Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Sukces i śmierć. Ostatnia doba Czerwonego Barona

Wrak samolotu von Richthofena

fot.domena publiczna Wrak samolotu von Richthofena

20 kwietnia 1918 roku Manfred von Richthofen, znany jako Czerwony Baron, osiągnął swoje 79. i 80. zwycięstwo powietrzne. Tym samym stał się najlepszym pilotem myśliwskim I wojny światowej. Dzień później dosięgła go aliancka kula.

Manfred von Richthofen urodził się 2 maja 1892 roku w majątku Borek, który dziś jest jednym z wrocławskich osiedli. Dzieciństwo spędził w niedalekiej Świdnicy, gdzie ukończył szkołę. Tuż po uzyskaniu dyplomu w 1911 roku wstąpił do 1. Pułku Ułanów im. Cesarza Aleksandra III.

Początkowo służył w Ostrowie Wielkopolskim. Po wybuchu I wojny światowej został skierowany najpierw na front wschodni, a później na zachodni. W 1915 roku, kiedy wojna zamarła w okopach, jak wielu innych kawalerzystów poprosił o przeniesienie do lotnictwa.

Lotnik z ułańską fantazją

W początkowym okresie wielkiej wojny pilot był uważany za woźnicę. Miał on jedynie za zadanie dostarczyć obserwatora nad wyznaczony punkt i przywieźć go z powrotem na macierzyste lotnisko. Dlatego piloci rekrutowali się głównie wśród podoficerów, którzy nie musieli znać się na taktyce, rozpoznaniu ruchów wojsk i kierowaniu ogniem. To obserwator był uważany za najważniejszego członka załogi. Z tego powodu obserwatorów obejmowały zupełnie inne zasady rekrutacji. W ich przypadku konieczna była ogólna wiedza wojskowa, znajomość taktyki i identyfikowania rodzaju sił.

Dlatego też do eskadr rozpoznawczych chętnie przyjmowano oficerów kawalerii, która na lądzie bardzo często otrzymywała analogiczne zadania, a do eskadr kierujących ogniem artylerii trafiali oficerowie artylerii. Zasady rekrutacji i przyjęć do lotnictwa były na tyle restrykcyjne, że np. Oberleutnant Leon Sapieha, mimo że jeszcze przed wojną zdobył uprawnienia pilota, przez swój stopień oficerski mógł zostać wyłącznie obserwatorem.

20 kwietnia 1918 roku Manfred von Richthofen, znany jako Czerwony Baron, osiągnął swoje 79. i 80. zwycięstwo powietrzne. Tym samym stał się najlepszym pilotem myśliwskim I wojny światowej.

fot.National Museum of the U.S. Navy – Lot-7676-4-1/domena publiczna 20 kwietnia 1918 roku Manfred von Richthofen, znany jako Czerwony Baron, osiągnął swoje 79. i 80. zwycięstwo powietrzne. Tym samym stał się najlepszym pilotem myśliwskim I wojny światowej.

Kolejnym powodem, dla którego kawalerzyści znaleźli się w lotnictwie, był charakter prowadzenia wojny. Po pierwszym okresie, kiedy stosowano głównie manewr, wojna schowała się pod ziemię – w liczące setki kilometrów okopy. Lotnictwo stało się wentylem dla nadmiaru oficerów kawalerii, którzy zostali „bezrobotni”.

Zmiany na froncie wymusiły na wyższych dowódcach zmianę podejścia do rekruta. Toteż coraz częściej oficerowie zostawali pilotami. Zwłaszcza w lotnictwie myśliwskim.

Czytaj też: Ci cholerni Polacy. 7 największych asów polskiego lotnictwa, o których wstyd nie pamiętać!

As myśliwski

Von Richthofen pierwszy zestrzał zaliczył jeszcze jako obserwator. Dzięki znakomitym wynikom i świetnej opinii udało mu się dostać na kurs pilotażu. Po jego ukończeniu wrócił do swej pierwotnej jednostki i na skrzydle samolotu osobiście zamontował karabin maszynowy, z którego 26 kwietnia 1916 roku zestrzelił drugi samolot wroga. Niestety i to zestrzelenie nie zostało uznane. Maszyna spadła za linią frontu.

