Ciekawostki Historyczne
Zimna wojna

Akcja „Hiacynt”. Jak władze PRL stworzyły kartotekę homoseksualistów

W 1985 roku milicja i Służba Bezpieczeństwa przeprowadziły jedną z najbardziej kontrowersyjnych operacji w historii PRL. Pod pretekstem walki z AIDS i przestępczością zatrzymywano tysiące osób podejrzewanych o homoseksualizm. W rzeczywistości chodziło o zastraszenie i kontrolę środowiska, które władze uznawały za niebezpieczne.

Fragment pochodzi z książki Sławomira Kopra, PRL. Artyści niesforni, wyd. Harde, 2026.

Mimo negatywnego odbioru społecznego władze zbytnio nie interesowały się intymnymi związkami w obrębie jednej płci. Członkowie partyjnej elity mieli poważniejsze zmar­twienie: potężny kryzys gospodarczy chwiał socjalizmem nad Wisłą. Nadciągały zmiany polityczne i ekonomiczne, które tylko na kilka lat powstrzymał stan wojenny. Podczas jego obowiązywania sytuacja społeczności LGBT stała się trud­niejsza, chociaż nie wynikało to ze zorganizowanych prze­śladowań. Decydowały ograniczenie możliwości poruszania się, godzina milicyjna i kontrola korespondencji. Na pewien czas wyłączono również telefony, a później rozmowy kon­trolowano. Dlatego trudno wyjaśnić cel akcji „Hiacynt”, któ­ra rozpoczęła się w połowie listopada 1985 roku.

Początek operacji

Oficjalnie chodziło o ograniczenie postępującej epide­mii AIDS, większą kontrolę środowiska kryminogennego oraz przeciwdziałanie prostytucji. W rzeczywistości – o spa­cyfikowanie powstającego ruchu LGBT i zastraszenie jego zwolenników. Władze miały coraz większy problem z pod­ziemną Solidarnością i oporem społecznym, dlatego uzna­no, że zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa wśród działaczy opozycyjnych także będą przedstawiciele mniej­szości seksualnych. Ponadto środowisko gejowskie uważa­no za wyjątkowo trudne do kontroli, a jego rozpracowanie mogło być przydatne do działań operacyjnych.

Akcja „Hiacynt” została zorganizowana według wzorów wypracowanych w czasie stanu wojennego. W ciągu dwóch dni dokonano masowych zatrzymań gejów na terenie całego kraju – najczęściej w miejscach, gdzie spotykali się homo­seksualiści. Ale milicjanci wkraczali również do domów, zakładów pracy i na uczelnie. Zatrzymanych poddawano wielogodzinnym przesłuchaniom.

„Przede wszystkim pytano o nazwiska, nazwiska, nazwi­ska – wspominał działacz na rzecz osób LBGT, Waldemar Zboralski – to głównie interesowało funkcjonariuszy SB. A także o stosowane techniki aktów płciowych. O ulubione pozycje i typ kochanka, który najbardziej podniecał prze­słuchiwanego. Tymi pytaniami deptano najintymniejszą sferę człowieka. Już samo zadanie takiego pytania poniżało i upokarzało”.

fot.Agnieszka Kwiecień, Nova / CC BY-SA 4.0

Akcja otrzymała kryptonim „Hiacynt”, ponieważ kwiat ten był symbolem homoerotycznych relacji ze względu na Hiacynta, syna Amyklasa, kochanka Apollina

Funkcjonariusze informowali rodzinę oraz znajomych z pracy lub miejsca nauki, że „aresztowali zboka”. W efek­cie niektórych zdemaskowanych gejów dotknął ostracyzm społeczny, ale dużą rolę odgrywał też lęk przed milicją i SB, które wydawały się wszechwładne.

„Zostałem zaproszony do dwóch przyjaciół gejów – re­lacjonował pionier artystycznej kultury homoseksualnej Ryszard Kisiel. – Były też u nich prorektorki z Akademii Medycznej w Gdańsku. Opowiadałem, co mnie spotkało, i instruowałem, jak mają się zachować w razie kontaktu z milicją, która… pojawiła się za chwilę. Jeden z nich od­mówił i nie wyszedł z milicjantem, drugi skapitulował. My­śleliśmy, że panie z racji funkcji, jaką pełniły, zaprotestują czy zainterweniują w jakikolwiek sposób. Tak się jednak nie stało – społeczeństwo było wówczas bardzo zastraszone”.

W gronie milicjantów również byli homoseksualiści, dla których wypełnianie obowiązków podczas akcji „Hiacynt” musiało stanowić poważny dyskomfort. Natomiast hetero­seksualni funkcjonariusze czasami nie zdawali sobie sprawy, że nawet wśród ich najbliższych znajdują się osoby LGBT. Tak zdarzyło się w przypadku pewnej lesbijki mieszkającej w niewielkim miasteczku na Kujawach.

„O akcji »Hiacynt« – pisała po latach w liście do »Re­pliki« – dowiedziałam się bezpośrednio od osoby biorącej w niej udział jako milicjant – był to mój rodzony brat. Nie miał pojęcia, komu o tym wszystkim mówi. Z jego relacji usłyszałam, jak chodzili na patrole czwórkami i przecze­sywali okolice parków, szaletów publicznych i niektórych lokali w celu legitymowania i zatrzymywania ludzi o skłon­nościach homoseksualnych. Najczęściej natrafiali na niedwuznaczne sytuacje. Nierzadko byli to ludzie na stanowi­skach i publicznie znani, co dodawało pikanterii, jak mówił mój brat. Czuł do tych ludzi wyraźną awersję i twierdził, że są to wykolejeńcy psychiczni. Byłam wstrząśnięta jego prze­konaniami”.

