Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Donosiciel. Najlepszy przyjaciel gestapo

Budynek Domu Śląskiego przy ul. Pomorskiej 2 w Krakowie. W czasie wojny to właśnie tam swą siedzibę miało gestapo, dzisiaj można tam oglądać wystawę stałą "Krakowianie wobec terroru 1939–1945–1956"Hitlerowski aparat opresji w okupowanej Polsce nie mógłby działać sprawnie, gdyby nie donosiciele. Myślicie, że była ich zaledwie garstka? Bynajmniej. Tylko w samej „stolicy” Generalnego Gubernatorstwa Niemcy mieli na swoich usługach setki konfidentów!

Do budowy siatki informatorów w grodzie Kraka okupant przestąpił już wczesną jesienią 1939 r. Motywy ludzi decydujących się na zostanie szpiclami były różne. Jedni spodziewali się korzyści materialnych, innych zmuszono do tego szantażem. W Krakowie naziści mogli stale liczyć – przez całą wojnę – na pomoc od około 800 do 1000 agentów i współpracowników. Jak pisze w książce „Okupacyjny Kraków w latach 1939-1945” profesor Andrzej Chwalba:

Na liście zestawionej przez krakowski kontrwywiad [Armii Krajowej – przypis autora art.] z września 1944 r. znalazło się 686 agentów. Później rozszyfrowano jeszcze kolejnych – łącznie 803. Listę rozpoczynała bufetowa z Dworca Głównego. Czyli na 300 mieszkańców – 1 konfident.

Taki mały, taki duży konfidentem może być

Agenci i konfidenci rekrutowali się właściwie ze wszystkich warstw społecznych oraz narodowości zamieszkujących miasto. Byli to Polacy, Niemcy, Ukraińcy oraz liczni Żydzi. W ich szeregach można było znaleźć prawdziwych zawodowców, takich jak chociażby Danko Redlich, przedwojenny komunistyczny agent, który po „przygodzie” z gestapo pracował dla Urzędu Bezpieczeństwa.

Sławomir Mądrala (w środku grający w karty z dwoma harcerzami z plutonu "Alicja", ok. 1943. Zdjęcie z przewodnika "Ulica Pomorska" Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

Sławomir Mądrala (w środku grający w karty z dwoma harcerzami z plutonu „Alicja”, ok. 1943. Zdjęcie z przewodnika „Ulica Pomorska” Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

Część współpracowników Niemcy „odziedziczyli” też po Policji Państwowej. Spory odsetek stanowili złamani członkowie konspiracji. Jednym z nich był na przykład szesnastoletni harcerz Sławomir Mądrala „Pirat”, który pod wpływem tortur i za namową matki, chcącej ratować syna, zdecydował się na współpracę z gestapo.

W jej wyniku zostali aresztowani niemal wszyscy jego koledzy z drużyny. Za zdradę został skazany przez podziemny Wojskowy Sąd Specjalny na śmierć. Wyrok wykonano 31 marca 1944 r. Zabito również matkę „Pirata”. Też była konfidentką.

Karzącego ramienia Państwa Podziemnego uniknął za to Henryk Wojciech Koppel. Ten, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, przedwojenny kapitan Wojska Polskiego, aresztowany w marcu 1941 r. pod wpływem brutalnego śledztwa zdecydował się na współpracę agenturalną. Jak pisze w przewodniku „Ulica Pomorska” Grzegorz Jeżowski:

Regularnie przekazywał informacje oficerom prowadzącym – Kurtowi Heinemayerowi i Rudolfowi Körnerowi. W wyniku konfidenckiej działalności Koppla wiele osób zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych, skąd już nigdy nie wróciło. Koppel dwukrotnie zadenuncjował inżyniera Jana Gołąbka – najpierw gestapo, a po wojnie Urzędowi Bezpieczeństwa.

Innym wojskowym na usługach Niemców był żołnierz kampanii wrześniowej Roman Słonia. Jego siatka, poza pracą dla okupanta, zajmowała się również działalnością przestępczą. Grupa dobrze uzbrojona przez gestapo czuła się bezkarna, gdyż opiekunowie spod znaku trupiej główki przymykali oko na aktywność kryminalną Słoni i jego kompanów, wyciągając ich co i rusz z aresztu.

