Gdy Filip II August obejmował tron w 1180 roku, miał zaledwie piętnaście lat i władał znacznie skromniejszym państwem niż jego najpotężniejsi rywale. Już na początku panowania pokazał jednak, że nie cofnie się przed radykalnymi decyzjami. Wypędził Żydów z królewskich domen, zasilił skarbiec konfiskatami, rozpoczął przebudowę Paryża i przygotował się do rozprawy z Plantagenetami. Tak zaczęła się droga Francji do pozycji europejskiego mocarstw
Tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026).
Młody król i wypędzenie Żydów
Kiedy Filip rozpoczął swoje rządy po śmierci ojca we wrześniu 1180 roku, Paryż, podobnie jak inne kapetyńskie miasta, takie jak Orlean czy Bourges, miał pokaźną i zamożną populację Żydów. Niespełna dwa lata później Żydzi zniknęli, ich domy przejęli chrześcijanie, ich synagogi zmieniono w kościoły, a wszystko to na wyraźny rozkaz nowego króla. Filip, jak mówi kronikarz, od długiego czasu planował uderzyć w Żydów i jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił jako król, było zorganizowanie nalotu na żydowskie domy. Pewnej soboty w lutym 1181 roku, gdy Żydzi byli w synagodze, świętując szabat, agenci Filipa aresztowali ich, włamali się do ich domów i wynieśli wszystko, co miało jakąś wartość. Rok później król zarządził całkowite wydalenie Żydów z Paryża i innych królewskich ziem, unieważnił wszelkie długi, jakie zaciągnęli u nich chrześcijanie, i zmusił ich do sprzedaży lub porzucenia majątków.
fot.Jean Fouquet – BnF Essentiels : Les Grandes Chroniques de France. / domena publicznaKoronacja Filipa
Do lipca 1182 roku wszyscy paryscy Żydzi opuścili miasto albo przeszli na chrześcijaństwo. Choć w późniejszych stuleciach takie epizody stały się przygnębiająco częste, w północnej Europie nic podobnego dotąd się nie działo. Niektórzy z całą pewnością czuli się nieswojo i potrzebowali wytłumaczenia.
Nie chodzi o to, że Filip sprawował rządy w jakiejś średniowiecznej oazie tolerancji. Antysemityzm zakorzenił się mocno w myślach i polityce kapetyńskiej Francji w ciągu półtorawiecza, odkąd przodek Filipa, Robert Pobożny, próbował po raz pierwszy siłą nawracać Żydów. Ojciec Filipa, Ludwik, skazał przechrztów, którzy powrócili do judaizmu, na wygnanie, zapowiadając okaleczenie lub śmierć tych, którzy ośmielą się wrócić, i kazał spalić pewnego Żyda za rzekome zakłócenie chrześcijańskiego obrzędu, oświadczywszy oponentom: „Niech Żydzi wiedzą, że muszą trzymać swoje psy z dala od procesji chrześcijan”.
Ludwik VII z pewnością nie był przyjacielem Żydów, wbrew temu, co twierdzą kronikarze Filipa i niektórzy historycy, ale potępił spalenie trzydziestu dwóch Żydów w Blois w 1171 roku i najwyraźniej wcale mu nie przeszkadzała tętniąca życiem dzielnica żydowska położona o rzut kamieniem od pałacu. Chrześcijańscy poddani królestwa przyjmowali podobnie ambiwalentną postawę. Żydzi i chrześcijanie robili razem interesy, prowadzili sąsiedzkie pogawędki na rogach ulic i odwiedzali się nawzajem w domach. Niektórzy nieszczęśnicy nawet się zakochiwali w osobach innej wiary.
fot.Materiał poglądowy / wygenerowany przy pomocy AIDo lipca 1182 roku wszyscy paryscy Żydzi opuścili miasto albo przeszli na chrześcijaństwo.
