem wszyscy rozpowiadali ze zgorszeniem, że odchudzanie stało się jej obsesją, chociaż ówczesny ideał kobiecej urody nie wymagał aż tak drakońskich wyrzeczeń.

Artykuł stanowi fragment książki Przy stole z królem. Jak ucztowano na królewskim dworzewydawnictwa Znak Horyzont

Może więc była prekursorką świadomego kształtowania sylwetki, by pasowała do określonego wzorca, w tym wypadku eterycznej nimfy opiewanej w uwielbianej przez nią poezji romantycznej.

Stres w rogiem apetytu

Obecnie coraz częściej podnoszona jest opinia, że była to choroba – Sisi mogła cierpieć na anoreksję. Choroba zaatakowała wskutek stresu. Jako młoda dziewczyna Sisi nie miała przecież z jedzeniem żadnych problemów. Można nawet powiedzieć, że uwiodła Franciszka Józefa swym zdrowym apetytem. Podczas obiadu wydanego 17 sierpnia 1843 roku w Ischl siedziała obok niego i jadła, aż jej się uszy trzęsły. Arcyksiężna Zofia w liście do swojej bliźniaczej siostry, Marii, królowej saskiej, tak to opisała:

Podczas obiadu rodzinnego cesarz był dumny, że Sisi, która siedziała obok niego zajadała z apetytem!

Tak, był to powód do radości, cesarzowa bowiem powinna mieć krzepę, by urodzić gromadkę równie krzepkich dzieci. Kłopoty z odżywianiem zaczęły się dopiero, gdy nieśmiała 17-latka, wychowana w bukolicznym Possenhofen, z dnia na dzień musiała zmierzyć się z nagłą sławą, a co gorsza – z wymogami skostniałej hiszpańskiej etykiety obowiązującej na wiedeńskim dworze.

Młoda Elżbieta, 1854

Wszyscy tu nie tylko podziwiali urodę Sisi, ale i oczekiwali – a zwłaszcza teściowa – że jako cesarzowa będzie doskonała również pod każdym innym względem. Część braków w edukacji dało się wprawdzie nadrobić podczas ośmiomiesięcznego narzeczeństwa, lecz wrażliwej osobowości i wyniesionej z domu niechęci do konwenansów zmienić się nie dało.

Trudne życie na dworze

Sisi wciąż popadała w konflikty z usiłującymi ją pouczać damami dworu, a przede wszystkim z despotyczną teściową. Z trudem znosiła konieczność codziennego jedzenia śniadań wraz z całą etykietalnie sztywną mężowską rodziną. Przy obiedzie nie mogła napić się piwa, które lubiła, bo było trunkiem zbyt prostackim dla cesarzowej. O kiełbaskach bawarskich musiała zupełnie zapomnieć.

Lubiąca samotne wędrówki po lesie i oddawanie się rozmyślaniom wśród gałęzi drzew teraz została pozbawiona wszelkiej prywatności – nie mogła zrobić nawet kroku bez towarzyszącej jej świty. W dodatku, gdy już była w ciąży, oczekiwano, że będzie eksponować wszem wobec rosnący brzuch, podczas gdy ona wolałaby go ukryć. Dusiły ją dworskie plotki i intrygi. Nieustająco śledziły czyjeś oczy. Przytłaczała konieczność wypowiadania formułek przewidzianych w danych okolicznościach i nie-zmiennych od pokoleń. Ponadto zakazano jej jakichkolwiek rozmów z osobami spoza wyznaczonej listy 229 pań i 23 panów z arystokracji, a nawet usiłowano zmusić do noszenia rękawiczek przy posiłkach. Tylko temu ostatniemu udało jej się sprzeciwić.

Sisi jako królowa Węgier

Przy pierwszym oficjalnym obiedzie w Hofburgu po prostu je zdjęła, a na uwagę zwróconą przez damę dworu, że to wbrew etykiecie, oświadczyła, że od tej właśnie chwili ten punkt etykiety przestaje obowiązywać. W sumie skutek jej utarczek z etykietą był taki, że zaczęto ją uważać za ekscentryczkę, osobę niedojrzałą i… lekceważyć.