Informacje przekazane Niemcom przez przedwojennego kapitan Wojska Polskiego Henryka Koppla (fotografia wykonana w trakcie aresztowania przez Niemców) były przyczyną wysłania do obozów koncentracyjnych wielu Krakowian. Po wojnie Koppel pracował dla Urzędu Bezpieczeństwa. Zdjęcie pochodzi z przewodnika "Ulica Pomorska" Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

Informacje przekazane Niemcom przez przedwojennego kapitan Wojska Polskiego Henryka Koppla (fotografia wykonana w trakcie aresztowania przez Niemców) były przyczyną wysłania do obozów koncentracyjnych wielu Krakowian. Po wojnie Koppel pracował dla Urzędu Bezpieczeństwa. Zdjęcie pochodzi z przewodnika „Ulica Pomorska” Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

W końcu jednak miarka się przebrała i AK zdecydowała się interweniować, wykorzystując przy tym podstęp. Jak czytamy w jednym z rozdziałów pracy „Kraków – czas okupacji 1939-1945”:

Wiosną 1944 roku funkcjonariusze Kripo [niemiecka policja kryminalna – przypis autora art.] zatrzymali pod pretekstem awantury ulicznej jednego z członków siatki Słowni. W krakowskim Kripo pracowali żołnierze AK, którzy szybko przejęli sprawę. Funkcjonariusz Kripo ppor. Stanisław Szczepanek „Janusz”, żołnierz AK, poinformował swojego niemieckiego zwierzchnika […], że zatrzymał bandytę, który w czasie śledztwa ujawnił lokal konspiracyjny.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.
Rudolf Körner, oficer gestapo któremu podlegało wielu konfidentów, między innymi Henryk Koppel i Maurycy Diamand. Zdjęcie pochodzi z przewodnika "Ulica Pomorska" Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

Rudolf Körner, oficer gestapo któremu podlegało wielu konfidentów, między innymi Henryk Koppel i Maurycy Diamand. Zdjęcie pochodzi z przewodnika „Ulica Pomorska” Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie. Oficer, chcąc się wykazać, wysłał – bez konsultacji z gestapo – swoich ludzi na pod wskazany adres. W kamienicy przy ulicy Blich 7, gdzie rezydowała szajka, doszło do strzelaniny w wyniku której zginęli Roman Słonia oraz kilku jego ludzi. Tak oto sami Niemcy stali się wykonawcami wyroków Państwa Podziemnego.

Również wielu Żydów pracowało dla nazistów. Najliczniejsza i najniebezpieczniejsza była siatka kierowana przez Maurycego Diamanda. Została ona rozpracowana i zlikwidowana dopiero latem 1944 r., co zresztą było tylko po części zasługą Armii Krajowej. Sam Diamand we wrześniu tegoż roku zniknął z Krakowa. Według jednej z wersji został zamordowany przez Niemców. Inna mówi, że przeżył wojnę i zamieszkał w Wiedniu.

Do tej samej grupy należał także osławiony Julian Appel – jeden z najniebezpieczniejszych donosicieli. Z czasem stworzył on własną siatkę, specjalizującą się w odnajdywaniu i oddawaniu w ręce Niemców ukrywających się Żydów oraz członków polskiej i żydowskiej konspiracji. Mimo że na Appla wyrok śmierci wydały zarówno Żydowska Organizacja Bojowa, jak i Polskie Państwo Podziemne nie udało się go zlikwidować i uciekł z miasta wraz z wycofującymi się Niemcami.

Walka z donosicielami

Stanisław Kostek Czapkiewicz „Sprężyna”, to on kierował AK-owską siatką zbierającą informację na temat konfidentów. Zdjęcie pochodzi z przewodnika "Ulica Pomorska" Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

Stanisław Kostek Czapkiewicz „Sprężyna”, to on kierował AK-owską siatką zbierającą informację na temat konfidentów. Zdjęcie pochodzi z przewodnika „Ulica Pomorska” Andrzeja Jeżowskiego (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011)

Rzecz jasna Związek Walki Zbrojnej a potem Armia Krajowa starały się walczyć z donosicielstwem. W Krakowie AK posiadała prężnie działający wywiad i kontrwywiad zbierający informacje na temat konfidentów. Zajmowali się tym ludzie kierowani przez Stanisława Kostkę Czapkiewicza „Sprężynę”. Członkowie jego siatki pracowali między innymi na poczcie, przechwytując donosy. Cennych informacji o zdrajcach dostarczali ponadto żołnierze podziemia pracujący w Kripo. Zdobyte dane były następnie niejednokrotnie publikowane w podziemnej prasie, co miało zastraszyć niemieckich informatorów oraz ostrzec potencjalne ofiary.