Filip nie lubił niejasnych sytuacji i uważał te interakcje nie tylko za odrażające, ale i niebezpieczne. Cześć, jaką otaczał Ryszarda, wczesny przykład potwornej legendy o mordowaniu dzieci, którą w późniejszych stuleciach powtarzano w wielu miejscach ze straszliwym skutkiem, odzwierciedlała szczere, choć paranoidalne przekonanie o bezbronności chrześcijan wobec wyimaginowanej wrogości Żydów. Gdy kilka lat później usłyszał o kolejnej śmierci chrześcijanina z żydowskiej ręki, kazał wyłapać i stracić osiemdziesięciu współwyznawców domniemanego zabójcy, prawdopodobnie eksterminując wszystkich dorosłych Żydów owej społeczności. (Dzieci przynajmniej puścił wolno).
Dzisiejsi obserwatorzy, niezależnie od własnych przekonań religijnych, mogą przyznać, że hebrajscy kronikarze mieli dobre powody, by nazywać Filipa „tym nikczemnym królem”, ale jego własny biograf, mnich z Saint-Denis imieniem Rigord, sławił owe czyny jako chwalebny początek zapowiadający przyszłe rządy młodego człowieka jako obrońcy Kościoła i filara prawdziwej wiary.
Rigord, uczony mnich, którego dzieło stanowi trzon naszej wiedzy o początkach panowania Filipa, nagrodził jego postawę wobec Żydów tym samym przydomkiem „arcychrześcijańskiego króla” (rex christianissimus), jaki jego ojcu nadano za osłonięcie Tomasza Becketa przed gniewem Henryka II. Hojnie okrasił tą frazą całe swoje dzieło i dokumentował związane z Filipem cudowne znaki, takie jak ten, który objawił się podczas koronacji, kiedy to lampy wiszące nad królem i królową pękły, oblewając oboje olejem, niemal jakby sam Bóg ich namaścił. Ale choć Filip mógł twierdzić, że jest równie doskonałym chrześcijaninem jak Ludwik VII, „chleb, wino i wesołość” nie wystarczały, aby zaspokoić jego apetyt, choćby dlatego, że wesołości nie cenił, a nawet nie rozumiał. Utrzymywał cichy dwór, bez minstreli, akrobatów czy błaznów, jakich można było spotkać w salach innych europejskich pałaców, i karał grzywną tych, którzy trwonili czas na grach, jeśli wyrwało im się bluźniercze przekleństwo.
Władca, który liczył pieniądze
Młody król cenił zaś i rozumiał pieniądze, a jego prześladowania Żydów z pewnością miały równie wiele wspólnego z jego miłością do tych pierwszych, co z nienawiścią do ostatnich. Już same początkowe konfiskaty przyniosły mu piętnaście tysięcy marek, sumę równą półtorarocznym królewskim dochodom. Kiedy następnie anulował wszelkie długi zaciągnięte przez chrześcijan u Żydów, zastrzegł mimo wszystko, że dwadzieścia procent długu należy zapłacić Koronie, co dało mu „olbrzymią ilość pieniędzy”, a kiedy w końcu zmusił Żydów do opuszczenia kraju, pozwolił im sprzedać dobytek, ale zatrzymał dla siebie ich nieruchomości i biznesy. Wszystko to zaowocowało „potężnym napływem gotówki” do jego skarbca, ale Filip wkrótce zdał sobie sprawę, że zarżnął kurę znoszącą złote jajka.
Tolerowanie obecności Żydów na własnych ziemiach mogło być naganne z religijnego punktu widzenia, ale było też bardzo dochodowe. W odróżnieniu od średniowiecznych chrześcijan na Żydach nie ciążył religijny zakaz pożyczania pieniędzy na procent, niezbędnego elementu działalności komercyjnej i koła ratunkowego dla konsumentów, a międzynarodowe sieci Żydów ułatwiały dalekosiężny handel i pobudzały aktywność gospodarczą, z której zyski można było obciążyć znacznie wyższymi podatkami niż te nakładane na chrześcijan.
fot.Matthias Kabel – Praca własna / CC BY-SA 3.0Luwr – widok z lotu ptaka
Takie korzyści przypadły teraz rywalom Filipa, na których ziemie wygnani Żydzi uciekli w roku 1182. Realia te przeważyły pobożność Filipa i jego uprzedzenia. Choć z nieba sypały się meteory, zwiastując nadejście Antychrysta i jak biadał kronikarz Rigord, było to „sprzeczne z powszechną opinią i jego własnym królewskim edyktem”, król koniec końców zaprosił Żydów z powrotem. Dodatkowy dochód nie był duży, wynosił może jeden procent jego rocznych przychodów, ale dla niego było to tego warte. Ambitny mimo swego względnego ubóstwa Filip potrzebował każdego grosza, jaki mógł wycisnąć z każdego źródła.
