Na początku 1939 roku Żydzi w Niemczech nie mogli już korzystać z kin, bibliotek ani basenów. Wykluczani z życia publicznego, szykanowani przez sąsiadów i pozbawiani praw, stawali się obiektem nienawiści, która coraz częściej przybierała formę otwartych wezwań do przemocy.
Na początku 1939 roku nie istnieje już dla Żydow normalne życie publiczne. Nie mają wstępu do teatrów ani kin, nie wolno im korzystać ani z basenów, ani z bibliotek, a ponadto muszą teraz nosić dodatkowe imiona „Sara” bądź „Israel”. Pod koniec 1938 roku zakazano im nawet prowadzenia samochodów – jak z rozgoryczeniem odnotował Victor Klemperer:
Uzasadnienie: z powodu mordu Grunspana Żydzi są „niegodni zaufania”, a więc nie mogą siadać za kierownicą; poza tym ich jazda obraża niemiecką wspólnotę drogową, zwłaszcza że mieli czelność korzystać nawet ze zbudowanych rękami niemieckich robotników autostrad Rzeszy.
Żydzi niepożądani
Przy prześladowaniu Żydow NSDAP oraz jej liczni więksi i mniejsi przywódcy mogą polegać na ludności – która albo to aprobuje, albo przynajmniej przeciwko temu nie protestuje. Niemcy utracili wszelkie zahamowania: wachlarz codziennych przewinień sięga od szyderczych dowcipów o Żydach, przez dyskryminację w pracy i spontaniczną przemoc na ulicach, aż po uprowadzanie do więzień lub obozów. Żydzi w Niemczech są niepożądani i wyjęci spod prawa – i znajduje to wyraz wszędzie i o każdej porze. Pogodni „chłopcy Hitlera” pozują fotografowi przed tablicami przy wjazdach do rożnych miejscowości głoszącymi, że w ich wsi Żydzi są „niepożądani”. Na tabliczkach ostrzegających, że Żydzi wchodzą na teren „na własne ryzyko”, widnieje niezawoalowana groźba przemocy. Na ławkach w parku pojawiają się napisy „Tylko dla Aryjczyków”. Żaden spacer, żadna wycieczka w Niemczech nie obywa się już bez bezczelnych oznaczeń nieludzkiego wykluczenia, które ewidentnie stało się czymś normalnym.
fot.Bundesarchiv, Bild 146-1979-046-23 / CC-BY-SA 3.0Zniszczony żydowski sklep w Magdeburgu 1938
Żydzi w tym kraju znają aż nadto dobrze szykany, przemoc i samowolę. A wszyscy ci, którzy po tak zwanym anszlusie Austrii żyją teraz również w dyktaturze narodowosocjalistycznej, od miesięcy doświadczają tego samego. U wielu zaczyna się to tak jak u rodziny właściciela fabryki Georga Mahlera w dolnoaustriackim Gmund: nieżydowscy przyjaciele chcą się z nimi spotykać już tylko potajemnie, na ulicy członków rodziny prawie nikt nie pozdrawia nawet dotychczas dobrzy znajomi ostentacyjnie odwracają wzrok. Żydowskie dzieci są przez rówieśników lżone, bite i obrzucane kamieniami, a pastor – rodzina już dawno przeszła na protestantyzm – radzi, by lepiej przestać chodzić do kościoła. Ludzi się denuncjuje i szykanuje – jak zapisuje w swoim dzienniku przygnębiony prawnik Friedrich Kellner. Odnotowuje też następującą obserwację w sklepie spożywczym:
W kolejce stoi stara kobieta.
– Jak się pani nazywa?
– Katz.
– Jest pani Żydówką?
– Tak.
– W takim razie nic pani u mnie nie kupi. Jako narodowy socjalista nie sprzedaję Żydom.
Stara Żydówka wtrąca nieśmiało, że przysłała ją policja.
Szlachetny pan nazista nie cofa swej odmowy.
Dlaczego staliśmy się tak okrutnym narodem? Oto nieludzki
efekt nieszczęsnego szczucia. Jakie to rozpaczliwie smutne,
gdy wszczepioną nienawiść wyładowuje się na starej, bezbronnej kobiecie.
