Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Najmłodszy żołnierz II wojny światowej miał zaledwie 6 lat!

Fragment plakatu filmu „Solider boy” opowiadającego o losach najmłodszego żołnierza II wojny światowej

fot.Janson Media, Mosfilm/fair use Fragment plakatu filmu „Solider boy” opowiadającego o losach najmłodszego żołnierza II wojny światowej

Czy to możliwe, by 6-letnie dziecko przetrwało w lesie bez żadnego wsparcia? By zaadaptowało się wśród frontowych żołnierzy i jeszcze samo zaangażowało w wojenne działania? Przykład małego Sergiusza pokazuje, że tak! Choć jego dzieciństwo dalekie było od tego, co można nazwać normalnością, to jednak zapisał się na kartach historii jako najmłodszy uczestnik II wojny światowej.

Seryozha (w skrócie Sergey) Aleshkov był najmłodszym uczestnikiem bitwy pod Stalingradem i prawdopodobnie najmłodszym żołnierzem II wojny światowej. Dokumenty dotyczące jego narodzin zostały zniszczone, ale szacuje się, że przyszedł na świat pomiędzy 1934 a 1936 rokiem, przy czym 1936 wydaje się być najbardziej prawdopodobny.

„Chcę pierwszemu napotkanemu naziście poderżnąć gardło!”

Sergey (po polsku Sergiusz) przyszedł na świat w małej wiosce Gryn leżącej niedaleko miasta Kaługa, stolicy obwodu kałuskiego w europejskiej części Rosji. Wioska słynęła z tego, że, po uderzeniu III Rzeszy na Rosję była ważnym ośrodkiem ruchu oporu.

Latem 1942 Niemcy pojawili się w Gryn. Za wspieranie i ukrywanie partyzantów postanowili wykonać egzekucję na ludności cywilnej wioski. 10-letni brat Sergiusza, Petya, został powieszony, a jego matka zastrzelona podczas próby ratowania syna. Sergey znajdował się pod opieką sąsiadki, która w pewnym momencie, widząc nadchodzących żołnierzy, wręcz wypchnęła Sergiusza przez okno i nakazała mu, by pobiegł do lasu. Sama została zastrzelona. Chłopiec żył sam w lesie aż do sierpnia, kiedy to został odnaleziony przez sowieckich zwiadowców.

Sergey (po polsku Sergiusz) przyszedł na świat w małej wiosce Gryn leżącej niedaleko miasta Kaługa, stolicy obwodu kałuskiego w europejskiej części Rosji.

fot.domena publiczna fot.domena publiczna Sergey (po polsku Sergiusz) przyszedł na świat w małej wiosce Gryn leżącej niedaleko miasta Kaługa, stolicy obwodu kałuskiego w europejskiej części Rosji.

Był wycieńczony zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jego ciało pokrywały ślady ukąszeń insektów. Chłopiec nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, jak długo sam przebywał w lesie. Żołnierze okryli go kocem i nie bacząc na wcześniejsze rozkazy, zabrali do swej kwatery. Gdy przyniesiono go do dowódcy oddziału, majora Mikhaila Vorobieva, ten przerwał naradę wojskową, po czym powiedział do znajdujących się w pobliżu żołnierzy: „Chcę wyruszyć do ich okopów choćby i teraz i pierwszemu napotkanemu naziście własnoręcznie poderżnąć gardło!”.

Majorowi udało się ustalić imię chłopca, jednak gdy dopytywał o jego mamę, maluch rozkleił się całkowicie i płakał przez długi czas. Dowódca postanowił, że czasowo pozwoli mu zostać w swoim 142 Pułku Piechoty, który należał do 47 Dywizji.

Sergiusza zabrano do szpitala polowego, gdzie postawiono go na nogi. Major Vorobiev tak się z nim zżył, że pozwolił mu nawet narysować samolot na gipsie swej prawej ręki. Traktował go jak własnego syna. Oczywiście w pełni rozumiał, że front to nie miejsce dla dziecka. Nie miał jednak serca odesłać go do sierocińca. Jako że sam nie posiadał rodziny, postanowił w końcu adoptować chłopca, z którym połączyła go silna relacja.

Czytaj też: Erwinka Barzychowska – najmłodsza obrończyni Poczty Polskiej w Gdańsku

Żołnierz z drewnianym pistoletem

Nazwano go synem pułku i każdy z żołnierzy dbał o niego, jak potrafił najlepiej. Doszło nawet do tego, że Sergiusz powiedział swemu nowemu tacie (jego biologiczny zmarł jeszcze przed rozpoczęciem wojny), że chciałby, by jego nową mamą została Nina, która opiekowała się nim w szpitalu. Major (już wcześniej mający do niej słabość) oświadczył się jej i oficjalnie zostali rodziną już po bitwie pod Stalingradem.

