Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Nie tylko Czarnobyl. Największe katastrofy przemysłowe w historii

fot.Yves Alarie Do dziś najbardziej znaną katastrofą pozostaje wybuch w Czarnobylu. Okazuje się jednak, że katastrof o podobnych lub gorszych skutkach było w historii znacznie więcej

Ostatnie wydarzenia w Bejrucie przypomniały światu o katastrofie w Czarnobylu. Okazuje się jednak, że wiele razy w historii dochodziło do tragicznych w skutkach katastrof, spowodowanych niefrasobliwością i chciwością. Oto 7 najważniejszych z nich.

Pazerność, zaniedbania i błędy ludzkie – oto najczęstsze przyczyny przemysłowych katastrof, które przyniosły światu tysiące ofiar. Niestety nadal nie wyciągamy wniosków z przeszłości.

1. Czarnobyl

To najbardziej chyba znana katastrofa przemysłowa na świecie, która niedawno została spopularyzowana rewelacyjnym miniserialem produkcji HBO History. Wokół pamiętnego wydarzenia z 26 kwietnia 1986 roku narosła swoista pop-kulturowa mitologia, podtrzymywana wstrząsającymi reportażami, książkami fabularnymi, a nawet grami komputerowymi. Przyczyny katastrofy, w której efekcie eksplodował jeden z czterech reaktorów RMBK-1000 Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej były do szpiku typowe: zawiódł najbardziej niestabilny czynnik, czyli człowiek.

Prawdę powiedziawszy, reaktory RBMK-1000 nigdy nie spełniały norm bezpieczeństwa właściwych dla państw zachodnich. Były co prawda ekonomiczne, ponieważ jako paliwa używano w nich uranu moderowanego grafitem, co jednak powodowało ich niestabilność. Nie bez wpływu był też brak czegoś takiego jak kultura bezpieczeństwa w Związku Radzieckim, gdzie wydajność i propagandę przekładano nad podstawowe zasady BHP oraz ludzkie życie.

fot.Combat Vehicle at the Militia Station 1/Creative Commons Wrak BRDM-2 w Prypeci

Już podczas budowania reaktorów RBMK popełniono poważne błędy, które miały polegać m.in. na zatajeniu szczegółów ich budowy nawet dla specjalistów tam pracujących. Niewystarczający był też układ chłodzenia w przypadku wystąpienia awarii całego rdzenia. Budowniczowie omawianego reaktora jakby nie przyjmowali do swojej wiadomości takiej ewentualności (system chłodniczy był przystosowany do chłodzenia jedynie części rdzenia w reaktorze).

Kolejnym problemem był brak obudowy bezpieczeństwa w czarnobylskiej elektrowni, która miała za zadanie ograniczać ewentualne skutki eksplozji. Na dodatek, w reaktorze typu RBMK można było odłączyć układ zabezpieczeń reaktora, czego w chwili awarii, przeprowadzając eksperyment mający paradoksalnie zwiększyć bezpieczeństwo, dokonano, kompletnie nie zdając sobie sprawy z konsekwencji swoich działań.

Skutki awarii są ogólnie znane, aczkolwiek zależnie od źródeł, różnią się skalą. Według niektórych danych liczba ofiar śmiertelnych wynosi 31, według innych, z 134 pracowników biorących udział w likwidacji awarii, z powodu choroby popromiennej zmarło do 2004 roku 35 osób. Natomiast biorąc pod uwagę całość osób wystawionych na podwyższone promieniowanie według raportu Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej, uznaje się, że skutki awarii do dzisiaj odczuwa na samej tylko Ukrainie od miliona do dwóch milionów mieszkańców. Ucierpiało także środowisko naturalne. Skażone zostały ogromne obszary, a podwyższone promieniowanie po dzień dzisiejszy w niektórych rejonach wokół miasta Prypeci jest niebezpieczne dla życia.

