Ciekawostki Historyczne
Średniowiecze

Jak Czarna Śmierć zmieniła życie Europejczyków? Skutki zarazy były zaskakujące

Miliony zmarłych, opustoszałe domy i pola były dopiero początkiem. Po przejściu Czarnej Śmierci zmieniały się ceny, płace, stosunki między chłopami a właścicielami ziemi, a nawet małżeństwa, edukacja i życie religijne. Epidemia zachwiała porządkiem społecznym, który przez pokolenia wydawał się niemal niezmienny.

Tekst jest fragmentem książki Barbary W. Tuchman „Odległe zwierciadło, czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie”, w przekładzie Marii Janiny Michejdy i Andrzeja Michejdy, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Prześwity.

Jakie były warunki życia po przejściu zarazy? Zniszczenia dokonane przez śmierć, rozpacz i chorobliwy brak umiaru w strachu i nienawiści powinny były spowodować jakieś głębsze skutki, jednak bezpośrednio po wyga­śnięciu epidemii nie można było dostrzec żadnych radykalnych zmian. Trwałość przyzwyczajeń jest niezwykle silna. Gdy dzierżawcy Klasztoru Bruton w Anglii umierali od zarazy, pozostałe przy życiu rodziny płaciły daninę lenną w naturze, należną z chwilą śmierci dzierżawcy, z taką ule­głą regularnością, że w ciągu kilku miesięcy przeor otrzymał pięćdziesiąt sztuk bydła. Zmiany społeczne miały dopiero niedostrzegalnie nadciągnąć z upływem czasu. Skutków natychmiastowych, lecz różnego rodzaju, było wiele. Simon de Covino uważa, że zaraza miała zgubny wpływ na obycza­je, „osłabiając cnoty, jak świat długi i szeroki”. Gilles li Muisis sądzi na od­wrót, że nastąpiła powszechna poprawa moralności, ponieważ wiele osób żyjących poprzednio w konkubinacie obecnie zawarło związki małżeńskie (jako rezultat zarządzeń władz miejskich), a przeklinanie i hazard zmniej­szyły się do tego stopnia, że producenci kości do gry zaczęli z nich wytwa­rzać paciorki różańca.

Liczba małżeństw niewątpliwie wzrosła, jakkolwiek nie zawierano ich z miłości. Tak wiele niebieskich ptaków korzystało z sieroctwa dziewcząt, aby uzyskać bogate wiano, że oligarchia Sieny wprowadziła zakaz poślu­biania sierot bez zgody ich krewnych. W Anglii Piotr Oracz bolał, że wie­le par, które „od czasu zarazy zawarły związek małżeński przez chciwość dóbr, wbrew naturalnym uczuciom”, w rezultacie nosi w sobie „poczucie winy i żalu […], a zazdrość, smutek i kłótnie panują w domu” – i nie ma potomstwa. Piotr jako moralista uważał za słuszne, że takie małżeństwa pozostają bezdzietne. Przeciwnie Jean de Venette: pisząc o małżeństwach zawartych po przejściu zarazy, twierdził, że urodziło się z nich wiele bliźniąt i trojaczków oraz że mało było kobiet bezpłodnych. Być może on z kolei był wyrazicielem rozpaczliwej potrzeby wiary, iż natura kompensuje straty; i rzeczywiście zarówno mężczyźni, jak i kobiety zaraz po zarazie szukali partnerów do małżeństwa i licznie zawierali śluby.

Inaczej niż kości do gry, które przerabiano na paciorki różańca, ludzie nie zmienili się na lepsze – pisze Matteo Villani – chociaż oczekiwano, że po doświadczeniu Bożego gniewu staną się „lepsi, pokorniejsi, cnotliwsi i bardziej katoliccy”. Zamiast tego „całkowicie zapomnieli o przeszłości, jak­by jej wcale nie było, i zaczęli wieść jeszcze bardziej burzliwe i sromotne życie niż to, które prowadzili uprzednio”. Przy nadmiarze towarów na półkach i małej liczbie kupujących ceny początkowo spadły, więc ci, którzy przeżyli, oddali się dzikiej orgii zakupów. Biedota przenosiła się do opustoszałych domów, sypiając na łożach i jedząc na srebrach. Chłopi zagarniali narzę­dzia i inwentarz żywy, do którego nikt nie zgłaszał roszczeń, a nawet prasy do wina, kuźnie, młyny i inny bezpański dobytek, jakiego nigdy przedtem nie mieli. Handel słabł, lecz pieniędzy było więcej, ponieważ dysponowała nimi mniejsza grupa ludzi.

