Ciekawostki Historyczne
Nowożytność

Chcesz zyskać wroga? Wydzierżaw włości!

Relacje na linii dziedzice – dzierżawcy – chłopi naprawdę bywały niełatwe. Pierwsi i drudzy uwielbiali wzajemnie kopać pod sobą dołki. A gdzie dwóch się biło, tam tym razem trzeci, czyli chłop, najbardziej obrywał.

Dzierżawa po szlachecku

W jaki sposób w ogóle przed wiekami dochodziło do wydzierżawienia dóbr? Najpierw oczywiście musiało dojść do pierwszych kontaktów pomiędzy potencjalnymi stronami. Kandydat na dzierżawcę pojawiał się na miejscu, oglądał dobra, zapoznawał się ze stanem gospodarki i zabudowy, dowiadywał się, jak żyzne są miejscowe pola. Przy okazji mógł się dowiedzieć, czy np. pobliska rzeka sprawia dużo problemów w trakcie roztopów. Bywało, że takich wizyt „kandydat” odbywał więcej, by w końcu spotkać się z właścicielem i uzgodnić warunki, którym wystarczyło potem nadać jedynie formę pisemną.

Formalnie wszystko działo się na podstawie zawartego przez obie strony kontraktu, w którym ustalano nie tylko kwestie finansowe, w tym przede wszystkim wysokość czynszu, ale i szczegółowe sposoby korzystania przez dzierżawcę z danej osady. Po spisaniu i podpisaniu kontraktu, dla dodatkowej pewności, rejestrowano go w księgach urzędu grodzkiego. O tej rejestracji wtedy mówiono, że kontrakt był „oblatowany”. Po tym następowała np. zapłata zaliczki. Pod koniec kontraktu sporządzany był zaś inwentarz dóbr, który był swoistym raportem zamknięcia czasu dzierżawy.

Dalsza część artykułu pod ramką
Zobacz również:

Kontrakt krótkoterminowy czy wieloletni? Oto jest pytanie

Kontrakty pomiędzy panami a dzierżawcami zawierano zwykle na kilka lat, przy czym zazwyczaj był to przynajmniej okres trzyletni, co było tożsame z cyklem trójpolówki. Krótszy okres był korzystniejszy dla dzierżawcy, który mógł w tym czasie „zweryfikować” teren. Czasem do kontraktu dodawano klauzule o tym, że na rok przed jego końcem dzierżawca mógł zadeklarować chęć jego przedłużenia. Z drugiej strony bywało, że cenieni i zaznajomieni w specyfice danej osady dzierżawcy zagrzewali miejsca na dłużej.

żniwafot.Pieter Bruegel (starszy)/ domena publiczna

Krótszy okres był korzystniejszy dla dzierżawcy, który mógł w tym czasie „zweryfikować” teren

Sporo jednak dzierżawców co kilka lat zmieniało miejsce zamieszkania. Działo się tak z powodu znalezienia przez nich korzystniejszej oferty bądź dlatego, że okazywali się zbyt mało kompetentni, a zatem rezygnowano z ich usług. Na takich czasem, nawet jeszcze w trakcie trwania kontraktu naciskano, by zrezygnowali sami. Zdarzało się jednak, że nowi dzierżawcy mieli problem z objęciem włości, ponieważ dotychczasowi wcale nie chcieli się wynieść. Na tym tle zaś dochodziło nawet do regularnych starć zbrojnych. Inną kwestią jest to, co po dotychczasowym dzierżawcy zastawał nowy. Sprzątania i remontów do zrobienia czasami było niemało.

Przeczytaj także: Wieś w stanie wojny. Przemoc, sądy i sąsiedzkie konflikty w dawnej Polsce

Dzierżawca = menedżer + pracownik fizyczny + księgowy…

Przyjrzyjmy się teraz specyfice „pracy” dzierżawcy. Jak wyglądała ona wieki temu, jeszcze w Polsce szlacheckiej? I kim w ogóle byli? Zazwyczaj wywodzili się z drobnej szlachty, mieszczan, a nawet wolnych chłopów. W większości nie posiadali żadnych własnych dziedzicznych włości lub mieli ich niewiele. Nie odgrywali też zazwyczaj zbyt dużej roli na lokalnej scenie politycznej. Porównując do czasów współczesnych – w odniesieniu do dóbr dziedzica – moglibyśmy ich określić mianem kadry menedżerskiej. I jak opisuje ich Mateusz Wyżga w książce „Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi”:

Dzierżawcy pracują ciężko, a ich praca jest odpowiedzialna. Nieobca jest im również praca fizyczna. Ci, którym zależy na odzyskaniu wkładu finansowego włożonego w folwark i na zarobkach, budzą się do dnia jak chłopi. Szybko jedzą śniadanie i konno objeżdżają pola, na które docierają akurat po zroszonej trawie poddani i najemnicy.

