Dziś Secret Service chroni prezydentów USA, ale agencja powstała w zupełnie innym celu, a jej funkcjonariusze wcale nie przysięgają, że przyjmą na siebie kulę
Pierwszych dwudziestu pięciu prezydentów USA albo wcale nie miało osobistej ochrony, albo była ona bardzo skromna. W początkach amerykańskiej państwowości panowało bowiem przekonanie, że w odróżnieniu od Europy, gdzie morderstwa polityczne były na porządku dziennym, Stany Zjednoczone stworzyły system dający ujście politycznym emocjom poprzez demokratyczne procedury. Niezadowoleni z władzy Amerykanie mogli okazać dezaprobatę, oddając w kolejnych wyborach głos na politycznych rywali kończących kadencję prezydentów. Biały Dom przez dziesięciolecia pozostawał otwarty dla gości, a zadaniem obsługi było przede wszystkim pilnowanie porządku.
„Nieamerykańskie” zamachy na prezydentów
Gdy w 1865 roku prezydent Abraham Lincoln został zastrzelony podczas przedstawienia w waszyngtońskim Teatrze Forda, morderstwo to uznano za wyjątkowe wydarzenie, będące następstwem politycznych emocji po krwawej wojnie domowej — wydarzenie, które nie miało się nigdy powtórzyć. „Ta zbrodnia jest w szczególny sposób nieamerykańska i daleka od ideałów Republiki” — pisał dziennikarz „The Brooklyn Daily Eagle”. W tekście dodano, że nikt nie mógł się spodziewać zamordowania prezydenta: „Amerykanie są przyzwyczajeni do rozwiązywania problemów politycznych poprzez udział w wyborach, to jest ich druga natura”.
Kolejny wstrząs nastąpił w lipcu 1881 roku, gdy na stacji kolejowej w Waszyngtonie zastrzelono prezydenta Jamesa Garfielda. On również nie miał żadnej ochrony. Na dworcu kolejowym, gdzie rozgoryczony z powodu nieuzyskania stanowiska konsula w Paryżu Charles Guiteau wyciągnął pistolet i strzelił prezydentowi w plecy, Garfieldowi towarzyszyli tylko dwaj synowie oraz sekretarz stanu James Blaine. Nazajutrz dziennik „The New York Times” wyrażał zaskoczenie tragicznym wydarzeniem: „Choć śmierć człowieka jest sama w sobie smutna, to najbardziej przerażający jest fakt, że prezydent i wysocy rangą przedstawiciele naszej Republiki nie mogą swobodnie spotykać się z obywatelami bez osobistej ochrony”.
Jednak potrzeba było następnych 20 lat i kolejnego zamachu, by prezydenta objęto profesjonalną ochroną. W 1901 roku, po zabójstwie prezydenta Williama McKinleya (zamachu dokonał anarchista o polskich korzeniach Leon Czolgosz), amerykański Kongres oficjalnie powierzył misję ochrony prezydenta służbom Secret Service.
Kogo chroni Secret Service?
Istniejąca od 1865 roku Secret Service to najstarsza policyjna formacja rządu federalnego. Ustawę o jej powołaniu prezydent Abraham Lincoln podpisał w dniu, w którym został zastrzelony. Zadaniem agencji nie była jednak ochrona prezydenta, lecz walka z fałszerstwem pieniędzy. Podrabianie banknotów było wówczas powszechne, gdyż w USA istniało 1600 banków i każdy z nich drukował własne pieniądze. Szacuje się, że po wojnie secesyjnej od jednej trzeciej do połowy amerykańskiej waluty stanowiły podrobione banknoty, co zagrażało systemowi finansowemu państwa. W pierwszym roku działalności Secret Service usunęła z obiegu dużą część podrobionych pieniędzy, aresztowała ponad 200 fałszerzy i zniszczyła sprzęt, którym się posługiwali.
Dzięki sukcesom w walce z fałszerzami pieniędzy w kolejnych dziesięcioleciach rozszerzano uprawnienia Secret Service, powierzając tej formacji śledztwa w sprawie zabójstw, napadów na banki i hazardu.
Po zastrzeleniu w 1901 roku w Buffalo Williama McKinleya Kongres postawił przed Secret Service zadanie zapewnienia bezpieczeństwa kolejnym prezydentom. W 1917 roku ochroną objęto także rodzinę prezydenta, a same groźby pod adresem przywódcy państwa zostały zakwalifikowane jako poważne przestępstwo. W 1951 roku do zadań Secret Service doszła ochrona wiceprezydenta i jego rodziny. Po zabójstwie w czasie kampanii wyborczej w 1968 roku Roberta Kennedy’ego prezydent Lyndon Johnson objął ochroną również kandydatów na prezydenta.
