Europa czasu II wojny światowej widziała wiele okrucieństw. Żadnej pojedynczej zbrodni nie da się jednak porównać do rzezi, którą Japończycy urządzili w Nankinie. Czytając opisy tego, co uczyniono tam z Chińczykami, można jedynie zadać pytanie: jak człowiek może być do tego zdolny?
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci urządza rzeź
Zanim przejdziemy do samej masakry nankińskiej, czy też gwałtu nankińskiego (nazwa ta jest równie zasadna), powinniśmy przyjrzeć się wydarzeniom, które do niej doprowadziły. W tym celu musimy się cofnąć o kilka lat względem momentu masakry. W 1927 roku w Chinach wybuchła wojna domowa, w której trakcie naprzeciw siebie stanęli komuniści oraz Kuomintang. Kilka lat później, w 1931 roku, osłabienie tego państwa postanowiła wykorzystać Japonia, która najechała, a następnie przejęła kontrolę nad Mandżurią. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść.
Kilka kolejnych lat później, w roku 1937, Japonia poszła po więcej. Najechała centralne Chiny. Ich cel był nieco podobny do tego, który przyświecał III Rzeszy. Z jednej strony Japończycy potrzebowali surowców dla swoich planów gospodarczych, z drugiej zaś nowych rynków zbytu. Już w tamtych latach japońscy żołnierze postępowali z ludnością cywilną wyjątkowo okrutnie. Podbój trwał. Latem wojska chińskie i japońskie stoczyły niezwykle krwawą bitwę o Szanghaj. Postępy były wolniejsze, niż zakładali to Japończycy. Frustracja rosła. A wraz z nią brutalność żołnierzy. Aż w końcu, pod koniec roku, w grudniu, japońska armia dotarła do ówczesnej stolicy Republiki Chińskiej – Nankinu.
Lepiej byłoby walczyć do ostatniego
Sytuacja stolicy była trudna. Dowódca chińskich wojsk generał Tang Shengzhi wraz z częścią oficerów uciekł z miasta. Mimo to Nankin nie skapitulował przed Japończykami. Rozpoczęła się walka o miasto, którego broniło aż 90 000 chińskich żołnierzy. Aczkolwiek według części przekazów nie wszyscy: niektórzy uważali, że poddając się jako jeńcy, zachowają życie. I nie mogli bardziej się pomylić. O wiele lepiej zrobiliby, próbując powstrzymać żołnierzy wroga.
fot.domena publicznaChińczycy byli zakopywani żywcem przez żołnierzy japońskich
W końcu wojska najeźdźców zwyciężyły. 13 grudnia 1937 roku do Nankinu wkroczyło kilkadziesiąt tysięcy japońskich żołnierzy. Jednym z pierwszych zaś zadań, jakie otrzymali, było wyeliminowanie chińskich jeńców wojennych. Czyli ich zabicie. Nankin miał spłynąć krwią. Zaczęła się jedna z największych i najbardziej brutalnych masakr podbitych miast w historii. A trwała ona aż sześć tygodni. Była to właśnie masakra nankińska.
Przeczytaj także: Druga wojna chińsko-japońska
Jeńcy posłużyli za kukły do ćwiczeń
Zaczęto od jeńców. Zlikwidowani mieli zostać wszyscy. Wywożono ich masowo ciężarówkami za miasto, na odludzie. Japońskich żołnierzy dowódcy wręcz dopingowali, by zadawali Chińczykom tyle bólu, ile to tylko możliwe. To szokujące, ale zachowały się nawet materiały filmowe z tej masakry. Jeżeli któryś z jeńców tamtego dnia zginął po prostu od kuli – mógł się uważać za szczęśliwca. Mógł go bowiem czekać znacznie straszniejszy los…
Mógł stać się żywym celem do ćwiczenia ciosów bagnetem. Jego głowa mogła zostać obcięta, a któryś z Japończyków mógł zabrać ją jako makabryczne trofeum. Wreszcie można było zostać oblanym benzyną i podpalonym żywcem. Później przeprowadzano kolejne masowe mordy wśród ludności cywilnej pod pretekstem zdjęcia mundurów przez chińskich żołnierzy i ukrycia ich wśród mieszkańców miasta.
