Podział imperium Karola Wielkiego między jego wnuków miał być rozwiązaniem rodzinnego sporu o władzę. W praktyce traktat z Verdun z 843 roku stał się jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach Europy, dając początek procesom, z których wyłoniły się między innymi Francja i Niemcy.
Dziedzictwo Karola Wielkiego
W dzień Bożego Narodzenia w roku 800 n.e. papież Leon III koronował Karola Wielkiego, króla Franków, na cesarza w Rzymie. Od czasu upadku zachodniego imperium ponad trzy stulecia wcześniej, w ciągle zmieniającej się mozaice państewek, które zajmowały to, co niegdyś stanowiło Italię i Galię, panował chaos. Teraz, wreszcie, imperium zachodnie powróciło.
Nieco mniej niż pół wieku później potomkowie Karola Wielkiego podzielili jego dziedzictwo na trzy części, a następnie, jakby to nie było wystarczająco skomplikowane, niemal natychmiast zaczęli dzielić jedną z tych części na jeszcze mniejsze fragmenty. Coś, co nazywało się Cesarstwem Rzymskim, przetrwało na Zachodzie przez prawie kolejne 1000 lat – znacznie dłużej niż pierwotne imperium – ale nigdy nie dorównało swojemu imiennikowi pod względem terytorium ani potęgi, a często nie miało nic wspólnego z Rzymem. Mimo to dziedzictwo imperium Karola Wielkiego i sposób podziału jego terytoriów nadal miały nieprzyjemny wpływ na Europę ponad tysiąc lat po jego śmierci. W rzeczywistości, według niektórych szacunków, wpływa ono na mapę do dziś.
fot.Albrecht Dürer / domena publicznaKarol Wielki – obraz Albrechta Dürera
O „ojcu Europy” warto wiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze, naprawdę nie nazywał się Karol Wielki – to skrót od Charles-le-magne Karol, a dokładniej Wielki, to przydomek odnoszący się do jego osiągnięć, a nie imię, którego pani Karolowa używała, gdy chciała zwrócić jego uwagę. W wykazach władców sporządzanych po obu stronach Renu (do tego jeszcze wrócimy), figuruje także jako Karol I. Co może zaskakiwać bardziej – miał słonia jako zwierzę domowe: Abul-Abbasa, podobno prezent od niedawno ustanowionego kalifatu Abbasydów w Bagdadzie. Wśród akademików od dawna toczy się zażarty spór, czy był to słoń indyjski, czy afrykański.
fot.Charles Colbeck – The Public Schools Historical Atlas by Charles Colbeck. Longmans, Green; New York; London; Bombay. 1905. / domena publicznaPaństwo Karola Wielkiego przed jego śmiercią
Najważniejszą rzeczą, którą należy wiedzieć o Karolu Wielkim w kontekście naszych rozważań, jest to, że jego legitymizacja nie była tak silna, jak mogłaby być. Po pierwsze, mógł być bękartem. Po drugie, odziedziczył tylko połowę Królestwa Franków, barbarzyńskiego państwa powstałego po upadku Cesarstwa Rzymskiego, skoncentrowanego wokół Renu. Główne terytoria dzisiejszej Francji i południowych Niemiec przypadły jego bratu, Karlomanowi. Ale Karloman, dość wygodnie, trzeba przyznać, zmarł w 771 roku, zanim jeszcze osiągnął wiek dwudziestu jeden lat.
Największy problem jednak polegał na tym, że Karol Wielki pochodził z rodu uzurpatorów. Jego dziadek, Karol Młot, od którego wziął imię, był majordomem – czymś w rodzaju szefa sztabu królów merowińskich w państwie frankijskim. Ci królowie jednak od dłuższego czasu byli już coraz bardziej symboliczni, a gdy Karol wygrywał bitwy z kim popadnie, było jasne, że to on skupia rzeczywistą władzę w królestwie. Kiedy w 751 roku Pepin, syn Karola Młota i ojciec Karola Wielkiego, ogłosił się królem, zadbał też o to, by kilku przejezdnych biskupów namaściło go na to stanowisko, by nadrobić brak magicznej królewskiej krwi.
