Ciekawostki Historyczne
Dwudziestolecie międzywojenne

Niezwykły bieg w Berlinie

Musiało upłynąć kilka lat, by dostrzeżono niezwykłość tego olimpijskiego finału. W 1936 roku w Berlinie, na oczach Adolfa Hitlera, w szranki stanęli przyszli: żołnierz armii fińskiej, polski więzień obozu koncentracyjnego, amerykański bombardier, który przez 47 dni dryfował po wodach Pacyfiku, żołnierz z Japonii oraz agent FBI.

7 sierpnia 1936 roku, Olympiastadion w Berlinie. Licznie zgromadzona publiczność wyczekuje startu biegaczy na dystansie 5000 metrów. Stawką rywalizacji jest olimpijskie złoto i wieczna chwała. Sędzia daje sygnał do startu. Tempo od początku dyktuje Amerykanin Donald Lash. Po dwóch kilometrach dopada go jednak grupa złożona z trzech biegaczy. Wkrótce wyścig zamienia się w bitwę pomiędzy Finami: Gunnarem Höckertem i, broniącym tytułu mistrza olimpijskiego, Lauri Lehtinenem. Na ostatnim okrążeniu Höckert odskakuje od Lehtinena i wygrywa, przy okazji ustanawiając rekord olimpijski: 14:22,2.

Na mecie meldują się kolejni zawodnicy. Trzeci jest Szwed, Henry Jonsson. Na czwartej i piątej pozycji finiszują  Kohei Murakoso z Japonii i Polak, Józef Noji. Zawód sprawiają Amerykanie: Louis Zamperini i Don Lash – ich, odpowiednio, ósme i trzynaste miejsce wśród kibiców przechodzi bez echa.

Minęło kilka lat. W 1945 roku zakończyła się II wojna światowa i ktoś skrupulatnie śledzący historię olimpizmu dostrzegł, że ów finał był niezwykły. I nie chodzi tu wcale o aspekt stricte sportowy, a o wojenne losy jego uczestników.

Czytaj też: Igrzyska za drutem kolczastym. Pod nosem Niemców więźniowie obozów zorganizowali dwie olimpiady!

Ochotnik i bohater

Nowy mistrz olimpijski Gunnar Höckert urodził się w lutym 1910 roku w Helsinkach i dorastał w zamożnej rodzinie: matka Emilia pracowała w banku, zaś ojciec był konsulem. Rozpoczynając treningi zdawał sobie sprawę, że akurat w Finlandii o wielkie sportowe zwycięstwa będzie doprawdy ciężko. W latach 20. i 30. XX wieku w tym skandynawskim państwie stworzono system szkolenia, który gwarantował stały dopływ świetnych biegaczy średnio i długodystansowych. Wybicie się w tym uzdolnionym tłumie graniczyło z cudem. Być może dlatego Gunnar nie zaniedbywał nauki, studiując na Szwedzkiej Wyższej Szkole Handlowej w Helsinkach.

Był rok 1936. Höckert, który dotychczas nie osiągał wielkich wyników, nagle “wystrzelił”. Zaczął biegać szybko. Bił rekordy. Trenerzy zdecydowali, że zabiorą go na igrzyska olimpijskie do Berlina. Tam, 4 sierpnia, zwyciężył w drugim biegu eliminacyjnym na dystansie 5000 metrów, w czasie 15:10,2. Trzy dni później stanął przed największą szansą w życiu. Wykorzystał ją.

Gunnar Höckert jako pierwszy przerwał taśmęfot.domena publiczna

Gunnar Höckert jako pierwszy przerwał taśmę

Kilka tygodni później Gunnar ustanowił jeszcze trzy rekordy świata: na 2000 i 3000 metrów oraz na 2 mile… i zniknął. Okazało się, że reumatyzm – choroba, z którą zmagał się fiński mistrz – nie pozwoliła zatrzymała dobrze rokującą karierę. Lekkoatletyka poniosła ogromną stratę.

Gunnar Höckert nie dał o sobie zapomnieć. W ostatnich dniach listopada 1939 roku, ZSRR rozpoczął atak na Finlandię. Rozpoczęła się wojna zimowa. Były biegacz na ochotnika zgłosił się do armii. Przez kilka tygodni dzielnie bronił granic ojczyzny, lecz nie doczekał zakończenia konfliktu. 11 lutego 1940 roku, w przeddzień swoich trzydziestych urodzin, w Przesmyku Karelskim trafiły go radzieckie kule. Zmarł w wyniku odniesionych ran. W Finlandii zyskał status bohatera.

