Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Jak napisać książkę o największych oszustwach powojennej Polski i samemu nie dać się wrobić?

Profesor Pleskot zdradz Czytelnikom "Ciekawostek historycznych" Jjk napisać książkę o największych oszustwach powojennej Polski i samemu nie dać się wrobić.Na to pytanie odpowiada prof. Patryk Pleskot, autor książki „Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP”. Publikacji, w której szczegółowo opisano życiorysy siedmiorga polskich oszustów i iluzjonistów działających począwszy od lat 60. Kto znalazł się w tym gronie? Między innymi fałszywa hrabina, samozwańczy austriacki konsul i agent, który oszukał nawet SB.

Zuzanna Pęksa: Bohaterowie Pańskiej najnowszej książki „Przekręt”  stanowią ciekawą mieszankę osobowości. Jaki klucz doboru postaci Pan zastosował?

Prof. Patryk Pleskot: Chodziło mi o to, żeby bohaterowie byli jak najbardziej różnorodni, by można było przedstawić możliwie szerokie spektrum zachowań i postaw. Od tych przestępczych w sposób oczywisty po takie, które nie są aż tak jednoznaczne. Słowo „przekręt” nie musi się przecież kojarzyć tylko z łamaniem prawa.

Na pierwszy rzut oka może być trudno odnaleźć coś, co łączy fałszerza działającego we Francji ze złodziejem okradającym Pewexy w Polsce czy z człowiekiem, który udaje konsula 20 lat wcześniej. Starałem się jednak znaleźć punkt wspólny dla tych postaci, coś co je łączy. We wszystkich przypadkach była to na pewno nieprzeciętna osobowość i sukcesy, jakie bohaterowie książki osiągali w wybranej przez siebie dziedzinie. Każda z opisywanych osób miała w sobie niezwykle silną chęć zdobycia sławy, poklasku, wybicia się ponad przeciętność. To z pewnością wspólny rys, niezależny od epoki.

Z.P.: No właśnie, książka opisuje bowiem nie tylko bardzo różne historie, ale także różne momenty w dziejach  Polski powojennej.

P.P.: Tak, chodziło mi o to, żeby nie skupiać się tylko i wyłącznie na jednej epoce. Najwięcej w książce jest czasów PRL, ale wychodzę poza ten okres. Stąd na przykład historie z lat 90. Nie pokazuję przy tym tylko tego, co działo się w Polsce (chociaż bohaterowie są Polakami), dlatego jeden z rozdziałów przenosi Czytelnika do Francji. Wszystko po to, by pokazać, że pewne wspólne cechy łączące ukazane postaci przekraczają granice – zarówno czasowe, jak i te dosłowne. Dzięki temu mogłem też pokazać w zróżnicowany sposób kontekst społeczny i historyczny, w jakim moim bohaterom przyszło żyć.

Jednym z bohaterów książki prof. Pleskota jest, działający we Franci, genialny fałszerz Czesław Bojarski. Ilustracja z książki "Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP" (Znak Horyzont 2017).

Jednym z bohaterów książki prof. Pleskota jest, działający we Franci, genialny fałszerz Czesław Bojarski. Ilustracja z książki „Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP” (Znak Horyzont 2017).

Z.P.: Pisze Pan, że wszyscy bohaterowie książki zakładają maski, udają kogoś innego, ale wielu z nich zwyczajnie chciało nakraść.

P.P.: Musimy jednak od razu zaznaczyć, że sama chęć zarobku nie zawsze jest czymś złym. Nie możemy mówić automatycznie, że jeśli ktoś chce zaimponować otoczeniu i na tym zarobić, to od razu postępuje nagannie. Czasami, jak w przypadku Zdzisława Najmrodzkiego, który po prostu kradnie, faktycznie jest to jednoznacznie złe. Tak samo Kalibabka, który uwodzi i wykorzystuje kobiety, często bardzo młode. Ale czasami są to sytuacje, które możemy oceniać dość ambiwalentnie. Anastazja Potocka zrobiła po prostu duże zamieszanie wokół swojej postaci, co jeszcze nie jest przestępstwem. Tak samo Zbigniew Nowak, któremu poświęcam jeden z rozdziałów – nikogo nie oszukał w sensie prawnym i nie jest przestępcą. Zatem ocena tych zamiarów nie jest tak oczywista.

Z.P.: Jeśli chodzi o Anastazję P., trochę trudno mi się zgodzić. Nie tylko zrobiła szum wokół siebie, ale także wyrządziła wiele krzywd innym. Oskarżyła o gwałt wicemarszałka Kerna, przez co nie ubiegał się on o reelekcję. Złamała zatem jego karierę, ale do sądu nie poszła.