Przeczytaj także: Jak Karol Wielki został cesarzem?
A zatem w 768 roku, gdy Karol Wielki objął tron, jego dynastia miała mniej niż jedno pokolenie, a wiele z jego działań zdaje się mieć na celu jej umocnienie. Z jednej strony, zainwestował w naukę i kulturę, co przeszło do historii jako renesans karoliński: próba stworzenia czegoś mniej przypominającego królestwo plemienne, a bardziej państwo chrześcijańskie (konkretnie: Rzym). Z drugiej strony, prowadził niekończące się kampanie militarne przeciw sąsiadom, by włączyć do królestwa Saksonię, Bawarię, Lombardię, Pireneje. Miało to nie tylko rozsiewać światło Kościoła wśród nowych ludów, jak każdy dobry król chrześcijański czynić powinien. Przy okazji zapewniało też poczucie narodowej misji i łupy dla wojska, które miało tendencję do niepokoju, gdy nie było obcych skarbów do grabienia. „Dopóki kula śnieżna się toczy, rośnie” – powiedziała historyczka Mary Garrison. „Gdy przestaje się toczyć, zaczyna topnieć”. Podobieństwa do Rzymu sprzed pół tysiąca lat są aż przesadnie oczywiste.
A potem, po trzech dekadach panowania, po tym, jak poświęcił czas na ochronę papieża przed szalejącym tłumem niezadowolonych Rzymian, nadeszła ostateczna oznaka legitymizacji Karola Wielkiego. Prawie tysiąc mil dalej, w Konstantynopolu, nadal rządziła cesarzowa: Irena, ostatnia z nieprzerwanej linii sięgającej aż do Augusta, jeszcze sprzed narodzin Chrystusa. Na Zachodzie jednak cesarza nie było od czasu, gdy Romulusa Augustulusa usunięto z tronu w 476 roku. Ale dzięki Karolowi Wielkiemu, którego domeny rozciągały się od Pirenejów po Łabę i od Morza Północnego po Adriatyk, duża część Zachodu znów miała jednego władcę. Kilka szeptanych pytań o to, czy naprawdę można mieć cesarza, który jest kobietą, i koronacja dokonana przez papieża Leona III wystarczyły, aby zapełnić pusty tron cesarski na Zachodzie, i oto, proszę bardzo, znów mieliśmy cesarza Rzymu. Imperium powróciło.
Imperium bez planu sukcesji
Stare i nowe wcielenie imperium jednak nie były do końca porównywalne. Owszem, pierwotne Cesarstwo Rzymskie także powstało na drodze podbojów wojskowych i skomplikowanych rytuałów z udziałem łacińskojęzycznych kapłanów, ale było też tworem miasta, ustroju i kultury, które kształtowały się przez wieki. Przeciwnie, wersja Karola Wielkiego była właściwie wyłącznie jego dziełem, i nawet on sam zdawał się nie oczekiwać, że przetrwa go w całości. Frankowie, w końcu, nie praktykowali primogenitury, czyli systemu dziedziczenia, w którym najstarszy syn otrzymuje całość majątku. Zamiast tego dzielili terytoria między wszystkich męskich potomków, co tłumaczy, dlaczego Karol przez krótki czas rządził tylko połową swego imperium.
Dlatego też w 806 roku Karol Wielki ogłosił dekret zwany Divisio regnorum, który określał, jak jego królestwa miały zostać podzielone po jego śmierci, zapewne w nadziei, że dzięki temu po tym smutnym wydarzeniu nie dojdzie natychmiast do wojny domowej między synami. Jak się okazało, Divisio nigdy nie weszło w życie, ponieważ dwóch z trzech synów, którzy mieli na nim skorzystać, popełniło podstawowy błąd i zmarło przed ojcem, co sprawiło, że całe imperium przypadło najmłodszemu, Ludwikowi Pobożnemu.
fot.Trasamundo – Praca własna / CC BY-SA 3.0Podział państwa Franków w 828 r.
