Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Najgłośniejsza zbrodnia ubiegłego stulecia, czyli porwanie dziecka Lindberghów

To porwanie wstrząsnęło Ameryką!

fot.img.refresher.sk To porwanie wstrząsnęło Ameryką!

Oto historia tragicznego i źle przeprowadzonego porwania, które wstrząsnęło całym światem. W tej sprawie wypowiadał się nawet Albert Einstein!

Mały Charles Lindbergh Junior został uprowadzony z kołyski na piętrze domu stojącego na odludziu w Highfields, w East Amwell, w stanie New Jersey. Odgłosy szalejącej wichury zamaskowały porywacza, który wdrapał się po drabinie i wszedł do pokoju przez okno. Brak dziecka zauważył około godziny 19:30 jego ojciec. Po szybkim przeszukaniu domu porwanie wyszło na jaw, a jedyną poszlaką była koperta z listem, pozostawiona na parapecie.

Mimo, że przestępca zapewniał o bezpieczeństwie dziecka, finał tej historii okazał się niezwykle tragiczny. Jednocześnie, sława Charlesa Lindbergha spowodowała, że uprowadzenie znalazło się na pierwszych stronach gazet i na ustach całego świata. Doszło nawet do tego, że Henry Louis Mencken określił je mianem „najgłośniejszej sprawy od czasów zmartwychwstania”, co może się wydawać wyolbrzymieniem… Gdyby nie fakt, że sprawa Lindberghów faktycznie miała miejsce.

Anne Lindbergh z synem Charlesem Jr, matką i siostrą

Anne Lindbergh z synem Charlesem Jr, matką i siostrą

Dziecko celebryty

Charles Lidbergh był nie tylko pionierem lotnictwa, który jako pierwszy w pojedynkę przeleciał z Ameryki Północnej do Europy. Gdy porwano jego małego syna, był prawdziwym celebrytą, idolem chłopców marzących o karierze pilota, „samotnym orłem”, który w wieku 30 lat osiągnął wszystko. W 1932 roku na weekendy przenosił się z rodziną do rezydencji położonej na uboczu, z dala od miejskiego zgiełku i ciekawskich oczu. To właśnie tu doszło do porwania.

Zauważywszy brak syna, Lindbergh miał powiedzieć do swojej żony Anny „oni zabrali naszego syna”, co później stało się pożywką dla zwolenników spiskowych teorii. List od porywacza (bądź porywaczy) był napisany z rażącymi błędami ortograficznymi; w ramach okupu zażądano 50 tysięcy dolarów. Dziecko, zgodnie z koślawym tekstem, było bezpieczne. Śledczy nie odnaleźli w pokoju odcisków palców włamywaczy, ale na liście odkryto ślady palców małego Lindbergha.

Lindbergh był idolem chłopców marzących o karierze pilota

Lindbergh był idolem chłopców marzących o karierze pilota

Rozpoczęło się śledztwo, w które z miejsca zaangażowały się setki osób. Już kolejnego ranka wiadomość dotarła do prezydenta Herberta Hoovera, który obiecał zaangażować w sprawę cały aparat departamentu sprawiedliwości. Posypały się oferty współpracy. Chęć pomocy zgłosiło trzech pułkowników, wraz z którymi słynny lotnik spekulował, że autor listu na co dzień posługuje się językiem niemieckim. Jednocześnie, przebywający w więzieniu mafiozi Al Capone, Willie Moretti, Joe Adonis i Abner Zwillman również zadeklarowali, że chętnie pomogą w śledztwie w zamian za wolność.

Do poszukiwań włączyło się Biuro Śledcze (które później przekształcono w FBI), zaalarmowano też Straż Wybrzeża Stanów Zjednoczonych i służby celne. Głos zabrał nawet Albert Einstein, który stwierdził: „Porwanie syna Lindbergha nie jest oznaką braku prawa czy upadku organów ochrony porządku publicznego. Porwanie tego chłopca jest dowodem braku rozsądku w rozwoju naszego społeczeństwa”.

Trudno się dziwić takiemu zaangażowaniu. Stan New Jersey oferował aż 25 tysięcy dolarów osobie, która bezpiecznie doprowadzi malca do domu. Sami Lindberghowie oferowali kolejne 50 tysięcy nagrody, co łącznie, w przeliczeniu na współczesną wartość dolara, stanowiło niemal półtorej miliona!

Samotny śledczy

W poszukiwania włączył się również niejaki John Condon: osoba znana na Bronxie, nauczyciel na emeryturze, który zaoferował tysiąc dolarów z własnej kieszeni za zwrócenie dziecka katolickiemu księdzu. Otrzymał kolejny list od porywaczy, w którym ci zgadzali się, by Condon pośredniczył między nimi i rodziną Lindberghów. Poinstruowano go, by po zebraniu pieniędzy na okup nadał ogłoszenie w New York American, co też pośrednik uczynił.

