Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Patryk Pleskot pyta: Czy historyk powinien grzebać w ciuchach?

Co czytają pisarze? Pierwsza edycja nowego cykluCzy historia mody to temat interesujący tylko dla ludzi zafascynowanych ciągłymi zmianami wzorów i stylów? Czy może nam powiedzieć coś nowego o polityce, gospodarce i ideologii? Jak najbardziej!

Z pewną nieśmiałością sięgnąłem po wydaną dwa lata temu książkę Anny Pełki, poświęconą modzie młodzieżowej w PRL i NRD. Nie jestem miłośnikiem katalogów mody i ciucholandów, a po pobieżnym przekartkowaniu pracy stwierdziłem, że pełno w niej szczegółowych opisów bluzeczek, spódniczek, krojów, dodatków i innych dziwnych rzeczy. Nie zraziłem się jednak i nie żałuję.

Autorka nie ograniczyła się do sypania ciekawostkami z przaśnych niekiedy dziejów komunistycznych domów mody i z życia projektantów, ale osadziła swą opowieść w szerokim kontekście społeczno-politycznym. Dzięki temu możemy się przekonać, że w mniemaniu władz moda była kolejnym frontem rywalizacji ideologicznej z „kapitalistami” i walką o dusze (czy raczej ciała) własnych obywateli.

Garść informacji...

Z kolei w przekonaniu mieszkańców demoludów moda była jednym z ważniejszych środków manifestowania swego stosunku do ustroju. W symbolicznym skrócie: czerwony krawat ZMP-owca kontra kolorowe skarpetki Tyrmanda.

Patryk Pleskot poleca: Anna Pełka, „Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD”, Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2013.

Patryk Pleskot poleca: Anna Pełka, „Z (politycznym) fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD”, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2013.

Prof. Patryk Pleskot poleca: „Z [politycznym] fasonem…” (fot. P. Życieński).

Prof. Patryk Pleskot poleca: „Z [politycznym] fasonem…” (fot. P. Życieński).

Syzyfowa praca na modowym froncie

Bardzo ciekawie wypada porównanie NRD i PRL. Wiele tu podobieństw. W czasach destalinizacji uwidoczniło się zjawisko, które pozostało obecne w historii obu krajów co najmniej do 1989 r. Były to ciągłe „przetargi symboliczne” między wymogami ideologii komunistycznej – na bieżąco interpretowanej przez aparat partyjno-państwowy – a wpływem kultury zachodniej. Skutkiem takich „przetargów” było chociażby propagowanie w końcu lat pięćdziesiątych mody inspirowanej włoskim neorealizmem, co robiono na łamach pisma „Uroda”.

Anna Pełka nie skupia się zresztą tylko na związkach mody z ideologią. Badaczka potraktowała tę sferę życia jako część kultury i kontrkultury, ewolucji seksualności i postrzegania płci, a także jako klucz do badania sfer wolności w państwach o totalistycznych tendencjach. Wspólna dla obu krajów była także syzyfowa praca centralnie zarządzanej infrastruktury odzieżowej, od instytutów wzornictwa po fabryki. Usiłowały one reagować (nie tylko zresztą pozytywnie) na zmieniające się jak w kalejdoskopie trendy zachodnie i udowadniać, że „my też potrafimy”. Skoro w USA i RFN tworzono nowe tkaniny sztuczne, swój nylon musieli mieć Polacy, a wschodni Niemcy dederon (od Deutsche Demokratische Republik) czy „Präsent 20” (tj. prezent na 20-lecie NRD).

Moda – ciekawa dla każdego

Pozwoliło to autorce na penetrowanie tak z pozoru oddalonych od siebie obszarów, jak centralne plany gospodarcze, produkcja specjalistycznych tkanin, światowe dni młodzieży, zjawisko emigracji, koncerty The Rolling Stones i subkultura punkowców.

Zachęcam do lektury książki Anny Pełki. Udowodniła ona, że modę można potraktować jako oryginalne narzędzie do zrozumienia wielu zjawisk charakterystycznych dla epoki demoludów. I wcale nie trzeba się nią przy tym pasjonować.

Patryk Pleskot poleca:

Anna Pełka, Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2013, ss. 362.

Poznaj też książkę naszego eksperta:

Komentarze (1)

  1. Członek redakcji | Redakcja Odpowiedz

    Komentarz do tekstu z naszego facebookowego profilu
    http://www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne/posts/1105981769430481
    Maria W.:
    Na pewno moda dużo mówi o epoce. Paradoksalnie, ubóstwo PRL-owskich sklepów wyzwalało całe pokłady kreatywności – szyło się, robiło na drutach, farbowało, wynajdowało rzemieślników, którzy nabijali napy i poprawiali cholewki kupionych w sklepie butów. Trochę mi tej pomysłowości brakuje, szczególnie u młodzieży

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.