Najbardziej przeżyła Sisi odebranie jej dzieci. Choć nie powinno jej to nawet przyjść do głowy, wymyśliła, że będzie je karmić piersią. Teściowa kategorycznie sprzeciwiła się takim eksperymentom wychowawczym, dobrym może w chłopskiej chałupie, ale przecież nie w cesarskim domu. Uznała, że synowa jest zbyt młoda i nieodpowiedzialna, by samodzielnie zajmować się potomstwem, i sama przejęła nad nim opiekę. Sisi mogła widywać dzieci tylko na krótko, i to dopiero po uzyskaniu na to zgody. W dodatku coraz dobitniej ujawniały się głębokie przeciwieństwa charakterów i różnice upodobań między nią a Franciszkiem Józefem. Mąż kochał Sisi całym sercem, lecz sam wychowany w okowach dworskiej etykiety i traktujący ją jako swoje naturalne środowisko nie był w stanie zrozumieć nadwrażliwej małżonki i nie potrafił jej pomóc. Nic dziwnego, że popadła w depresję. Zaburzenia żywienia, na które prawdopodobnie cierpiała, mogły być jej pochodną.

Batalia o wąską talię

Wobec nieustającej krytyki i w poczuciu utraty kontroli nad życiem Sisi, ratując się, postawiła na te swoje walory, które w niej doceniono. Desperacko starała się eksponować urodę oraz nieskazitelnie smukłą figurę. Nienaganna aparycja bowiem była jedynym, co zależało od niej i nad czym mogła zapanować, i ta świadomość dodawała jej pozornej pewności siebie. Być może w jej batalii o wizerunek sylfidy pewne znaczenie również miał fakt, że mając 172 centymetry wzrostu, była wyższa od męża (czego nie uwieczniano na portretach) i nie chciała, by nadmiar ciała dodatkowo tę różnicę podkreślał.

Jednak utrzymanie przez całe życie obwodu w pasie w granicach 47–50 centymetrów kosztowało ją mnóstwo wyrzeczeń i jeszcze więcej katorżniczej pracy. Gorset ściśnięty niemal do utraty tchu to była jedna sprawa, wyczerpujące ćwiczenia fizyczne – druga, a rygorystyczne diety, którym się poddawała – trzecia. Fryzjerka codziennie rano mierzyła talię cesarzowej i jeśli wynik przekraczał 19,5 cala, czyli około 49,5 centymetra, dzień mijał pod znakiem drakońskiej głodówki.

Nie dowierzając pomiarom, Sisi ważyła się kilka razy dziennie. Wychylenie wskazówki w górę nawet o ćwierć kilograma oznaczało kolejne wyrzeczenia i wysiłek. W pierwszych miesiącach na dworze Sisi po prostu mało jadła, uważano, że to ze zdenerwowania nową sytuacją. Dawny zdrowy apetyt ulotnił się jak sen. Kolejne miesiące i traumatyczne wydarzenia jeszcze bardziej podkopywały jej kruchą psychikę.

Lata 1857–1860 były dla niej wyjątkowo złe. Najpierw w wieku dwóch lat zmarła jej starsza córka. Rok później – ku wielkiej radości wszystkich – Sisi urodziła syna, lecz znów teściowa zabrała go pod swoje skrzydła. Rok 1859 upłynął jej pod znakiem niepokoju o życie męża – Franciszek Józef wyjechał do Włoch walczyć z cesarzem Napoleonem III. Jej stosunek do jedzenia był bliski jadłowstrętu, była podenerwowana, codziennie kłóciła się z teściową.

Cesarzowa bardzo dużo podróżowała…

Rozładowywała napięcie, godzinami galopując konno lub pokonując kilkunastokilometrowe trasy marszem tak szyb-kim, że kroku mogły jej dotrzymać tylko psy, bo towarzyszące damy dworu zostawały daleko w tyle. „Rozpacz cesarzowej przekracza wszelkie pojęcie – zanotowała opiekunka jej dzieci Leopoldyna Nischer – od wczoraj rana […] nie przestaje płakać, nic nie je, z nikim nie chce się widzieć – co najwyżej z dziećmi”. Po powrocie cesarz zastał żonę wychudzoną i bardzo nerwową. Czy dotarły do Sisi plotki o skoku w bok, jakiego miał się dopuścić Franciszek, czy dowiedziała się o tym później – nie wiadomo, ale ten zgrzyt w małżeństwie dodatkowo podziałał na nią niekorzystnie. Była osłabiona, drażliwa albo apatyczna. Odczuwała bóle głowy. Kasłała. W końcu lekarze, nie bardzo mogąc zdiagnozować, co jej dolega, zalecili zmianę klimatu i wyjazd na południe.