Charles Lindbergh w czasie składania zeznań

fot.domena publiczna Charles Lindbergh w czasie składania zeznań

Spotkanie odbyło się na cmentarzu Woodlawn, w Bronxie. Jak zeznał później Condon, mężczyzna reprezentujący porywaczy mówił z wyraźnym akcentem, ale pozostawał w cieniu by rysy jego twarzy były nieczytelne. Condon nie przyniósł pieniędzy, chcąc najpierw upewnić się, że ma do czynienia z właściwymi przestępcami. Imigrant przedstawiający się jako „John” wyjaśnił, że dziecko żyje i jest przetrzymywane na łodzi. Jako dowód, 16 marca przesłał pocztą śpiochy malca.

W odpowiedzi, John Condon zamieścił kolejne ogłoszenie, tym razem w Home News. Brzmiało ono „Pieniądze są gotowe. Bez policji. Bez tajnych służb. Przyjdę sam, tak jak ostatnio.” 1 kwietnia otrzymał zwrotny list potwierdzający spotkanie.

Znakowane banknoty

Okup został przekazany w drewnianym pudle. Część banknotów miało być wkrótce wycofanych z obiegu, co miało przyciągnąć uwagę przy próbie ich wydania. Zanotowano numery seryjne pieniędzy, ale nie oznaczono ich w żaden sposób by nie spłoszyć porywaczy.

Niestety, okup zniknął w rękach przestępców, ale dziecka mającego rzekomo znajdować się na łodzi o nazwie „Nelly” nie znaleziono… Podobnie jak samej łodzi. Dopiero 12 maja, 7,2 kilometra na południe od posiadłości Lindberghów przypadkowo odkryto zwłoki malca. Kierowca ciężarówki dostawczej i jego pomocnik natknęli się na nie podczas postoju. Lindbergh Junior był przykryty warstwą liści, częściowo zjedzony przez zwierzęta. Jego czaszka była strzaskana, ale bez trudu rozpoznano przyczynę śmierci: Charles zginął od ciosu w głowę.

Za odnalezienie dziecka i wskazanie winnych przewidziano ogromną nagrodę

Za odnalezienie dziecka i wskazanie winnych przewidziano ogromną nagrodę

Nadal jednak brakowało winnych zbrodni. W czerwcu 1932 roku podejrzenia padły na Violet Sharp, sprzątaczkę brytyjskiego pochodzenia. Kobieta podawała sprzeczne informacje podczas przesłuchań, a w raportach odnotowano, że „zachowuje się nerwowo i podejrzanie”. Violet popełniła samobójstwo 10 czerwca tego samego roku, zaraz przed czwartym przesłuchaniem. Później jej alibi zostało potwierdzone, a na policję spadły zarzuty o brutalne prowadzenie sprawy.

Jednym z podejrzanych był też sam John Condon, ale nie znaleziono żadnych poszlak przemawiających za takim rozwiązaniem. Nauczyciel – emeryt bardzo zaangażował się w śledztwo i wielokrotnie przysięgał, że znajdzie „Johna” z cmentarza. To mu się jednak nie udało.

Urwany trop

Śledztwo utknęło w martwym punkcie, a jedynym tropem mogły być pieniądze z okupu. Wydano nawet ulotkę z wypisanymi numerami seryjnymi banknotów. Niektóre z nich udało się wyśledzić, ale nie zidentyfikowano osób, które nimi płaciły. Parę dni przed wycofaniem części banknotów z obiegu, w 1933 roku udało się namierzyć osobę, która przyniosła 2980 dolarów do banku na Manhattanie by je wymienić. Człowiek podał się za J. J. Faulknera, mieszkającego pod adresem 537 West 149th Street. Szybko okazało się jednak, że nikt o takim nazwisku tam nie mieszka.

W ciągu trzydziestu miesięcy trwania śledztwa banknoty z okupu były wydawane na terenie Nowego Jorku. Policja zauważyła, że najczęściej znajdywane są wzdłuż trasy metra Lexington Avenue, łączącego Bronx ze wschodnią stroną Manhattanu, gdzie zamieszkiwali Niemieccy i Austriaccy imigranci. 18 września 1934 roku udało się ostatecznie odnaleźć i wyśledzić osobę wydającą banknoty. Wszystko dzięki pracownikowi stacji benzynowej, który uznał, że klient zachowuje się dziwnie i prawdopodobnie „jest fałszerzem”. Zanotowany numer rejestracyjny samochodu zaprowadził policję prosto do Richarda Hauptmanna, niemieckiego imigranta pracującego jako stolarz, notowanego wcześniej przez policję w swojej ojczyźnie. W jego garażu odkryto 14 tysięcy dolarów pochodzących z okupu.

Richard Hauptmann nigdy nie przyznał się do winy

Richard Hauptmann nigdy nie przyznał się do winy

Aresztowano go i przesłuchano. Zeznawał, że pieniądze zostawił mu jego przyjaciel i były partner biznesowy, Izydor Fisch. Ten, jak się szybko okazało, zmarł 29 marca, zaraz po powrocie do Niemiec. Hauptmann twierdził, że odkrył pieniądze dopiero po odejściu przyjaciela i wziął je sobie, ponieważ należały mu się ze względu na umowę biznesową z Fischem.