2. Bhopal

Katastrofa w zakładach chemicznych należących do amerykańskiej firmy Union Carbide w indyjskim mieście Bhopal, mimo iż w bezpośredni sposób zabiła więcej osób niż awaria w Czarnobylu, wciąż jest słabo rozpowszechniona w świadomości społecznej. Można tylko domniemywać dlaczego: kwestia odległości geograficznej i fakt, iż wydarzyła się w jednym z krajów „Trzeciego Świata”; stojąca za nią amerykańska korporacja, która zadbała, by ich szczerozłoty PR zbytnio nie ucierpiał; większość ofiar pochodząca z najbiedniejszych warstw społecznych, czyli takich, za którymi świat za bardzo nie roni łez…

Do tragedii doszło w nocy z 2 na 3 grudnia 1984 roku, gdy jeden ze zbiorników, w którym przechowywane były silnie toksyczne pestycydy, dokładnie izocyjanian metylu, rozszczelnił się i śmiertelna substancja wydostała się na zewnątrz. Podobnie jak wszystkie katastrofy tego typu, przyczyną tej była zwykła ludzka pazerność. W przeprowadzonym po tragedii śledztwie ujawniono długoletnie, rażące zaniedbania na każdym możliwym stopniu zabezpieczeń: od niewystarczającego przeszkolenia pracowników, którzy nie znali podstaw języka angielskiego (cynizmem było zamieszczenie wszystkich instrukcji w zakładzie w języku angielskim), przez niedziałające instalacje, zapobiegające dostawaniu się wody do zbiornika z chemikaliami, po sam tragiczny stan przepełnionego pojemnika, gdzie owe pestycydy były magazynowane całymi latami.

fot.Creative Commons Attribution 2.0 Generic Protest ofiar katastrofy w Bhopal

Jak wspomniałem, w Bhopalu szwankował system rurociągów i śluz, które miały zapobiegać mieszaniu się izocyjanianu z wodą, ponieważ zachodziła wówczas reakcja chemiczna, zamieniająca izocyjanian w cięższy od powietrza gaz. W tragiczną noc przerdzewiała kadź w końcu uległa takiemu uszkodzeniu, że groźne substancje zaczęły wylewać się na okoliczny, gęsto zaludniony teren. Bilans był przerażający. Praktycznie natychmiast zmarło około 4 tysięcy ludzi. Dopiero gdy trujący gaz rozprzestrzenił się na obszarze o średnicy 25 kilometrów, wszczęto w fabryce alarm. Tymczasem w mieście działy się dantejskie sceny. Ludzie uciekali w panice i masowo zgłaszali się do szpitali, w których nie wiedziano, co w ogóle się wydarzyło.

Ofiary zaczęły nagle ślepnąć i dusić się, umierając w agonii. Oblicza się, że krótko po katastrofie zmarło kolejnych 20 tysięcy osób, ponadto 120 tysięcy doznało trwałego uszczerbku na zdrowiu, a u kolejnych 50 tysięcy zdiagnozowano niezdolność do pracy. Najgorsza w tej historii jest znieczulica świata i bezkarność wielkich zachodnich korporacji, traktujących kraje takie jak Indie niczym zwierzęcy folwark. Wypłacone odszkodowania opiewały na śmieszne sumy, a skażenie środowiska wokół nieczynnej, popadającej w ruinę fabryki w niektórych miejscach przekracza po tysiąckroć wszelkie normy.

Nawet po ponad 30 latach od tragicznej nocy, toksyny zbierają swoje żniwo u ludności miejscowej, masowo występują różne schorzenia i nowotwory, rodzę się również genetycznie chore dzieci, których życie od samego początku spisane jest na straty. Do dzisiaj rząd USA oraz spółka, która wykupiła Unite Carbide, skutecznie unikają jakiejkolwiek odpowiedzialności.

