Latem 1944 roku, wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej na ziemie polskie, komunistyczne władze rozpoczęły budowę nowego aparatu państwowego. Jedną z pierwszych decyzji było rozwiązanie przedwojennej Policji Państwowej, zwanej potocznie „granatową policją”, i utworzenie Milicji Obywatelskiej. Formalnie MO powołano dekretem PKWN 7 października 1944 roku, choć pierwsze oddziały działały już wcześniej – od lipca 1944 r.
Pierwszym komendantem głównym MO został Franciszek Jóźwiak „Witold”, dawny dowódca Armii Ludowej. Co ciekawe, sam Jóźwiak nie był z tej funkcji zadowolony. Liczył na wysokie stanowisko wojskowe i uważał kierowanie milicją za polityczną degradację. Po latach miał powiedzieć: „Największym błędem mojego życia było to, że zgodziłem się zostać głównym milicjantem”.
Początki nowej formacji były bardzo trudne. Komenda Główna MO mieściła się początkowo w niewielkim mieszkaniu przy ulicy Ewangelickiej w Lublinie. Jóźwiak dysponował zaledwie kilkoma współpracownikami, a milicjantom brakowało praktycznie wszystkiego – broni, mundurów, żywności, a nawet butów.

Franciszek Jóźwiak na zdjęciu z okresu, gdy był komendantem głównym Milicji Obywatelskiej (domena publiczna).
W wielu miejscowościach jedynym „wyposażeniem” funkcjonariusza była opaska na rękę. Meldunki z terenu opisywały dramatyczne warunki: wszy, głód i brak podstawowych środków do życia.
Do Lublina napływały alarmujące meldunki.
Z Chełma: „Ciężko raniono kulami rewolwerowymi zastępcę Komendanta MO Demczuka narodowości ukraińskiej. Następnego dnia przyszło do szpitala dwóch cywilów i rannego dobili na łóżku. Zabito też jego żonę, która znajdowała się przy chorym. Wszyscy milicjanci otrzymali pocztą listy z pogróżkami, by natychmiast wystąpili z milicji, bo czeka ich podobny los”.
Z Białej Podlaskiej:
„Na posterunkach gminnych milicja poza kartoflami nie dostaje nic. Ludzie się poświęcają, lecz ich stan jest straszny: nieobuci, nieodziani, bez bielizny, wszy ich jedzą”.
Z powiatu krasnostawskiego:
„Istnieje obawa, że przejdą do grup reakcyjnych, które nowo wstępującym płacą 500 zł dziennie”.
„Całe posterunki uciekały do lasu” – wspominała jedna ze współpracowniczek Jóźwiaka. Bywało też i tak, że „całe posterunki” likwidowało antykomunistyczne podziemie.
Do MO trafiali głównie byli partyzanci Armii Ludowej, także z AK, którzy w części powiatów stanowili nawet połowę składu), ale także żołnierze, przypadkowi ochotnicy, a nawet dawni policjanci z okresu okupacji.
fot. Ze zbiorów własnych M. Zych / domena publicznaOddział Milicji Obywatelskiej, ustawiony do przeglądu. Pogórze Dynowskie, 1946 rok
Wielu z nich nie miało żadnego przygotowania do służby policyjnej. Skutkiem były liczne nadużycia – grabieże, pijaństwo czy brutalne zachowanie wobec ludności. Władze otrzymywały skargi, że milicjanci zamiast pilnować porządku sami stawali się źródłem problemów.
Sytuację dodatkowo komplikowała działalność podziemia niepodległościowego. Milicjanci byli atakowani i zabijani, a całe posterunki potrafiły uciekać do lasu lub przechodzić na stronę antykomunistycznych oddziałów. W niektórych regionach nowo przyjętym do podziemia płacono więcej niż funkcjonariuszom MO.
Milicja od początku była podporządkowana Resortowi Bezpieczeństwa Publicznego, późniejszemu Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Oznaczało to, że ważniejszą rolę od zwykłej milicji odgrywał aparat bezpieczeństwa – Urząd Bezpieczeństwa (UB), wspierany przez ZSRR i doradców NKWD.
Mimo piętrzących się trudności milicjantów przybywało. Pod koniec października 1944 roku było ich już ponad trzynaście tysięcy. W Komendzie Głównej pracowało trzysta trzydzieści jeden osób. KGMO dostała samochody i motocykle (w terenie jednak było znacznie gorzej: w wielu powiatach milicjanci ścigali przestępców furmankami),
Choć oficjalnie MO miała chronić obywateli i dbać o porządek publiczny, szybko stała się jednym z filarów komunistycznej władzy w Polsce. W późniejszych latach była wykorzystywana do zwalczania opozycji i tłumienia protestów społecznych.

Ulotka wydawana w pierwszą rocznicę powołania Milicji Obywatelskiej
Ciekawostki to kwintesencja naszego portalu. Krótkie materiały poświęcone interesującym anegdotom, zaskakującym detalom z przeszłości, dziwnym wiadomościom z dawnej prasy. Lektura, która zajmie ci nie więcej niż 1 minutę, oparta na pojedynczych źródłach. Ten konkretny materiał jest na podstawie książki „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia”, autorstwa Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz, wydanej przez Wydawnictwo Agora, 2026.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.