Później znaleziono jednak znacznie więcej poszlak, które obciążały Hauptmanna. W jego domu odkryto zeszyt z projektem drabiny, którą znaleziono pod oknem domu Lindberghów. Na ścianie ustępu znajdował się numer telefonu i adres Johna Condona, a na strychu znalazł się kawałek drewna pasujący do drabiny porywacza.

Ręka sprawiedliwości i cień wątpliwości

Proces przeciwko Hauptmannowi okrzyknięto „procesem stulecia”. Reporterzy zjechali się tak tłumnie, że wszystkie hotele w okolicy były wypełnione po brzegi. Jako dodatkowe dowody przedstawiono między innymi zakupy poczynione przez oskarżonego, na które nie byłoby go stać biorąc pod uwagę zarobki. Został też zidentyfikowany jako osoba odbierająca okup na cmentarzu.

Dalsze nieścisłości ukazały się też później, kiedy przesłuchano żonę Hauptmanna, Annę. Ta nie potwierdziła historii z Fischem, nie widziała też nigdy pudełka z pieniędzmi. Co więcej, kolejni świadkowie zeznali, że Fisch nie mógł być na miejscu zbrodni, a ponadto ledwie starczało mu pieniędzy na opłacenie wynajmowanego pokoju. Zmarł w biedzie, nie mogąc kupić sobie leków na gruźlicę.

Wbrew zapewnieniom porywaczy dziecko zostało znalezione martwe

Wbrew zapewnieniom porywaczy dziecko zostało znalezione martwe

Richarda Hauptmanna skazano na śmierć. Nigdy nie przyznał się do winy – nawet, gdy zaoferowano mu zmianę wyroku na dożywocie. Zmarł na krześle elektrycznym 3 kwietnia 1936 roku.

Anna Hauptman dwukrotnie oskarżyła stan New Jersey o niesprawiedliwy proces. Do końca życia próbowała oczyścić imię męża. W sprawę zaangażowało się także wielu dziennikarzy, wysuwając oskarżenia o nastawianie świadków i podkładanie dowodów. Wydano nawet parę książek wyjaśniających nieprawidłowości w pracy policji podczas śledztwa. Istnieją również głosy potwierdzające winę Hauptmanna, krytykujące jednocześnie medialny szum dookoła sprawy.

Były agent FBI Jim Fisher podsumował całą sytuację: „Współcześnie, fenomen Lindberghów to wielka mistyfikacja stworzona przez ludzi żerujących na niedoinformowanym i cynicznym społeczeństwie. Niezależnie od książek, programów telewizyjnych i pozwów sądowych, Hauptmann jest dziś tak samo winny jak w 1932 roku, kiedy porwał i zabił syna pana Charlesa Lindbergha”. Faktycznie, aż do chwili obecnej w mediach można znaleźć materiały w których autorzy spekulują na temat winy Hauptmanna, a nawet oskarżają o spisek samego ojca dziecka!

Bibliografia:

  1. Ahlgren, G., Monier, S., Crime of the Century: The Lindbergh kidnapping hoax. Branden Books, 1993.
  2. Fisher, J., The Lindbergh Case. Rutgers University Press, 1994.
  3. Fisher, J.,The Ghosts of Hopewell: Setting the Record Straight in the Lindbergh Case. Southern Illinois University Press, 2006.
  4. www.focus.pl/artykul/morderca-czy-koziol-ofiarny?, dostęp: 16.01.2020
  5. www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/porwanie-ktore-wstrzasnelo-ameryka-najwieksza-sprawa-od-czasow-zmartwychwstania,138,2465, dostęp: 16.01.2020

Artykuł porusza następujące tematy:

    Czas akcji:

      Miejsce akcji:

        Komentarze (8)

        1. Evii Odpowiedz

          Warto dodać, że cała sprawa posłużyła Agacie Christie jako inspiracja do napisania „Morderstwa w Orient Expressie”.

          • Anonim Odpowiedz

            Poprawcie to nieszczęsne „półtorej miliona”. „Milion” to słowo rodzaju męskiego, więc nie może być „półtorej”. Owszem, taka godzina na przykład jest żeńska, więc półtorej godziny jak najbardziej. Ale półtorej miliona??!!

        2. Tristitia Odpowiedz

          Pamiętać trzeba, że Lindberg nie darzył syna wielkimi uczuciami. Było to dziecko chorowite, musiało stosować specjalne diety, a to niestety nie pasowało do wizerunku ojca – bohatera. Poza tym Lindberg miał łącznie kilkoro dzieci z bodajże trzema kobietami, włączając żonę. Ideałem to on nie był, mówiąc wprost.

        3. Anonim Odpowiedz

          Bardzo dobry artykuł. Nie rozumiem tylko dlaczego autor pisząc tekst o porwaniu zamieszcza w nim swoje uwagi dotyczące zmartwychwstania… chyba, że zrobił to celowo aby ktos zwrócił na to uwagę, w takim razie gratulacje, udało się.

        Dodaj komentarz

        Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.