Lauri Lehtinen – kolega z reprezentacji, ten sam, z którym Höckert bił się o tryumf w 1936 roku – gdy tylko dowiedział się o śmierci swojego rywala z bieżni przekazał swój złoty medal olimpijski z 1932 roku żołnierzowi, który walczył razem z Höckertem. W ten sposób upamiętnił wielkiego sportowca, kolegę i bohatera.

Czytaj też: Po zwycięstwo! Do czego zdolni byli sportowcy, by pokonać przeciwników?

Józek, fenomen z Pęckowa

W tamtym biegu jako piąty linię mety minął Józef Noji. Jeszcze przed berlińskimi igrzyskami nazywano go następcą Janusza Kusocińskiego. Wróżono wielką, międzynarodową karierę, ale dla niego, chłopaka z wielkopolskiego Pęckowa, wielki świat nie był zbyt atrakcyjny.

Urodził się 8 września 1909 roku. Szybko musiał zmężnieć, gdyż jego ojciec zmarł na gruźlicę, a rodzina nie należała do najbogatszych. Józek miał wówczas osiem lat. Naukę w szkole powszechnej godził z pracą na gospodarstwie i praktyką stolarską. W Pęckowie był znany jeszcze z jednego powodu: często biegał. O ile dziś truchtający chodnikami ludzie nie budzą większego zdziwienia, o tyle prawie sto lat temu taki widok był osobliwy. Noji nic sobie nie robił z uszczypliwych docinek, z czasem zyskując nawet sprzymierzeńca – mamę.

17 września 1933 roku Józef stanął na starcie biegu organizowanego przez redakcję „Kurjera Poznańskiego”. Swoją postawą zaskoczył obserwatorów, którzy nie mogli pojąć, jak samouk z niewielkiej miejscowości zajął drugie miejsce, przegrywając tylko i wyłącznie z najlepszym w Polsce, Maksymilianem Hartlikiem. Po tym występie kariera biegacza nabrała tempa: zwyciężał w dużych biegach, wielokrotnie świętował tytuły mistrza kraju. Pojechał też do Berlina i awansował do wspomnianego finału.

Dobrze zapowiadającą się karierę przerwała wojna. Józef Noji zginął w Oświęcimiufot.Narodowe Archiwum Cyfrowe/domena publiczna

Dobrze zapowiadającą się karierę przerwała wojna. Józef Noji zginął w Auschwitz

Po jego zakończeniu złapał go redaktor „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”. Olimpijczyk mówił mu:

– Jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się choć w części zrehabilitować po fatalnym występie w niedzielę (na 10 000 m – przyp. red.). Obecnie czuję się doskonale, chociaż przed dwoma dniami jeszcze podczas przedbiegu nie byłem pewny, czy mogę osiągnąć wynik lepszy od rekordu Kusocińskiego. Mam wrażenie, że jedynym powodem mej niedzielnej porażki był fatalny befsztyk.

Zresztą, ów befsztyk stał się później synonimem wymówki, towarzyszącej słabym wynikom polskich sportowców.

Karierę sportową Józefa, tak jak wiele innych, przerwała wojna. Po zakończeniu kampanii wrześniowej biegacz pracował w warsztatach tramwajowych. Działał również w konspiracji i to dlatego został aresztowany, we wrześniu 1940 roku. Niemcy dwukrotnie proponowali mu podpisanie volkslisty. Odmówił. Trafił na Pawiak, a później – w lipcu 1941 roku – do Auschwitz.

W obozie pracował jako stolarz. Cieszył się uznaniem współwięźniów i pogardą strażników, którzy doskonale wiedzieli z kim mają do czynienia. Silny organizm, za którym stał uprawiany wcześniej sport, zwalczył tyfus, znosił bicie i pomagał w przetrwaniu. Ale 15 lutego 1943 roku fenomen z Pęckowa stanął pod ścianą śmierci. Nim oddano w jego kierunku strzały miał krzyknąć:

– Jeszcze Polska nie zginęła!

Był kolejnym uczestnikiem tego finału, który nie przeżył wojny.

Czytaj też: Janusz Kusociński – człowiek i sportowiec niezłomny

Dryfujący na oceanie

Nie mistrz olimpijski, Höckert, nie zamordowany w Oświęcimiu Józef Noji, ale finiszujący na ósmej pozycji Amerykanin – Louis Zamperini – jest najbardziej znanym uczestnikiem rzeczonego biegu. I znów nie dlatego, że był wybitnym sportowcem, lecz z powodu swojej wojennej historii. Historii, która doczekała się nawet hollywoodzkiej produkcji.

