Przyczyną katastrofy Międzynarodowych Targów Katowickich nie był śnieg, ale nagromadzenie ludzkich błędów. A wystarczyło zrobić rzeczy, jak należy...
Nie można powiedzieć, że nic nie zwiastowało tej katastrofy Międzynarodowych Targów Katowickich. Ale żeby to stwierdzić, musimy przyjrzeć się samej hali oraz temu, w jaki sposób powstała i jakie wcześniej zauważono problemy w jej funkcjonowaniu. Ale po kolei.
Czerwona lampka zapaliła się już 4 lata wcześniej
Halę zaprojektowano i wybudowano w latach 1999–2000. Powstała na planie prostokąta o wymiarach 102,8 m na 97,3 m. Jej wysokość zaś wynosiła od 10 do 13 metrów w najwyższej części. Konstrukcja dachu wspierała się na 6 głównych słupach wewnętrznych oraz aż 66 słupach zewnętrznych. Halę Międzynarodowych Targów Katowickich oddano do użytku w roku 2000, ale problemy z nią zaczęły się dość szybko.
Do pierwszych uszkodzeń obiektu w wyniku obfitych opadów śniegu doszło już w styczniu 2002 roku. Warto tutaj zaznaczyć, iż wymóg odśnieżania dachu hali istniał od momentu jej odbioru. Co zaś stwierdzono i zrobiono (oraz czego nie zrobiono) w 2002 roku, wyjaśnia Marek Pyka:
Pojawiły się wtedy ugięcia elementów konstrukcji nośnej dachu oraz ścięcia śrub mocujących w konstrukcji dachu. Nie przeprowadzono wówczas sprawdzenia poprawności konstrukcji całego dachu, lecz zgodnie z zaleceniami konstruktora – gdyż jedynie do niego się wówczas zwrócono – przeprowadzono wyłącznie miejscowe naprawy.
I być może przyczyniło się to do katastrofy, do jakiej doszło 4 lata później. Dokonano wtedy jedynie punktowego wzmocnienia konstrukcji, podczas gdy prawdopodobnie cała wymagała wręcz przebudowy.
Sekundy oddzieliły życie od śmierci
Był 28 stycznia 2006 roku. Sobota. Hala Międzynarodowych Targów Katowickich tętniła życiem. Drugi dzień bowiem trwały targi gołębi pocztowych. Już o godzinie 7:00 tamtego tragicznego dnia do budynku wszedł tłum hodowców oraz miłośników gołębi wraz z dziećmi. Odbywały się kolejne aukcje ptaków, po których goście z innych miast, np. Bydgoszczy, Szczecina czy Warszawy, opuszczali budynek, by odjechać do domów. Sporo odwiedzających jednak zostało, gdyż po południu miał jeszcze miejsce koncert.
fot.Gyyr / CC BY-SA 3.0Hala MTK tętniła życiem. Drugi dzień trwały targi gołębi pocztowych
Po godzinie 17:00 część obecnych w budynku gości usłyszała trzask. Spojrzawszy w górę, zauważyli urywający się dach, który błyskawicznie spadł. Sama hala ma około 10 metrów wysokości, natomiast czas, w jakim doszło do tragedii, można było liczyć w sekundach. Zawaleniu uległa wyższa, środkowa część, która pociągnęła za sobą niższą. Stało się to o 17:15. Wcześniej nie było żadnych sygnałów, które mogłyby wskazywać na zawalenie się konstrukcji. Dach spadł bezpośrednio na uczestników wystawy, których liczbę szacuje się na od 700 do 1300 osób.
To co musieli w tamtym momencie czuć ludzie, znajdują się pod dachem hali, oddaje fragment artykułu Małgorzaty Goślińskiej:
Od wyjścia dzieli go piętnaście metrów. Nie zdążył. Traaach, uderzenie. Leży na plecach. Kilka centymetrów nad sobą widzi blachę. Metr z lewej i metr z prawej – legary, na nich oparła się blacha. Za stopami rumowisko. Za głową wyjście zamyka gruba rura. Wokół ryki, krzyki, dzwonki telefonów.