Starano się również wpłynąć metodami bardziej bezpośrednimi na konfidentów, dając im jasno do zrozumienia, że mają zaprzestać działalności. Gdy to nie skutkowało, uciekano się do rozwiązań siłowych. W trakcie całej wojny zlikwidowano w Krakowie kilkudziesięciu konfidentów. Pierwszy wyrok wykonano 6 listopada 1940 r. na przedwojennym oficerze żandarmerii wojskowej Janie Platerze. Dokonali tego Jan Kostecki „Żywioł” oraz Jan Chromy „Delfin”. Największe nasilenie akcji skierowane przeciw kapusiom przypadło na 1943 r., później w związku z represjami odwetowymi okupanta ograniczano się głównie to wysyłania listów z ostrzeżeniami, stosowania gróźb oraz wymierzania kary chłosty.

Nie tylko Kraków

Artykuł powstał w oparciu m.in o przewodnik Grzegorza Jeżowskiego "Ulica Pomorska" (MHMK 2011)

Artykuł powstał w oparciu m.in o przewodnik Grzegorza Jeżowskiego „Ulica Pomorska” (MHMK 2011)

Na koniec warto podkreślić, że Kraków w żadnym wypadku nie był miastem wyjątkowym pod względem liczby ludzi pracujących dla Niemców. Szacuje się, że w całej okupowanej Polsce gestapo miało około 60 tysięcy agentów i współpracowników.

Podobnie jak w przypadku „stolicy” GG wywodzili się oni z różnych grup społecznych i narodowościowych, jednak łączyło ich jedno: mieli na rękach krew tysięcy ofiar brunatnego reżymu.

O skali przydatności kapusiów dla okupanta świadczy już samo to, że szacuje się, iż 1/3 aresztowanych lub podejrzanych znalazła się w orbicie zainteresowania gestapo za sprawą informacji przekazanych przez konfidentów!

Wielu z nich po wojnie zmieniło „pracodawcę” i poszło na współpracę z komunistycznym aparatem represji, donosząc nierzadko na te same osoby, które denuncjowali gestapo.

Bibliografia:

  1. Monika Bednarek, Edyta Gawron, Grzegorz Jeżowski, Barbara Zbroja, Katarzyna Zimmerer, Kraków czas okupacji 1939-1945, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2010.
  2. Andrzej Chwalba, Okupacyjny Kraków w latach 1939-1945, Wydawnictwo Literackie, 2011
  3. Andrzej Jeżowski, Ulica Pomorska – przewodnik, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, 2011.
  4. Rocznik oficerski 1932.

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Czy wiesz, że ...

...jedna z najważniejszych radzieckich snajperek w przeciwieństwie do większości ochotniczek, które zgłaszały się do Armii Czerwonej nie była młoda, a jednak stała się śmiertelnie skuteczna. Zdążyła zabić ponad 100 Niemców i wyszkolić setki następczyń.

...więźniowie sowieckich łagrów dopiero przy temperaturze minus pięćdziesięciu jeden stopni Celsjusza mogli pozostać w barakach? Przy minus pięćdziesięciu spędzali dzień na powietrzu, przy pracy. O odmrożenia było w takich warunkach wyjątkowo łatwo...

...oficjalnie Irena Sendler za bramę getta wchodziła tylko po to, by przeprowadzać dezynfekcje? Zajmowała się jednak, czymś całkiem innym: przemycaniem jedzenia, lekarstw, pieniędzy, odzieży... a później także dzieci poza dzielnicę żydowską.

...Józef Stalin traktował swojego pierworodnego syna Jakowa z pogardą? Drwił nawet… z jego próby samobójczej. Pocisk z pistoletu tylko drasnął go w pierś, dyktator wyśmiewał więc niecelność syna.

Komentarze (52)

  1. Funio Odpowiedz

    No, no, duże piwo dla Redakcji… :) Temat, bardzo delikatnie mówiąc, nieco kontrowersyjny. I to zarówno dla Prawdziwych Polaków-Patriotów, jak i dla lewackich miłośników Żydowskiego Męczeństwa… :) Ale pocieszmy się, że nie tylko w Polsce tak było. We Francji podczas okupacji wysłano ogółem ponad 3 mln donosów do Gestapo. To samo w innych krajach, że o skali kolaboracji w ZSRR nie wspomnę.

    • Nasz publicysta | Autor publikacji | Rafał Kuzak Odpowiedz

      Dzięki za dobre słowo. A co do skali kolaboracji w Europie, to oczywiście masz rację. Wszędzie znajdą się osoby gotowe współpracować – z różnych pobudek – z okupantem.