3. Katastrofa kureniwska

Słowo „katastrofa” było niemalże zakazane w granicach ZSRR. W kraju proletariackiej równości, dostatku i szczęścia tragedie się nie zdarzały, a jak już, to z pewnością winowajcą była pełzająca kontrrewolucja albo kapitalistyczna agentura. Więc gdy w dzielnicy Kijowa o nazwie Kureniwce dnia 13 marca 1961 roku 14-metrowej wysokości i 60-metrowej szerokości lawina błotna zalała okoliczne budynki oraz przepełniony ludźmi tramwaj, grzebiąc ludzi żywcem, sprawę zatajono. Przecież taki incydent nie mógł się wydarzyć w ZSRR…

W rzeczonej dzielnicy, w miejscu zwanym Babim Jarem, gdzie w czasie II Wojny Światowej Niemcy dokonali masowego mordu na ludności miejscowej, postanowiono założyć zbiornik odpadów pochodzących z produkcji cegieł. W ogromnym „jeziorze” w ciągu dekady zmagazynowano ponad 4 mln metrów sześciennych osadów złożonych ze zmielonych cegieł, wody i skał, które utworzyły poprodukcyjną pulpę. Od dzielnicy mieszkalnej oddzielał to wszytko jedynie wał ziemny, który co jakiś czas przeciekał, a z czasem odpadki zaczęły gdzieniegdzie przelewać się górą.

fot.domena publiczna Katastrofa kureniwska

13 marca 1961, około godziny 9.20, lawina błotna nagle przedarła się przez wątłą przeszkodę. Natychmiast ocenzurowano wszelkie informacje na temat katastrofy, a sam teren otoczono wojskowym kordonem. Cenzura była tak skuteczna, że nawet w samym Kijowie nikt do końca nie wiedział, co też wydarzyło się w Kureniwce. Zakazano nawet lotów w samolotowych w pobliżu miejsca katastrofy. Nikt nie miał o niej wiedzieć. Władze komunistyczne były na tyle skrupulatne, że informacje o katastrofie wyciekły dopiero po 40 latach (sic!).

Miejsce katastrofy zostało szybko oczyszczone. Kompletnie nie zwracano uwagi na ludzkie szczątki, wystające spod błota i kamieni. Same ofiary były niedokładnie spisane, akty zgonów z marca 1961 roku zaginęły, a na miejscu zdarzenia wybudowano piętrowe bloki mieszkalne. Po latach podano do oficjalnych wiadomości zgon 145 osób. Z nieoficjalnych informacji wynika natomiast, że liczba zgonów wahała się miedzy 1500 a 2000. Ciała chowano na różnych, oddalonych od Kijowa cmentarzach, częstokroć podając różne daty śmierci. Zginęły m.in. dwie grupy przedszkolaków, wszyscy pasażerowie przepełnionego tramwaju, mnóstwo gapiów oraz ludzi uwięzionych w domach. Stojący na drodze lawiny stadion miejski w pewnym stopniu zamortyzował uderzenie, przez co zniszczenia nie były jeszcze większe.

4. Katastrofa kysztymska

Taką nazwą zostało ochrzczone zdarzenie jądrowe, które miało miejsce 29 września 1957 roku w Majaku, jednym z największych zakładów jądrowych w ZSRR. Nazwa pochodzi od najbliższego „normalnego” miasta, którym był wówczas Kysztym, mimo iż bliżej znajduje się miejscowość Oziorsk. Było to jednak za komuny miasto zamknięte-nieoznaczone na mapie z ograniczonym albo żadnym dostępem z zewnątrz.

Zakłady w Majaku były częścią radzieckiego programu badań nad bronią jądrową, w których rafinowano i obrabiano militarny pluton, później specjalizowano się w przetwarzaniu odpadów promieniotwórczych. Kompleks wybudowano po II Wojnie Światowej. Zakłady rozmieszczono na powierzchni prawie 90 tysięcy kilometrów kwadratowych i zatrudniano do 17 tysięcy pracowników, zamieszkujących wspomniane zamknięte miasto.