Muszą też być obeznani w aktualnych trendach rynkowych i kontaktować się z innymi zarządcami. To od ich pracy zależał stan dworskiej księgowości, a więc i potencjalne inwestycje. W tym fachu czekało ich także ustawiczne kształcenie, zwłaszcza w kontekście wiedzy rolniczej. Musieli zaopatrywać się w najnowsze poradniki. Pracowali pod presją – czy to w postaci kontroli właścicieli, czy też zbliżającego się końca terminu dzierżawy. Ich obowiązkiem było także dbanie o poddanych dziedzica, co często zapisane było wręcz w kontrakcie. I tutaj właśnie pojawiały się problemy. 

Przeczytaj także: Czy szlachta pracuje? To zależy!

Tęskno mi za oddanymi w dzierżawę chłopami…

Przede wszystkim panom, którzy wydzierżawiali swoje włości, ciężko było „rozstać się” ze swoimi poddanymi. A jeżeli jeszcze dzierżawca osobiście nie przypadł im do gustu… 

W momencie wydzierżawienia swojej własności wraz z chłopami, pan tymczasowo przekazywał władzę sądowniczą nad nimi dzierżawcy. Tymczasem zdarzało się, że pan i tak nie uznawał wydawanych przez niego wyroków. Ale to i tak najłagodniejsza forma podkopywania autorytetu. Zdarzało się bowiem nawet, że wprost nakłaniali poddanych do nieposłuszeństwa wobec dzierżawcy, co czasem prowadziło wręcz do okazywania mu wrogości, jeżeli w swych działaniach pan był wystarczająco skuteczny.

Wojciech Gersonfot. Wojciech Gerson / domena publiczna

W momencie wydzierżawienia swojej własności wraz z chłopami, pan tymczasowo przekazywał władzę sądowniczą nad nimi dzierżawcy

Nie koniec jednak na tym. Otóż pomimo tymczasowego „użyczenia” chłopów, panowie w dalszym ciągu oczekiwali od nich pracy na swoich, nieoddanych w dzierżawę włościach. A do tego jeszcze próbowali ściągać z nich podatki. Tego typu postępowanie było oczywiście niezgodne z podpisywanymi kontraktami, a zatem z prawem. Panowie jednak nie przejmowali się tym, zmuszając poddanych do godzenia się na takie traktowanie biciem, czy nawet porywając ich z miejsc, gdzie pracowali na rzecz dzierżawcy. W kontekście zaś podejścia do poddanych pomiędzy panami a dzierżawcami dochodziło nawet do rękoczynów.

Przeczytaj także: Sytuacja polskich chłopów w XVIII i na początku XIX wieku

Pan na zagrodzie… ale ten chyba jednak przesadził

Niektórzy panowie byli naprawdę trudni dla dzierżawców do zniesienia. Weźmy takiego Karola Liniewskiego, który dawał się we znaki szlachcicom, którzy jego ziemią zarządzali. Zresztą nie tylko, co znalazło swoje potwierdzenie w aktach sądowych. Nastawał też na spokój życia własnych poddanych, będących zapewne pod bezpośrednim nadzorem dzierżawców. Nie tylko wymuszał na nich prace wszelakie, ale wręcz oczekiwał od nich płacenia kontrybucji! A jeżeli się opierali, groził im śmiercią. Co się zaś tyczy relacji Liniewskiego ze szlachtą – przytoczymy tutaj pełną relację pochodzącą z akt sądowych i przywołaną przez Mateusza Wyżgę w książce „Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi”:

Przykładowo na weselu niejakiego Górskiego, w obecności sproszonych gości i plebana z Dubienki, przy teściowej „dużo słabej i na tamten świat się gotującej […] impetem przypadłszy, za łeb porwał”, a brata poszkodowanego, Łukasza Mysłowskiego, jadącego drogą publiczną, „kańczugiem zbił, stłukł”. Podobnie zbił szwagra Mysłowskiego, niejakiego pana Stanisława Ponarskiego, którego spotkał na pastwisku, „co ledwo żywy mógł przybyć do domu”. Wreszcie żonę Mysłowskiego, Mariannę, pan Liniewski „gdziekolwiek tylko był, wkładał niepolityczne czary: »o by cię bat…«, a spotkawszy ją konno na drodze, pijanym będąc, ledwie się trzymając na koniu, chciał ją stratować, jednak uciekła.

