Religijna tolerancja, obchody Bożego Narodzenia, a jednocześnie krwawa rzeź konkurencyjnych rodów. Wszystko to było dziełem wnuka Czyngis-chana – Mongke.
Po śmierci chana Gujuka, który zmarł nagle 1,5 roku po objęciu władzy (o czym perscy historycy tajemniczo pisali, że „wybiła jego godzina”), w imperium Mongołów zapanował polityczny chaos. Tak o sytuacji pisał Dżuwajni, którego słowa przywołuje Jack Weatherford w książce „Czyngis chan. Architekt nowoczesnego świata”: „kraj pogrążył się w mroku, a puchar świata wypełnił się po brzegi napojem występku”. Mongołowie i ich poddani, „ciągnięci to w jedną, to w drugą stronę, znaleźli się u kresu wytrzymałości – zabrakło im sił, by wytrwać, nie wiedzieli jednak, gdzie szukać ucieczki”.
W mroku tym i chaosie swoją szansę dla syna postanowiła wykorzystać Sorochtani, wdowa po Tołuju, najmłodszym synu Czyngis-chana. Jej sojusznikiem był Batu-chan, który za jej namową zwołał naradę poza granicami państwa nad jeziorem Issyk-kul w górach Tienszan. Na tamtejszym kurułtaju nowym chanem został obrany Mongke, najstarszy syn Sorochtani. Wybory te zostały jednak zbojkotowane przez rodzinę wcześniejszego chana Ugedeja, która twierdziła, że mogą one mieć miejsce tylko w Mongolii, najlepiej w kontrolowanym przez nich Karakorum. Kurułtaj został zatem powtórzony, a Sorochtani i jej rodzina otrzymali ochronę w postaci 30 000 podkomendnych Batu-chana. I ponownie, tym razem bez sprzeciwu, 1 lipca 1251 roku liczący 43 lata Mongke został wybrany na kolejnego chana imperium Mongołów.
Krwi zwierząt nie przelejesz. Słudzy wrogiego rodu to co innego
Chcąc uczcić swoją elekcję, „Mongke ogłosił dzień uroczystości dniem odpoczynku dla wszystkich Mongołów, zabronił też brać zwierzęta do pracy i obarczać je jakimkolwiek ładunkiem. Nie wolno było ranić ziemi kołkami do namiotów ani zanieczyszczać wody. Mongke zakazał polowań – ubój zwierząt przeznaczonych na ucztę musiał się odbyć bez rozlewu krwi na świętą ziemię”. Był to jednak w tym czasie jeden z nielicznych tak humanitarnych gestów nowego chana, bo z potencjalnymi przeciwnikami postanowił rozprawić się niezwykle krwawo…
fot.Abdullâh Sultân (atelier). Shîrâz / CC-Zero1 lipca 1251 roku liczący 43 lata Mongke został wybrany na kolejnego chana imperium Mongołów
Na kurułtaj spóźniły się rodziny tak Gujuka, jak i Ugedeja. Trzej książęta z tych rodów chcieli złożyć pokłon nowemu władcy, ten jednak kazał ich aresztować i zakuć w kajdany, ponieważ szpiedzy ostrzegli go, że członkowie owych rodów zamierzają zaatakować biesiadujących gości. Zaczęły się, jakbyśmy obecnie powiedzieli, pokazowe procesy. Mongke nie mógł nakazać tortur wobec bądź co bądź również potomków Temudżyna, jednakże ochoczo zabrał się za ich doradców, w tym głównie Chińczyków i muzułmanów, których kazał chłostać rózgami, aż swoimi zeznaniami pogrążą zleceniodawców potencjalnego napadu.
