Ciekawostki Historyczne
Druga wojna światowa

13.08.1944 – tajemnica tragedii na Kilińskiego

Hitlerowcy doprowadzili do masakry ludności i powstańców na Starym Mieście, podrzucając czołg wypełniony materiałami wybuchowymi, który następnie zdalnie zdetonowano. Prawda czy fałsz?

Tekst stanowi fragment książki Sławomira Kopra i Tymoteusza Pawłowskiego pt. Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą, wydanej przez Wydawnictwo Harde w 2026 roku.

Podczas walk w Warszawie Niemcy używali dwóch rodza­jów min samobieżnych. Pierwsza to lekka bezzałogowa konstrukcja nazywana Goliatem (Leichter Ladungsträger Sd. Kfz. 302, 303, Goliath) zawierająca około stu kilogra­mów materiału wybuchowego. Pojazd był używany do nisz­czenia barykad, sterowano nim za pomocą kabla telefonicz­nego i w ten sam sposób detonowano. To właśnie w trakcie unieszkodliwiania Goliata ciężko ranny został podchorąży „Korab” w filmie Kanał Andrzeja Wajdy.

Drugim samobieżnym nosicielem min był Schwerer La­dungsträger Borgward B IV (Sd. Kfz. 301). W odróżnieniu od Goliata nie ulegał zniszczeniu podczas detonacji, a kie­rował nim operator z wnętrza kabiny. Nosiciel był wyposa­żony w minę, którą transportował pod barykadę, następnie wycofywał się, a wybuch inicjowano zdalnie. Po dostarcze­niu ładunku z reguły uruchamiano zapalnik czasowy – eks­plozja następowała kilka lub kilkanaście minut później. Był to wystarczający czas na wycofanie sprzętu z zasięgu rażenia miny zawierającej prawie pół tony materiału wybuchowego.

Właśnie taki Borgward stał się przyczyną tragedii na ulicy Kilińskiego, do której doszło 13 sierpnia 1944 roku.

fot.Alan Wilson from Stilton, Peterborough, Cambs, UK – Borgward IV – Patriot Museum, Kubinka / CC BY-SA 2.0

Borgward IV w muzeum w Kubince

Chociaż eksplozja była zupełnie przypadkowa i wynikała wyłącznie z lekkomyślności, to jednak do dzisiaj funkcjonu­je w obiegowej opinii jako wybuch czołgu pułapki. W latach pięćdziesiątych na ulicy Kilińskiego umieszczono kamień z tablicą pamiątkową, która informowała, że jest to „miejsce uświęcone krwią 500 powstańców i mieszkańców Starówki poległych 13.08.1944 od eksplozji czołgu z podstępnie za­łożonym przez wroga materiałem wybuchowym”. W latach siedemdziesiątych pojawił się drugi kamień z kolejną tabli­cą – tym razem napis głosił: „Pamięci żołnierzy Powstania Warszawskiego i osób cywilnych poległych w tym miejscu 13 sierpnia 1944 r. od wybuchu czołgu niemieckiego”. Na monumencie znajduje się fragment gąsienicy – być może rzeczywiście pochodzący z pojazdu, który doprowadził do masakry.

Tymczasem wypadki, które spowodowały rzeź na Ki­lińskiego, przebiegały zupełnie inaczej, niż przedstawiano – akurat tutaj Niemcy nie zastosowali żadnego podstępu.

W drugiej dekadzie sierpnia hitlerowcy uznali Starów­kę za cel numer jeden, gdyż powstańcza enklawa zagrażała komunikacji przez Wisłę. Rzucili tu niemal wszystkie do­stępne środki, a walkę prowadzili z prawdziwie niemiecką pedanterią.

fot.Jerzy Tomaszewski – Jan Grużewski; Stanisław Kopf (1957) Dni Powstania, Kronika Fotograficzna Walczącej Warszawy, Warszawa: PAX, ss. 144 no ISBN / domena publiczna

Wrak pojazdu-miny na ulicy Kilińskiego, 18 sierpnia 1944

„Teraz już systematycznie sztukasy bombardują rejon Rynku od 8.00 do 20.00 – wspominała Wiesława Glisz­czyńska »Sławka« – co kwadrans, cztery razy na godzinę. Lecą trzy samoloty i zniżają się nad domem, spuszczają trzy bomby i odlatują. Już wiadomo, który dom będzie bombar­dowany, niszczą po kolei”*.

Niemiecki ordnung miał jednak czasami swoje dobre strony – hitlerowcy, kierując natarcie na główne ulice, na innych odcinkach zadowalali się tylko demonstracją zbroj­ną. Prowadzili ją według stałego grafiku, który powstańcy bez problemu rozszyfrowali. I tak na róg Placu Zamkowego i ulicy Świętojańskiej codziennie około godziny szesnastej przyjeżdżały „jakieś czołgi, które z niemiecką systematycz­nością” ostrzeliwały barykadę przez pół godziny.