Ale on także niemal natychmiast zaczął się martwić kwestią sukcesji: już w 817 roku, zaledwie trzy lata po śmierci ojca, ogłosił własny dekret, Ordinatio imperii, zawierający skomplikowany plan ustanowienia najstarszego syna współcesarzem, młodszych zaś królami, ale przy tym wyraźnie stwierdzający, że imperium absolutnie, pod żadnym pozorem, nigdy, przenigdy nie może zostać podzielone. W teorii był to całkiem sprytny sposób pogodzenia frankijskich zwyczajów z potrzebą jedności imperium. W praktyce niemal natychmiast doprowadził do wojny domowej16. Powrót do punktu wyjścia.
Przeczytaj także: Bitwa pod Poitiers/Tours (732)
To właściwie ustanowiło nowy schemat. Ostatecznie Ludwik porzucił Ordinatio, publikując własne Divisio regnorum, ale to nie wystarczyło, by zakończyć lata przerywanej wojny między ojcem a synami. Nie mamy miejsca, by opisać wszystkie jej etapy, choć najważniejszym wydarzeniem było z pewnością „pole kłamstw”. Było to wydarzenie z 833 roku, podczas którego Ludwik sądził, że spotka się tylko ze swoim najstarszym synem, Lotarem, aby rozstrzygnąć spory. Zamiast tego stanął przed wszystkimi trzema synami, ich zwolennikami, papieżem i, co najbardziej bolesne, jego najlepszym przyjacielem z dzieciństwa, z których każdy domagał się jego abdykacji. Ludwik uczynił to, choć na krótko. Ale najważniejsze jest to, że skoro nikt nie chciał zaakceptować planu utrzymania imperium przy życiu, gdy Ludwik jeszcze żył, to jego przetrwanie po śmierci cesarza było z góry skazane na niepowodzenie.
Bratobójcza wojna i traktat z Verdun
I tak też się stało. W 840 roku Ludwik zmarł, bracia Lotara nie zaakceptowali jego spadku, a skutkiem była wojna domowa. Znowu.
Ostatecznie, po trzech latach ciągłego sporu, trzej bracia zgodzili się co do podziału imperium. Na mocy traktatu z Verdun z 843 roku, Francia Orientalis – Państwo wschodniofrankijskie, ziemie na wschód od Renu i na północ od Italii – przypadła środkowemu synowi, Ludwikowi, władcy Bawarii. Francia Occidentalis – Państwo zachodniofrankijskie, ziemie na zachód od Rodanu – przypadła znacznie młodszemu synowi Karolowi, który już wcześniej rządził Akwitanią. Pozostało serce imperium – Francia Media – Państwo środkowofrankijskie obejmujące Italię, Burgundię, Nadrenię – i przypadło ono najstarszemu synowi, Lotarowi.
Ostatni z tych tworów wygląda dość dziwacznie dla współczesnego obserwatora. Podczas gdy Państwa wschodniofrankijskie i zachodniofrankijskie wydają się dziś spójne i znajome, Państwo środkowofrankijskie to osobliwy zbiór terytoriów rozciągających się od podmokłych holenderskich wiosek nadmorskich aż po Rzym. Uważano ją jednak za najlepszą, najbogatszą i najbardziej prestiżową część, ponieważ zawierała zarówno starą stolicę cesarską w Rzymie, jak i nową w Akwizgranie. Powinna była stanowić serce ziem frankijskich, dlatego przypadła najstarszemu synowi, wraz z tytułem cesarskim.