fot.Flappiefh – Praca własna z: Natural Earth /CC BY-SA 4.0

Rozprzestrzenianie się Czarnej Śmierci w Europie , Afryce Północnej i Azji Zachodniej (1346–1353)

Sposób bycia stał się lekkomyślniejszy i bardziej gruboskórny, jak to czę­sto bywa po okresach gwałtów i cierpień. Kładziono to na kark prących z dołu parweniuszy i nowobogackich. Siena znowelizowała swoje prawa przeciw zbytkowi z 1349 roku, ponieważ więcej osób ubiegało się o bar­dziej uprzywilejowane pozycje niż przynależne im z urodzenia lub profe­sji. Na ogół jednak z badań miejscowych rejestrów podatkowych wynika, że chociaż liczba ludności zapewne zmniejszyła się do połowy, społeczne proporcje pozostały prawie bez zmian.

Zgony bez pozostawienia testamentu, mienie bez spadkobierców, nie­rozstrzygnięte tytuły prawne do ziemi i domów – wszystko to spowodowa­ło istną erupcję sporów, które wobec niedoboru prawników rozwiązywano w sposób chaotyczny. Czasem nowi przybysze bez tytułu prawnego zaj­mowali opustoszałą nieruchomość, czasem zaś robił to Kościół. Szalbier­stwa i przeniewierstwa wobec sierot, praktykowane przez wyznaczonych im opiekunów, były skandalami na porządku dziennym. W Orvieto nadal wybuchały burdy; bandy bezdomnych, głodujących zbójów włóczyły się po kraju, grabiąc u samych bram miasta. Ludzi aresztowano za noszenie broni i akty wandalizmu, szczególnie w winnicach. Gmina musiała wydać nowe przepisy, skierowane przeciw „niektórym szubrawcom, synom niego­dziwości”, którzy rabują, palą obejścia właścicieli sklepów i rzemieślników, jak również przeciw rosnącej prostytucji. W dniu 12 marca 1350 roku gmina przypomniała też obywatelom o nadal grożącej surowej karze za stosunki seksualne między chrześcijanami a Żydami. Kobieta popełniająca tego typu przestępstwo miała być ścięta albo spalona żywcem.

Nauka

Także i oświata ucierpiała na skutek ubytku duchownych. We Francji – pisze Jean de Venette – „w domach, dworach i na zamkach znajdowało się bardzo niewielu takich, którzy mogli uczyć chłopców elementarza”. Sytuacja ta miała wpływ na życie Enguerranda VII. Dla obsadzenia wolnych bene­ficjów kościelnych wyświęcano księży całymi grupami. Wielu z nich było ludźmi, którzy w czasie zarazy utracili żony i rodziny, a teraz ubiegali się o święcenia kapłańskie, szukając życiowej ostoi. Większość ledwie umiała pisać i czytać, „jako że był to zwykły, prosty lud”; jeżeli więc nawet trochę czytali, to nie rozumieli tekstu. Księży, którzy przeżyli epidemię, „zaraziła niezaspokojona chciwość”; żądają wygórowanej zapłaty, a zaniedbują du­sze – stwierdził arcybiskup Canterbury w roku 1350.