Nie oszczędzono ani kobiet, ani arystokratów
To wystarczyło. Mongke dostał zeznania, na podstawie których mógł już skazać i pozbyć się kuzynów. Nakazał stracić aż 77 członków rodziny Ugedeja oraz jego otoczenia, dwóm zaś książętom „kazał zapchać usta kamieniami i błotem, aż wyzionęli ducha”. Podczas gdy chan zajmował się sądzeniem mężczyzn, jego matka Sorochtani nie okazywała litości kobietom. Regentkę ze wspomnianego konkurencyjnego rodu, imieniem Ogul Gajmisz, kazała potraktować w okrutny sposób: zaszyć jej ręce w niewygarbowaną skórę, rozebrać do naga i, owiniętą w wojłok, utopić z jedną z należących do rodziny staruszek. Inną członkinię rodu Ugedeja owinięto w koc i kopano tak długo, aż zmarła.
fot.National Palace Museum in Taipei / domena publicznaMongke zaś robił wszystko, by osłabić ród Ugedeja
Był to jednak dopiero początek. Rozpoczęła się wielka czystka w państwie. Wysłannicy Mongkego rozjechali się po całej Mongolii, przesłuchując i osądzając wszelkie osoby podejrzewane o nielojalność wobec rodziny nowego chana. Masowe procesy toczyły się od Chin po Afganistan i Irak. Nie miało nawet znaczenia to, czy ktoś jest wysokim dostojnikiem – ich również skazywano na śmierć. Nawet wyrok uniewinniający nie dawał poczucia bezpieczeństwa, ponieważ i tak należało stawić się przed obliczem chana i dowieść swojej lojalności, ponownie ryzykując karę. Jednak ci, którym się to udało, mogli liczyć na przywrócenie na dotychczas sprawowane urzędy. Mongke zaś robił wszystko, by osłabić ród Ugedeja, któremu odebrał nawet tak ważne miasto, jak Karakorum.
Przeczytaj także: Syn porwanej. Jak zaczęła się historia Czyngis-chana
Nie ma jak tania siła robocza
Kiedy Mongke skończył już rozprawę z rodziną Ugedeja, mógł nareszcie zająć się rządzeniem oraz upiększaniem stolicy. Tutaj również postanowił przerwać „tradycję” Ugedeja, który zatrudnił do tego architektów perskich oraz chińskich. Mongke postawił zaś na chrześcijan, którzy zresztą wiele go nie kosztowali, ponieważ zostali wzięci do niewoli podczas inwazji na Europę. Szczególnie zaś opłacalne okazało się tutaj zdobycie Belgradu, ponieważ w tym czasie w ręce Mongołów wpadł pewien złotnik.
Pochodził z Paryża i zwał się Guillaume Boucher. Był on metalurgiem, który stał się „prezentem” dla znanej nam już Sorochtani. Kiedy zaś odeszła z tego świata, przypadł w udziale Arik Bokemu, młodszemu bratu Mongkego. I to właśnie Boucher otrzymał od nowego chana zadanie wzbogacenia stolicy Mongolii o akcent europejski. Do pomocy zaś dano mu 50 rzemieślników. Ten europejski, a zarazem w pewien sposób chrześcijański akcent był niczym w porównaniu do funkcjonowania dworu Mongkego.
Mongolskie Boże Narodzenie
Aspiracje Mongkego sprawiały, że chętnie spoglądał on na Zachód. Sprawiło to, że – przynajmniej tymczasowo – na swoim dworze zaprowadził wręcz chrześcijaństwo. Nie da się ukryć, że spore znaczenie miały tu też kobiety – chrześcijanki, które poprzez małżeństwa z Mongołami stały się członkiniami panującego rodu. Innym „kanałem transmisyjnym” dla chrześcijaństwa stały się podbijane ziemie – chrześcijaństwo wyznawali m.in. mieszkańcy Gruzji i Armenii. Interesujące zaś informacje o wyjątkowym aspekcie funkcjonowania chrześcijaństwa na dworze Mongkego przyniósł do Europy poseł francuskiego króla, William z Rubruck.
fot.Frithjof Spangenberg / CC BY-SA 2.5Boucher otrzymał od nowego chana zadanie wzbogacenia stolicy Mongolii o akcent europejski
Otóż okazało się, że tak jak Europejczycy, tak i Mongołowie obchodzili w tych czasach Boże Narodzenie! Wspomniany poseł brał nawet udział w tych uroczystościach. Natomiast sam Mongke wraz z żoną uczestniczył nawet w odprawionej w kościele mszy. Dla pary przy ołtarzu ustawiona została nawet specjalna złota sofa, aczkolwiek samo wnętrze świątyni zostało urządzone dosyć skromnie. A to ze względu na tradycję Kościoła asyryjskiego.