Krew lub pomarańcze

Kilka miesięcy na Maderze i na Korfu było dla Sisi wytchnieniem od hofburskiego koszmaru. Towarzyszył jej wybrany przez nią ponad 30-osobowy dwór złożony głównie z osób młodych, czas więc upływał w całkiem miłej atmosferze.

Kazała sobie sprowadzać statkami ładunki czekolady, czerwonego mięsa i piwa. Jadła i odchudzała się na przemian, jednak ostatecznie poczuła się dużo lepiej. Do Wiednia wróciła przez Possenhofen, odprężona i w niezłej kondycji.

Odtąd jednak – ku przygnębieniu męża – podróżowała nieustannie. W Wiedniu spędzała mniej więcej dwa miesiące w roku, ale szybko – pod pozorem ratowania zdrowia – ruszała dalej. Poza Hofburgiem czy letnią rezydencją w Schönbrunn, czyli z dala od Wiednia, jej samopoczucie się poprawiało, nie zaniechała jednak swoich dziwacznych i niebezpiecznych dla zdrowia diet. Na przykład sześć szklanek mleka dziennie mogło być jedynym jej pożywieniem nawet przez kilka tygodni. Żeby zawsze móc po nie sięgnąć, nawet w najdalsze podróże woziła ze sobą kozę oraz dwie krowy rasy jersey, których mleko – jej zdaniem – było najsmaczniejsze.

Artykuł stanowi fragment książkiPrzy stole z królem. Jak ucztowano na królewskim dworzewydawnictwa Znak Horyzont

Czasem zamiast mleka piła przez dłuższy czas tylko soki owocowe, kiedy indziej na cały dzień musiał jej wystarczyć wywar z czterech rodzajów mięsa – cielęciny, kurczaka, jelenia i kuropatwy – i dwa kieliszki wina.

Pewnego razu Franciszek Józef, o czym wiemy dzięki zapiskom jego kamerdynera Eugena Ketterla, odkrył w pokoju żony butelkę z jakimś ciemnym płynem. Gdy zapytał, co to jest, wyjaśniono mu, że jest to ów wywar ugotowany z 6 kilogramów wołowego mięsa i że będzie tego dnia jedynym pożywieniem cesarzowej, gdyż waga jej ciała zwiększyła się o 3 dekagramy. „To straszne” – miał westchnąć cesarz, potrząsając głową. Innym razem wywar mięsny zastępowała krew wołowa lub mikstura z surowych jajek z solą, a w najlepszym razie gotowana pieczeń rzymska.

Przez kilka dni potrafiła jeść tylko winogrona, sorbet o smaku fiołków, lody lub pomarańcze. Warzyw w zasadzie nie brała do ust. Czasami słabła z głodu, podobno nawet miewała tak zwane obrzęki głodowe. Pod presją lekarzy piła wtedy pożywne buliony i jadła lekkie posiłki, lecz wyczulona na każde drgnięcie wagi, szybko wracała do swoich dietetycznych nawyków.

Artykuł stanowi fragment książki Przy stole z królem. Jak ucztowano na królewskim dworze wydawnictwa Znak Horyzont

Czy wiesz, że ...

...współczynnik wsobnego rozmnażania wśród hiszpańskich Habsburgów w ciągu 200 lat wzrósł z 0,025 do 0,254. Na 11 zawartych w tym czasie małżeństw do 9 doszło pomiędzy bliskimi krewnymi! Kazirodztwo nie było jednak jedynym grzechem tej dynastii.

...XIX-wieczni mężczyźni powszechnie przyjmowali, że seks to sprawa, która nie dotyczy ich partnerek? Kobietom odmawiano prawa do jakiejkolwiek erotycznej satysfakcji. Święcie wierzono, że bez penisa nie da się osiągnąć orgazmu.

...na początku XX wieku kobiety musiały być bardzo pomysłowe, by dostać się na studia? Przykładowo utalentowana ilustratorka, Zofia Stryjeńska, przez rok studiowała na niemieckiej uczelni, posługując się dokumentami swojego brata.

...podczas I wojny światowej choroby weneryczne stały się najlepszym pretekstem, aby choć na chwilę uciec od koszmaru walk? Innym rozwiązaniem były samopostrzały. Karano je jednak sądem wojennym, podczas gdy syfilis dawał wojennym bohaterom i dekownikom upragnione szpitalne łóżko.

Komentarze (2)

  1. r.abin Odpowiedz

    Ta „mordercza dieta” wcale nie była (z punktu dietetyki) – taka beznadziejna.. Krew, czy winogrona (w ilości 4 kg dziennie – stosowane są i dzisiaj

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.