Ale powstał i odwrotny prąd – troska o przetrwanie wiedzy, która przyczyniła się do szybkiego zakładania licznych nowych uniwersytetów. Szczególnie cesarz Karol IV, sam będąc intelektualistą, głęboko odczuwał brak „bezcennej wiedzy, którą dziki szał zgubnej śmierci zdusił w wielu królestwach świata”. W 1348 roku, jeszcze podczas zarazy, założył uniwer­sytet w Pradze i w ciągu następnych pięciu lat nadał swój cesarski przywilej pięciu innym uniwersytetom: w Orange, Perugii, Sienie, Padwie i Lukce. W tym samym czasie założono trzy nowe kolegia w Cambridge: Trinity, Corpus Christi i Clare* – chociaż miłość do nauki, tak jak i miłość w mał­żeństwie, nie zawsze była prawdziwą pobudką. Corpus Christi utworzono w 1352 roku, ponieważ opłaty za msze odprawiane za zmarłych po przejściu zarazy były tak wyśrubowane, iż dwie gildie w Cambridge zdecydowały się na ufundowanie kolegium, aby od jego uczonych i duchownych można było wymagać modlitwy za ich zmarłych członków.

W takich warunkach nauka nie wszędzie kwitła. W Oksfordzie wykła­dowcy ubolewali w swych kazaniach nad malejącą frekwencją słuchaczy. Na uniwersytecie w Bolonii Petrarka dwadzieścia lat później (w serii listów nazwanych O sprawach dawno minionych) wyrażał żal, że tam, gdzie nie­gdyś nie było „nic radośniejszego, nic swobodniejszego na świecie”, pozostał zaledwie jeden z dawnych wielkich wykładowców, a w miejsce tak wielu geniuszy „powszechna ignorancja zawładnęła miastem”. Nie tylko jednak epidemia była odpowiedzialna za tę sytuację; wojny i inne niepokoje także przysporzyły ran.

Dalsza część artykułu pod ramką
Zobacz również:

Liczba ludności

Wyraźnym, bezpośrednim skutkiem Czarnej Śmierci był oczywiście uby­tek ludności, który pod koniec XIV wieku powiększył się jeszcze bardziej na skutek wojen, bandytyzmu i nawrotu zarazy. Dżuma rzuciła klątwę na ten wiek w postaci swego zarazka. Przenoszony przez pchły i szczury w ciągu następnych sześciu dziesięcioleci spowodował jeszcze sześcio­krotny wybuch epidemii w różnych miejscach i w różnych odstępach cza­su – od dziesięciu do piętnastu lat. Po uśmierceniu większości spośród najbardziej podatnych na chorobę – w późniejszych fazach szczególnie zwiększyła się śmiertelność dzieci – zaraza w końcu ustąpiła, pozosta­wiając Europę z ludnością zmniejszoną w 1380 roku o prawie 40 procent i o niemal 50 procent pod koniec stulecia. Miasto Béziers w południowej Francji, które w 1304 roku miało 14 000 mieszkańców, wiek później liczy­ło ich zaledwie 4000.

Rybacki port Jonquières w pobliżu Marsylii, mający niegdyś 354 „opodatkowane dymy”, skurczył się do 135. Kwitnące miasta Carcassonne i Montpellier zmniejszyły się tak bardzo, że stały się tylko cieniami dawnej świetności. Podobny los spotkał Rouen, Arras, Laon, a na północy Reims. Zmniejszenie się liczby podatników spowodowało podniesienie przez panujących wysokości opodatkowania, co z kolei bu­dziło niezadowolenie, które w następnych dziesięcioleciach doprowadziło do powtarzających się zamieszek.

Stosunki społeczne

Jeśli chodzi o stosunki pomiędzy właścicielem ziemskim a chłopem, to bilans zubożenia i wzbogacenia się na skutek zarazy był na ogół korzyst­niejszy dla chłopów, choć to, co potwierdzało się w jednym miejscu, w in­nym albo pozostawało bez zmian, albo przebiegało odwrotnie. Relatywny stosunek wartości ziemi i pracy odwrócił się całkowicie. Właściciele ziemscy obniżali chłopom czynsz dzierżawny, a nawet całkowicie wyrzekali się go na okres jednego roku lub dłużej, desperacko bowiem starali się utrzymać swe pola w stanie uprawnym. Lepiej było nie mieć żadnego dochodu, niż pozwolić, by wykarczowane pole znów pochłonął las. Przy zmniejszonej liczbie rąk do pracy ziemi uprawnej było coraz mniej. Archiwa Opactwa Ramsay w Anglii wykazują, że w trzydzieści lat po przejściu zarazy areał ob­siewany zbożem nie sięgał nawet połowy poprzedniego. W roku 1307 opac­two posiadało pięć pługów, wiek później miało tylko jeden, a liczba wołów zmalała z dwudziestu ośmiu do pięciu.