Przeczytaj także: Los jeńców podczas II wojny
Piekło chińskich kobiet
Niemożliwym wręcz do wyrażenia, a nawet wyobrażenia sobie, okrucieństwem Japończycy wykazali się w stosunku do chińskich kobiet. Gwałty i brutalność wobec nich były masowe. Stąd zresztą i zasadność nazwy: gwałt nankiński. Nie miał tutaj znaczenia ich wiek: gwałcono tak niezwykle młode dziewczyny, jak i kobiety w podeszłym już wieku. Nie oszczędzano nawet ciężarnych, którym rozcinano brzuchy, by wyjąć z nich nienarodzone jeszcze dzieci. Napotkane zaś niemowlęta nabijane były na bagnety.
Według szacunków doszło do masowego gwałtu nawet na 80 000 kobiet, z których wiele zostało potem zastrzelonych lub wręcz zadźganych bagnetami. Ich ojców, mężów, braci i synów zmuszano do patrzenia na te wszystkie okrucieństwa. A nawet zmuszano ich do uczestniczenia w nich. Skala tych zbrodni była niewyobrażalna. 15 stycznia 1938 roku jeden z dyplomatów ambasady Niemiec informował, że każdej nocy japońscy żołnierze wdzierali się do zlokalizowanego na terenie Uniwersytetu Jinling obozu dla uchodźców, żeby wywlekać stamtąd kobiety. Mieszkanki Nankinu stały się zresztą dla Japończyków niewolnicami seksualnymi.
Przeczytaj także: Sojusz III Rzeszy z Japonią
Skala okrucieństwa przeraziła nawet nazistów
Nankin w tych tygodniach stał się prawdziwym piekłem na ziemi. Obrabowane zostały sklepy, właścicieli oczywiście zabijano. Natomiast same budynki podpalano. Nie patrząc na to, że częstokroć znajdowali się w nich żywi ludzie. W trakcie tej fali okrucieństwa nie oszczędzano nawet szpitali. Japońscy żołnierze wdzierali się do nich, by pastwić się nad pacjentami, którym rozbijano gipsy i zdzierano bandaże oraz opatrunki. Ludność cywilną torturowano zresztą masowo. Mieszkańcom Nankinu obcinano kończyny, wyłupiano oczy, wieszano ich za języki, skazywano na śmierć przez pożarcie przez psy, a nawet zakopywano żywcem.
fot.Originally Moriyasu Murase / domena publicznaZamordowanych wrzucano m.in. do rzeki Jangcy, którą docierali do Szanghaju
Ludzi masakrowano wprost na ulicach przy pomocy bagnetów i mieczy. Zamordowanych wrzucano m.in. do rzeki Jangcy, którą docierali do Szanghaju. Tych zaś, którzy próbowali uciec, dopadały japońskie myśliwce. Skala terroru Japończyków była tak olbrzymia, że przebywający tam wtedy nazista John Rabe zaczął pomagać Chińczykom się ukryć. Kiedy zaś Japończycy zatrzymali się w swoim okrucieństwie, aby łatwiej podporządkować sobie ludność, masowo zmuszali mieszkańców do zażywania wysoce uzależniającego narkotyku, który zawierał opium i heroinę. Szacuje się, że uzależniło się od niego kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Niepoliczalne okrucieństwo
Ilu Chińczyków zostało zamordowanych w ciągu tych sześciu tygodni? Najczęściej wymieniana jest liczba 300 000. Uznają ją sami Chińczycy i ta właśnie liczba jest podawana na oficjalnych tablicach. Stanowiła ona jednocześnie połowę ówczesnych mieszkańców Nankinu. Międzynarodowy Trybunał Wojskowy ds. Dalekiego Wschodu, znany jako Trybunał Tokijski, ustalił tę liczbę na 200 000 zabitych oraz „jedynie” 20 000 zgwałconych kobiet. Samych ciał znaleziono około 155 000. Najdalej zaś idące szacunki mówią o 340 000–400 000 zabitych i wspomnianej liczbie 80 000 zgwałconych kobiet.