      • Anonim Odpowiedz

        Polecam książkę Piotra Szopy „W imieniu Rzeczypospolitej… Wymiar sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego na terenie Podokręgu AK Rzeszów” tam jest ślad Maurycego Diamanta.

  2. Nasz publicysta | Autor publikacji | Rafał Kuzak Odpowiedz

    @Jarek: Jak to dobrze, że mogłem podnieść Ci samoocenę, bo tak pewnie miałbyś cały dzień w plecy, a tu proszę, w tekście mającym siedem tysięcy znaków jest błąd ortograficzny, a Ty go zauważyłeś i podzieliłeś się z nami swą spostrzegawczością w jakże kulturalny sposób. Jak to dobrze, że są tacy ludzie jak Ty, świat bez Was byłby taki smutny.

    • Anonim Odpowiedz

      Moim zdaniem jeżeli ktoś zarabia na życie pisaniem to nie może pozwolić sobie na takie wpadki.
      Rozumiem, że zawodowi kierowcy mogą mieć udział w wypadkach czy je powodować, ale tam liczy się często refleks. Tutaj redaktorek może pozwolić sobie na ponowne sprawdzenie tekstu, czy napisanie go w zwykłym wordzie, który takie rzeczy wyłapuje !

  3. delux Odpowiedz

    To właśnie przez takich s………w jak Ludwik Kalksztain,Blanka Kaczorowska itd.. wpadło wielu wybitnych żołnierzy Polski podziemnej między innymi dowódca AK Grot Rowecki….UB po wojnie miał ich w garsci i zamiast powiesić,zdrajców wypuscił….

  4. Znafca Odpowiedz

    „Oficer, chcąc się wykazać, wysłał – bez konsultacji z gestapo – swoich ludzi na pod wskazany adres.”
    Nic dziwnego że nie było konsultacji jak konkurowali ze sobą.
    Tylko nie pojmuję dlaczego nie ma tu nic o BCh i AL a tylko jest o AK.

    • Zenon Odpowiedz

      Bo oni siedzieli cicho na tyłach i ograbiali polskie wsie z żywności, a te które nie chciały ich żywyć palili mordując mieszkańców. Ponadto byli sprawdzonymi towarzyszami w walce z tzw. „bandytami” po wojnie. Wielu zostało członkami zbowidu i bierze resortowe emerytury. Czyli nic szczególnego, zwykła bolszewicka swołocz.

  5. Nasz publicysta | Kamil Janicki Odpowiedz

    Znafco, AK była największą podziemną organizacją zbrojną i niewątpliwie najważniejszą. Nic więc chyba dziwnego, że tak często publikujemy poświęcone jej artykuły. Nie zmienia to natomiast faktu, że od dłuższego czasu przymierzamy się do publikacji tekstów poświęconych AL, BCh, a przede wszystkim Narodowym Siłom Zbrojnym. Na pewno coś się ukaże.

  6. Rafał Odpowiedz

    Donosy to tylko jeden z wątków współpracy. Wręcz przemysłem było prześladowanie Żydów, których kilkadziesiąt tysięcy zginęło z rąk polskich. Dużą rolę, na rozkaz Niemców, ale i z własnej inicjatywy odegrały w tym PPGG i OSP. Oprócz policji w czasie okupacji działały polskie sądy. Niemcy zastrzegli sobie możliwość unieważniania wyroków, ale działa się to rzadko. Był też Bank Emisyjny w Polsce i wiele innych instytucji.

    • Ada Odpowiedz

      Żeby było ciekawiej Żydzi też współpracowali z Gestapo (o czy nawet jest w artykule wspomniane). W zasadzie pisałabym, że artykuł dotyczący takiej kolaboracji byłby ciekawy, ale za to bardzo ciężki do napisania.
      W ogóle sama kultura judaistyczna jest ciekawa, a ciężko mi było coś ciekawego i bez uprzedzeń, bez wychwalania męczeństwa znaleźć.

    • Marek Odpowiedz

      Rafał, bardzo mocno przesadziłeś skalę zjawiska. Ono występowało, ale osób w nie zaangażowanych było znacznie mniej.

  7. Jarek Odpowiedz

    Chciałbym zapytać o powojenne losy wspomnianego w artykule Juliana Appla? Czy wiadomo coś na ten temat? Pytam, ponieważ osoba o takim nazwisko figuruje w składzie ekipy filmu „Ulica Graniczna” z 1948 roku.