W Majaku wybudowano pierwszy w ZSRR reaktor, uruchomiony 19 czerwca 1948 roku. Wyprodukowano tam też pierwszą sowiecką bombę jądrową, zdetonowaną 29 sierpnia 1949 roku na poligonie w Semipalatyńsku. Wszelkie odpady ciekłe początkowo wylewano bezpośrednio do rzeki Tecza, która przez Iset, Tobol, Irtysz i Ob wpadała do Morza Karskiego. Następnie zaczęto wlewać odpady do jeziora Karaczaj i innych naturalnych zbiorników, których wokół znajdowało się sporo.

fot.domena publiczna Pomnik pamięci ofiar katastrofy kysztymskiej

Przez lata prawie wszystkie okoliczne jeziora w większym czy mniejszym stopniu zostały skażone, co w niedalekiej perspektywie grozi katastrofą ekologiczną na niewyobrażalną skalę, nieporównywalną z żadną inną. Do dzisiaj wiele odpadów jest magazynowana w specjalnych metalowych i betonowych kontenerach, z których część ulega postępującemu rozszczelnieniu.

Przez lata, na skutek braku wyobraźni oraz podobnie, jak w przypadku dwóch wyżej przedstawionych katastrof, na terenie byłego ZSRR-bezmiaru ludzkiej głupoty, na terenie Majaku dochodzi do niekontrolowanych uwolnień radiacji, jednakże awaria z września 1957 roku była największa. Bezpośrednią jej przyczyną byłą awaria systemu chłodzenia zbiornika z tysiącami ton odpadów jądrowych. Pozbawione chłodziwa, związki promieniotwórcze uległy podgrzaniu i nie-nuklearnej eksplozji, w efekcie czego prawie 40.000 km kwadratowych terenu zostało pokryte skażeniem promieniotwórczym.

Najbardziej skażone regiony: Czelabiński, Świerdłowski i Tiumeński są nazywane Wschodnio-Uralskim Szlakiem Radioaktywnym. Według danych przedstawianych na różnych stronach internetowych, wskutek katastrofy na chorobę popromienną zmarło około 200 osób, 10 tysięcy ewakuowano, a 470 tysięcy zostało narażonych na skutki promieniowania jonizującego. Do dzisiaj pokrzywdzonych ma być ponad pół miliona cywili. Rząd ZSRR oczywiście kompletnie zignorował zagrożenie, przez co wybuchła masowa histeria – rzekomo widywano ofiary, z których spływała skóra. Symptomatyczny i dający pewne wyobrażenie na efektywność działania władz może być przykład miejscowości Muslimovo, która została ewakuowana dopiero w… 2005 roku.

Jeszcze bardziej przerażający jest fakt, że według odtajnionych danych CIA, rząd Stanów Zjednoczonych doskonale wiedział o katastrofie, tylko celowo ją zataił w obawie o protesty społeczne, które mogłyby utrudnić realizację własnych projektów nuklearnych. Dodam jeszcze, że Majak wciąż funkcjonuje, wykorzystując przestarzałe technologie i zatruwając środowisko oraz ludzi, a ostatni poważniejszym wypadek nuklearny miał tam miejsce w 2017 roku…

5. Katastrofa w kopalni Benxihu w Chinach

26 kwietnia 1942 roku doszło do katastrofy w chińskiej kopalni Benxihu, w której śmierć poniosło 1549 górników. Kopalnia miedzi znajdowała się wówczas pod władzą Japończyków, którzy do pracy wykorzystywali najczęściej więźniów. Panowały tam uwłaczające ludzkiej godności warunki, zarówno jeśli chodzi o wyżywienie, jak i ubrania wydawane robotnikom. Panoszyły się tam ponadto różne choroby, takie jak tyfus i cholera.

Do katastrofy doszło w momencie wybuchu gazu ziemnego w jednym z kopalnianych szybów. Słup ognia popędził ku wyjściu z kopalni, której strzegli żołnierze. Gdy nastąpiła eksplozja, pracujący na powierzchni górnicy chcieli ruszyć kolegom na pomoc, zostali jednak odparci przez straż kopalni, która ponadto otoczyła wejście do szybu drutem pod napięciem. Jednocześnie zadecydowano o zasypaniu szybu, pozostawiając setki osób na pewną śmierć. Tymczasem do mediów docierały jedynie lakoniczne informacje, mówiące o niewielkiej liczbie ofiar. W rzeczywistości tamtego fatalnego dnia śmierć poniosło 34% wszystkich pracujących tego dnia górników. Po ponownym otwarciu kopalni, ciała wynoszono przez 10 dni, niektóre tak zwęglone, że niemożliwością była ich identyfikacja. Zmarłych następnie pochowano w zbiorowej mogile.

