Ciekawostki Historyczne
Druga wojna światowa

„Sanitariuszki walczyły o życie innych, choć same każdego dnia ryzykowały własnym”. Sylwia Winnik o bohaterkach Powstania Warszawskiego

Przez lata pozostawały na drugim planie historii, choć bez ich odwagi trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie walczącej Warszawy. O kobietach, które pod ostrzałem ratowały rannych, o wojennej traumie, sile miłości w czasach śmierci i zapomnianych bohaterkach Powstania Warszawskiego opowiada Sylwia Winnik, autorka książki "Sanitariuszki. Miłość i śmierć w Powstaniu Warszawskim".

Redakcja CH:  Jak zwraca Pani uwagę na początku książki „Sanitariuszki. Miłość i śmierć w Powstaniu Warszawskim”, rola kobiet w Powstaniu Warszawskim — w tym właśnie sanitariuszek — przez lata pozostawała w cieniu. Zmiana w tym temacie przyszła dopiero pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. Czy w Pani odczuciu udział kobiet, zarówno w tym wydarzeniu, jak i wielu innych z okresu II wojny światowej, jest obecnie w pełni dostrzegany? Czy jednak wciąż brakuje świadomości ich roli?

Sylwia Winnik: Głos kobiet w pamięci o wojnie i związanych z nią wydarzeniach rzeczywiście zaczął wybrzmiewać dość późno. Myślę, że właśnie dlatego od ponad dekady wyszukuję w mało znanych archiwach ich wspomnienia, pamiętniki, listy i grypsy. Dzięki temu mogłam napisać o bohaterkach, którym, choć nie wybudowano pomników, pozostawiły po sobie poniekąd nienamacalne dowody pomocy innym i walki o Polskę.

Jednym z przełomowych momentów było dla mnie, wiele lat temu, odnalezienie informacji o Danucie Brzosko-Mędryk. Była dwukrotnie więziona na Pawiaku. W styczniu 1943 roku trafiła do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Majdanek, skąd w kwietniu 1944 roku została przewieziona do KL Ravensbrück, a następnie do Komanda Lipsk – podobozu KL Buchenwald. W 1966 roku zgłosiła do Konkursu na wspomnienia z KL Majdanek pracę zatytułowaną „Dlaczego?!”. Rękopis stał się podstawą jej książki „Niebo bez ptaków”, wydanej po raz pierwszy w 1968 roku i uznawanej za jedno z najważniejszych świadectw więźniarek Majdanka.

Głos kobiety miał tu ogromne znaczenie. Można oczywiście zastanawiać się, czy płeć świadka ma znaczenie i czy głos kobiety jest ważniejszy lub mniej ważny od głosu mężczyzny. W moim przekonaniu nie o to jednak chodzi. Każde świadectwo wnosi coś niepowtarzalnego. Kobiety często opisywały doświadczenia wojny z perspektywy codzienności, troski o innych, relacji i emocji – aspektów, które przez lata pozostawały na marginesie historycznej narracji. To właśnie różnorodność tych perspektyw pozwala dziś pełniej zrozumieć, czym naprawdę była wojna i jakie piętno odcisnęła na ludziach.

fot.Narodowe Archiwum Państwowe / domena publiczna

Udzielanie pomocy rannym podczas powstania warszawskiego

Odpowiadając wprost na pytanie: tak, dziś głos kobiet w opowieści o wojnie jest, moim zdaniem, dostrzegany, a nawet pożądany. Jednocześnie każda nowa książka jeszcze mocniej uświadamia nam, jak ważną rolę odgrywały kobiety podczas wojny. Uważam, że wciąż potrzebujemy takich publikacji, by odkrywać nowe informacje i przekazywać je kolejnym pokoleniom. To z pewnością zwiększa naszą świadomość ich roli.

2. Tytułowe „miłość i śmierć” to dwa skrajne bieguny, które jednak doskonale oddają atmosferę tamtego czasu. Wielokrotnie w przytaczanych przez Panią historiach czytamy o euforii i nadziei wypełniających pierwsze chwile oraz dni powstańczego zrywu. Jednocześnie w tym samym czasie emocje te przeplatały się z niewyobrażalnym strachem, bólem i szokiem na widok brutalnych działań Niemców oraz cierpienia ofiar. Jak, w Pani opinii, te młode dziewczyny znajdowały w sobie później siłę, by szukać bliskości, nadziei oraz zwyczajnego życia po przejściu takich wydarzeń?