Gospodarstwa na terenach górzystych i kawałki mniej żyznej ziemi zamieniono w pastwiska dla owiec, gdyż wymagało to mniej pracy. Wio­ski, które podupadły na skutek wyludnienia i nie mogły przeciwstawić się ogradzaniu ziemi dla owiec, opuszczano coraz liczniej. Granice i miedze zupełnie zanikły, gdy pola zamieniły się w nieużytki. Jeżeli znalazł się ktoś, kto mógł je uprawiać, to poprzedni właściciel lub jego spadkobierca nie mogli pobierać czynszu. W następstwie tego zubożali właściciele ziemscy znikali z pola widzenia albo pozwalali swym zamkom i dworom popadać w ruinę, sami zaś przystępowali do band rozbójniczych, które miały się stać przekleństwem następnych dziesięcioleci.

fot.Nieznany – https://supotnitskiy.ru/stat/stat8.htm / domena publiczna

Ilustracja pokazująca ofiary czarnej śmierci

Gdy śmierć „zmniejszyła produkcję”, zaczęło brakować towarów i ceny poszły w górę. Do 1350 roku cena pszenicy we Francji wzrosła czterokrot­nie. W tym samym okresie niedobór siły roboczej spowodował największy ze społecznych skutków zarazy – powszechne zgodne żądanie podwyżki płac. Chłopi i rzemieślnicy, wyrobnicy, pisarze i księża odkryli sposób na po­zbycie się własnej biedy. W ciągu roku od przejścia zarazy przez północną Francję robotnicy tekstylni z St. Omer koło Amiens uzyskali trzy kolejne podwyżki płac. Rzemieślnicy wielu cechów występowali o wyższą zapłatę i krótszy czas pracy. W stuleciu, w którym warunki socjalne uważano za ustalone raz na zawsze, było to działanie rewolucyjne.

Odpowiedzią panujących były natychmiastowe represje. Dla utrzyma­nia płac na poziomie sprzed zarazy Anglicy wydali w 1349 roku dekret, by wszyscy nadal pracowali za taką samą płacę jak w roku 1347. Za odmowę pracy ustalono kary, podobnie jak za opuszczenie miejsca zatrudnienia w celu szukania wyższego zarobku, a także za oferowanie zatrudnionym wyższych płac. Dekret, ogłoszony w czasie przerwy parlamentarnej, został w roku 1351 ponowiony pod nazwą Statute of Laborers*. Potępia się w nim nie tylko pracowników żądających wyższych stawek, lecz przede wszystkim tych, którzy wolą „raczej żebrać w nieróbstwie, aniżeli na swój chleb w pocie czoła zarabiać”. Nieróbstwo było zbrodnią przeciw społeczeństwu, ponieważ średniowieczny system opierał się na tym, że stan trzeci był zobowiązany do pracy.

Statut Pracowników nie był więc wyrazem tęsknot reakcjonisty, lecz usiłowaniem utrzymania istniejącego systemu bez zmian. Zakładał on, że każdy zdolny do pracy człowiek poniżej sześćdziesiątego roku życia, a nieposiadający własnych środków utrzymania, jest zobowiązany do pra­cy na rzecz kogokolwiek, kto by go potrzebował; że zabrania się dawać jałmużnę żebrakom zdolnym do pracy; że wędrujący chłop pańszczyźnia­ny może być zmuszony do pracy na rzecz każdego, kto się tego domaga. Aż do XX wieku statut ten miał służyć za podstawę prawną do oskarża­nia i karania ludzi pracy za „zmowę” w długiej walce z organizowaniem się pracowników w związki zawodowe.