Okrucieństwo powszednie
Takie sceny zdarzają się na co dzień. We Wrocławiu starsza kobieta, która podobnie jak inni Żydzi musiała oddać swoje radio w urzędzie, skarżyła się, że jest jej słabo. Obecny urzędnik – jak odnotowuje Willy Cohn w swoim dzienniku – miał na to odpowiedzieć: „Nie ma pani pojęcia, jak mnie jest słabo, kiedy na panią patrzę”. Już podczas pogromu listopadowego dwa miesiące wcześniej stało się przecież widoczne, że choć niektórzy reagowali przerażeniem czy nawet wstrętem na to postępowanie, to jednak w sumie reakcje te nie zapewniły ofiarom żadnej ochrony. W obchodzeniu się z Żydami wolno teraz niemal wszystko – nie widać ani moralnych zahamowań, ani prawnych ograniczeń. Z górnośląskiego Bytomia donoszono o typowym dla tego czasu przypadku, kiedy 9 listopada 1938 roku żydowski złotnik i jubiler został na ulicy zatłuczony na śmierć:
Naoczni świadkowie zdarzenia opowiadają: gdy część ludzi z SA biła Żyda, inni zabierali liczne kosztowności i napychali sobie nimi kieszenie; następnie resztę ukradła Hitlerjugend.
Po wybuchach przemocy w listopadzie 1938 roku liczni nieżydowscy właściciele sklepów nie ufają już pozornemu spokojowi na ulicach. Nawet gdy wiosną 1939 roku wszyscy Żydzi zostają wypchnięci z życia gospodarczego, wielu właścicieli uważa za wskazane demonstracyjnie oznaczyć swoje przedsiębiorstwo na zewnątrz jako „aryjskie”. W witrynach pojawia się czasem barwny zbiór szyldów i tabliczek informacyjnych: czerwono-biała odznaka „Niemiecki sklep” albo nawet odręczna adnotacja: „W rękach aryjskich”. Niemiecki Front Pracy, nazistowska jednolita organizacja pracowników i pracodawców, uznaje ten chaos za nie do zniesienia, dlatego w marcu 1939 roku związek ogłasza, że wkrótce udostępni jednolite oznaczenie dla wszystkich sklepów w myśl „uwidocznienia wspólnoty”.
Antysemityzm tych miesięcy zmierza do dyskryminacji i wykluczenia Żydow, odebrania im podstaw egzystencji gospodarczej oraz – jeśli tylko to możliwe – wypchnięcia ich z kraju. Już jednak zapowiada się na to, że wkrótce może chodzić o coś więcej: zagłada i wyniszczenie od dawna wiszą w powietrzu. Wyobrażenia nie są jeszcze skonkretyzowane, ale coraz częściej formułuje się takie fantazje wprost. W listopadzie 1938 roku organ SS „Das Schwarze Korps” pisze o „rzeczywistym i ostatecznym końcu żydostwa w Niemczech, o jego całkowitej zagładzie”. Tymczasem setki tysięcy młodych ludzi w Hitlerjugend podczas wieczornych zbiorek śpiewają wielokrotnie: „Gdy żydowska krew tryska spod noża, wtedy żyje nam się jeszcze lepiej!”. Fakt, że Żydzi powinni jakoś „zniknąć”, choć odpowiednie działanie polityczne, moralne i logistyczne pozostaje całkowicie nieokreślone, jest w kraju powszechnie znany. W propagandzie wszędzie określa się „kwestię żydowską” jako „jeden z najbardziej palących problemow wspołczesności” – i zadaje się pytanie: „Co począć z Żydami świata?”.
fot.Bundesarchiv, Bild 102-14468 / Georg Pahl / CC-BY-SA 3.0Bojkot NSDAP żydowskich sklepów, 1 kwietnia 1933
Adolf Hitler nie jest więc jedynym antysemitą w Niemczech – wrogość wobec Żydow ma w społeczeństwie niemieckim ugruntowaną pozycję – teraz jednak on stoi na ich czele. Co prawda przy każdej okazji twierdzi, że nienawidzi Żydow od wczesnej młodości, ale w rzeczywistości zradykalizował się w tym zakresie zapewne dopiero po pierwszej wojnie światowej, podczas swego monachijskiego okresu. Wraz z założeniem własnej partii z całkiem „normalnego” niemieckiego antysemity, których są miliony i którzy jawnie lub skrycie wpisują się w niemiecką tradycję antysemityzmu, staje się ostatecznie zapamiętałym, nienawidzącym Żydow rasistą. Jako taki żyje Hitler w niemal barokowym kosmosie teorii spiskowych: rzekome wyzyskiwanie narodu niemieckiego, klęska wojenna z 1918 roku, domniemany upadek kulturalny Niemiec czy działanie międzynarodowych rynków finansowych – wszystko to i jeszcze więcej zwolennicy takich wyobrażeń przypisują właśnie „Żydom”.
