W latach 40. i 50. XX wieku, w cieniu wyścigu zbrojeń i narodzin ery atomowej, w Stanach Zjednoczonych prowadzono badania, które przez dekady pozostawały tajemnicą. Ich celem było poznanie wpływu promieniotwórczych izotopów na ludzki organizm. Problem polegał na tym, że „materiałem badawczym” byli niczego nieświadomi pacjenci.
Oppenheimer: wielbiciel plutonu
Zaczęło się w latach 40. od testów na zwierzętach. Jak pisze Łukasz Dynowski w książce „Atomowi. Testy nuklearne na ludziach”: „za zgodą Roberta J. Oppenheimera zaczęto podawać pluton zwierzętom: szczurom, myszom, psom, królikom. Niektórym go wstrzykiwano, a inne zmuszano do wdychania dużych ilości powietrza skażonego plutonem. U zwierząt dochodziło do krwotoków wewnętrznych, część organów się zmniejszała, niektóre obumierały. Ciała zwierząt na koniec palono w piecach, a następnie popiół rozpuszczano w kwasie, żeby wyekstrahować i zmierzyć zawartość plutonu”
Już te eksperymenty uwidoczniły naukowcom, że pluton może być nawet 30 razy groźniejszy od radu. Zauważono, że jest w stanie dotrzeć nie tylko do wątroby, ale nawet do szpiku kostnego. Ale i to nie przeszkodziło Amerykanom w rozpoczęciu badań również na ludziach. I tutaj ponownie pojawia się znany nam już dobrze Robert Oppenheimer. Otóż tym razem, jako osoba zaangażowana w amerykański program nuklearny, wyraził zgodę na to, by w szpitalach pacjentom, nie tylko bez ich zgody, ale nawet wiedzy — wstrzykiwano pluton. Działania te rozpoczęto już w kwietniu 1945 roku.
Przeczytaj także: Amerykańskie dzieci w latach testów nuklearnych
Ludzki produkt zatrudniony w mieście, którego nie było na mapach
Pierwszy był HP-12 i oczywiście nie był to model drukarki Hewlett-Packarda. HP-12 miał imię i nazwisko: Ebb Cade. Sam skrót HP oznaczał „human product”. Ebb Cade miał 55 lat, pochodził z Georgii, pracował na budowie w Oak Ridge i był czarnoskóry. Ta ostatnia cecha mogła być, ale nie musiała być przypadkowa. Warto też powiedzieć coś więcej o samym Oak Ridge. Powstałe w 1942 roku miasteczko początkowo nie było nawet zaznaczane na mapach.
fot.Ed Westcott / Armia USA / Dzielnica Inżynierów Manhattanu / domena publiczna / wikipediaRobotnicy opuszczający zakład Y-12 Projektu Manhattan, rok 1945
Było bowiem istotnym punktem „miastem atomowym” w kontekście projektu Manhattan. W tamtejszym laboratorium nie tylko produkowano uran, ale również wzbogacano pluton. Ebb Cade 23 marca 1945 roku miał wypadek drogowy. Trafił do szpitala z licznymi złamaniami — zarówno kości nóg, jak i rąk. Wśród osób, które się nim zainteresowały, znalazł się doktor Hymer Friedell, również zaangażowany w projekt Manhattan. Uznał on, że Cade nadaje się do przeprowadzenia pewnych eksperymentów. Oczywiście bez wiedzy samego zainteresowanego.
10 kwietnia 1945 roku wstrzyknięto mu pluton-239 w ilości 4,7 mikrograma, czyli pięciokrotnie więcej niż ilość, którą już wtedy uznawano za bezpieczną dla ludzkiego organizmu. Trzy tygodnie po wypadku, a zarazem pięć dni po iniekcji, u HP-12 przeprowadzono operację, która miała pomóc mu wrócić do zdrowia. Przy okazji pobrano próbki kości. Stwierdzono w nich obecność plutonu.
fot.Los Alamos National Laboratory / domena publiczna / wikipedia Pierścień z plutonu o czystości 99,96%. Waży około 5,3 kg, ma średnicę 11 cm i wystarczy do skonstruowania jednej bomby jądrowej. Taki kształt został wybrany ze względów bezpieczeństwa (mniejsza koncentracja materiału).
A zatem, jak wspomina Łukasz Dynowski: „doktor Friedell napisał do Louisa Hempelmanna z Laboratorium Los Alamos: „Wszystko poszło gładko, myślę, że będziemy mieli dla was bardzo cenne informacje””.
Nie był to zresztą koniec tego typu badań. W latach 1945–1947 w ten sam sposób potraktowano w różnych szpitalach co najmniej 18 pacjentów, zawsze bez ich wiedzy i zgody.
Przeczytaj także: Bomba atomowa nad Koreą? Plan, który mógł zmienić historię świata
Eksperymenty bez granic: od dorosłych po dzieci
Przenieśmy się teraz do Kalifornii, gdzie również prowadzono badania nad wpływem radioaktywności na ludzi. Pierwszym pacjentem, oznaczonym jako CAL-1, został malarz pokojowy Albert Stevens. Podczas pobytu w szpitalu zdiagnozowano u niego raka, rzekomo nieuleczalnego. Uznano więc, że jako pacjent i tak skazany na śmierć może zostać wykorzystany do eksperymentów. Wstrzyknięto mu 3,5 mikrograma plutonu-238 z dodatkiem plutonu-239.