Szczęśliwcy, którzy stali przy ścianach, mogli się od razu wydostać. Niektórych uratował przypadek jak np. pójście do toalety. Ale ci, na których spadł dach, utknęli w tunelach powstałych w powyginanej blasze. Dzięki niektórym z nich uwięzionym ludziom udało się jednak przeżyć.
Ratownicy – pierwsi strażacy dotarli na miejsce około 17:30 – rozcinali blachę piłami. Ludzi przewożono do szpitali. Łącznie w akcji ratowniczej, która trwała w sumie aż 22 dni i 23 godziny, ze wszystkich służb wzięło udział około 1300 osób. Żywe ofiary katastrofy wydobywano tylko do okolic godziny 22:00… Temperatura w nocy na zewnątrz wynosiła wtedy -17ºC.
Łącznie zginęło 65 osób, 140 zostało rannych, w tym 26 doznało ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Czytaj także: Zagłada Bazar de la Charité
Nad sprawą pracowały aż trzy politechniki
Na miejscu pojawili się zarówno prezydent Lech Kaczyński, jak i premier Kazimierz Marcinkiewicz. Ogłoszona została żałoba narodowa. Natomiast już dzień po katastrofie Główny Urząd Nadzoru Budowlanego w porozumieniu ze śląskim wojewodą powołał nie jeden, a dwa działające niezależnie od siebie zespoły, które miały się zająć wyjaśnieniem przyczyn zawalenia się dachu. W skład jednego weszli specjaliści z Politechniki Śląskiej, zaś drugiego – z Wrocławskiej. Dodatkowo Prokuratura Okręgowa w Katowicach zleciła kolejnemu zespołowi, tym razem z Politechniki Krakowskiej, opracowanie opinii.
fot.Stöven / CC BY-SA 4.0Ci, na których spadł dach, utknęli w tunelach powstałych w powyginanej blasze
29 marca 2006 roku dwa pierwsze wymienione zespoły w siedzibie Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach przedstawiły wnioski swoich prac. Należy tutaj podkreślić, że wnioski te w głównych punktach były ze sobą zbieżne. Popełniono wiele błędów zarówno projektowych, wykonawczych, jak i w zakresie bieżącej eksploatacji. Przede wszystkim utrata nośności przez jeden z elementów pociągała za sobą zniszczenie dużej części dachu. Szereg prac konstrukcyjnych wykonano niedbale. Dotyczyło to, chociażby spawów, ale i źle dokręconych śrub. Stal zaś, z której wykonany został dach, zamieniono na słabszą, o niższej wytrzymałości.
Śnieg sam się nie usunie
Istotnym problemem była kwestia odwodnienia dachu. Według pierwotnego projektu dach miał mieć 3% spadek w kierunku północ–południe. W ostatecznej wersji dach MTK był wręcz całkowicie płaski. Odwodnieniu dachu w zastosowanym wariancie miały służyć wpusty dachowe. Tymczasem na początku 2006 roku miało miejsce chwilowe ocieplenie, po którym jednak ponownie chwycił mróz. W efekcie część stopionej wody zamarzła, z jednej strony blokując odpływ wody, a z drugiej zwiększając obciążenie dachu ze względu na pojawienie się na nim warstwy lodu.
Swoje następnie zrobiły kolejne opady śniegu, co też nie było bez znaczenia, gdyż wbrew wspomnianym już zaleceniom dach nie był należycie odśnieżany. Niedługo przed katastrofą zrobiono to tylko częściowo, a na sporym obszarze dachu ilość zgromadzonego śniegu przekraczała wartości normowe o 83%. Właściciel hali nawet tuż przed katastrofą, gdy opady śniegu były wyjątkowo obfite, nie zadbał o należyte odśnieżanie.