Oczywiście, ale zwróćmy uwagę, że marszałek Kern także nie wniósł oskarżenia. Był to dla niego trudny okres, przez długi czas obawiał się, że jego córkę Monikę porwano. Na motywach tej historii powstał film „Uprowadzenie Agaty”. Gdy popatrzymy na pamiętnik rzekomej hrabiny Anastazji P., od razu zobaczymy, że konkretów jest bardzo mało. Zaczyna się on rzeczywiście bardzo mocno, poważnym oskarżeniem dotyczącym Kerna, ale potem więcej jest plotek, niż konkretów. Widać za to skalę kłamstw Domaros (bo tak naprawdę nazywała się Anastazja), dotyczących jej pochodzenia, wykształcenia a nawet tego, kto napisał książkę (w rzeczywistości „ghostwriter”). Pod tym względem była to bardziej sztuka iluzji, niż opis faktów.

Z.P.: Mitomania cechowała nie tylko Domaros, ale większość bohaterów Pana książki. To z pewnością sprawiło, że rozszyfrowanie ich życiorysów musiało być szalenie trudne. Która historia nastręczyła najwięcej kłopotów pod tym względem?

P.P. Każda sprawa ma swoją specyfikę. Ci ludzie mnożyli tyle historii, tyle wizji, pomysłów na własną osobowość, że często było trudno odsiać ziarno od plew. Miałem taką taktykę, by przyglądać się tym ludziom z zewnątrz, w pewnym sensie jak eksponatom. Nie zdecydowałem się na rozmowy z osobami, które żyją do dziś – i było to celowe działanie. Nie chciałem wpaść w pułapkę specyficznego dialogu z nimi. Nie do wszystkich też udałoby się dotrzeć, dlatego uznałem, że ta metoda nie będzie właściwa.

W każdej ze spraw znajdowałem niejasne punkty, a czasami wręcz sprzeczne informacje. Gdy zebrałem dokumenty, wspomnienia, materiały z danego okresu, artykuły prasowe – widać to było wyraźnie. Musiałem ze wszystkich zebranych informacji stworzyć własny obraz opisywanych postaci. Mam nadzieję, że sam nieświadomie nie dałem im się nabrać.

Z.P.: Wydaje się, że rozmowa i tak nie byłaby pomocna, skoro ci ludzie konfabulowali na aż takim poziomie.

P.P.: To niejedyny problem. W przypadku osób, które żyją już samo zorganizowanie spotkania może sprawić wiele trudności. I tak na przykład Eligiusz Naszkowski jest postacią wręcz ukrywaną, uciekł jako oficer wywiadu na Zachód i nie ma możliwości, by z  nim na te tematy porozmawiać. W anonimowość uciekli chociażby Marzena Domaros (Anastazja P.) czy Jerzy Kalibabka. Czasami trzeba to uszanować i niekoniecznie wracać do tego, co już zostało powiedziane, napisane. Te osoby już sygnują swoimi nazwiskami określone teksty, które można traktować jako źródłowe.

Marzena Domaros (Anastazja Potocka) po tym jak na początku lat 90. wywołała największy seksskandal w polskim Sejmie, który kosztował karierę wicemarszałka Andrzeja Kerna. Obecnie unika rozgłosu (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

Marzena Domaros (Anastazja Potocka) po tym jak na początku lat 90. wywołała największy seksskandal w polskim Sejmie, który kosztował karierę wicemarszałka Andrzeja Kerna. Obecnie unika rozgłosu (źródło: materiały prasowe wydawnictwa Znak Horyzont).

Z.P. Rozwińmy zatem bardzo interesujący wątek Kalibabki. Jak pisze Pan w książce, prowadzi on obecnie normalne życie, ma żonę i dzieci. To bardzo częste zjawisko, kiedy kobiety zakochują się w przestępcy, piszą do więzienia, wysyłają paczki. Z Kalibabką stało się podobnie, chociaż był najzwyklejszym w świecie kryminalistą.

P.P.: To prawda. Był on skazany za wymuszenia, za grabieże, uwodzenie nieletnich. Wydawałoby się, że trudno o bardziej antypatycznego człowieka. Można jednak śmiało powiedzieć, że miał on w sobie „to coś”. Umiał zjednywać sobie ludzi, a młode dziewczyny potrafił wręcz oczarować. Posiadał w tej sferze niezwykły talent, ale wykorzystywał go w złych celach. Pamiętajmy, że przed aresztowaniem wypracował sobie niezwykle atrakcyjny wizerunek. Kreował się na bogatego młodzieńca, szastającego pieniędzmi gentlemana, niemalże księcia z bajki. Takiej osobie nietrudno było oszukać młode, często naiwne lub znudzone kobiety.