Był jednak pewien problem, Stevens nie miał nowotworu, a jedynie chorobę wrzodową. Został błędnie zdiagnozowany. Mimo to pluton pozostał w jego organizmie przez ponad 20 lat, bo tyle jeszcze żył. W tym czasie otrzymał aż 64 siwerty promieniowania, co daje około 3 siwerty rocznie. Określenie go jednym z najbardziej napromieniowanych ludzi w historii jest więc w pełni uzasadnione. Dla porównania współcześnie za bezpieczną dawkę uznaje się około 0,05 siwerta.
fot.Donald Cooksey, Lawrence Berkeley National Laboratory / domena publiczna / wikipediaJoseph G. Hamilton był głównym badaczem prowadzącym eksperymenty z plutonem na ludziach na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco w latach 1944–1947.
Jeszcze bardziej szokujące było to, kogo wybrano jako CAL-2. Był to chłopiec, który nie miał jeszcze czterech lat i cierpiał na złośliwy nowotwór kości. Nazywał się Simeon Shaw. 26 kwietnia 1946 roku miał bardzo wysoką gorączkę, niemal 40 stopni. Właśnie wtedy wstrzyknięto mu mieszankę plutonu-239, ceru i itru. W styczniu 1947 roku Simeon zmarł.
Sprawę jego wykorzystania skomentował później brat Joshua: „Naziści robili tatuaże na rękach ofiar. Amerykański rząd dał Simeonowi Shawowi numer «CAL-2»”.
Promieniowanie na różne sposoby
W Stanach Zjednoczonych nie ograniczano się wyłącznie do radioaktywnych iniekcji. Tego typu eksperymentów przeprowadzono znacznie więcej. Skrajnie bulwersujące jest to, co działo się w klinice prenatalnej na Uniwersytecie Vanderbilta w Nashville w latach 40. Około 700 ciężarnym kobietom podano tam promieniotwórcze tabletki. Efekt? Śmierć kilkorga dzieci.
Z kolei w Cincinnati pomiędzy rokiem 1960 a 1971 nie stosowano już tabletek, ludzi napromieniowywano bezpośrednio. Takiej „terapii” poddano 90 pacjentów w zaawansowanym stadium raka. Otrzymali dawkę kobaltu-60 odpowiadającą aż 20 000 prześwietleń rentgenowskich klatki piersiowej. Eksperyment oczywiście im nie pomógł, w ciągu zaledwie miesiąca zmarło 21 z nich. Nie oszczędzano również dzieci. Przenieśmy się do Massachusetts lat 40. i 50., a konkretnie do Szkoły Stanowej im. Waltera E. Fernalda. Była to placówka dla dzieci z niepełnosprawnościami rozwojowymi.
Wyselekcjonowano tam 100 chłopców, którym podawano płatki owsiane z dodatkiem radioaktywnego żelaza i wapnia. Potencjalne zagrożenia „rekompensowano” im prezentami i biletami na mecze baseballowe. Dopiero po wielu latach odpowiedzialne instytucje, Quaker Oats Company oraz Instytut Techniczny Massachusetts, zgodziły się na ugodę, w ramach której wypłacono poszkodowanym 1,85 miliona dolarów.
Na te przeprosiny czekano kilkadziesiąt lat
Przez wiele lat amerykańskie administracje i kolejni prezydenci ignorowali te sprawy, nie uznając za stosowne, by się do nich odnieść. Wszystko robiono przecież w imię interesu państwa i wyścigu zbrojeń. Ofiary doczekały się oficjalnych przeprosin dopiero 3 października 1995 roku. Wtedy przemówienie skierowane do nich wygłosił prezydent Bill Clinton.
Zwrócił się do tych, których życie zostało, jak to ujął, „przyćmione przez atom”, słowami przywołanymi przez Łukasza Dynowskiego: „Dziś, w imieniu kolejnego pokolenia amerykańskich liderów i kolejnego pokolenia amerykańskich obywateli, Stany Zjednoczone szczerze przepraszają tych spośród obywateli, których poddano tym eksperymentom, a także ich rodziny i społeczności”.
Niestety, to istotne przemówienie przeszło niemal niezauważone, ponieważ tego samego dnia ogłoszono wyrok w sprawie, która przyciągała uwagę całych Stanów Zjednoczonych, uniewinniono O.J. Simpsona.
Przeczytaj także: Sprawa O.J. Simpsona. Najgłośniejszy proces lat 90
W części przypadków wypłacono później odszkodowania. Jednak żadne przeprosiny ani pieniądze nie są w stanie przywrócić tego, co w takich sytuacjach najważniejsze, zaufania do własnego państwa.
Artykuł powstał na podstawie książki Łukasza Dynowskiego Atomowi. Testy nuklearne na ludziach, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.

KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.