Ciekawostki Historyczne
Druga wojna światowa

Nazistowskie eksperymenty medyczne w pałacu w Rząsinach

W jednym z pałaców na Dolnym Śląsku podczas II wojny światowej niemieccy naukowcy prowadzili tajne badania na potrzeby Luftwaffe. Co działo się w jego piwnicach? Czy eksperymenty przeprowadzano wyłącznie na członkach zespołu badawczego, jak twierdzili po wojnie, czy ich ofiarami padali również więźniowie obozów koncentracyjnych? Historia pałacu w Rząsinach do dziś skrywa wiele niewyjaśnionych zagadek.

Tekst jest fragmentem książki Michała Wójcika „Tańczący z zamkami, czyli subiektywny przewodnik po zamkach, pałacach i dworach”, wydanej nakładem Domu Wydawniczego REBIS, 2026

Niemieckie wojska podbiły już Polskę i Francję. Hitler nie ma jednak powo­dów do zadowolenia. Już przegrał bitwę o Wielką Brytanię, ofensywa w ZSRR zaś nie idzie tak szybko, jak zakładał. Potrzebny jest nowy impuls. Coś, co zmie­niłoby obraz wojny, przyspieszyło rozstrzygnięcie na korzyść III Rzeszy.

I tu naprzeciw marzeniom Führera wystąpił dowódca niemieckiego lotnictwa Hermann Göring. Przypomniał mu, że przecież od wielu lat trwają w niemiec­kich zakładach zbrojeniowych prace nad samolotami wysokiego zasięgu. Bo te, które walczyły choćby w bitwie o Wielką Brytanię, wyczerpały już swoje możli­wości. Wojnę rozstrzygną nowe, które potrafią wznieść się na pułap 10 tysięcy metrów, a nawet wyżej. Bo ich nie przechwycą maszyny wroga ani nie strąci ar­tyleria przeciwlotnicza. Należy zatem przyspieszyć badania, pierwsze ekspery­menty budzą pewne nadzieje.

Ślady po tych badaniach zachowały się do dziś. Niemieccy naukowcy nie zdążyli zniszczyć całej dokumentacji. Odkryte materiały – zdjęcia i korespon­dencję między instytucjami – wykorzystał potem reżyser Ignacy Szczepański, by nakręcić wstrząsający film Pierwszy kosmonauta.

Na początku 1942 roku do komendanta obozu koncentracyjnego Dachau zgłosił się dr Sigmund Rascher z Instytutu Medycyny Lotniczej w Monachium, współpracującego z Zakładem Badań Lotniczych w Berlinie. Poprosił o udo­stępnienie dwóch albo trzech „przestępców”. W ten sposób nazistowscy na­ukowcy nazywali więźniów przebywających w obozie. Rascherowi chodziło o mężczyzn w dobrej kondycji. Ogólnikowo wyjaśnił, że będą potrzebni do ba­dań na temat wytrzymałości ludzkiego organizmu na dużych wysokościach.

5 kwietnia udało się wreszcie przeprowadzić to „badanie”. Jego ofiarą był anonimowy trzydziestosiedmioletni żydowski więzień. Opis eksperymentu jest potworny. Zakład dostarczył do Dachau mobilną komorę ciśnień. Więzień w pasiaku został zawieszony pod sufitem, po czym z pomieszczenia zaczęto wysysać powietrze. Stopniowe obniżanie ciśnienia miało symulować wzno­szenie się na dużą wysokość. I tak w czwartej minucie eksperymentu więzień „zaczął się pocić”, a w piątej – drżeć. Między 6 a 10 – stracił przytomność, do 30 minuty jego oddech zwalniał, a po 30 minucie na ustach pojawiła się piana.

Sekcja, którą „badacze” wykonali na więźniu, wykazała, że o ile jego serce wy­trzymało eksperyment, o tyle w mózgu dostrzeżono duże zmiany. I teraz najgor­sze: to nie była sekcja zwłok. Ludzie dr. Raschera przeprowadzili „badanie” na żyjącym jeszcze człowieku. Ogółem w 1942 roku w Dachau odbyło się 200 takich „lotów na dużą wysokość” – 80 osób ich nie przeżyło. Ci, którzy resztka­mi sił próbowali złapać ostatni haust powietrza, „wznieśli się” na wysokość… 21 kilometrów.