Czytaj także: Katastrofa w Texas City
Przed sądem prawie nikt nie poczuwał się do winy
W całej sprawie oczywiście osoby odpowiedzialne usłyszały zarzuty. Zostały one postawione łącznie 12 osobom. Jedna z nich odpowiedzialna była za decyzję, by nie otwierać wyjść ewakuacyjnych w trakcie wystawy. Osoba ta przyznała się do winy, dlatego też jej sprawa rozpatrywana była osobno. W toku śledztwa ustalono jednak, że akurat to nie przyczyniło się do śmierci większej ilości osób. Sam zaś proces zaczął się dopiero w 2009 roku. Oskarżeni nie przyznawali się do winy. Nie zgadzali się z zarzutami lub zasłaniali się brakiem wiedzy.
fot.Marek013 / CC BY-SA 3.0Łącznie zginęło 65 osób, 140 zostało rannych, w tym 26 doznało ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Wyroki zapadły w 2016 roku. Ostatecznie najwyższy wymiar kary zasądzono dla autora projektu wykonawczego – 10 lat więzienia. Miał on mieć świadomość, że wybudowana w oparciu o te konkretne parametry hala nie będzie spełniać kryteriów bezpieczeństwa. Członkowie zarządu oraz dyrektor techniczny zostali skazani na 3 i 4 lata więzienia. Skazano także inspektora nadzoru budowlanego w Chorzowie oraz rzeczoznawcę – autora ekspertyzy z 2002 roku. 3 osoby zostały uniewinnione.
Kilkanaście lat oczekiwania na odszkodowania
Równolegle z procesami karnymi trwała batalia bliskich ofiar katastrofy o jakiekolwiek zadośćuczynienie finansowe. Przeciwko Skarbowi Państwa wystosowany został w tej sprawie pozew zbiorowy. Cała sprawa toczyła się aż 13 lat! Ostatecznie zawarta została ugoda, na mocy której Skarb Państwa miał przeznaczyć na odszkodowania łącznie 15 milionów złotych. Zgodnie z jej ustaleniami najbliżsi, czyli małżonkowie, dzieci oraz rodzice, otrzymać mieli po 200 000 zł, natomiast rodzeństwo 50 000 zł.
Wszystko to zaś stało się możliwe dzięki wyrokowi Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który uznał odpowiedzialność Skarbu Państwa. Pieniądze zostały zaś wypłacone w 2019 roku przez urząd miasta w Chorzowie, który z kolei otrzymał je od śląskiego wojewody. Żadne jednak pieniądze nie zastąpią bliskich, którzy wciąż mogli żyć, gdyby w kontekście funkcjonowania hali każdy zrobił to, co do niego należało.
Bibliografia
- Analiza zdarzenia dot.: miejscowe zagrożenia związane z zawaleniem się dachu hali wystawowej Międzynarodowych Targach Katowickich w Chorzowie przy ulicy Bytkowskiej 1 b w dniach 28. 01. 2006 –20. 02. 2006 r., Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach, https://ospkety.pl/wp-content/uploads/2018/01/analiza_hala-targowa-w-katowicach.pdf, dostęp: 30.01.2026.
- M. Goślińska, Tu jestem, ratujcie!, „Gazeta Wyborcza”, nr 25/2006.
- N. Makarewicz, Błędy kosztowały życie 65 osób. To była największa katastrofa budowlana w Polsce, https://www.rmf24.pl/regiony/slaskie/news-bledy-kosztowaly-zycie-65-osob-to-byla-najwieksza-katastrofa,nId,8058064, dostęp: 30.01.2026.
- Z. Mendera, Analiza przyczyn katastrofy hali wystawowej w Katowicach, Materiały konferencyjne XXIII Konferencji Naukowo-Technicznej Awarie Budowlane, Szczecin-Międzyzdroje 2007.
- M. Pyka, Katastrofa hali targowej w Katowicach, https://ruj.uj.edu.pl/server/api/core/bitstreams/ecfab935-c651-4330-a6fb-8e89fb065e73/content, dostęp: 30.01.2026.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.