Dzięki temu Polacy odnieśli jeden z powstańczych suk­cesów: zdobyli hitlerowski transporter gąsienicowy. Wyko­rzystując „niemiecki rozkład jazdy”, zorganizowali skutecz­ną zasadzkę, a opanowany pojazd „ustawiono na Dziekanii, pod dzwonnicą Katedry św. Jana, wzmacniając tam baryka­dę”. W polskich rękach pozostał do ewakuacji stanowiska.

Niestety, zdobycie samochodu pancernego miało rów­nież swoje złe strony, bowiem rozzuchwaleni powstańcy za­pominali o zwykłej ostrożności. Między barykadami krąży­ły legendy o czołgach zdobytych przez batalion „Parasol” na Woli, zatem obrońcy Starego Miasta marzyli o podobnym wyczynie.

„Pogoda była piękna, słoneczna – wspominał porucz­nik Zbigniew Blichewicz »Szczerba«. – Stałem i z rozkoszą wdychałem rozgrzane sierpniowe powietrze. Ulice znów się zaludniły. Artyleria milczała. Balkon wychodził na Podwale. Gdy tak stałem, paląc papierosa, od strony Placu Zamkowe­go ukazał się nieduży czołg wielkości mniej więcej naszych przedwojennych tankietek TKS. Wewnątrz siedziała nasza załoga, a okrążało go kilkadziesiąt cywilnych osób, wiwa­tując rozradowanymi głosami. (…) Czołg był teraz niemal pod moim balkonem i skręcił w Wąski Dunaj, kierując się w stronę Rynku”.

Tego ranka barykadę na Podwalu zaatakowały dwa nie­mieckie czołgi, a chwilę później nadjechała niewielka tan­kietka. Obrzucona butelkami z benzyną stanęła w ogniu, a jej operator zbiegł. Powstańcy ugasili pożar i stwierdzili, że w środku nie ma nikogo. Dowodzący na tym odcinku ka­pitan Ludwik Gawrych zakazał swoim podwładnym zbli­żania się do zdobyczy. Zarządził również sprawdzenie tan­kietki przez specjalistę – niestety, wyznaczony pirotechnik pracował w wytwórni granatów i mógł obejrzeć Borgwarda dopiero wieczorem.

Tymczasem w pobliżu czołgu pojawiła się inna grupa powstańców, którzy zarekwirowali pojazd. Tankietka ruszy­ła ulicami Starego Miasta, budząc powszechny entuzjazm. Niczego nie podejrzewał również Blichewicz.

„Jakoś nie zastanowiłem się, dlaczego szkopy opuścili czołg. Nawet mruknąłem jakąś uwagę, że dobrze, że się po trochu dozbrajamy. Nie chciało mi się schodzić z balkonu.

Pozostałem jeszcze jakiś kwadrans i znowu zobaczyłem ów czołg, tym razem z drugiej strony balkonu. Na tle szarego budynku Ministerstwa Sprawiedliwości otaczał go już duży tłum. Radość była nieopisana”*.

Tankietka jeździła po ulicach Starówki niemal przez cały dzień (!) i około godziny osiemnastej pokonała nie­wielką barykadę u zbiegu ulic Podwale i Kilińskiego. Po­jazd otaczały tłumy, a szczególne zainteresowanie oka­zywały dzieci, które z tego powodu opuściły piwniczne schronienia.

Niestety, nikt nie rozpoznał zdobyczy. Inna sprawa, że powstańcy ze Starego Miasta zetknęli się z takim pojazdem po raz pierwszy. Był to bowiem Borgward B IV, samobieżny stawiacz min używany do niszczenia barykad. Brak tej wie­dzy doprowadził do tragedii.

Do pojazdu usiłował się jeszcze dostać pirotechnik Witold Piasecki „Wiktor”, który właśnie zakończył pracę. Nie zdążył. Gdy był już blisko tankietki, dostrzegł, jak z jej przodu zsuwa się metalowa skrzynia.

fot.Jerzy Świderski – Opracowanie Zbiorowe (1 sierpnia 1957) Powstanie Warszawskie w Ilustracji / domena publiczna

Wrak pojazdu-miny na ulicy Kilińskiego, 13 sierpnia 1944

„Czułem, że zaraz stanie się coś złego – wspominał po latach. – Przyspieszyłem kroku, wszedłem do bramy naszej kwatery przy Kilińskiego 3 i wtedy uderzyła mnie fala po­wietrza. Mój krok zmienił się w skok, upadłem w ogródku na podwórzu. W bramie szalało morze ognia. W bramie był skład butelek zapalających. Leżały też granaty przyniesione przez nas z wytwórni. Kijami i bosakami wyciągaliśmy całe jeszcze butelki i granaty ze strefy ognia. Złapałem kogoś z zegarkiem. Była 18.07”*.

Hitlerowcy mają na sumieniu potworne bestialstwa, ale wbrew obiegowym opiniom nie wywołali tej eksplozji za pomocą radia. Zresztą tankietka nie była pułapką wypełnio­ną materiałami wybuchowymi – została po prostu porzu­cona. Podczas rajdu ulicami Starówki któryś z powstańców przypadkowo zwolnił dźwignię, co uruchomiło zapalnik czasowy.