To są właśnie „pierwsi kosmonauci”. Ofiary nieludzkich eksperymentów prowadzonych na 19 lat przed misją Jurija Gagarina, pierwszego rzeczywiste­go zdobywcy kosmosu.

fot.Sigmund Rascher - https://collections.ushmm.org/search/catalog/pa1058429 / domena publiczna

Nieprzytomny więzień obozu koncentracyjnego podczas eksperymentu w warunkach obniżonego ciśnienia. Dachau, 1942 rok.

Przywódcy III Rzeszy zapoznali się z wynikami badań na konferencji nauko­wej w Norymberdze pod koniec października 1942 roku. Wniosek był jeden. Jeśli Niemcy chcą wojnę wygrać, muszą skonstruować nowy samolot. Maszynę najnowszej generacji. Ta powinna mieć szczelną kabinę, a piloci powinni uży­wać specjalnych kombinezonów, które uchronią ich przez zmianami ciśnienia. Należy podawać im tlen, a także wyposażyć w nowoczesne systemy optyczne.

Kolejnym problemem, przed którym stanęła niemiecka nauka, była adaptacja oczu do widzenia w ciemności. Okazało się bowiem, że u większości pilotów przy nawet chwilowym niedoborze tlenu i w warunkach podciśnienia szwan­kuje wzrok. Kilka chwil takiego „oślepienia” powodowało utratę kontroli w po­wietrzu. Zadanie rozwiązania problemu otrzymał nadzorujący eksperymenty Raschera prof. Hubertus Strughold, szef Instytutu Badawczego Medycyny Lot­niczej. Prace ruszyły z miejsca, ale już wkrótce było jasne, że nie można ich prowadzić ani w Berlinie, ani w dotychczasowych zakładach zbrojeniowych. Te przecież stawały się celem alianckich bombardowań.

Prof. Strughold i jego zespół otrzymali zatem polecenie, by przenieść się w bez­pieczne miejsce na Śląsku. Gdy 20 lat później do profesora dotarł polski dzienni­karz Krzysztof Kąkolewski, Strughold sprawę bagatelizował i nie mógł sobie przy­pomnieć, dokąd się ostatecznie udał. Ale to, czego nie zdradził, ujawnili potem jego pracownicy.

Do swojej dyspozycji specjalny zespół otrzymał bowiem pałac Welkersdorf, czyli właśnie Rząsiny. I to tu Strughold miał dokończyć swoje badania. Jak się okazuje, nie tylko nad wzrokiem.

fot.www.palace-zamki.pl – Praca własna / CC BY-SA 3.0 pl

Pałac w Rząsinach

Szczegóły programu ujawnił niedawno historyk Szymon Wrzesiński. Zakres prac został znacznie poszerzony. Badacze mieli prowadzić testy w komorze i „szafie” niskociśnieniowej, a także usprawnić specjalny kombinezon. Mieli również udoskonalać aparaty oddechowe. A także testować dietę pilotów, ba­dać ich adaptację na dużych wysokościach oraz percepcję przestrzenną i wi­dzenie w nocy. Tajny raport, do którego Wrzesiński dotarł, mówił też o badaniu reakcji na gwałtowne przyspieszenia, wznoszenia i obniżanie lotów. Do tego dochodził problem anoksji, czyli niedoboru tlenu podczas szybkich i gwałtow­nych ekwilibrystyk.

W opublikowanej w 1995 roku autobiografii profesor zoologii Hansjochem Autrum, jeden z członków zespołu, przyznał, że pałac w Welkersdorfie nada­wał się do badań wyśmienicie. „Miał mury o grubości jednego metra. Profesor miał na pierwszym piętrze swój gabinet. W dawnej winiarni urządził laborato­rium, a drugie pomieszczenie piwniczne wykorzystał do mierzenia adaptacji oka w ciemności. Miało małe okienko i było łatwe do zaciemnienia” – napi­sał. Przyznał również, że gdy zespół Strugholda pojawił się w Rząsinach, żyła jeszcze Ella Luiza. A ponieważ ta zmarła w czerwcu 1943 roku, między bajki można włożyć powojenną opowieść profesora Strugholda o tym, że naukowcy pracowali tu dopiero od wiosny 1944 roku.

fot. Hansjochem Autrum – Photo published by Hansjochem Autrum, himself. / domena publiczna

Hansjochem Autrum

Eksperymenty medyczne w Rząsinach trwały co najmniej przez dwa lata!