Zamperini uchodził za trudnego dzieciaka. Urodzony w styczniu 1917 roku często wdawał się w bójki z rówieśnikami. Wszystko przez włoskie pochodzenie i związane z nim prześladowanie. Dla nastoletniego Louisa agresja i buntownicza natura stały się sposobem na przetrwanie. Mogły też doprowadzić go do więzienia. Na szczęście Pete – jego brat – namówił go na treningi lekkoatletyczne. Młodzian złapał bakcyla i już w 1934 roku ustanowił rekord świata szkół średnich w biegu na milę.

W 1936 roku zakwalifikował się do reprezentacji olimpijskiej. Przebrnął eliminację i 7 sierpnia 1936 roku stanął do walki o mistrzostwo olimpijskie. Tytułu nie zdobył, ale w historii zapisał się jego spektakularny, długi finisz na ostatnim okrążeniu. Ponoć do rywali nadrobił wówczas 46 metrów. Nie umknęło to uwadze Adolfa Hitlera, który miał uścisnąć mu dłoń i powiedzieć:

– Ach, to ty jesteś tym młodym człowiekiem z szybkim finiszem!

Po latach Louis podsumował to spotkanie słowami:

– W roku 1936 wciąż jeszcze uważaliśmy Hitlera jedynie za niebezpiecznego błazna.

W czasie wojny Louis Zamperini walczył na Pacyfiku. Dostał się do japońskiej niewoli fot.domena publiczna

W czasie wojny Louis Zamperini walczył na Pacyfiku. Dostał się do japońskiej niewoli

W maju 1943 roku, niespełna sześć lat po tamtym spotkaniu, olimpijczyk wsiadał na pokład samolotu B-24 „The Green Hornet”. Był żołnierzem, który walczył z Hitlerem i jego japońskimi sojusznikami. Tym razem miał pomóc kolegom. Lot okazał się tragiczny. Niesprawna maszyna wodowała awaryjnie na Pacyfiku, a ośmiu z jedenastu członków załogi zginęło. Pozostała trójka (później dwójka), w tym Louis, przez 47 dni na tratwie dryfowała  po wodach Oceanu Spokojnego. Następnie Zamperini dostał się do japońskiej niewoli, gdzie do sierpnia 1945 roku, spotykał się z nieludzkim traktowaniem. Wojnę jednak przeżył, a na podstawie jego losów w 2014 roku na ekrany kin trafił film „Niezłomny”, wyreżyserowany przez Angelinę Jolie.

Czytaj też: Lotnik z rusztu. Japońskie zbrodnie na Pacyfiku

Agent FBI i japoński żołnierz

To nie koniec wojennych powiązań berlińskich średniodystansowców. Czwarty na mecie, Kohei Murakoso, trafił do Cesarskiej Armii Japońskiej, gdzie dosłużył się stopnia kapitana. Walczył z Amerykanami. Trzynasty Donald Ray, który przez lwią część finału nadawał tempo rywalizacji, w czasie II wojny światowej został agentem FBI. Dwa dni przed wypowiedzeniem wojny Japonii przez Stany Zjednoczone, Don i inny agent włamali się do mieszkania domniemanego niemieckiego szpiega w Atlancie. Zabrali notes, a zapiski w nim zawarte, pomogły w jego aresztowaniu oraz zdobyciu informacji o innych tajnych agentach III Rzeszy, przebywających na terytorium USA.

Olimpijski finał na 5000 m. W środku stawki widoczny Józef Nojifot.Narodowe Archiwum Cyfrowe/domena publiczna

Olimpijski finał na 5000 m. W środku stawki widoczny Józef Noji

Pozostałych uczestników olimpijskiego finału z 1936 roku wojna nie dotknęła w takim stopniu. Więcej, gdy Höckert, Noji czy Zamperini zmagali się z trudną codziennością, część ich rywali z bieżni nadal biegała. Biła rekordy. Tyle że oni mieli taką możliwość…

Bibliografia:

  1. Walters, Igrzyska w Berlinie. Jak Hitler ukradł olimpijski sen, Poznań 2008
  2. Praca zbiorowa, Chwała olimpijczykom
  3. Sowa, Lekko o atletyce, Warszawa 2021
  4. https://www.focus.pl/artykul/louis-zamperini-facet-z-finiszem (dostęp: 22.01.2022)
  5. http://www.donlash.com/bio (dostęp: 22.01.2022)
  6. Przegląd Sportowy, nr 67/1936
  7. Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1936, nr 220 (9 VIII) – 9/31

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W tym momencie nie ma komentrzy.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.