Skutki eksplozji okazały się straszliwe. Zginęło około trzystu osób (w tym wiele dzieci), była ogromna liczba ran­nych, a tragedię spotęgował jeszcze wybuch magazynu gra­natów i butelek z benzyną. Podmuch wyrywał okna, drzwi i balkony.

„Niesamowity huk, zaczęły walić się domy – opowia­dała sanitariuszka Barbara Korpal. – Na szczęście nam nic się nie stało. Otrzepujemy się z kurzu, biegniemy na piętro, bierzemy torby sanitarne i wybiegamy na ulicę Kilińskie­go, a tu istna jatka. Ciała ludzkie porozrywane wiszą na parapetach, walają się po jezdni, dziesiątki ludzi wije się z bólu i umiera. Nie wiadomo, kogo ratować. Ranni, popa­rzeni, oślepieni – wloką się w różne strony, słychać już nie płacz, lecz potężny ryk. Mężczyzna zupełnie bez ubrania, wygląda jakby ktoś umyślnie skórę z niego ściągnął, tak poparzony. Twarzy właściwie nie ma, wszystko zwęglone. Istota ta jest jeszcze żywa, na czworakach gdzieś jeszcze się chowa i wyje”.

Masakrę przeżył jeden z jej bezpośrednich sprawców – powstaniec, który prowadził tankietkę po ulicach Starego Miasta. Nie znamy jego personaliów, to zresztą bez znacze­nia. Przeżył piekło, gdy zorientował się, do czego przyłożył rękę.

fot.Adrian Grycuk – Praca własna / CC BY-SA 3.0 pl

Miejsce pamięci przy ul. Kilińskiego

„Wracałyśmy stamtąd nieprzytomne od odoru krwi i od wrażeń – wspominała łączniczka Barbara Bobrownicka. – W pewnym momencie widzimy: idzie chłopak po ulicy i śpiewa – upił się.

– Takie nieszczęście – mówię – a ty poszedłeś się upić.

– Bo ja jechałem na tym czołgu i poszedłem na chwilę na kawę.

Takie było jego przeznaczenie: tylko on wyszedł z tego czołgu, a jego koledzy zginęli”. Pretensje do siebie miał również porucznik Blichewicz. Dowodził batalionem, jego oddział mógł obsadzić tankietkę i poczekać do czasu oględzin przez pirotechnika. Nie mógł sobie tego wybaczyć.

Niemcy, ewakuując Warszawę w styczniu 1945 roku, po­rzucili kilkadziesiąt Borgwardów, z których część nadal była wyposażona w miny. Pod koniec sierpnia 1947 roku na ulicy Stawki doszło do kolejnej tragedii, gdy robotnicy z palnika­mi przystąpili do cięcia pojazdu na złom. Tym razem rany odniosło trzydzieści osób, a lej po wybuchu miał dwanaście metrów średnicy.

Tekst stanowi fragment książki Sławomira Kopra i Tymoteusza Pawłowskiego pt. Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą, wydanej przez Wydawnictwo Harde w 2026 roku.

Zobacz również

Druga wojna światowa

Kapitulacja nie zakończyła koszmaru. Wypędzeni z ukochanej Warszawy

Kapitulacja powstania nie przyniosła im wolności. Wypędzeni z ruin Warszawy, poganiani przez Niemców i stłoczeni w obozie w Pruszkowie, nie wiedzieli, dokąd zostaną wywiezieni. Mimo...

3 sierpnia 2026 | Autorzy: Nina Majewska-Brown

Druga wojna światowa

Niełatwo się żyło w powstańczej Warszawie

Kiedy myślimy o Warszawie w czasie powstania, jako pierwsze przychodzą nam na myśl brutalność okupantów i pełne poświęcenia działania Polaków. Jednak powstanie warszawskie to także...

31 lipca 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

Moja ukochana Warszawa

Powstańcza Warszawa to nie tylko historia walki, ale przede wszystkim dramat tysięcy cywilów.

30 lipca 2026 | Autorzy: Redakcja

Druga wojna światowa

Bohaterki w habitach. Jak siostry zakonne niosły pomoc podczas Powstania Warszawskiego

W klasztorach powstawały szpitale, schronienia i punkty pomocy dla rannych. Siostry zakonne opatrywały powstańców i cywilów, ratowały dzieci, a nawet opiekowały się niemieckimi żołnierzami. Ich...

28 lipca 2026 | Autorzy: Sylwia Winnik

Druga wojna światowa

Powstanie Warszawskie. Między faktami a legendą

Godzina „W” – sukces czy porażka? Czy w Powstaniu Warszawskim walczyła tylko Armia Krajowa? Jakie straty naprawdę poniosła Warszawa?

27 lipca 2026 | Autorzy: Redakcja

Druga wojna światowa

„Sanitariuszki walczyły o życie innych, choć same każdego dnia ryzykowały własnym”. Sylwia Winnik o bohaterkach Powstania Warszawskiego

Przez lata pozostawały na drugim planie historii, choć bez ich odwagi trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie walczącej Warszawy. O kobietach, które pod ostrzałem ratowały rannych, o...

22 lipca 2026 | Autorzy: Anna Baron-Jaworska

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.