Nocne widzenia naukowców

Schodzimy do pałacowej piwnicy. Wyczuwam, że pani Małgorzata Tausz nie lubi mówić o tej mrocznej przeszłości. Jak twierdzi, niewiele wie i tak naprawdę zasta­nawia ją jedno. Czy profesor Strughold i jego zespół prowadzili eksperymenty na sobie, jak sami zeznawali po wojnie, czy ofiarami badań mógł być ktoś jeszcze?

– Kto w takim razie? – pytam.

Pani Małgorzata milczy przez chwilę, po czym mówi:

– Choćby więźniowie obozu Gross-Rosen, to niecałe 100 kilometrów stąd.

Piwnica w Rząsinach składa się z dwóch dużych pomieszczeń. Jedno to nie­używany magazyn na wino, który obecnie pełni rolę muzeum. Są tu charak­terystyczne (i puste dziś) półki na butelki i mnóstwo przedmiotów odkrytych podczas wykopalisk.

W drugim pomieszczeniu uwagę przykuwa gruby kabel. Jak twierdzi pani Małgorzata, to stary przewód wysokiego napięcia. Jest obcięty tuż przy oknie. Podobno kiedyś prowadził do transformatora – jakieś 100 metrów od pałacu. I właśnie o tym pomieszczeniu wspominał prof. Autrum. Już po przeprowadz­ce z Berlina właśnie tu dostarczył pierwszy na świecie wzmacniacz prądu sta­łego dużej mocy.

Po co?

Urządzenie to miało kluczowe znaczenie dla badania adaptacji wzroku w ciemności.

Jak wiadomo, człowiek widzi dzięki źrenicom. Te rozszerzają się na tyle, że potrafią zwiększyć ilość potrzebnego do widzenia światła aż szesnastokrotnie. To w porównaniu do zwierząt polujących w nocy niewiele, ale człowiekowi daje to możliwość adaptacji w ciemności, na jako takim poziomie, już po 45 minutach.

Tak naprawdę widzimy dzięki komórkom. W oku są ich dwa rodzaje. Dzięki stożkowym dostrzegamy kolory i rozróżniamy szczegóły, ale możemy to robić tylko przy dużej ilości światła. Jeśli go brakuje, do pracy ruszają komórki pręci­kowe. Te z kolei widzą jedynie w barwach czarno-białych i mają słabą rozdziel­czość optyczną. Aby widzieć w nocy przy małej ilości światła (widzenie skoto­powe), komórki potrzebują rodopsyny. Jest to barwnik, który w jasnym świetle ulega rozpadowi na retinal i opsynę. W ciemności proces ten się odwraca, a rodopsyna regeneruje się dzięki różnym enzymom i witaminie A.

Cała ta wiedza to nie żadna czarna magia. To nauka znana już badaczom w okresie wojny. Dlatego pierwsze próby poprawy widzenia u pilotów w nocy, a także ich reakcji na oślepianie przez reflektor, polegały na podawaniu wita­miny A.

Właśnie o takiej praktyce opowiadał po wojnie prof. Autrum. Przyznał, że on i koledzy spożywali w Rząsinach witaminę w dużych ilościach, a potem ruszali na nocne wycieczki. Podobno maszerowali po okolicy w absolutnych ciemno­ściach (panowało przymusowe zaciemnienie), by w pewnym momencie dać się zaskoczyć pirotechnikom, którzy odpalali świetlne ładunki. Zaskoczeni i oślepieni mieli stosownie reagować.

Takie eksperymenty do niczego nie doprowadziły. Efekty zaczęły przynosić dopiero próby na specjalnie skonstruowanych soczewkach. Jak pisał Autrum, badaczom udało się przewiercić szkła kontaktowe i podpiąć je do prądu za pomocą wilgotnych nici z wełny.

Jeden z takich eksperymentów omal nie zakończył się skandalem. Akurat tego dnia Rząsiny wizytował jakiś kreisleiter NSDAP. Aby zaprezentować mu działanie „wzmocnionych” soczewek, Autrum założył je swojej pracownicy. Po uruchomieniu przetwornika napięcia nastąpił jednak huk, potem błysk, a gdy w pomieszczeniu zapaliło się światło, gość ujrzał stojącą kobietę, z której oczu zwisały przewody. „Kreisleiter nie był człowiekiem o silnych nerwach, dlatego też szybko opuścił laboratorium” – napisał Autrum w autobiografii.