Już na samym dworze rozpoczęto obchody. Wznoszono toasty winem, piwem ryżowym i ajrakiem. Rozdawano prezenty. Śpiewano pieśni religijne. Aczkolwiek, jak podaje Jack Weatherford w książce „Czyngis chan. Architekt nowoczesnego świata”, „msza i uroczystości bożonarodzeniowe skończyły się z chwilą, kiedy »pani, zupełnie pijana, wsiadła do wozu przy wtórze śpiewów i zawodzeń kapłanów, po czym odjechała swoją drogą«”.
Przeczytaj także: Czyngis-chan był największym mordercą w dziejach
Igrzyska religijne i krytyka chrześcijan
William z Rubruck zdecydowaną większość mongolskich chrześcijan uważał za heretyków, ponieważ byli to wyznawcy Kościołów asyryjskiego, ormiańskiego czy prawosławnego, nie zaś katolicy. Członków zaś Kościoła asyryjskiego nazywał nestorianami – od imienia Nestoriusza, patriarchy Konstantynopola. „Nestorianie” zaś uważali, że Maria, będąc matką Chrystusa, nie była jednocześnie matką Boga. Nie uznawali również wizerunków Chrystusa na krzyżu. Mongołom nie wolno było bowiem przedstawiać krwi i śmierci.
Pomimo wrażeń posła francuskiego króla można powiedzieć, że na dworze Mongkego panował pluralizm wyznaniowy, a żadna z religii nie była dyskryminowana. Istniał tam też niezwykle ciekawy zwyczaj organizowania debat, wręcz zawodów, „igrzysk”, pomiędzy przedstawicielami chrześcijaństwa, islamu i buddyzmu. W jednej z nich udział wziął i sam William. Pojedynki te miały swoich sędziów, którzy przyznawali punkty, obserwowała je też publiczność. A że przekonać dyskutantów do czegokolwiek się nie dało, a i uczestnicy w międzyczasie raczyli się alkoholem, zdarzało się, że – jak skwitował to Jack Weatherford – „skoro okazało się, że nikt nikogo nie zdoła zabić ani nawrócić, debata skończyła się wzorem większości mongolskich uroczystości – wszyscy byli zbyt pijani, by prowadzić ją dalej”.
fot.wikimedia.org / domena publicznaDebata skończyła się wzorem większości mongolskich uroczystości – wszyscy byli zbyt pijani, by prowadzić ją dalej
Jak jednak Mongołowie rozumieli swoją wiarę w Boga? Niech wyjaśni to bohater naszej opowieści, czyli sam Mongke, który Williamowi tłumaczył, iż nie jest wyznawcą jednej religii. Stwierdził, iż: „My, Mongołowie, wierzymy w jednego Boga: przez Niego żyjemy i umieramy, ku Niemu wznosimy nasze serca”. Następnie dodał: „Bóg powierzył każdemu z palców dłoni inne zadanie; tak samo wyznaczył ludziom rozmaite ścieżki postępowania. Wam, chrześcijanom, Bóg dał Pismo Święte, którego nakazów nie przestrzegacie”. Na poparcie swych słów oświadczył, że chrześcijanie wyżej cenią pieniądz niż sprawiedliwość. Wyjaśnił również, że zamiast Pisma Świętego Bóg dał Mongołom szamanów, których w życiu codziennym słuchają i żyją ze sobą w zgodzie. Jak jednak wiemy, nie przeszkodziło to Mongkemu wymordować członków nieprzychylnej mu rodziny. Z drugiej zaś strony, patrząc na poziom konsumpcjonizmu zachodniego świata… Może w jego słowach było trochę racji?

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.