Miasto, które rosło w oczach
Jednym z jego kosztownych przedsięwzięć było przeistoczenie Paryża w stołeczne miasto godne swej nazwy, która, jak wierzono, pochodziła od imienia starożytnego trojańskiego księcia. Choć legenda ta może brzmieć dziwacznie dla współczesnych uszu, wykształceni ludzie XII wieku sądzili, że po zniszczeniu Troi przez Greków uciekinierzy z niej założyli europejskie królestwa, i mit ten odegrał główną rolę w formowaniu się francuskiej, angielskiej i innych średniowiecznych tożsamości narodowych. Choć według średniowiecznych arabskich czy chińskich standardów Paryż wciąż był niewielki, przez ostatnie sto lat rozrastał się w zawrotnym tempie i w czasach Filipa mógł liczyć około pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców. Poprzednicy króla próbowali sprostać potrzebom miasta, tu zakładając nowe targowisko, tam budując nowy kościół, a inni włączali się w ów trend, jak biskup Paryża, który na miejscu starej karolińskiej Katedry Świętego Szczepana zaczął wznosić olbrzymi gotycki kościół poświęcony Najświętszej Marii Pannie, nazywanej Naszą Panią, czyli po francusku Notre Dame.

Tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026).
Budowa Katedry Notre-Dame rozpoczęła się dwa lata przed narodzinami Filipa i trwała przez większość jego panowania. Nowy kościół można było zobaczyć z okien królewskiego pałacu. Świeżość jego kamieni kontrastowała ostro z błotnistymi, zaśmieconymi uliczkami w dole. Błocko i fetor – przywołujące, jak twierdził Rigord, pamięć o rzymskiej nazwie miasta, Lutecja, która pochodziła od łacińskiego słowa lutum („błoto”) – skłoniły Filipa do zlecenia mieszkańcom wybrukowania czterech głównych ulic miasta, włącznie z tą, która biegła obok Kościoła Świętych Niewiniątek, gdzie umieścił relikwie Świętego Ryszarda.
fot.Adrian Scottow z Londynu, Anglia – Stare paryskie mury i cienie. Dodane przez Paris 17 / domena publicznaPozostałości muru Filipa II Augusta, zbudowanego wokół Paryża przed wyprawą krzyżową. Fragment widoczny na zdjęciu znajduje się przy rue des Jardins-Saint-Paul.
W sąsiedztwie kościoła polecił wyburzyć opuszczone domostwa wygnanych Żydów, żeby wybudować Les Halles, stałe kryte targowisko, które przetrwało do roku 1969. Filip otoczył też Paryż murami tak szerokimi i mocnymi, że po ich koronie można było przejechać wozem – ich pozostałości są do dziś rozsiane po mieście. W północno-zachodniej części murów zbudował nowy zamek, nazwany Luwrem. Fragmenty filipowego Luwru, prostokątnej fortecy o potężnych okrągłych wieżach w narożnikach otaczającej centralny cylindryczny donżon, wciąż można oglądać w podziemiach dzisiejszego muzeum – widomy ślad pierwotnego przeznaczenia budowli ukryty pod ekstrawaganckimi dodatkami bogatszych i czujących się bezpieczniej władców, którym Filip utorował drogę.
Gra o tron
Luwr zwrócony był na północny zachód w stronę Vexinu, skąd Filip spodziewał się możliwych kłopotów. Relacje między tym rozczochranym nastolatkiem o silnej woli, choć niewielkich środkach, a Henrykiem II, sprawdzonym pięćdziesięcioletnim wojownikiem żonatym z byłą małżonką jego ojca, rozpoczęły się w przyjaznym tonie, przynajmniej według tego ostatniego. Zaręczyny dwóch z licznych sióstr Filipa z dwoma z licznych synów Henryka były gwarancją pokoju między obydwoma królestwami, a Henryk nie próbował wykorzystać sytuacji, kiedy tron przeszedł na młodego Filipa. Niósł koronę podczas jego ceremonii koronacyjnej, a w 1183 roku ofiarował mu królewski dar: „dzikie zwierzęta zebrane z całej Normandii i Akwitanii, w tym młode samce jeleni, jelonki i dzikie kozły, umieszczone najstaranniej na wielkim okręcie”. Zostały one wysłane Sekwaną do Paryża, gdzie Filip przyjął je „nadzwyczaj życzliwie”. Jednak przy całej przyjemności, jaką sprawiały Filipowi takie prezenty, były one niczym wobec potrzeb jego królestwa i honoru jego rodu.