Sprawą po wojnie zajął się Związek Radziecki. W wyniku przeprowadzonego śledztwa stwierdzono, że stosunkowo niewielu górników zmarło bezpośrednio wskutek eksplozji. Przeważająca liczba ofiar, nie mogąc wyjść z zamkniętej kopalni, zatruła się trującymi gazami kotłującymi się pod ziemią.

6. Katastrofa w Texas City

Największa nie-nuklearna eksplozja w historii Stanów Zjednoczonych wydarzyła się 16 kwietnia 1947 roku w porcie miasta Texas podczas załadunku saletry amonowej na statek. Nie trzeba chyba w tym miejscu nadmieniać, iż był to wynik rażących uchybień w przestrzeganiu bezpieczeństwa…

Rzeczona saletra miała posłużyć jako składnik nawozów i pomóc powojennej gospodarce Francji dźwignąć się z gruzów. Jednakże do transportu nie doszło. Według wszelkiego prawdopodobieństwa już podczas produkcji azotanu amonu w fabrykach w Nebrasce i Iowa doszło do wielu zaniedbań, takich jak przetrzymywanie saletry w cienkich, papierowych workach zmagazynowanych w wagonach kolejowych, w których była ona wystawiona na wysokie temperatury.

Miało do doprowadzić do zaktywizowania się głównego składnika saletry amonowej -wspomnianego azotanu amonu. Tak przetransportowane materiały do Texasu były następnie chaotycznie magazynowane w ładowniach statków. Pracownicy, którzy to robili, wykazali się wyjątkową bezmyślnością, paląc w ładowniach papierosy. Dalej wydarzenia potoczyły się już ekspresowym tempem.

fot.domena publiczna Katastrofa w Texas City

Najpierw zauważono dym. Przybyła na miejsce straż pożarna, nieświadoma charakteru zmagazynowanych na statku materiałów, zaczęła gasić pożar wodą. To jednak zintensyfikowało zachodzące reakcje chemiczne. Zapalona saletra amonowa, na skutek dalszych reakcji generowała ogromne ilości ciepła, które zaczęły zamieniać lejącą się na nią wodę w parę wodną. Dotyczyło to także wody w porcie, w bezpośredniej bliskości statku.

Para wodna natomiast jeszcze bardziej przyspieszała reakcje chemiczne. Doprowadziło to do ogromnej eksplozji 2300 ton saletry, która dosłownie wysadziła w powietrze całe nadbrzeże portowe. W mgnieniu oka zginęło kilkaset osób, a tysiące zostało rannych. Eksplozja stworzyła ponadto lokalne tsunami, które zmyło zbierających się nieopodal gapiów do oceanu.

Wybuch wyrzucił w powietrze tysiące ton metalowych odłamków, z których niektóre miały poruszać się z naddźwiękową prędkością. 2-tonowa kotwica ze statku została znaleziona prawie 3 kilometry od portu, a inna, 5-tonowa, przeleciała ponad 800 metrów. W oddalonym od 16 kilometrów mieście Galveston fala uderzeniowa poprzewracała ludzi na ulicach, a w Houston, 60 km od epicentrum, posypały się szyby w oknach. W oddalonej o 400 km Luizjanie odnotowano nieznaczne wstrząsy. Siła eksplozji wynosiła 1/5 bomby zrzuconej kilka lat wcześniej na Hiroszimę. Ponadto wzniecony w powietrze toksyczny i gęsty pył przez wiele dni opadał w wielokilometrowej średnicy wokół Texas City, powodując kolejne straty.

Wydawałoby się, że taka tragedia może stać się pewną przestrogą dla ludzkości, jednakże jak widzimy po wszystkich przytoczonych w tym artykule przykładach, jest to złudna nadzieja.