Gdy pisałam mój pierwszy reportaż o wojnie, pewna wspaniała kobieta, świadek tamtych wydarzeń, Urszula Koperska, powiedziała mi, że wojny zawsze wybuchały i zawsze będą wybuchać z trzech powodów: pieniędzy, władzy i terytorium. Ta sama osoba powiedziała mi również, że w czasie wojny, gdy śmierć była wszechobecna, ludzie zachłannie pragnęli miłości. Dlatego słyszeliśmy o nagłych, romantycznych decyzjach o ślubie. W czasie Powstania Warszawskiego potwierdzono około 250 takich małżeństw, ale sądzę, że było ich znacznie więcej.

Spontaniczność tych decyzji wynikała przede wszystkim z życia w cieniu nieustannego zagrożenia. Gdy człowiek nie ma pewności, czy doczeka jutra, przestaje odkładać na później to, co najważniejsze. Miłość, ślub czy niesienie pomocy innym stawały się sposobem na zachowanie poczucia sensu i człowieczeństwa. Paradoksalnie, im bliżej była śmierć, tym silniejsza stawała się potrzeba bliskości, troski o drugiego człowieka i potwierdzenia, że życie jest czymś więcej niż trwająca właśnie wojna.

fot.Eugeniusz Lokajski / domena publiczna

Patrol sanitarny Wojskowej Służby Kobiet na ul. Moniuszki 9

Wiem, że wielu osobom po wojnie trudno było nawiązywać relacje. Dziś zapewne powiedzielibyśmy, że wiele z tych kobiet zmagało się z PTSD. Warto jednak pamiętać, że samo pojęcie zespołu stresu pourazowego pojawiło się dopiero w 1980 roku, wraz z wprowadzeniem go do klasyfikacji psychiatrycznej. W czasie II wojny światowej mówiono raczej o „zmęczeniu bojowym”, „wyczerpaniu walką” czy „nerwicy wojennej”, przy czym określenia te odnosiły się przede wszystkim do żołnierzy, znacznie rzadziej do ludności cywilnej.

Nie oznacza to jednak, że kobiety czy mężczyźni cywile nie doświadczali skutków traumy. Ich wspomnienia pokazują, że przez lata zmagali się z koszmarami, natrętnymi wspomnieniami, lękiem, nadmierną czujnością czy trudnością w powrocie do zwyczajnego życia. Jednocześnie wielu z nich pomagały więzi z innymi ludźmi i poczucie, że nawet po wojnie warto budować przyszłość. Paradoksalnie to właśnie doświadczenie wszechobecnej śmierci sprawiało, że jeszcze mocniej pragnęli bliskości, miłości i normalności. Nie wymazywało to traumy, ale dla wielu stawało się sposobem na odzyskanie sensu życia.

3. Czy w trakcie researchu do książki natrafiła Pani na historię lub fakty, które zaskoczyły Panią lub zmieniły Pani dotychczasowe myślenie o codzienności Powstania Warszawskiego?

Na pewno zaskakiwała mnie – tak po ludzku – euforia ludzi i ich zapał do walki o wolność: dla siebie, swoich rodzin i innych. To, że młodzi ludzie, mając świadomość konsekwencji, jakie mogą ponieść, decydowali się wstępować do oddziałów konspiracyjnych i pomagać jako sanitariuszki oraz sanitariusze.

Z pewnością mieli nadzieję, że Powstanie zakończy się szybko i wszystko dobrze się ułoży. Jednocześnie musiała towarzyszyć im świadomość, że trwa wojna i takie decyzje mogą mieć tragiczne konsekwencje. Mimo to ich entuzjazm utrzymywał się niemal do samego końca.

4. W książce „Sanitariuszki” opisuje Pani również historię Anny Świrszczyńskiej, poetki, na którą udział w zrywie miał niezwykły wpływ. Jej historia zapada w pamięć, gdyż jej literackie relacje z tamtych dni są niezwykle realistyczne i jednocześnie ujmujące za serce. Czy natrafiła Pani na więcej takich kobiecych postaci, których różne formy relacji z tamtego czasu również wydają się zapomniane, a powinno się o nich mówić?