W bardziej realistycznym statucie francuskim z roku 1351, stosowanym jedynie w rejonie Paryża, zezwala się na podwyżkę płac, jednak niewiększą od jednej trzeciej poprzedniego zarobku; ustala się sztywne ceny i reguluje zyski pośredników; w celu zwiększenia produkcji zarządza się, by cechy roz­luźniły ograniczenia dotyczące przyjmowania uczniów rzemiosła i skróciły okres, po którym mogą oni zostać mistrzami.

Czarna śmierć. Źródło: Wikimedia Commons

Jak wykazują powtarzające się nowelizacje prawa, z wciąż podwyż­szanymi karami, w obydwu krajach nie było możliwe wyegzekwowa­nie przestrzegania tych statutów. Cytowane w angielskim parlamencie w 1352 roku przypadki pogwałcenia tych praw ukazują robotników, którzy żądali, i pracodawców, którzy płacili dwu- i trzykrotnie wyższe stawki niż przed nadejściem zarazy. Zarządzono, aby każde miasto zaopatrzyło się w dyby do karania przestępców. W 1360 roku kara więzienia zastąpiła grzywnę, a zbiegłych pracowników ogłaszano za wyjętych spod prawa. Jeżeli ich schwytano, piętnowano ich czoła literą „F”, co było skrótem od słowa „zbieg” (fugitive); możliwe też, że litera ta odnosi się do słowa „fał­szywość” (falsity). Po roku 1360 uchwalono dwukrotnie więcej nowych praw, wywołując tym opór, który miał osiągnąć szczyt podczas wielkich rozruchów w 1381 roku.

Tekst jest fragmentem książki Barbary W. Tuchman „Odległe zwierciadło, czyli rozlicznymi plagami nękane XIV stulecie”, w przekładzie Marii Janiny Michejdy i Andrzeja Michejdy, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Prześwity.

Zobacz również

Średniowiecze

Obwiniono ich o Czarną Śmierć. Fałszywe oskarżenia doprowadziły do masakr tysięcy Żydów

Europa pogrążała się w strachu przed zarazą, której przyczyn nikt nie rozumiał. Potrzebowano winnych – i znaleziono ich w żydowskich społecznościach. Plotki o zatruwaniu studni,...

10 września 2026 | Autorzy: Barbara W Tuchman

Średniowiecze

Monika Maciewicz: Pogańskie wierzenia wciąż przeplatają się z chrześcijaństwem

Jak wyglądało życie w czasach Bolesława Chrobrego, gdy dawne słowiańskie wierzenia spotykały się z coraz silniejszym chrześcijaństwem? Monika Maciewicz, autorka powieści „Wiedźma i mniszka”, opowiada...

10 sierpnia 2026 | Autorzy: Anna Baron-Jaworska

Średniowiecze

Czy dawne wierzenia Słowian rzeczywiście zniknęły po chrzcie Polski?

Chrzest Mieszka I jest uważany za moment przejścia jego poddanych z wiary pogańskiej na chrześcijańską. Ale czy tak było rzeczywiście? Czy dawne wierzenia Słowian zniknęły...

30 lipca 2026 | Autorzy: Anna Baron-Jaworska

Średniowiecze

Prawo pierwszej nocy. Co naprawdę mówią średniowieczne źródła?

Jedni uważają je za jedną z największych legend o średniowieczu, inni są przekonani, że było codziennością feudalnej Europy. Jak było naprawdę? Zachowane dokumenty z Francji,...

2 lipca 2026 | Autorzy: Anna Zielińska

Średniowiecze

Historyczne bzdury o średniowieczu

Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy? Wcale nie takie mroczne wieki. Ile prawdy jest w mitach na temat...

30 czerwca 2026 | Autorzy: Redakcja

Starożytność

Czy wiesz, że nazwy wielu polskich rzek są starsze niż Słowianie?

Choć dziś wydają się oczywistą częścią polskiego krajobrazu i języka, wiele nazw rzek na ziemiach polskich jest starszych niż sami Słowianie. Zwraca na to uwagę...

6 stycznia 2026 | Autorzy: Redakcja

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.