  8. Nasz publicysta | Autor publikacji | Redakcja Odpowiedz

    Kolejny komentarz z naszego profilu na Fb https://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Dariusz P.: O kurde, donosiciele w Polsce?! Nie wierzę, to musieli być wszystko żydzi, komuniści, ateiści, cyganie, cykliści. Przecież prawdziwy Polak ma skrzydełka, a aureola i tęcza towarzyszą mu nawet tam gdzie król piechotą chodzi. To nie może być prawda :(

  9. Felicja Odpowiedz

    Konfidentow bylo nie az za wiele-prawde mowiac, wyjelabym z pod tej kategorii ludzi, ktorych torturowano i ktorzy chcieli maksymalnie uchronic swe rodziny przez wspolprace, nie majac przy tym antypanstwowych celow. Prawdziwy Konfident to dla mnie ktos, kto idzie na wspolprace bo mu sie oplaca, bez wiekszych grozb, i kto jest aktywniejszy niz porzadany Minimum.

  10. Nasz publicysta | Autor publikacji | Redakcja Odpowiedz

    Komentarze do art. z facebookowego profilu Skarby III Rzeszy https://www.facebook.com/Skarby3Rzeszy?fref=ts:

    Jacek M.: Taka narodowa tradycja

    Emil E.: Konfidenci istnieli jak widać od zawsze.

    Tomek A.: to na podobnej zasadzie działa policja 98% spraw jest rozwiązanych bo ktoś doniósł

    Mariusz K. tak jak dzisiaj……….

    Emilia K.: Konfidenci zawsze będą

    Michał K.: Z jednej strony się nie dziwię, jakby mi mieli rodzinę wymordowac to co?? Unieść się honorem czy zacząć sypać?? Co innego jakby się poszło samemu i z ucha strzelało

    Stachu Z.D.: donosiciel to charakter . byli tacy za hitlera ,byli i za komuny . sa i dzis . wielu znamy , ale udajemy , ze tego co robia nie widzimy . powinno sie ich omijac z daleka i pluc im pod nogi . niestety, tak jak pisze autor było ich tylu i jest obecnie , ze sliny zabrakłoby do spluwania na widok tych męd .

    • Bogdan Reuter Odpowiedz

      Niemcy w okupowanych krajach tworzyli legiony z ochotnikow- obywateli podbitego kraju. W Norwegii, Danii , Holandii, w Rosji (Wlasow), mieli duze sukcesy ( nawet bylo kilkadzesiat tysiecy ochotniow. A w Polsce kicha, zglosilo sie 16 ochotnikow (mniej niz 20) !!!!!!! To o czyms swiadczy.
      Br131

    • DrWiktorTraktor Odpowiedz

      No, widać to wyraźnie na posiedzeniach gremiów Unii Europejskiej, gdzie członkowie pewnej zgranej moralnie – mieniącej się polską – partii wyjątkowo aktywnie trudnią się konfidencką robotą. Nie chcę wyobrazić sobie ich w akcji podczas minionej wojny.
      Kwestia plucia takim pod nogi: chyba trzeba by pić hektolitry wody, żeby starczyło śliny…

  11. Anonim Odpowiedz

    Ciekawy materiał. Proszę zapoznać się z pracami i książką prof. Laszka Gondka – o zdrajcach i wyrokach na nich.

  12. OTO Odpowiedz

    Pamiętamy nagonkę na prof.Bartoszewskiego który powiedzial że bardziej się bał polaków-donosicieli niż niemców na ulicy.Był opluwany z góry na dół przez prawicę,przewodniczyła nagonce niejaka Marta Kaczyńska.

  13. Condreau Odpowiedz

    Napiszcie lepiej, o tym, jak Żydzi wydawali Polaków w ręce NKWD na Kresach Wschodnich. Skoro Żydzi krzywdzili Polaków, to Polacy się mścili, proste.

  14. Marek Popiel Odpowiedz

    Byłem dzieckiem. Wracaliśmy z Mama tramwajem ze śródmiescia Warszawy na Bielany. W pewnym momencie, gdy tramwaj mijając jakiś zielony obszar pomiędzy Żoliborzem a Bielanami, usłyszałem w przedniej części tramwaju strzały i tramwaj gwałtownie zahamował. Wszyscy w pospiechu opuscili tramwaj a na przednim pomoście leżał człowiek. Mówiło się, że właśnie zastrzelono konfidenta. Nie bardzo kojarzyłem co znaczy to słowo ale rozumiałem, że to ktoś bardzo zły.