Co szokujące, przez wiele lat Japonia odmawiała uznania skali masakry oraz swojej odpowiedzialności. Jeżeli już przyjmowano fakt tego masowego mordu, to znacząco zaniżano liczbę ofiar (podawano tutaj przedział od kilku do niespełna 40–50 000), próbując przy okazji twierdzić, że ich większość stanowili żołnierze. Pojawiały się też sugestie, jakoby wszystko to było efektem chińskiej propagandy. Pomimo istnienia dokumentacji filmowej, fotograficznej, a także relacji świadków, w tym zagranicznych misjonarzy, którzy często przypłacali tę traumę zdrowiem, a nawet życiem. Tak jak Amerykanka Wilhelmina „Minnie” Vautrin, która uratowała przed śmiercią około 10 000 Chińczyków i która po powrocie do Stanów Zjednoczonych w 1941 roku popełniła samobójstwo.
Zapomniana przez lata zbrodnia
Jakiekolwiek rozliczenie masakry byłoby możliwe dopiero po zakończeniu II wojny światowej, ponieważ Japończycy okupowali Nankin do 1945 roku. Paradoksalnie jednak samym Chinom – niezależnie od władzy – nie zależało na nagłośnieniu tej sprawy. Nacjonaliści z Kuomintangu przedstawiliby się w ten sposób jako strona słaba, niezdolna do obrony przed Japonią. Ostatecznie przegrali wojnę domową w 1949 roku.
fot.domena publicznaIwane Matsui był dowódcą wojsk japońskich w Nankinie
Komuniści natomiast mogli nie być zainteresowani nagłaśnianiem sprawy, ponieważ przedstawianych do tej pory jako oprawców członków Kuomintangu musieliby tym razem uznać za ofiary. Później zaś tak ChRL, jak i Republice Chińskiej na Tajwanie zwyczajnie zależało na relacjach gospodarczych z Japonią. Bodźcem dla ChRL do podjęcia działania stało się dopiero wydanie przez Japonię szkolnego podręcznika, w którym oszacowano liczbę ofiar na 20–40 000.
Spadkobiercy winowajców wciąż idą w zaparte
Wróćmy jednak do rozliczenia masakry. Trybunał Tokijski zajął się japońskimi zbrodniami podczas procesów, które trwały od maja 1946 roku do listopada 1948. O masowe mordy oskarżonych zostało 28 Japończyków. Dwóch zmarło w trakcie procesu, 25 uznano za winnych, z których 7 powieszono. Reszta skazanych została skazana na dożywocie, ale wszyscy opuścili więzienia przed upływem ośmiu lat. Trudno to uznać za sprawiedliwe rozstrzygnięcie. Same zaś władze Japonii zwlekały kilkadziesiąt lat, zanim w ogóle odniosły się do sprawy. I nawet nie uczyniono tego w sposób bezpośredni.
fot.董辰兴- Praca własna / CC BY-SA 4.0Krzyż w Memorial Hall , pokazujący szacowany czas trwania tragedii i liczbę ofiar.
15 sierpnia 1995 roku socjaldemokratyczny premier Tomiichi Murayama w swoim oświadczeniu przyznał, że Japonia „wyrządziła ogromne szkody i cierpienie ludziom wielu krajów, zwłaszcza narodów azjatyckich”. Tylko i aż tyle. O samym Nankinie ani słowa. W 2010 roku powołany został Wspólny Komitet Chińsko-Japoński ds. Wspólnej Historii, ale i on nie doprowadził do zbliżenia stanowisk w tej kwestii. Natomiast 27 lutego 2014 roku Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych ustanowiło 13 grudnia Narodowym Dniem Upamiętnienia Ofiar Masakry Nankińskiej. Można zatem powiedzieć, że ofiary masakry nankińskiej doczekały się upamiętnienia, ale na sprawiedliwość w pełnym wymiarze przyjdzie im jeszcze zaczekać.
Bibliografia
- Anderson, A. Williams, V. Head, Rzezie, masakry i zbrodnie wojenne od starożytności do współczesności, Bellona, Warszawa 2009.
- Du, Masakra nankińska 1937–1938 jako źródło chińskiej narodowej traumy kulturowej, „Relacje Międzykulturowe”, nr 1/2023.
- Nawrotkiewicz, Polityczna wizja masakry nankińskiej w zwierciadle Chińskiej Republiki Ludowej — Kwiaty Wojny Zhanga Yimou, „Roczniki Kulturoznawcze”, nr 4/2018.
- Wardęga (red.), Współczesne Chiny w kontekście stosunków międzynarodowych, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2013.
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.