Relacja Anny Świrszczyńskiej jest wyjątkowa przede wszystkim dlatego, że o swoich przeżyciach opowiadała poprzez poezję. Każda z opisanych przeze mnie kobiet na swój sposób ocaliła pamięć o wojnie dzięki zapisanym wspomnieniom lub udzielonym wywiadom. I każda z nich zasługuje na to, by została na nowo przypomniana.

5. A czy któraś z opisanych w książce kobiet stała się Pani w jakiś szczególny sposób bliska? Z którą historią najtrudniej było się Pani „rozstać” po zakończeniu pracy?

Każda z tych historii jest na swój sposób wyjątkowa, jednak we mnie najmocniej pozostała opowieść Janiny Rożeckiej. Opowiadała ona o swoich przeżyciach sprzed Powstania, a także o wydarzeniach, które rozegrały się od 1 sierpnia 1944 roku. Snuła również historię swojej matki Leonii i siostry Wandy. Choć jest to opowieść wielowątkowa, najbardziej zapadła mi w pamięć ich kobieca siła – niezłomność w podejmowaniu trudnych decyzji oraz gotowość do ryzykowania własnym życiem, by chronić innych, często zupełnie obcych ludzi.

W willi, w której mieszkały, kobiety ukrywały mężczyznę, który później okazał się cichociemnym. Przebywała tam także Żydówka, która, aby nie zdradzała jej uroda, pofarbowała włosy na jasny blond. Był również pewien chłopiec. Wszystko zaczęło się od chwili, gdy do willi przyprowadzono rodzinę – rodziców i ich synka. Następnego dnia miało zostać dla nich znalezione nowe miejsce ukrycia, by mogli bezpiecznie doczekać końca wojny. Leonia zgodziła się dać im schronienie na tę jedną noc.

Kolejnego dnia kobieta, która przyprowadziła rodzinę, rzeczywiście wróciła, ale zabrała jedynie mężczyznę i kobietę. Po chłopca miała zgłosić się później. Wróciła jednak z tragiczną wiadomością – jego rodzice nie żyli. Gestapo ich schwytało. Tym samym mały chłopiec pozostał pod opieką Leonii, Wandy i Janiny.

Janina załatwiła mu u zaprzyjaźnionego księdza spod Warszawy fałszywe polskie dokumenty. Od tej chwili był już Piotrusiem. Kobiety przygotowały dla niego bezpieczną skrytkę na strychu na wypadek wtargnięcia Gestapo do domu. Chłopiec bawił się z kotem i nasłuchiwał odgłosów samolotów. Potrafił rozpoznawać ich typy. Janina życzyła mu, by kiedyś został lotnikiem, choć jednocześnie bardzo bała się, że nie przeżyje wojny.

Kiedy trzeba było uciekać, owinęły mu głowę bandażem i pobrudziły go czerwoną farbą, by ukryć jego żydowską urodę. Sąsiedzi jednak spojrzeli i wiedzieli, że zdradza go nawet to jedno oko wystające spod opatrunku. Mimo wszystko Piotrusiowi udało się przeżyć. Gdy dorósł, został w Izraelu pilotem. Janina odwiedzała go, ponieważ przez cały czas utrzymywali ze sobą kontakt.

To piękna historia, która pokazuje, jak wiele czasem trzeba poświęcić, by ocalić ludzkie życie. A jednak warto. Janina przeżyła oczywiście wiele podobnych sytuacji, w których mogła stracić życie lub świadomie ryzykowała własnym bezpieczeństwem, aby ratować innych. O tym wszystkim Czytelnicy mogą jednak przeczytać już w książce.

W cieniu płonącej Warszawy niosły nadzieję i szansę na życie

6. Sanitariuszki często musiały udzielać pomocy bez podstawowych leków czy środków opatrunkowych, opierając się jedynie na intuicji i własnej odwadze. Były też cichymi bohaterkami, których widok dla wielu oznaczał nie tylko ratunek, ale również nadzieję, ulgę i motywację do dalszego działania. Co podczas badania tego medycznego wymiaru ich pracy zaskoczyło Panią najbardziej?

Ich niezłomna odwaga i gotowość do podejmowania ryzyka, by ratować innych. Dla tych kobiet naprawdę nie miało znaczenia, czy same przeżyją – najważniejsze było to, by pomóc potrzebującym.