Społeczne konsekwencje

Operację prowadzono wyłącznie w większych miastach, a brat autorki listu stacjonował w Szczecinie. Zatrzymanym zakładano teczki w kolorze różowym (łącznie uzbierało się ich ponad 11 tysięcy) i po przesłuchaniach zwalniano do do­mów. Jednak odium społeczne spowodowane ujawnieniem preferencji erotycznych często miało dalsze konsekwencje, jak w przypadku Zboralskiego, który miesiąc po zatrzyma­niu został zwolniony z pracy w szpitalu w Nowej Soli. Prze­łożeni sfingowali zarzut molestowania seksualnego.

Prześladowanie gejów trwało z różnym natężeniem przez trzy lata, a władze oficjalnie zaprzeczały całej sprawie. Rzecznik rządu Jerzy Urban zapytany przez amerykańską dziennikarkę na konferencji prasowej twierdził, że nic podobnego nie miało w Polsce miejsca. Paradoksalnie w póź­niejszych latach Urban wykazywał dużą sympatię wobec środowisk LGBT, zatem prawdą jest przysłowie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Natomiast generał Czesław Kiszczak pełniący wówczas funkcję ministra spraw wewnętrznych w ogóle nie poruszył tego tematu w wywiadzie rzece Generał Kiszczak mówi… prawie wszystko wydanym w 1991 roku. Podczas rozmowy z dziennikarzami Witoldem Beresiem i Jerzym Skoczylasem najwyraźniej uznał, że miał na głowie ważniejsze sprawy niż prześladowanie gejów.

fot.Wojskowa Agencja Fotograficzna – Aleksander Mazur / domena publiczna

Czesław Kiszczak

Dalekosiężne skutki operacji „Hiacynt” były odwrotne do zamierzonych przez władze. Środowiska gejowskie za­częły się bowiem konsolidować i z tego powodu wydarzenia z lat 1985-1988 traktowane są jako mit założycielski ruchu LGBT nad Wisłą. Warto jednak pamiętać, że socjalizm był wówczas coraz słabszy i niebawem przodujący ustrój miał ostatecznie runąć. Partyjni decydenci oraz służby nacisku myśleli już o tym, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Szczególnie pod względem finansowym.

„Akcja »Hiacynt« spowodowała – podsumowywał Ry­szard Kisiel – że zaczęliśmy się organizować. Może gdyby jej nie było – kto wie, jak potoczyłaby się historia. To wydarze­nie mnie zbulwersowało, podburzyło, byłem wściekły na sa­mego siebie, że nie potrafiłem się przeciwstawić milicji. Jesz­cze tego samego dnia dzwoniłem do chłopaków i mówiłem, żebyśmy coś zrobili. Nawiązałem kontakt z człowiekiem, który działał w opozycji, a obecnie jest znanym działaczem Solidarności. Natychmiast przygotował porady prawne doty­czące tego, jak zachować się podczas zatrzymania przez mili­cję. Skopiowałem wszystko (…) i rozdawałem chłopakom”.

O operacji „Hiacynt” opowiada film w reżyserii Piotra Domalewskiego z 2021 roku o tym samym tytule. Temat pojawia się również w spektaklu stołecznego Teatru Drama­tycznego, który miał premierę w marcu 2025 roku. Anioły w Warszawie to opowieść o epidemii AIDS w połowie lat osiemdziesiątych z akcją „Hiacynt” w tle – różne, przenika­jące się środowiska, narastające poczucie zagrożenia i kom­pletny brak rzetelnych informacji. Przypomina to nieco atmosferę pierwszych miesięcy pandemii koronawirusa – strach, rozpacz, bezsilność i najdziwniejsze plotki o zagro­żeniach ze strony nosicieli wirusa. Potwierdzeniem tego są słowa jednego z milicjantów, że „wszyscy homoseksualiści to kryminaliści”.

Nie bez powodu przedstawienie zamyka przejmujące wykonanie The Power of Love grupy Frankie Goes to Hollywood – symbol nadziei na lepszą przyszłość i marzenie o normalności. Wokalista zespołu był bowiem gejem i nie ukrywał swoich preferencji.

Fragment pochodzi z książki Sławomira Kopra, PRL. Artyści niesforni, wyd. Harde, 2026.

Zobacz również

Zimna wojna

Socrealizm w Polsce. Gdy artyści musieli służyć władzy

Po wojnie komunistyczne władze postanowiły podporządkować kulturę ideologii. Literatura, architektura, muzyka i film miały wychowywać społeczeństwo w duchu socjalizmu. W zamian za posłuszeństwo twórcy otrzymywali...

9 marca 2026 | Autorzy: Sławomir Koper

Zimna wojna

Jak potoczyły się losy bohaterów „Ołowianych dzieci”?

Serial "Ołowiane dzieci" przywrócił pamięć jednej z najbardziej dramatycznych, a przez lata przemilczanych historii PRL, masowych zatruć ołowiem wśród dzieci mieszkających w katowickich Szopienicach w...

19 lutego 2026 | Autorzy: Redakcja

Druga wojna światowa

Feliks Stamm – ojciec polskiego boksu

Kiedy dziś mówi się o złotej erze polskiego boksu, pada jedno nazwisko: Feliks Stamm. Nie był mistrzem olimpijskim, nie zachwycał tłumów efektownymi nokautami. A jednak...

4 lutego 2026 | Autorzy: Anna Baron-Jaworska

Zimna wojna

Kompromis roku 1989 wciąż dręczy Polskę

Trzy lata po obaleniu komunizmu Polska wciąż zmaga się ze skutkami porozumień Okrągłego Stołu, które miały umożliwić pokojową transformację, a zamiast stabilizacji przyniosły chroniczną niestabilność...

24 listopada 2025 | Autorzy: Radosław Sikorski

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.