Bo chłop chęcią do pracy ma się wyżywić

Wydaje się, że niektórzy dzierżawcy podchodzili do zaopatrzenia chłopów na zasadzie: „rząd się wyżywi”. Przykładowo ten zarządzający częścią osady Staweczek wysyłał poddanych pana na trwające wiele dni wyprawy z wołami, ale żywności już nie zapewnił. Karygodnych zachowań nie wstydzili się nawet dzierżawcy posiadłości królewskich. Niejaki Tomasz Chojnowski, zarządzający takimi osadami w okolicy Hrubieszowa, wysyłał tamtejszych chłopów na kilkudniowe szarwaki, nie dając żywności ani im, ani ich koniom.

Jozef Chelmonski Orkafot.Józef Chełmoński/domena publiczna

Niektórzy dzierżawcy podchodzili do zaopatrzenia chłopów na zasadzie: „rząd się wyżywi”

Zdarzały się jednak i sytuacje odwrotne, kiedy to de facto w obronie chłopów przeciwko dziedzicowi stawał dzierżawca. Taka sytuacja miała miejsce na linii Józef Wydżga (dziedzic) – Antoni Andrzejowski (dzierżawca). I to właśnie ten drugi w skardze donosił, że ten pierwszy nie dotrzymywał warunków kontraktu w zakresie zapewnienia odpowiedniego wsparcia chłopom. Sytuacja była na tyle poważna, że jego poddani zaczęli głodować, przez co nie mieli siły odrabiać pańszczyzny, a że nie posiadali też sprzętu rolniczego, pól nie obsiewali i miejsce zamieszkania opuszczali.

W kontrakcie zostało zapisane, iż Wydżga „winien dać zboża na zasiewy jare i żywność do nowego zbioru, zboża dla utrzymania się i odbywania powinności”. W skardze zaś zaznaczono, że wszelkie zobowiązania odrobione zostaną, aczkolwiek wtedy, gdy dziedzic dostarczy tak zboże, jak i żywność. Cóż, przynajmniej w przypadku tego typu spraw, gdzie tych dwóch się biło, tam trzeci – najbardziej uciśniony – korzystał!

Artykuł powstał na podstawie książki Mateusza Wyżgi Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi, Wydawnictwo Znak, Kraków 2025.

 

Zobacz również

Nowożytność

Czy szlachta pracuje? To zależy!

Nie ma co ukrywać, dzięki słynnemu opisowi na Facebooku wyrażenie „szlachta nie pracuje” naprawdę zrobiło karierę. Ale jak z tym tak naprawdę było? Czy rzeczywiście...

2 stycznia 2026 | Autorzy: Herbert Gnaś

Nowożytność

Kiedy chłop pańszczyźniany miał wolne ?

Ile wolnego miał chłop pańszczyźniany? Odpowiedź nie jest ani prosta, ani oczywista. Pomiędzy świętami, niedzielami, nocnym odpoczynkiem i sezonową przerwą w pracy rozciągał się czas,...

16 grudnia 2025 | Autorzy: Mateusz Wyżga

Nowożytność

Polska sarmacka – czyli jaka?

Polska sarmacka to świat, w którym życie toczy się między dworem, wsią i miastem, a codzienność wyznaczają obowiązki, zależności i walka o przetrwanie. Jak funkcjonowała...

8 grudnia 2025 | Autorzy: Mateusz Wyżga

Nowożytność

“Księga chamów”, czyli na tropie fałszywych szlachciców

W XVI- i XVII-wiecznej Rzeczpospolitej nazwisko (lub jego brak) mogło przesądzić o losie człowieka. Nic więc dziwnego, że niektórzy gorzej urodzeni podszywali się pod szlachtę....

22 października 2025 | Autorzy: Gabriela Bortacka

Nowożytność

Postne dania polskiej szlachty

Jedną z ważnych miar religijności była kiedyś ilość poniesionych wyrzeczeń. Najbardziej bogobojni pościli przez ponad połowę dni w roku. Czy to oznacza, że Polacy kilka...

18 sierpnia 2025 | Autorzy: Gabriela Bortacka

Nowożytność

Jacy naprawdę byli Sarmaci?

Zależało mi na osłabieniu stereotypu sarmaty jako nieokrzesanego warchoła, który nie znał świata i bał się nowoczesności – mówi Artur Wójcik, autor „Sarmatii”.

12 lipca 2025 | Autorzy: Maria Procner

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.