Chłopiec do tego stopnia wczuł się w rolę pomocnika majora, że chciał, by ten traktował go jak prawdziwego żołnierza. W związku z tym uszyto dla niego specjalny mundur wojskowy, przerobiono buty na mniejszy rozmiar – chłopiec wyglądał jak najprawdziwszy żołnierz, tyle że mały. Vorobiev przydzielał mu zadania takie jak roznoszenie poczty, prasy i podawanie wody rannym w szpitalu. Podczas akcji Sergiusz dostarczał żołnierzom także amunicję i granaty.

Niemieccy żołnierze na froncie wschodnim

fot.domena publiczna Niemieccy żołnierze na froncie wschodnim

Jego nowy ojciec podarował mu wystrugany z drewna pistolet, o który chłopiec dbał i który nosił z wielką dumą. Jeden z żołnierzy oddziału dał mu także niewielką lornetkę. Jak się wkrótce okazało, ten prezent zaprocentował ocaleniem całego pułku. Pewnego dnia podczas roznoszenia prasy Sergiusz bawił się lornetką, obserwując okolicę. Zauważył dziwny ruch w stogu siana oraz wystający spod niego wojskowy but. Bez chwili namysłu pobiegł do pierwszego napotkanego kompana i zameldował mu o podejrzanym znalezisku.

Sergiusz cieszył się tak dużym uznaniem i szacunkiem, że pomimo tego, że żołnierze spożywali właśnie posiłek, przerwali go i poszli we wskazane przez malca miejsce. Okazało się, że zakamuflowali się tam Niemcy z radiostacją, dzięki której naprowadzali artylerię na cel. Dzień wcześniej zbombardowano w ten sposób pozycje sowieckie.

Rosjanie kompletnie zaskoczyli wroga – jednego zastrzelili a dwóch kolejnych wzięli do niewoli. Sergiusz, jako prawdziwy żołnierz, wierząc, że wypełnia jedynie swoje obowiązki, nie pochwalił się nawet dowódcy (swojemu ojcu). Ten dowiedział się w końcu o jego wyczynie od jednego ze swych podwładnych. Mały bohater otrzymał oficjalne gratulacje za swe dokonanie.

Czytaj też: Nie oszczędzili nawet najmniejszych dzieci. Jak Niemcy „pomścili” Reinharda Heydricha?

Bohater spod Stalingradu

142 Pułk Piechoty otrzymał rozkaz udania się do Stalingradu jako wsparcie dla walczących tam oddziałów. Po drodze samochód majora, w którym znajdował się też Sergiusz, najechał na minę. Kierowca i zarazem wierny doradca Vorobieva poniósł śmierć na miejscu, major został ranny, a Sergiusz… nie miał nawet zadrapania, mimo że podmuch eksplozji wyrzucił jego małe ciało z auta. Czym prędzej odnalazł swego ojczyma, by odpowiednio się nim zaopiekować.

18 listopada 1942 roku Sergiusz wraz z kilkoma żołnierzami z jego oddziału znalazł się pod intensywnym ostrzałem niemieckim. Jeden z rykoszetów zranił go w nogę, więc ponownie trafił do szpitala. Gdy tylko okazało się, że rana zagoiła się wystarczająco, chłopiec powrócił do swego oddziału. Wraz z walczącymi żołnierzami doczekał wypędzenia Niemców ze Stalingradu i ostatecznie pokonania ich armii w tym rejonie.

Szczególnie jedno zdarzenie spod Stalingradu zasługuje na specjalną uwagę: podczas jednego z ataków niemieckich kilka pocisków spadło niebezpiecznie blisko pozycji sowieckich. Zniszczeniu uległa ziemianka dowódcy. Nikt poza Sergiuszem nie zauważył, że major Vorobiev znajduje się pod ostrzałem. Przerażony chłopiec pobiegł do niego i spostrzegł, że miejsce, w którym ostatnio widział swego ojca, przywalone jest konarami drzew. Choć z całych sił próbował je odsunąć, to jednak nie był wystarczająco silny.

Rosjanie pod Stalingradem

fot.domena publiczna Rosjanie pod Stalingradem

Czym prędzej pobiegł do znajdujących się najbliżej żołnierzy i powiadomił ich o zdarzeniu. Ci natychmiast udali się we wskazane miejsce. Pod drzewami odnaleźli rannego, ale – co najważniejsze – żywego majora. W ten sposób Sergiusz uratował nie tylko swego ojca, ale i dowódcę. Za ten wyczyn doceniony został odznaczeniem „Za zasługi wojskowe”. Marszałek Vasily Ivanovich Chuikov w geście uznania, podarował odznaczonemu Sergiuszowi prawdziwy pistolet – najprawdopodobniej był nim Walther P38.