Oczywiście nie oznacza to, że się nie bały. Robiły wszystko, aby same również przetrwać, jednak wielokrotnie musiały wychodzić na otwartą przestrzeń pod ostrzałem, by dotrzeć do rannego żołnierza. Jeśli był nieprzytomny lub odniósł tak poważne obrażenia, że nie był w stanie się poruszać, przenosiły go w bezpieczne miejsce.

fot.Joachim Joachimczyk / domena publiczna

Powstańcy ze zgrupowania „Parasol”. Pośrodku stoi Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama”. Po prawej Krzysztof Palester „Krzych”

Takie historie sprawiły, że zaczęłam zastanawiać się, czy sama byłabym gotowa na podobne poświęcenie. W spokojnych czasach, we własnym bezpiecznym domu, nie sposób tego jednoznacznie stwierdzić. Obyśmy nigdy nie musieli się o tym przekonywać. Dopiero w konkretnej sytuacji okazuje się bowiem, do czego naprawdę jesteśmy zdolni – czy do niesienia pomocy, nawet za cenę ryzyka utraty własnego życia, czy raczej do ucieczki i ratowania siebie lub najbliższych.

Prawdą jest przecież, że tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

7. Te młode dziewczyny i kobiety również każdego dnia stawały przed brutalną koniecznością selekcji rannych i podejmowania decyzji, komu pomóc w pierwszej kolejności przy dobiegających końca zapasach. Czy w zebranych relacjach odnalazła Pani ślady tego, jak radziły sobie z tak ogromnym ciężarem?

Wydaje mi się, że w czasie Powstania nie było przestrzeni na analizowanie własnych emocji. Sanitariuszki działały pod ogromną presją czasu i w warunkach ciągłego zagrożenia, koncentrując się przede wszystkim na tym, co mogły zrobić w danej chwili.

Dopiero po wojnie wiele z nich zaczęło mówić o ciężarze podejmowanych decyzji i o wspomnieniach, które nie opuszczały ich przez kolejne lata. To pokazuje nam dziś, że niektóre rany pozostają niewidoczne i goją się znacznie dłużej niż te fizyczne.

Nie zmienia to jednak faktu, że w zachowanych relacjach odnajdujemy niezwykle mocne świadectwa opisujące traumatyczne zmagania z wyborami, których musiały dokonywać.

8. Mówiąc o wojnie, często skupiamy się na braterstwie broni wśród żołnierzy. Jednak ze stron Pani książki wyłania się również obraz siostrzeństwa wśród sanitariuszek, jak i niezwykłej solidarności cywilów z tymi młodymi kobietami. Czy uważa Pani, że w ekstremalnych warunkach łatwiej było o przyjaźnie na całe życie?

Zdecydowanie tak. Psychologia od dawna pokazuje, że wspólne przeżywanie skrajnie trudnych doświadczeń może tworzyć wyjątkowo silne więzi. Sanitariuszki nie tylko razem opatrywały rannych i narażały własne życie, ale również dzieliły strach, odpowiedzialność i codzienność, w której każda chwila mogła okazać się ostatnią.

Takie relacje często opierały się na bezgranicznym zaufaniu i poczuciu, że druga osoba dosłownie powierza nam swoje życie. Podobnie było z cywilami. Mimo własnego cierpienia potrafili otwierać swoje domy, dzielić się jedzeniem i pomagać rannym.

Wojna pokazała najgorsze oblicze człowieka, ale jednocześnie wydobywała z wielu ludzi niezwykłą solidarność, empatię i gotowość do poświęcenia dla drugiego człowieka.

9. Czy po zakończeniu prac nad książką pozostał w Pani niedosyt lub historie, które z braku miejsca nie mogły trafić do druku, a które wciąż do Pani wracają?

Tak jest po każdym reportażu. Historia dostarcza nam ogromnej liczby materiałów, które można analizować bez końca i z wielu różnych perspektyw. Niezwykłych historii sanitariuszek jest naprawdę wiele. Mnóstwo z nich odnajdziemy w archiwach Muzeum Powstania Warszawskiego.

Te, które wybrałam do książki, są jedynie symbolem głosu sanitariuszek i sanitariuszy z czasów Powstania Warszawskiego. Wychodzę jednak z założenia, że taka publikacja powinna stać się punktem wyjścia do dalszych poszukiwań. Ma zaciekawić i wzbudzić chęć głębszego poznania tematu.

fot.Narodowe Archiwum Cyfrowe / domena publiczna

Powstańcy spożywają posiłek.