Do lotnictwa myśliwskiego trafił 1 września 1916 roku przez zupełny przypadek. Na lotnisku spotkał asa myśliwskiego Oswalda Boelcke, który kompletował skład nowo utworzonej Jagdstaffel 2 (Jasta 2).

O tym, że był to dobry wybór świadczy jego skuteczność – już 10 października von Richthofen został asem z pięcioma samolotami na koncie. Jego piątą ofiarą stał się wielozadaniowy F.E.2.

Dowódca

W styczniu 1917 roku otrzymał najwyższe niemieckie odznaczenie, tzw. „Niebieskiego Maxa” – krzyż Pour le Mérite. W tym samym miesiącu został dowódcą Jasta 11.

Pierwsze zwycięstwo w Jasta 11, a zarazem pierwsze zwycięstwo tej eskadry, von Richthofen odniósł 23 stycznia 1917 roku. Jasta 11 zaczęła osiągać ogromne sukcesy, a ich szczyt stanowił (nazwany tak przez Brytyjczyków) „krwawy kwiecień” 1917 roku. Tylko w tym miesiącu Czerwony Baron zestrzelił 20 alianckich samolotów. Pod datą 29 kwietnia Manfred napisał w swoich pamiętnikach:

Lecieliśmy wzdłuż linii okopów, mój brat [Lothar, zginął 4 lipca 1922 roku pilotując samolot pasażerski – przyp. aut.] był tuż za mną, a przed resztą całej formacji. Nagle dostrzegłem dwa wrogie samoloty wysłane w celu naprowadzania ognia artylerii (…). Brat pierwszy dopadł przeciwnika. Zaatakował jedną z maszyn, bacznie śledząc poczynania drugiej. W ostatnim momencie przed wejściem do walki szybko rozejrzałem się, czy nie ma w pobliżu trzeciego nieprzyjacielskiego samolotu. (…)

W styczniu 1917 roku otrzymał najwyższe niemieckie odznaczenie, tzw. „Niebieskiego Maxa” – krzyż Pour le Mérite. W tym samym miesiącu został dowódcą Jasta 11.

fot.Bundesarchiv, Bild 183-2004-0430-501 / CC-BY-SA 3.0 W styczniu 1917 roku otrzymał najwyższe niemieckie odznaczenie, tzw. „Niebieskiego Maxa” – krzyż Pour le Mérite. W tym samym miesiącu został dowódcą Jasta 11.

Wystarczyła szybka, krótka seria, aby samolot wroga rozsypał się na kawałki. Chyba nigdy nie odniosłem tak błyskawicznego zwycięstwa. Obserwując upadek szczątków zestrzelonego przeze mnie samolotu, rzuciłem okiem na maszynę brata, mniej więcej 500 metrów dalej, ciągle walczącego ze swym przeciwnikiem. (…) Nagle atakowany płatowiec stanął w jakby dęba – oczywisty sygnał, że brat trafił pilota. Wrogi aparat zszedł w dół gubiąc po drodze płaty, a następnie rozpadając się na części. Spadły one w pobliżu resztek mojej ofiary.

Było to 52. zwycięstwo Czerwonego Barona.

Czytaj też: „Po pierwsze stwierdziłem, że żyję”. Polski pilot w starciu z niemieckimi Messerschmittami

Mistrz nad mistrzami

1 września 1917 roku Czerwony Baron po raz pierwszy pilotował słynnego trójpłatowego Fokkera w locie bojowym. I to ze znakomitym skutkiem – o 7.50 zestrzelił nad Zonnebeeke swego 60. przeciwnika.

Wraz z czterema innymi lotnikami Jasta 11 zaatakowaliśmy zachowujący się bardzo prowokująco angielski bombowiec. Zszedłem do niego na wysokość pięćdziesięciu metrów i oddałem do niego dwadzieścia strzałów. Wrogi samolot zapalił się i uderzył w ziemię. Przeciwnik wziął mnie chyba za angielski trójpłatowiec, bo obserwator nawet nie chwycił za karabin na mój widok.