Trzy państwa zamiast jednego imperium
Niestety, dziwna, rozproszona natura Państwa środkowofrankijskiego czyniła ją równocześnie podatną na ataki dwóch z najbardziej entuzjastycznych grup rabusiów tamtej epoki: wikingów na północy i „Saracenów” – różnych muzułmańskich kalifatów – na południu. To sprawiało, że obrona była udręką, a Lotar, zbliżający się do pięćdziesiątki, już patrzył w oczy własnemu kryzysowi sukcesyjnemu. Zaledwie rok po Verdun uczynił więc swojego najstarszego syna, Ludwika, królem Italii i współcesarzem; jedenaście lat później, czując się coraz gorzej, ponownie podzielił swoje terytorium na trzy części na mocy traktatu z Prüm, przekazał tytuł cesarski Ludwikowi, wycofał się do klasztoru i natychmiast zmarł.
fot.Krzysztof Kuba Wawrzosek (Kuba ads) / CC BY-SA 3.0Podział państwa Franków w 843 r.
Jeśli ktoś liczy, oznaczało to, że odtworzone przez Karola Wielkiego Cesarstwo Rzymskie zostało już podzielone na pięć części. Było to więcej, niż udało się osiągnąć pierwotnemu imperium nawet w najbardziej burzliwych okresach wojny domowej.
Narodziny Francji, Niemiec i europejskiego pogranicza
Dwa największe z tych fragmentów miały wystarczająco długą historię, aby mieć rozpoznawalnych sukcesorów wśród współczesnych państw. Jednym z nich było Państwo zachodniofrankijskie, terytorium skupione wokół Paryża, którego znaczenia nie trzeba wyjaśniać. Drugim zaś, Państwo wschodniofrankijskie, bardziej rozproszone, z ruchomym dworem i bez wyraźnej stolicy. Niewiele ponad wiek później, w 962 roku, wschodniofrankijski król Otton Wielki, potomek innej, świeżo powstałej dynastii, odegrał swoją wersję Karola Wielkiego mniej więcej tak, jak Karol odegrał swoją wersję Augusta: odwiedził Rzym, koronował się na cesarza i rozpoczął proces, dzięki któremu Państwo wschodniofrankijskie przekształciło się w Święte Cesarstwo Rzymskie. Ich królowie, nie mówiąc już o obywatelach, oczywiście w ogóle nie postrzegali siebie w ten sposób, ale tu właśnie, w zarodku, zrodziły się Francja i Niemcy.
Przeczytaj także: Krótka historia pleśniowego sera. Uwielbiał się nim objadać już sam Karol Wielki
Historia Państwa środkowofrankijskiego potoczyła się zupełnie inaczej. Po drugim trójpodziale w 855 roku jej część stała się Królestwem Italii. Inny, niedookreślony obszar, określany w różnych okresach jako Burgundia, Prowansja czy Arles, przez kilka stuleci pozostawał niezależny, ale ostatecznie został wchłonięty przez Francję.
Najciekawszy fragment to jednak część północna, rozciągająca się od Genewy po Morze Północne. Przypadła ona drugiemu synowi Lotara, który, co wygodne, również nazywał się Lotar (II), i który zupełnie nie potrafił zapewnić sobie legalnego potomka. Miał, co prawda, nieślubnego, i wpadł na skomplikowany plan: oskarżył swoją biedną, bezpłodną żonę o cudzołóstwo, rozwiódł się z nią i zamierzał poślubić swoją kochankę. W wyniku tego jakiś biedak, wyznaczony na obrońcę królowej, został zmuszony do poddania się próbie gorącej wody – musiał zanurzyć rękę w gotującym się kotle, by wydobyć z niego rozgrzany do czerwoności kamień. Kiedy skóra na jego dłoni w cudowny sposób nie pokryła się pęcherzami, królową jednogłośnie uznano za niewinną, a Lotar nie otrzymał ani odrobiny współczucia.