Jedno i drugie znalazło się w niebezpieczeństwie za sprawą przedwczesnej śmierci w tymże roku najstarszego syna i następcy tronu Henryka, jego imiennika zwanego Młodym Królem. Choć kłótliwi synowie króla Henryka niechętnie podporządkowali się jego władzy od czasu swego nieudanego buntu z 1173 roku, śmierć Młodego Króla zburzyła ich układ i otworzyła Filipowi furtkę. Filip miał jawny powód do skargi, gdyż Henryk ani nie zwrócił Normandii połowy Vexinu, która stanowiła posag owdowiałej oblubienicy Młodego Króla, ani wciąż nie doprowadził do obiecanego małżeństwa swojego drugiego syna, Ryszarda, z przyrodnią siostrą Filipa, Alicją. Plotkowano nawet – a plotka ta mogła być prawdą – że podły stary król ją uwiódł.
W obliczu takich prowokacji Filip sięgnął po wypróbowaną kapetyńską strategię, wykorzystując wrogość między skłóconymi synami angielskiej Korony oraz ich groźnym, ale starzejącym się ojcem. Najpierw zaprzyjaźnił się z księciem Godfrydem, rozgoryczonym trzecim synem Henryka, jednak plan ten spełzł na niczym, kiedy Godfryd zginął podczas turnieju w 1186 roku. (Filip ze smutkiem pochował go w Notre-Dame). Wobec tak okrojonych opcji opanowany Filip sprzymierzył się z zapalczywym Ryszardem, żołnierzem-poetą noszącym przydomek Lwie Serce. „W swych najlepszych momentach nadludzki, w najgorszych nieprzyjemny i okrutny” Ryszard w następnej dekadzie okazał się nadzwyczaj irytujący dla Filipa. Jednak mimo skrajnie różnych temperamentów obaj mężczyźni byli również znakomitymi wojownikami. Gdy walczyli po tej samej stronie, nawet Henryk nie mógł ich powstrzymać.
fot.Autor nieznany / domena publicznaSpotkanie Filipa Augusta z Ryszardem Lwie Serce
Pod koniec 1188 roku Filip zgromadził „nieprzeliczoną armię”, zajął dwa najważniejsze zamki Henryka, zagarnął jego posiadłości w środkowej Francji i symbolicznie powalił sędziwy wiąz pod Gisors, gdzie tradycyjnie odbywały się negocjacje pokojowe, „przysięgając, że tego rodzaju rozmowy już nigdy się tu nie odbędą”. Wyczuwając, skąd wieje wiatr, w ciągu następnych kilku miesięcy wasale Henryka przeszli na stronę Filipa i Ryszarda, a 3 lipca 1189 roku w ich ręce wpadło miasto Tours, klucz do własnych rodowych ziem Henryka w Andegawenii.
Stary król zmarł raptem trzy dni później jako człowiek złamany, świadomy w swych ostatnich chwilach, że zdradził go nawet ulubiony syn Jan. Rigord sławił te zdarzenia jako dowód łaski, jaką Bóg darzył francuskiego króla, „którego Pan umieścił jako kiełzno w ustach Henryka, aby pomścić krew Tomasza Becketa”, kłótliwego arcybiskupa Canterbury, którego zamordowanie Henryk zlecił niechcący, ale dla Filipa było to raczej pyrrusowe zwycięstwo. On i Ryszard bardzo zbliżyli się do siebie przez lata wspólnych zmagań z Henrykiem. Jadali razem posiłki, a czasem nawet dzielili łoże. (Co w nim robili, można się tylko domyślać). Ale teraz, kiedy Ryszard odziedziczył niemal całe królestwo ojca, Filip czuł już strzępienie się więzi, które ich łączyły.
Tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026).
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.