W 1970 roku misję Secret Service rozszerzono o ochronę kompleksu Białego Domu, rezydencji wiceprezydenta, a także zagranicznych ambasad. Jeszcze później do obowiązków tej agencji dopisano zabezpieczanie dużych imprez, takich jak zaprzysiężenie prezydenta, orędzie o stanie państwa, Zgromadzenie Ogólne ONZ-etu, partyjne konwencje oraz ważne wydarzenia sportowe. Ochroną Secret Service do końca życia objęci są byli prezydenci Stanów Zjednoczonych oraz ich dzieci do szesnastego roku życia. Prezydent USA może też zlecić agencji ochronę wskazanej przez siebie osoby lub obiektu.
Czytaj też: Dzień, w którym zastrzelono Kennedy’ego. Jeden z najbardziej szokujących momentów w powojennej historii
„Pewni i godni zaufania”
Oficjalne motto Secret Service brzmi Worthy of trust and confidence, czyli „pewni i godni zaufania”. Każde z pięciu ramion gwiazdy będącej symbolem agencji reprezentuje jej podstawowe wartości: sprawiedliwość, oddanie, odwagę, uczciwość i lojalność. Wbrew obiegowej opinii agenci nie składają przysięgi, że są gotowi przyjąć na siebie kulę wystrzeloną w stronę prezydenta. Gotowość do poświęcenia życia w obronie przywódcy państwa jest jednak wpisana w ich zawód.
Gdy w 2017 roku specjalna agentka Secret Service Kerry O’Grady napisała na Facebooku, że wolałaby trafić do więzienia, niż oddać życie za Donalda Trumpa, ponieważ jest on „katastrofą dla kraju”, wszczęto przeciwko niej postępowanie dyscyplinarne za złamanie zasady niezależności politycznej. Wierność misji Secret Service okazali agenci i agentki, którzy podczas próby zamachu na Trumpa w Butler w Pensylwanii osłaniali go własnymi ciałami, gdy upadł na scenę i gdy później prowadzili go do samochodu, by zawieźć do lekarza.
Czytaj też: „Może zrobić wszystko i zostanie mu to wybaczone”. Co przesądziło o zwycięstwie Trumpa w wyborach?
Agenci w mundurach
Obecnie Secret Service zatrudnia aż 7000 funkcjonariuszy i jest podzielona na dwa piony — mundurowy i agentów specjalnych. Pion mundurowy został utworzony przez prezydenta Warrena Hardinga w 1922 roku jako Policja Białego Domu (ang. White House Police Force). Początkowo podlegała ona bezpośrednio prezydentowi, ale w 1930 roku została włączona w struktury Secret Service.
W pionie mundurowym zatrudnionych jest 1300 funkcjonariuszy, których główna misja to zapewnienie bezpieczeństwa w kompleksie Białego Domu obejmującym także przylegającą do niego siedzibę prezydenckiej kancelarii i Rady Bezpieczeństwa Narodowego, zlokalizowany po sąsiedzku departament skarbu, rezydencję gości prezydenta USA Blair House, a także znajdujące się wokół tereny parkowe. Mundurowi funkcjonariusze Secret Service chronią też 170 waszyngtońskich ambasad i dbają o bezpieczeństwo położone kilka kilometrów od Białego Domu rezydencji wiceprezydenta USA. Funkcjonariuszy tego pionu można spotkać na ulicach otaczających Biały Dom, w bramach wjazdowych na teren kompleksu oraz przy wejściu dla mediów, gdzie sprawdzane są przepustki i gdzie dziennikarze muszą przejść przez wykrywacze metalu.
Pełniących służbę mundurową w Secret Service obowiązują czarne uniformy z napisem „Police” lub „Secret Service”, do których przypina się emblemat tej formacji. Funkcjonariusze strzegący bram wjazdowych, oddziały szybkiego reagowania oraz snajperzy noszą kamizelki kuloodporne. Latem, gdy temperatura w Waszyngtonie niemal codziennie przekracza 30 stopni Celsjusza, a wilgotność wynosi nawet ponad 70 procent, wielu funkcjonariuszy zakłada czarne szorty oraz białe koszule z krótkim rękawem.
Po ulicach otaczających Biały Dom często poruszają się na rowerach, co ułatwia pościg za podejrzanym po chodnikach czy parkowych alejkach, na które nie mogą wjechać samochody. Standardowym wyposażeniem wszystkich funkcjonariuszy są krótkofalówki oraz pistolety glock 9 milimetrów. Oficerowie Secret Service są także szkoleni w posługiwaniu się pistoletami maszynowymi oraz karabinami. Oddziały do zadań specjalnych mają dodatkowo karabiny lub broń szturmową. W skład mundurowych służb Secret Service wchodzą także: jednostka snajperska, oddziały specjalne oraz formacja ze specjalnie szkolonymi psami.
Źródło:
Tekst stanowi fragment książki Marka Wałkuskiego „Zakamarki Białego Domu” (Editio, 2024).
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.