Odbiegam od tematu. Sedno sprawy jest takie, że gdy Lotar II zmarł, jego królestwo ponownie zostało podzielone przez kolejny traktat. Tym razem między synów Ludwika Pobożnego, czyli wnuków Karola Wielkiego. Te terytoria, znane czasem jako Lotaryngia, miały stać się czymś w rodzaju ziemi niczyjej, czasami przynależącej do Francji, czasami do Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a czasami do żadnego z nich. W IX wieku, długo przed tym, jak pojawiły się znane nam dziś państwa, gdy ziemie sporne były wszędzie, nie było to niczym niezwykłym. Jak pisze Simon Winder w Germanii…, jeśli Lotaryngia „miała ostatecznie stać się istotną europejską linią uskoku, to trzeba powiedzieć, że aż do XIV wieku była tylko jedną z wielu”.
We wspomnianym stuleciu król Jan II Dobry przekazał część tych ziem – znanych wówczas jako Burgundia, ale nie mylić z inną Burgundią, położoną spory kawałek dalej na południe17 – młodszemu synowi, w kolejnym hołdzie złożonym Karolowi Wielkiemu. Kilka pokoleń i jedno dogodne małżeństwo później trafiły one w ręce rodziny Habsburgów, którzy, jak się okazało, byli również cesarzami Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Nie było to zgodne z planem Jana.
W każdym razie, wraz z konsolidacją europejskiego systemu państwowego, istnienie obszaru, który mógłby być zarówno francuski, jak i niemiecki, zaczęło mieć swoje konsekwencje. Niektóre z nich, jak ostateczne powstanie Holandii, Belgii i Szwajcarii, państw buforowych, które z dumą nie były ani francuskie, ani niemieckie, możemy uznać za ogólnie pozytywne. Inne, na przykład Alzacja-Lotaryngia, terytorium, na którym zarówno nazwy miejsc, jak i nazwiska mieszkańców mogły być francuskie lub niemieckie, co prowadziło do całej masy konfliktów, już nie. Być może nie do końca uczciwie byłoby obarczyć winą za wojnę francusko-pruską z lat 1870 i 1871 tego, w jaki sposób Karol Wielki nie rozwiązał kwestii sukcesji. Ale nie byłoby to też zupełnie nieuczciwe.
fot.Adapted from Muir’s Historical Atlas (1911) File from Fordham University Internet Medieval Sourcebook / domena publicznaPodział imperium Karolingów (843-870)
I to właśnie ostatnia rzecz, którą warto tu powiedzieć. Łatwo wzruszyć ramionami na to, jak Karol Wielki zbudował państwo, które całkiem przekonująco uzasadniało jego tytuł „cesarza Rzymu”, a potem zupełnie nie zadbał o to, by przetrwało jego śmierć. Ale jego troską nie była żadna abstrakcyjna idea „państwa”, które miałoby trwać przez wieki. W istocie, z pewnością zdziwiłby się, słysząc, że określa się go jako założyciela takich tworów jak „Francja” czy „Niemcy”. Chciał po prostu zapewnić byt swoim dzieciom.
Po kilku pokoleniach bratobójczych konfliktów stało się jednak dość oczywiste, że to nie jest sposób na prowadzenie rodzinnego interesu. I tak stopniowo większość zachodniej Europy porzuciła system dziedziczenia z czasów Franków, który polegał na dzieleniu majątku między spadkobierców, na rzecz ekscytującej nowości, jaką była „primogenitura”, czyli przekazywanie wszystkiego najstarszemu synowi. Pozwoliło to utrzymać ziemie w jednych rękach i sprawiło, że nie trzeba już było toczyć wojny domowej za każdym razem, gdy ktoś umierał. Ostateczne dziedzictwo Karola Wielkiego polega więc na tym, że ludzie przestali działać tak jak Karol Wielki, nawet jeśli czasem przydawało się udawać, że jest inaczej.

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.