W Auschwitz-Birkenau zginęło ponad 1,1 miliona ludzi. Ostatnim, czego spodziewalibyśmy się usłyszeć zza obozowych murów, jest… muzyka.
Zimny, jesienny dzień. Tysiące kobiet zaprowadzonych pod krematoria. Wszystkie siadają na gołej ziemi, a z nieba, niczym deszcz, sypie się na nie ciepły, krematoryjny popiół. Obozowe władze każą im wysłuchać koncertu. Nie w ramach rozrywki. Irene Zisblatt wspomina muzykę jako kolejny sposób mordowania więźniów.
Siedziałyśmy tam godzinami jak na torturach. Śmierć byłaby wybawieniem – przywołuje jej wspomnienia Anne Sebba w książce „Trzeba było grać”. Poprzysięgłyśmy sobie nigdy nie czerpać przyjemności z tej muzyki, nigdy nie zapuścić włosów ani nie uszminkować ust. Dla niektórych nowoprzybyłych więźniów muzyka była myląca. Słyszeli orkiestrę, gdy przekraczali bramę, i myśleli, że może nie będzie tak źle.
fot.Paweł Sawicki / CC BY-SA 4.0 / WikipediaRampa i Brama Śmierci Birkenau
Szybko orientowali się, że kojące dźwięki służą tu bardziej jako narzędzie terroru. Komendanci obozowi traktowali orkiestry jako własną rozrywkę i dowód pewnego prestiżu. Na co dzień uzdolnieni muzycznie więźniowie grali głównie po to, by reszta maszerowała szybciej. Melodia nadawała rytm i maskowała zmęczenie. Nie cichła nawet wtedy, gdy ktoś katował więźnia padającego z wycieńczenia.
Męskie i żeńskie grupy
Jeśli obozowa muzyka niosła komuś jakiekolwiek ukojenie, może byli to sami członkowie orkiestry. Byli oni w nieco lepszej sytuacji niż pozostali więźniowie. Niemal wszystkie z ponad czterdziestu kobiet i dziewcząt stanowiących trzon zespołu w Auschwitz przetrwały obóz. Muzyczny talent dawał im niepewną ochronę przed zesłaniem do komory gazowej.
Pierwsza, męska orkiestra w Auschwitz zagrała w styczniu 1941 roku, a początkowo liczyła 7 osób. Z czasem ich liczba zaczęła rosnąć. Oprócz muzyków orkiestry potrzebowały również dyrygentów, a także osób, które zajmą się przepisywaniem nut i aranżacją utworów na inne instrumenty – tzw. Notenschreiberinnen.
W 1943 roku funkcjonowały już dwie dość duże grupy – męska i żeńska. Dyrygentem jednego z obozowych zespołów był Szymon Laks. Żeńskiej ekipie dyrygowała m.in. Alma Rosé, aż do swojej nagłej śmierci w kwietniu 1944 roku. Członkowie męskich zespołów musieli pracować, gdy nie grali, w odróżnieniu od orkiestrantek spędzających całe dnie na próbach i występach.
10 godzin na próbach
Stosunkowo lepsza pozycja orkiestrantek bynajmniej nie oznaczała, że było im łatwo. Były równie głodne i przemarznięte jak inne więźniarki. Choć nie da się ukryć, że ich praca była mniej wyczerpująca, a możliwości przetrwania w obozie – większe. Niektóre z byłych muzyczek wspominały, że udawało im się nawet wyprosić u władz obozowych lżejszą pracę dla swoich bliskich.
Alma Rosé trzymała grupę w ryzach. Kobieta była doświadczoną skrzypaczką, pochodzącą z rodziny muzyków, a jako dyrygentka zespołu nie stroniła od surowych kar. Jedna z członkiń zespołu wróciła na próby po ciężkim przejściu tyfusu. Ten, obok niemożliwych do wytępienia wszy, stanowił obozową plagę. Kobieta zaczęła fałszować przez osłabienie, a Rosé kazała jej za to przez tydzień myć podłogę na kolanach. Dyrygentka była przez to różnie oceniana. Fania Fénelon opisała ją w swojej autobiografii Sursis pour l’orchestre (a w angielskim wydaniu – The Musicians of Auschwitz) dość surowo. Zdaniem innych muzyczek – zbyt surowo. W swoich własnych wspomnieniach podkreślały, że dyscyplina utrzymywana przez Rosé pomogła im przetrwać.