Z czasem stał się na swój sposób postacią znaną i dobrze kojarzoną dzięki mediom. Już w latach 80. udało się stworzyć może nie celebrytę, ale niemałą sensację wokół postaci, którą należałoby potępić. Kalibabka został upamiętniony w reportażach, wywiadach, serialu „Tulipan”. To utrwaliło w popkulturze jego obraz jako żigolaka, niebieskiego ptaka, przestępcy o ujmującym wdzięku. W książce starałem się pokazać, że to co pokazywały media, to tylko jedna strona medalu.

Historia Kalibabki została kanwą serialu "Tulipan". Na ilustracji kadr z serialu.

Historia Kalibabki została kanwą serialu „Tulipan”. Na ilustracji kadr z serialu.

Z.P. Władze długo „polowały” na Kalibabkę, dając mu się zwodzić, ale to niejedyna ich porażka. Podobnie było w przypadku agenta Eligiusza Naszkowskiego – działano sprzecznie, niekonsekwentnie, bez planu.

Sprawa Naszkowskiego obnażyła słabość Służby Bezpieczeństwa i PRL-owskiego aparatu represji. Okazało się, że elitarne Biuro Studiów MSW, utworzone na początku 1982 roku w celu zwalczania liderów opozycji, działało wbrew podstawowym zasadom bezpieczeństwa. Panowała tam biurokratyczna indolencja. Naszkowski, który dosłownie się tam wprosił, mógł przez swą ucieczkę ukazać słabość tej jednostki w całej rozciągłości. W MSW robiono oczywiście wszystko, żeby zatuszować ten skandal, ale można uznać, że w tym jednym oszustwie Eligiusz Naszkowski się Polsce jakoś przysłużył.

Z.P.: Naszkowski jest chyba najbardziej antypatyczną postacią z całej książce. Abstrahując od tego, co robił, że donosił, działał na kilka frontów, był po prostu człowiekiem bardzo nielubianym właściwie w każdym środowisku, w jakim się znalazł…

P.P.: Gdy bardzo mu zależało, potrafił wkraść się w czyjeś łaski. Pamiętajmy, że pułkownik Władysław Kuca (w latach 1982-85 kierował wspomnianym Biurem Studiów) bardzo go lubił i miał do niego niezwykłą wręcz słabość. Tam, gdzie Naszkowski nie musiał się starać, pokazywał arogancję, pewność siebie, sugerował posiadanie wielkich wpływów. Był w tym niezwykle skuteczny. Aura, którą wokół siebie roztaczał, pokazywała, że może więcej od innych, ma kontakty i możliwości. Przez to niestety udawało mi się donosić na działaczy Solidarności, ale też rozszyfrowywać sposób działania SB. Z tego powodu postaci tej nie da się ocenić zero-jedynkowo. Pewne jest, że przede wszystkim służył samemu sobie, własnym interesom i próżności.

Eugeniusz Naszkowski to jedna z najbardziej antypatycznych postaci opisanych w książce prof. Pleskota. Ilustracja z książki „Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP” (Znak Horyzont 2017).

Eugeniusz Naszkowski to jedna z najbardziej antypatycznych postaci opisanych w książce prof. Pleskota. Ilustracja z książki „Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP” (Znak Horyzont 2017).

Z.P.: Przejdźmy może do postaci bardziej pozytywnej i budzącej uśmiech na twarzy, a mianowicie do fałszywego austriackiego konsula Czesława Śliwy. Jak to się działo, że kobiety rzucały wszystko i dla rajstop i kożucha jechały za nim w Polskę?

P.P.: Pamiętajmy, że gwiazda „konsula” zaświeciła w bardzo ponurym okresie między marcem 1968 a grudniem 1970. Atmosfera polityczna i społeczna była duszna, warunki materialne coraz gorsze – rząd szykował drastyczne podwyżki. I nagle pojawił się on – szastający pieniędzmi, mówiący łamaną polszczyzną i oferujący życie jak z bajki. Przy tym był znacznie sympatyczniejszy od Kalibabki, a to co robił i mówił było tak niezwykłe, że wręcz wiarygodne. Działał z pewnością przez zaskoczenie. Kłamał na tyle bezczelnie (wystawiał dokumenty, szukał budynku na zimową rezydencję dla konsulatu, składał listy uwierzytelniające u Przewodniczącego Rady Państwa), że ludzie nawet nie podejrzewali oszustwa.