7. Eksplozja w Bejrucie

To bez wątpienia najświeższy przykład ludzkiej krótkowzroczności. 4 sierpnia 2020 roku, w libańskim porcie doszło do eksplozji 2700 ton (czyli o kilkaset ton więcej niż w Texasie) saletry amonowej, doszczętnie niszcząc port okoliczne zabudowania.

Przechowywana w jednym z portowych magazynów saletra została skonfiskowana w 2014 przez libańskie władze z zatrzymanego statku. Od czasu jej zmagazynowania, służby celne wielokrotnie zgłaszały konieczność przetransportowania niebezpiecznych materiałów w inne miejsce, informując o skali zagrożenia, jednakże apele były za każdym razem ignorowane.

Bezpośrednia przyczyna katastrofy, podana przez telewizję Al-Dżadid przyprawia o gęsią skórę. Służby bezpieczeństwa portu zleciły bowiem zaspawanie drzwi do magazynu, by zapobiec kradzieżom. Konsekwencje tego absurdalnego pomysłu dosięgły cały Bejrut już po kilku godzinach po zakończeniu prac.

Całkiem niedawno miała miejsce potężna eksplozja w Bejrucie

O 17.55 poinformowano straż pożarną o pożarze sztucznych ogni w jednym z magazynów w porcie. Gdy odpowiednie służby przybyły na miejsce, okazało się, że pożar jest o wiele większy, niż się spodziewano, wezwano więc posiłki. Na dziesiątkach nagrań, które krążą po Internecie, widać unoszące się nad portem tumany czarnego dymu i serie niewielkich eksplozji. Chwilę później miastem wstrząsa ogromna eksplozja, a fala uderzeniowa niszczy najbliższe budynki i wybija szyby w oknach praktycznie w całym mieście. Bilans strat i ofiar jest ogromny i z dnia na dzień rośnie. Na dzień 10 sierpnia poinformowano o 220 ofiarach, 110 zaginionych i ponad 6000 rannych. Dach nad głową straciło około 300 tysięcy osób.

Tydzień po katastrofie, premier Libanu Hassan Diab wraz z rządem podał się do dymisji, jednocześnie informując, że za zaniedbaniami, a w konsekwencji eksplozją w porcie, stoi olbrzymia korupcja. Choć słowo „olbrzymia” nie oddaje w żadnym stopniu ogromu korupcji toczącej ten kraj od lat. Nieudolne rządy i całe dekady ignorowania podstawowych potrzeb coraz biedniejszego społeczeństwa, doprowadziły Liban na skraj bankructwa, a niedawna eksplozja przyniosła widmo klęski humanitarnej. Sytuację dodatkowo pogarszają uliczne protesty przeciwko rządowi, które przerodziły się w zamieszki.

Widać więc, że współczesna cywilizacja nie wyciąga lekcji ze swojej historii, popełniając w kółko te same błędy, w której giną niewinni, a środowisko naturalne jest bezpowrotnie niszczone.

Bibliografia:

  1. Bogaczyk F., Bhopal – katastrofa, od której świat odwrócił wzrok, a
    jej skutki były tragiczniejsze niż Czarnobyl, w: www.twojahistoria.pl
  2. Bogaczyk F., W 1947 roku w Texas City otwarły się wrota piekieł, w:
    www.twojahistoria.pl
  3. Plokhny S., Czarnobyl. Historia nuklearnej katastrofy
  4. Brown K., Czarnobyl. Instrukcje przetrwania
  5. Mołoniewicz K., Na ludzkie szczątki wylały się hektolitry budowlanych
    ścieków, w: www.wyborcza.pl
  6. Raj M., Czarnobyl 30 lat wcześniej. Katastrofa kysztymska na Uralu, w:
    www.historia.wprost.pl
  7. Rudziński C., Kijów. Pamięć o śreniowskiej apokalipsie, w:
    www.krajoznawcy.info.pl
  8. Swietłana A., Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości
  9. Szygiel, J., Bhopal. Katastrofa, która nie przestaje zabijać, w: www.strajk.eu
  10. Beirut blast: Confiscated ammonium nitra te from ship in 2014 could
    have spardek deadly explosion, w: www.indiatoday.in
  11. Beirut exlosion: Lebadon’s government ‘to resign’ as death roll Reiss,
    w: www.bbc.com
  12. Beirut explosion death Toll Reiss to 135 as 5,000 wounded: Live, w:
    www.aljazeera.com
  13. Eksplozja w Bejrucie. Nagrania slow motion z chwili wybuchu, w: www.onet.pl
  14. Indie 30 lat od katastrofy w Bhopalu, w: www.amnesty.org
  15. Niemiecka prasa o skutkach eksplozji w Bejrucie: „Katastrofa pod
    wieloma względami”, w: www.dw.com