Mały żołnierz mógł mówić o dużym szczęściu raz jeszcze: jeden z żołnierzy dla żartu pozwolił mu włożyć swój strój oficerski. Niespodziewanie na niebie pojawił się samolot niemiecki. Pilot założył, że odnalazł oficera sowieckiego i otworzył do niego ogień z broni pokładowej. Pocisk drasnął małego Sergiusza w piętę, za co później otrzymał od ojca surową reprymendę.

Wraz ze swoim pułkiem Sergiusz parł coraz bardziej na zachód, wypychając Niemców ze swego kraju. Dotarł aż do rodzinnej wsi Gryn. Dzięki ocalałym mieszkańcom udało się odtworzyć historię chłopca. Dowiedziano się o losie jego matki, starszego brata i i sąsiadki, której zawdzięczał życie. Uzyskano także informację, że dwóch najstarszych braci – Ivan i Andrew – także walczą na froncie.

Syn pułku

Gdy trwały walki na terenie Polski, nowa mama Sergiusza, Nina Bedova, zaszła w ciążę i opuściła oddział. Zaledwie kilka miesięcy po porodzie wróciła do męża, który otrzymał stopień pułkownika, i pozostała z nim aż do upadku Berlina. Po wojnie i demobilizacji osiedlili się w mieście Czelabińsk na Uralu, gdzie wiedli spokojne życie.

Wojenna kariera Sergiusza zakończyła się w 1944 roku nad Wisłą. Dowódca 62 Armii, Vasily Chuikov, wysłał Sergiusza do miejscowości Tuła nad Upą, gdzie chłopiec miał rozpocząć edukację w szkole Suvorova. Ze względu na problemy zdrowotne (Sergiusz, wzorem żołnierzy, palił już od najmłodszych lat) został odrzucony, jednak w jego sprawie interweniował sam Chuikov.

Dowódca 62 Armii, Vasily Chuikov, wysłał Sergiusza do miejscowości Tuła nad Upą, gdzie miał rozpocząć edukację w szkole Suvorova.

fot.Mil.ru/CC BY 4.0 Dowódca 62 Armii, Vasily Chuikov, wysłał Sergiusza do miejscowości Tuła nad Upą, gdzie miał rozpocząć edukację w szkole Suvorova.

Szkołę tę powołano właśnie dla „synów pułku” oraz młodych partyzantów spod Leningradu, których obecność w oddziałach nie była mile widziana przez dowództwo w chwili wejścia armii sowieckiej na tereny wroga. Sergiusz wraz z 30 innymi chłopcami stał się pierwszym rocznikiem w tej szkole. Pomimo upływu lat pozostał bardzo niski i krępy, zapewne ze względu na frontowe życie we wczesnym dzieciństwie. Swoje niedoskonałości rekompensował jednak bardzo silną psychiką. Warto dodać, że otrzymał jeszcze jedno odznaczenie wojskowe – w 1945 roku przyznano mu order „Zwycięstwa nad Niemcami”.

Sergiusz ukończył szkołę w 1954 roku. Następnie rozpoczął naukę prawa w Instytucie Charkowskim. Po zakończeniu edukacji przeniósł się do Czelabińska, by być bliżej rodziny. Zatrudnił się jako doradca w fabryce pleksiglasu. Jego życie osobiste nie układało się zbyt dobrze. Dwukrotnie żenił się i rozwodził. Doczekał się jednak córki oraz syna. Jego przybrani rodzice cieszyli się dużym uznaniem w Czelabińsku, szczególnie po tym, jak ojciec spisał i opublikował w 1984 roku książkę ze wspomnieniami wojennymi, której główna część poświęcona była właśnie Sergiuszowi.

W 1990 roku w wieku zaledwie 54 lat Sergiusz doznał ataku serca na przystanku autobusowym. Ze względu na kiepski stan zdrowia nie udało się go uratować. W 2019 roku ku jego czci nakręcono film produkcji rosyjskiej pod tytułem Soldatik znany na zachodzie jako Soldier Boy.

Bibliografia:

  1. „Sergey Aleshkov. The 6 Year-old Regimental Sodier”, BBC Archives.
  2. Buell Hal: World War II. A Complete Photographic History, Black Dog & Leventhal Publishers, Milan 2002.

Filmografia:

  1. Soldier Boy, Janson Media, Mosfilm, Rosja 2019.

Czy wiesz, że ...

...pogrzeb Reinharda Heydricha w 1942 roku był kolosalną uroczystością, w której udział wzięli najważniejsi przywódcy III Rzeszy, z samym Fuehrerem na czele? Heinrich Himmler w trakcie przemówienia powiedział: „Ty, Reinhardzie Heydrichu byłeś naprawdę dobrym esesmanem”.