Mam więc nadzieję, że Czytelnicy po lekturze Sanitariuszek poszerzą swoją wiedzę, sięgając także do innych źródeł.

10. Od Powstania Warszawskiego minęło ponad 80 lat, a liczba świadków oraz uczestników tamtych wydarzeń z każdym rokiem maleje. Czy w Pani odczuciu pamięć o tych wydarzeniach wśród młodych pokoleń jest równie żywa jak kiedyś? Czy w podobny sposób postrzegają oni Powstanie, a może ich spojrzenie na nie ulega zmianie?

Mam tę przyjemność, że uczę w szkole. Dużo rozmawiam z młodymi ludźmi o tematach związanych z wojną, starając się przekazywać im wiedzę nie jako zbiór faktów do zapamiętania, lecz jako proces prowadzący do zrozumienia. Każdy szczegół i każde wydarzenie historyczne mają bowiem znaczenie w szerszym kontekście dziejów Polski i świata. To właśnie poznawanie pojedynczych ludzkich historii pozwala lepiej dostrzec całość i zrozumieć, jak ogromny wpływ wydarzenia tamtych lat wywarły na kolejne pokolenia.

Młodsze pokolenia postrzegają okres II wojny światowej nieco inaczej niż my. Dla wielu z nas była to historia wciąż żywa dzięki opowieściom dziadków, rodzinnym wspomnieniom czy spotkaniom ze świadkami tamtych wydarzeń. Dla młodych ludzi jest to już często odległa przeszłość, dlatego patrzą na nią z większym dystansem emocjonalnym.

Nie oznacza to jednak braku zainteresowania. Wręcz przeciwnie – często dostrzegam w młodych ludziach ogromną ciekawość, a nawet potrzebę poznawania tych historii.

Naszą rolą jest więc nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także budowanie wrażliwości i zachęcanie do samodzielnego odkrywania przeszłości. Ważne jest, aby młodzi ludzie zobaczyli, że historia wojny to nie tylko daty i wydarzenia, lecz przede wszystkim ludzie – ich wybory, odwaga, poświęcenie, cierpienie i trauma, których skutki odczuwamy również dziś.

W cieniu płonącej Warszawy niosły nadzieję i szansę na życie

Zobacz również

Druga wojna światowa

Sanitariuszki. Miłość i śmierć w Powstaniu Warszawskim

W CIENIU PŁONĄCEJ WARSZAWY NIOSŁY NADZIEJĘ I SZANSĘ NA ŻYCIE.

20 lipca 2026 | Autorzy: Redakcja

Druga wojna światowa

Powstanie warszawskie na Pradze

Powstanie w prawobrzeżnej części Warszawy trwało zaledwie cztery dni. Te cztery dni walk na Pradze są często bagatelizowane czy wręcz pomijane. Niesłusznie.

18 września 2024 | Autorzy: Jacek Perzyński

Druga wojna światowa

Początek Powstania Warszawskiego

1 sierpnia 1944 roku o 17.00 (godzina „W”) wybuchło Powstanie Warszawskie. W pierwszych dniach walk powstańcy – i powstanki – wierzyli, że zwyciężą.

5 sierpnia 2023 | Autorzy: Marcin Lwowski

Druga wojna światowa

Dziewczyny z „Parasola”

„Bronią się chłopcy spod »Parasola«” – nucił Józef Szczepański ps. „Ziutek”. Ale wśród żołnierzy słynnego batalionu nie brakowało również dziewcząt.

26 lipca 2022 | Autorzy: Maria Procner

Druga wojna światowa

Sanitariuszka „Linka” Nowak

Pomnik Sanitariuszki przedstawia dziewczynę w mundurze opatrującą żołnierza. Jej pierwowzorem miała być „Linka”, która zginęła w krwawych walkach o Kołobrzeg.

23 kwietnia 2022 | Autorzy: Soraya Kuklińska

Dwudziestolecie międzywojenne

„Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” – nieustraszona „Lena” na froncie w obronie kraju

Odważna, niezłomna i bezkompromisowa. Wandzie Gertz pseudonim „Lena” w drodze do służby na froncie nie przeszkodził nawet fakt, że w jej czasach do wojska nie...

12 czerwca 2021 | Autorzy: Anna Jankowiak

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.