27 marca 1918 roku miał już na koncie 70 zestrzeleń. 20 kwietnia wyleciał na czele eskadry na patrol nad linią frontu. Dolatując do sektora, zauważył, a następnie zaatakował dużą grupę brytyjskich Sopwith Camel. W pierwszym natarciu z bliskiej odległości zestrzelił jednego Camela. Było to jego 79. zestrzelenie.

Grób Czerwonego Barona

fot.Douglas Haig, 1. Earl Haig /domena publiczna Grób Czerwonego Barona

Widząc rozpadający się i ostatecznie uderzający o ziemię samolot, podciągnął nos swego Fokkera i zaatakował kolejny brytyjski myśliwiec. Wpakował w niego krótką serię z karabinów maszynowych. Camel wywinął się półbeczką i zanurkował do ziemi. Jego 80. ofiara właśnie rozbiła się w błotnistej Pikardii. Tego samego dnia, jak zwykle po tego typu sukcesie, zorganizowano w eskadrze dużą, zakrapianą alkoholem imprezę. Piloci bawili się do samego rana.

Ostatni lot

21 kwietnia rano Manfred von Richthofen poprowadził eskadrę Fokkerów na patrol. Nad przełęczą Morlancourt w pobliżu Sommy stoczył ostatnią walkę z brytyjskimi pilotami. Jego przeciwnikami byli piloci myśliwców Sopwith Camel z 209. dywizjonu RAF.

Gdy von Richthofen ścigał niedoświadczonego kanadyjskiego pilota Wilfrida Maya, dostał się pod ogień kapitana Arthura „Roya” Browna. Zrobił unik. Jeden. Drugi. Zszedł tuż nad linię okopów. Tam dosięgła go kula wystrzelona przez sierżanta Snowy’ego Evansa z 53. baterii artylerii polowej. Czerwony Baron zginął na miejscu.

Sekcja zwłok wykazała, że kula przebiła kadłub samolotu i wbiła się w ciało niemieckiego asa od dołu, uszkadzając wątrobę, płuca oraz serce. Zatrzymała się dopiero w jego kurtce.

Manfred von Richthofen został pochowany z wojskowymi honorami przez żołnierzy 3. Dywizjonu Royal Australian Air Force.

Źródła:

  1. Manfred von Richthofen, Wspomnienia Czerwonego Barona, Wrocław 2011.
  2. Andre R. Zbiegniewski, Dywizjon straceńców, Lublin 2006.
  3. Karl Bodenschatz, Pod niebem Flandrii, Lublin 2007.

Czy wiesz, że ...

...na początku XX wieku kobiety musiały być bardzo pomysłowe, by dostać się na studia? Przykładowo utalentowana ilustratorka, Zofia Stryjeńska, przez rok studiowała na niemieckiej uczelni, posługując się dokumentami swojego brata.

Joseph Conrad oświadczył się swojej przyszłej żonie w bardzo niekonwencjonalny sposób? Oznajmił jej między inymi, że pewnie długo nie pożyje i nie chce mieć dzieci!

...polski podróżnik Stefan Szolc-Rogoziński omal nie pokrzyżował imperialnych planów kanclerza Bismarcka? W trakcie swojej wyprawy do Afryki wyprzedził  on Niemców i w porozumieniu z lokalnymi wodzami, przekazał górzyste tereny Kamerunu pod angielskie władanie. Ostatecznie jednak w wyniku międzynarodowej konferencji przypadły one II Rzeszy.

... pewna bakteria była tak zjadliwa, że wystarczył łyk wody ze strumienia by się nią zarazić. Nic dziwnego, że ta choroba rozprzestrzeniała się z niesamowitą prędkością. Dziesiątkowała biedotę, ale zabijała też koronowane głowy. Kto padł jej ofiarą i czy nadal powinniśmy się jej bać?

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.