...niektóre oddziały Armii Czerwonej poruszały się po Polsce na saniach? Poza czołgami i saniami nie było innych pojazdów. Olbrzymie sanie Sowieci zrabowali z polskich dworów i gospodarstw, które napotykali po drodze podczas „wyzwalania” naszego kraju.

...wojska niemieckie w Kurlandii walczyły aż do 13 maja 1945 roku, czyli jeszcze kilka dni po zakończeniu wojny? Jedną z przyczyn tak długiego oporu był strach, że Rosjanie zrobią żołnierzom Wehrmachtu drugi Katyń.

...niemiecki generał Friedrich Paulus, wzięty w sowiecką niewolę pod Stalingradem, w procesach norymberskich wziął udział jak świadek oskarżenia? Jego przyjazd wzbudził dużo emocji. Kiedy siedzący na ławie oskarżonych Hermann Göring zobaczył go na sali rozpraw, z wściekłością nazwał go „brudną świnią”.

Komentarze (8)

  1. lecter Odpowiedz

    Czemu „Seryozha”, a nie Serioża, Chuikov, a nie Czujkow, Mikhail itd. itp. ? Jest dużo więcej takich kwiatków. Widać, że żywcem zerżnięte z wersji angielskiej. Autorowi nawet nie chciało się wysilić, żeby po polsku napisać imiona i nazwiska.
    Ogólnie, losy chłopca bardzo ciekawe.

  2. TZ. Odpowiedz

    Redaktorzy tego portalu! Czy naprawdę nie umiecie pisać po polsku? Przecież rosyjskie nazwiska pisze się w polskiej transkrypcji. Anglicy niech sobie piszą po swojemu, a „Polacy nie gęsi…” itd. Tym lekceważeniem i pogardą dla języka polskiego zniechęcacie do odwiedzania waszych stron. Jakie wy sobie wystawiacie świadectwo? Półanalfabetów! A ten Chuikov to szczególnie wam się udał.

  3. Leszek Odpowiedz

    W latach 50-tych w szkole podstawowej czytałem książkę „Syn pułku”,tłumaczoną z jęz.rosyjskiego.Opisywane są tam dzieje wojenne chłopca przygarniętego przez artylerzystów.Bardzo podobne do opisywanych przez was.A żeby nie popaść w kompleksy,to J.Broniewska napisała dziełko pt „Krystek z Warszawy”.Myślę,że częste były przypadki przygarnięcia dziecka-sieroty,ale zazwyczaj szybko odsyłanych na tyły.Tak więc przygody w/w Sierioży, to kompilacja+konfabulacja.
    A marszałek-chujkow będzie wam się długo odbijał czkawką.

    • Damjur Odpowiedz

      Interesuję się historią II wojny światowej. Szczególnie działaniami wojennymi na Wschodzie. Nigdy nie słyszałem żadnym dowódcy Chuikovie. O generale, później marszałku ZSRR Wasiliju Iwanowiczu Czujkowie już tak. Akademio Ekonomiczna w Poznaniu, nie wstyd Ci za absolwenta Łukasza Grześkowiaka?

  4. Damian Odpowiedz

    Od kiedy polscy redaktorzy, piszący po polsku na polskich stronach, stosują angielską transliterację rosyjskich imion?

  5. R.R. Odpowiedz

    Rany, co za żenujący artykuł, seryosha, to jakaś tragedia. Jeszcze na jakimś forum dla półgłówków pozujących na światowców bym to zrozumiał, ale facet twierdzący że jest polskim naukowcem piszący jak wioskowy Mietek pozujący na intelektualistę? To jest po prostu żałosne.

  6. Rob Rob Odpowiedz

    Dawno już temu (lata 70-te), jako młody chłopak poszedłem do pierwszej pracy w Hucie Warszawa. Tam spotkałem człowieka, który w 1942 roku walczył w obronie Stalingradu. Polak z Kresów wschodnich, miał 12-13 lat kiedy weszli Rosjanie, ojciec zginął gdzieś pod Warszawą, a jego razem z matką wywieźli do Kazachstanu. Matka umarła na tyfus, został sam i w 1941 roku, po ataku Hitlera na ZSRR zgłosił się na ochotnika do wojska. Zawsze był wyrośnięty, nakłamał, że dokumenty przepadły, a on już jest pełnoletni (miał coś chyba 16 lat). Czas był taki, że już się 3 miliony radzickich żołnierzy zdążyło poddać Niemcom, więc komendy uzupełnień brały kogo się dało. Aby to miało ręce i nogi.
    Na trzeźwo nie chciał nam nic mówić o Stalingradzie, ale parę razy go upiliśmy i wtedy opowiadał. Z tego, co opowiadał, to ja się wcale nie dziwię, że nie chciał o tym mówić…

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.