Aura Zachodu, czegoś egzotycznego i niecodziennego działała bardzo silnie. W tych czasach jego postać musiała być dla ludzi szalenie atrakcyjna. Był przy tym osobą niezwykle utalentowaną. Dziś mógłby okazać się np. świetnym negocjatorem. Umiał przekonywać ludzi do swoich racji, robiąc jednocześnie bardzo dobre wrażenie. „Konsul” nie myślał zbytnio o tym, że kłamstwa wyjdą na jaw. Ciągnął ten teatr aż do końca, nawet po aresztowaniu grał dalej! Iluzja, poklask, sława i chęć udawania kogoś innego wydają się tu znacznie ważniejsze od pieniędzy.

Poznaj historie polskich kanciarzy, którzy stali się celebrytami dzięki książce „Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP” Patryka Pleskota (Znak Horyzont 2017).

Z.P.: No właśnie, potrzeba udawania kogoś innego jest tu kluczowa. Co ciekawe, postać Czesława Śliwy narodziła się w czasie wojny, kiedy to chłopiec pochodzenia żydowskiego, Icek Silber, musiał przyjąć inną tożsamość. Powstaje pytanie, na ile z natury umiał udawać kogoś innego, a na ile wpłynęło na to dzieciństwo.

P.P.: To bardzo słuszna uwaga. Jest on postacią wyjątkową, bo oszustwo ocaliło mu życie. Jako dziecko żydowskie trafiłby do obozu zagłady. Został jednak przygarnięty przez polską rodzinę i już jako mały chłopiec przybrał fałszywą tożsamość. Było to jedyne kłamstwo, które było konieczne, w jakiś sposób „prawdziwe” i słuszne. Musiał to zrobić, żeby przetrwać. Późniejsze maski, które przybierał, kiedy udawał górnika, dyplomatę, naukowca, czy inżyniera łączy jedno – za każdym razem mówił, ze jest dzieckiem żydowskiej rodziny. W tych wszystkich kłamstwach paradoksalnie odkłamywał to, które uratowało mu życie.

Z.P.: Gdy pozna się tyle historii przekrętów, łatwo znaleźć przepis na sukces w oszukiwaniu. Czy w przypadku Pana bohaterów najbardziej pomogło im to, że byli prekursorami w swojej dziedzinie?

P.P.: Myślę, że można się zgodzić z Pani wnioskiem, chociaż nie dotyczy to na przykład Naszkowskiego, bo nie był on pierwszym tak działającym agentem. Podobnie Kalibabka – wyróżniała go skala działań, ale uwodzenie i wykorzystywanie kobiet nie było niczym wyjątkowym. Zatem z jednej strony znalezienie niszy, z drugiej – nieprzeciętne zdolności. To, w kombinacji ze sprzyjającym losem, pozwalało im na wiele.

Komentarze (2)

  1. Mieczysław Sylwester Kazimierzak Odpowiedz

    KŁAMSTWO W PARADYGMACIE EWOLUCYJNYM to był temat wykładu prezentowanego w czasie Dolnośląskiego Festiwalu Nauki.
    Aby lepiej zrozumieć GLOBALIZM można dostosować słownik Bertranda Russella dla KOMUNIZMU.
    „PRZEDWCZESNY ŚWIT” i z niego płynąca teza : „W kolejnej UTOPII to jest z wiarą w WOLNY RYNEK,liberalizm eksportuje WOJNY SPRAWIEDLIWE dla obrony DEMOKRACJI.
    W trwającej WOJNIE O PIENIĄDZ,opisanej przez Song Hongbinga po jednej stronie koalicja PETRODOLAROWA,a po drugiej ANTYDOLAROWA,bazująca na powiększających się zasobach chińskiego złota.EURO zabiega o powiększenie wpływów europejskich przez pryzmat gospodarki niemieckiej.
    Odwołując się do Feliksa Konecznego,krakowskiego geniusza,autora oryginalnego podziału na CYWILIZACJE,nie można cywilizować na kilka sposobów.CYWILIZACYJNA MIESZANKA staje się wybuchowa kiedy jest pod wpływem wartości CYWILIZACJI PODWÓJNEJ MORALNOŚCI,bo tak nazwał w opisie „CYWILIZACJA ŻYDOWSKA”.

  2. mzakrzewski Odpowiedz

    Myślę, że wszyscy opisywani i im podobni mogli/ą/ funkcjonować, bo jest na nich zapotrzebowanie. Znam panią, o nieprzeciętnej wyobraźni, podaje się za księżną tatarską, z Dagestanu. Opowiada nieprawdopodobne bzdury, w które wierzą ludzie wykształceni, wydawałoby się, myślący. Nawet dziennikarze.Wiele jej historii w internecie można zweryfikować w kwadrans. Krzywd wielkich nie robi, oddziały szpitali psychiatrycznych podobno są pełne książąt, cesarzy, itd.
    Różne są objawy obłędu. Tylko, jak zakwalifikować wszystkich wierzących tej pani?

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.