fot.Alma Rose – website / domena publicznaAlma Rosé trzymała grupę w ryzach
Trzeba było grać zawsze. Niezależnie od pogody i okoliczności. W deszczu, na mrozie, o świcie i na koniec dnia. Podczas wielogodzinnych apeli albo gdy inni wychodzili do katorżniczej pracy. Przed esesmanami szukającymi rozrywki. Nawet oglądając najbrutalniejsze sceny, trzeba było grać dobrze, by nie zostać usuniętym z zespołu. Pomiędzy występami były próby, trwające nawet 10 godzin dziennie. A Alma Rosé przypominała im, że jeśli opuszczą orkiestrę, mogą trafić do gazu.
Przeczytaj także: Muzyka w cieniu komór gazowych. Historia żeńskiej orkiestry Auschwitz
Struktura zespołu
Niewiele było wśród nich doświadczonych muzyczek. Na całą kilkudziesięcioosobową ekipę tylko kilka kobiet potrafiło dobrze grać na instrumentach. By dostać się do orkiestry, wystarczyła choćby najbardziej podstawowa wiedza, szczególnie w grupie mniej popularnych instrumentów basowych.
Rozstrzał wiekowy też był spory – między dojrzałymi kobietami pojawiały się młode dziewczęta. Najmłodsza dziewczyna w zespole miała zaledwie 14 lat. Orkiestra, sprawnie kierowana przez Almę Rosé, szybko nabrała międzynarodowego charakteru.
Choć zazwyczaj wszystkie grały razem, nie obyło się bez podziału. Kobiety, które nie miały żydowskiego pochodzenia, były nieco lepiej traktowane przez władze obozu. Unikały uprzedzeń, które stanowiły codzienność żydowskich więźniarek. We wspomnieniach kobiet z orkiestry przewija się istnienie obok siebie dwóch grup w tym samym zespole – jedna z nich w oczywisty sposób bezpieczniejsza.
Przeczytaj także: Walki bokserskie w Auschwitz
Koniec
Wygaszanie części obozu ostatecznie doprowadziło do rozwiązania orkiestry. Źródła wskazują jesień 1944 roku, najpewniej wrzesień lub październik. Decyzja wyszła od władz SS i wiązała się z ograniczeniem transportów oraz przygotowaniami do odwrotu. Orkiestra przestała być potrzebna.
fot.European Parliament from EU / CC-BY-2.0Wśród ocalałych była m.in. Anita Lasker-Wallfisch
1 listopada 1944 r. żydowskie członkinie orkiestry zostały załadowane do wagonów bydlęcych i wywiezione do obozu Bergen-Belsen. Co najmniej trzy z nich – Charlotte „Lola” Croner, Julie Stroumsa i więźniarka o imieniu Else – zostały tam zamordowane lub zmarły w wyniku tragicznych warunków. Nieżydowska część zespołu została przeniesiona do obozu koncentracyjnego Ravensbrück w styczniu 1945 roku. Część z nich doczekała wyzwolenia obozu.
Wśród ocalałych były m.in. Anita Lasker-Wallfisch, Esther Bejarano czy wspomniana wcześniej Fania Fénelon. Z opowieści wielu z nich, oprócz świadectwa obozowego horroru, przebrzmiewa coś jeszcze: bezsilność przemieszana z poczuciem winy. Orkiestrantki, które przetrwały, przez lata zadawały sobie pytanie: czy mogły zrobić coś więcej?
Bibliografia:
- Orkiestry w obozie Auschwitz, www. auschwitz.org [dostęp online: 13.03.2026].
- Sebba A., Trzeba było grać, Kraków 2025.
- Stępnik A., Sztuka narzędziem opresji?: przykłady działania mechanizmów przemocy symbolicznej w KL Auschwitz-Birkenau [w:] „Młoda socjologia o społeczeństwie” (red. Grzegorz Całek), Kraków 2023
- Wójcik M., Muzyka w piekle Auschwitz, www.newsweek.pl [dostęp online: 13.03.2026].
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.