Prof. Strughold również wszystko obracał w żart.

Pytany przez Kąkolewskiego wyparł się badań na więźniach. Kilka razy powtó­rzył, że królikami doświadczalnymi byli tylko sami naukowcy. „Mnie zajmowały też zagadnienia drgań, jakie mogą wystąpić podczas lotów. Wiedziałem, że będą miały kluczowe znaczenie. W podziemiach pałacu próbowałem badań imitu­jących lot w rakiecie. Badałem swoje reakcje… Pamiętam, że wszystko drżało, wibrowało, aż niebezpiecznie. Po pewnym czasie traciło się panowanie nad sterem…”– opowiadał.

O jaki ster mu chodziło i o jaką rakietę – Kąkolewski nie dopytał.

Dziennikarz nie wyciągnął także żadnej informacji o radzieckich jeńcach, którzy podobno byli w Rząsinach.

Cokolwiek znajdowało się w pałacu, zostało albo zdemontowane przez Niemców, albo przejęte przez Armię Czerwoną. Sam profesor z kolei trafił po wojnie do USA. Najpierw pracował w ośrodku badawczym Sił Powietrznych  Stanów Zjednoczonych, potem w NASA. Dziś nazywany jest ojcem amery­kańskiej medycyny kosmicznej. Także żaden inny z pracujących w Rząsinach naukowców nie stanął nigdy przed sądem. Nikomu nie udowodniono udziału w eksperymentach medycznych ani zbrodni przeciw ludzkości.

Do czego zatem służyły namalowane na pałacowym poddaszu samolociki – nie wiadomo. Zastanawiać może to, że w całym pomieszczeniu jest ich tylko kil­ka. Czyżby niemieccy naukowcy testowali w Rząsinach prototyp noktowizora?

Jeśli tak, był to niewielki wkład małego śląskiego pałacu w dzieje światowej nauki.

Tekst jest fragmentem książki Michała Wójcika „Tańczący z zamkami, czyli subiektywny przewodnik po zamkach, pałacach i dworach”, wydanej nakładem Domu Wydawniczego REBIS, 2026

Zobacz również

Druga wojna światowa

Mengele i obsesja na punkcie bliźniąt

Jak daleko człowiek jest w stanie posunąć się w imię źle pojętej ciekawości naukowej? Z resztą „źle” to w tym przypadku zdecydowanie niewystarczające słowo. Trudno...

17 czerwca 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

Losy Fritza Hollmanna, czyli jak Josef Mengele ukrywał się po wojnie

Ten zbrodniarz umknął sprawiedliwości. Trzeba przyznać, że szczęścia mu przy tym nie brakowało. Jak to się jednak stało, że w najbardziej newralgicznym momencie, tuż po...

9 czerwca 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

W cieniu projektu Manhattan. Nieznane ofiary badań nad plutonem

W latach 40. i 50. XX wieku, w cieniu wyścigu zbrojeń i narodzin ery atomowej, w Stanach Zjednoczonych prowadzono badania, które przez dekady pozostawały tajemnicą....

23 marca 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

Niklas Frank. Wojna oczami…syna nazisty

Hans Frank miał tytuł generalnego gubernatora, jednak według niektórych zachowywał się bardziej, jakby był królem. Z piątki jego dzieci jedynie najmłodszy syn, Niklas Frank, publicznie...

1 grudnia 2025 | Autorzy: Gabriela Bortacka

Druga wojna światowa

Douglas Kelley – psychiatra z Norymbergi

Douglas Kelley badał umysły nazistowskich elit w Norymberdze i doszedł do wniosków, które podważyły wygodne wyobrażenia o źródłach zła.

27 listopada 2025 | Autorzy: Anna Baron-Jaworska

Dwudziestolecie międzywojenne

Jak naziści zdobyli władzę?

Hitler wykorzystał legendę Dolchstosslegende, by przejąć władzę w Niemczech. Czym był mit o ciosie w plecy? I jak doprowadził do upadku Republiki Weimarskiej?

14 listopada 2024 | Autorzy: Anna Baron-Jaworska

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.