Słowa, które zapowiadały zagładę
Dla Adolfa Hitlera nie są to żadne wymysły. Od początku swojej polityczno- -demagogicznej działalności nigdy nie wykorzystywał szerzącego się antysemityzmu jedynie jako narzędzia polityki, jak to bywało w przypadku innych tematów. W rzeczywistości jest owładnięty urojeniem, że światem rządzą ostatecznie Żydzi, i szeroko rozpowszechnia tę teorię spiskową w rożnych odcieniach. Jego wywodów słucha – i podziela je – zaskakująco dużo ludzi w Niemczech. A kto To, że Żydzi mają z Niemiec „zniknąć”, należy zatem do stale powtarzanych żądań Hitlera. Także 30 stycznia 1939 roku w przemówieniu do członków Reichstagu w Berlinie ponownie porusza ten temat. Wszyscy Żydzi muszą zostać „wydaleni”, oświadcza.
Hitler szydzi przy tym z innych państw, które z wahaniem przyjmują Żydow gotowych do emigracji. To przecież wstydliwy przykład tego, „jak cały świat demokracji ocieka litością wobec biednego, udręczonego narodu żydowskiego” – lecz następnie nie spełnia rzekomego obowiązku przyjęcia tych ludzi. Jak odnotowuje protokół, słuchacze w Operze Krolla reagują na te słowa aprobatą i rozbawieniem. „Świat ma dość przestrzeni do osiedlania” – twierdzi Hitler, zwiększając tym samym presję polityczną zarówno na Żydow w Niemczech, jak i na państwa zachodnie, by złagodziły dotychczasową restrykcyjną politykę imigracyjną. To przewrotna strategia: państwo świadomie i jawnie stawia się poza prawem – a następnie domaga się od innych, by ponosiły polityczne skutki tego bezprawia. głosował na NSDAP, udzielał zarazem aprobaty temu antysemickiemu postrzeganiu świata.
Jednak w swym przemówieniu Hitler posuwa się jeszcze dalej i zapowiada kolejną przemoc. To moment skrajnego rozpasania przemocy słownej, gdyż Hitler „prorokuje”, że europejskich Żyrów spotka ni mniej, ni więcej, tylko „zagłada”:
Chcę dziś znów być prorokiem: jeśli międzynarodowemu żydostwu finansowemu w Europie i poza nią uda się jeszcze raz wciągnąć narody w wojnę światową, wówczas rezultatem nie będzie bolszewizacja ziemi i tym samym zwycięstwo żydostwa, lecz zagłada żydowskiej rasy w Europie!
To więcej niż wywieranie nacisku na inne rządy, by przyjmowały żydowskich uchodźców z Niemiec – w tym określonym później jako „ponura groźba odwetu” fragmencie tkwi ziarno prawdy: odtąd Żydzi w Europie muszą liczyć się z tym, że jeśli wpadną w ręce Niemców, zostaną zamordowani.
fot.Bundesarchiv, Bild 146-1970-041-46 / Nieznany / CC-BY-SA 3.0Spalona synagoga w Monachium
Pojęcie zagłady należy zresztą do ulubionych określeń Hitlera, a przemówienie z 30 stycznia 1939 roku pokazuje, że powiązanie nowej wojny światowej z tak rozumianą zagładą nabiera właśnie kształtu. Słowa dyktatora otwierają wgląd w „jego umysłową patologię”, jak później opisze to jego biograf Ian Kershaw, „w zamiar ludobójczy, który zaczynał nad nim panować”. Hitler nie ma jeszcze konkretnego wyobrażenia na temat tego, w jaki sposób Niemcy mają owo ludobójstwo zrealizować, zaczyna jednak przeczuwać, że będzie ono związane z nową wojną światową.
A ponieważ wielu ludzi w kraju słusznie liczy się z europejską wojną, ta groźba musi brzmieć bardzo konkretnie. Oświadczenie dyktatora nadaje polityce prześladowania i mordowania Żydow zupełnie nowy, przerażający wymiar. Padają słowa „nieskończenie radykalne”. Właśnie to chce Hitler tymi słowami jasno wyrazić, tak by każdy z milionów słuchaczy przy radioodbiornikach w domach lub gospodach zrozumiał to bez cienia wątpliwości. To przecież nie tak, że Hitler przed Reichstagiem gada bzdury i nikt nie musi go słuchać: przemawia tu niekwestionowany dyktator kraju – a to, co zapowiada, uchodzi za oficjalny cel polityczny jego rządu.
Tekst jest fragmentem książki Tillmanna Bendikowskiego Słońce świeci dla Hitlera. Zwyczajne życie w III Rzeszy (przeł. Emilia Skowrońska), która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont w 2026 roku.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.