Komentarze (5)

    • yamata Odpowiedz

      Fajny komentarz. Inteligentny taki i wiele wnoszący. I do tego świetnie umotwowany. Długo nad nim myślałeś, debilu? Napisałeś w życiu coś więcej? Wątpię…

  1. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    …bez przesady drogi „hehe”.
    Mogą owszem powyżej co najwyżej drażnić, razić pewne naleciałości gwarowe i momentami wręcz prostackość stylu (co i mnie przyznaję czasami też „dotyka” niestety). Np. te „kotłowanie się” gazów dające niepotrzebne wrażenie kompletnie zbędnego i nieuzasadnionego strywializowania tragicznych przecież wydarzeń.
    A tematyka artykułu jest niezwykle ważna, no bo tak szybko – stanowczo zbyt szybko, staramy się my wszyscy nie „męczyć” sumienia (no bo w końcu przecież korzystamy z tej taniej, a skrajnie niebezpiecznej działalności gospodarczej), i o tych tragediach jak najszybciej zapomnieć!
    I… powtarzamy stare błędy.
    Np. mnie tutaj brakuje (została zapomniana?) wielkiej tragedii bangladeskich szwaczek, chyba największej znanej i odnotowanej katastrofy budowlanej naszych czasów, będącej jednocześnie i jedną z największych przemysłowych.
    Oczywiście mam na myśli Szabhar – zawalenie się ośmiokondygnacyjnej budowli, postawionej z naruszeniem nieomal wszelkich przepisów prawa i zasad sztuki budowlanej!
    Oficjalnie zginęło wówczas 1127 osób! Często ciężko rannych, jeszcze przez kilka dni od momentu katastrofy żyjących i… niesamowite męczarnie cierpiących pod gruzami…
    Wielkie korporacje europejskie mające całe mnóstwo, nazwijmy je „eko”, certyfikowanych wyrobów, próbowały całą winę zwalić na polską firmę, która miała być oficjalnie i przez podstawione „słupy”, głównym pracodawcą i udziałowcem w tym skrajnie nie ekologicznym ale „diabelnie” opłacalnym biznesie…
    Rok i kilka miesięcy po tym zdarzeniu jedna z duńskich stacji tv przedstawiła jednak wstrząsający dokument ukazujący jak rzeczywiście powstaje słynna duńska bielizna firm chełpiących się 100% ekologiczną (stąd dopisek „organic” na ich metkach) technologią produkcji.
    Otóż większość tej rzekomo „organic” bielizny, wówczas (i jeszcze – do – dziś?) bazowało na półproduktach powstających w de facto skrajnie nie ekologicznych warunkach!
    Np. tkaniny wybielano, farbowano w kadziach, gdzie hinduscy pracownicy indyjskich, pakistańskich czy bangladeskich manufaktur, chodzili i „deptali” tkaniny w tychże kadziach, w oparach sody kaustycznej!
    I żyli, żyją oni średnio ledwie (głównie do!) około czterdziestu kilku lat!

    • Alchemik Odpowiedz

      Wybielanie, garbowanie skór, itp. odbywa się tak cały czas w Indiach i Bangladeszu. Polecam film dokumentalny z ubiegłego roku emitowany na TVP historia bodajże w maju br.

  2. Pawel Odpowiedz

    Panie Filipie dziękuję za artykuł ukazujący wiele interesujących ale i smutnych faktów.

    Serdecznie pozdrawiam i życzę pomyślności.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.