  15. Grafos Odpowiedz

    Nie ma policji bez informatorów. Tacy zawsze się znajdą. Tajemnicą poliszynela jest, że we wszystkich ważniejszych komórkach Solidarności byli informatorzy oraz prowokatorzy. Dlatego tak łatwo było destabilizować ten ruch społeczny przez manipulację.

  16. Patryk Staszczuk Odpowiedz

    Pytanie, czy te 60 tysięcy to cała okupowana Polska czy tylko GG ? Generalka stanowiła małą część przedwojennej Polski i liczyła 12 a po 1941 roku, 16 milionów ludzi na 35 milionów przedwojennej Rzeczpospolitej.

  17. Artur Odpowiedz

    Przecież jest wzmianka o Żydach komunistach chętnie współpracujących z Niemcami przy eksterminacji Polaków.
    Poza tym AL stała z bronią u nogi czekając aż azjatycka wersja Hitlera wyciągnie do nich pomocną dłoń i dlatego dopiero gdy Kraków znalazł się pod sowiecką okupacją rozwinęli skrzydła.

    BCh natomiast nie posiadały w Krakowie zbyt wielu oddziałów

  18. Anonim Odpowiedz

    Zgadza się. Ten pajac nigdy nie posiadał tytułu profesora…. Poza tym fakt że Niemcy pozwolili opuścić mu Auschwitz i jakby tego było mało w przeciwieństwie do innych jego ziomków odesłali pierwszą klasą nasuwa różne politycznie niepoprawne wnioski.

    • mm Odpowiedz

      Pajac to ty….
      Anonim, jakie ty masz moralne prawo do zabierania głosu?
      Czy to żeś pisior ……….
      Za młody jesteś, aby tu cokolwiek pisywać …………

  19. listonosz1939 Odpowiedz

    Kolaboracja jest zjawiskiem ponadczasowym i ponadnarodowym. Tak mówią kolaboranci. Mój Dziadek walczył w Konspiracyjnym Wojsku Polskim (KWP Warszyc), a córka jego siostry w 1982 wstąpiła do PZPR za żelazko i worek cebuli. Ot rodzinna przypowiastka

    • Anonim Odpowiedz

      Ale tak naprawde nie wiesz jak bylo. Moze dziedek klamal, bo sam zrobil cos, czgo sie wsydzi i przeniosl odpwiedzialnosc

  20. Zbytni Odpowiedz

    Wyhamuj. Tu są opinie znawców do których, przy odrobinie chęci, możliwości też możesz należeć. Opieranie się o materiały tu zawarte pasuje owym władzom, a obiektywizm to pojęcie nieznane tutaj, chyba, że w komentarzach.

  21. Anonim Odpowiedz

    No cóż konfidenci byli, są i będą. Szkoda że dzisiaj nie karzą ich w podobny sposób jak wtedy. Ile by to spraw rozwiązało.

  22. Piotr Odpowiedz

    Wszędzie byli donosiciele, nie tylko u nas, nam teraz łatwo rozsądzac i ich krytykować, ale z pewnością nie każdy współpracował dla własnych korzyści, co nawet jeden przykład autor tutaj podaje, choć wspominać trzeba tych którzy się nie złamali i do końca walczyli o wolną Polskę

    • Członek redakcji | Maria Procner Odpowiedz

      Ma Pan rację – kwestia donosicielstwa była wyborem jednostek, nie można więc generalizować, że taki czy inny naród był narodem donosicieli. Bez znajomości ówczesnych realiów i przyczyn decyzji o donoszeniu nie powinno się także krytykować konkretnych jednostek – choć z drugiej strony przyczyniły się one do wielu ludzkich tragedii. Obyśmy sami nigdy nie musieli stawać przed podobnym wyborem!

  23. nie nada Odpowiedz

    Mój dziadek był namawiany do wstapienia do PZPR, i proponowano mu za to konia z UNRy. Dziadek na to, może bym się do nich zapisał ale jak widzę u nich tych co wcześniej byli folksdojczami…

  24. Gość Odpowiedz

    Polacy, nie donosili na Gestapo. Donosiły grupy obywateli Polski,spokrewnieni z Niemcami,Krzyżakami,Prusami. Czuli się krewnymi Niemców i donosili. A że byli w większości obywatelami Polski-nazywano Polakami. Takich krewnych,nazywa się nazistami.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.