Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Operacja Bernhard – czyli jak trefne funty produkowane w obozach koncentracyjnych miały wygrać Hitlerowi wojnę

Funty podrabiano w obozach koncentracyjnych

Uważa się, że było to największe fałszerstwo finansowe w historii ludzkości. Miało przeważyć szalę zwycięstwa w II Wojnie Światowej na stronę Niemców. Pod koniec wojny hitlerowcy rozpoczęli na masową skalę emisję idealnie podrobionych funtów brytyjskich. Nad podróbkami pracowały dziesiątki ludzi. Lewe pieniądze miały wykoleić brytyjską gospodarkę i to się nieomal udało. Niemcom zabrakło czasu. Szybkie postępy Armii Czerwonej i otwarcie frontu na Zachodzie zastopowały wykonanie operacji Bernhard.

Niemcy już od 1940 roku próbowali kopiować brytyjską walutę. Pomysłodawcą fałszerstwa był Alfred Naujocks, mający zresztą doświadczenie w mistyfikacjach. On to bowiem kierował tzw. prowokacją gliwicką, która posłużyła Niemcom za pretekst do wojny z Polską.

Naujocks wpadł na pomysł fałszowania funtów, gdy dowiedział się, że Brytyjczycy też stosują takie metody. Nad niemieckimi miastami zrzucane były podrobione kartki żywnościowe, mające wywołać chaos i problemy z zaopatrzeniem. Pomysł spodobał się zastępcy szefa SS Reinhardowi Heydrichowi. Przyklasnął mu również sam Führer.

Niestety wierne skopiowanie pieniędzy emitowanych przez Bank Anglii okazało się zadaniem wyjątkowo trudnym. Niemcy ściągnęli do pracy niejakiego Salomona Smolianoffa, ukraińskiego Żyda, uciekiniera z sowieckiej Rosji, fałszerza i przestępcę ściganego w wielu krajach europejskich, jednak efekty były marne.

fot.British Military/domena publiczna Bernhard Krüger

Podrobione funty łatwo dawały się rozpoznać i odróżnić od oryginałów. Nic dziwnego – pieniądze emitowane przez Bank Anglii miały w sumie 150 różnych zabezpieczeń, do tego dochodziła kwestia materiału, z którego zostały wykonane – jego faktury, koloru, grubości itp.

Po wyprodukowaniu kilku milionów łatwo odróżnialnych kopii, Niemcy zaprzestali pracy. Naujocks pożegnał się z projektem. Zastąpił go Bernhard Krüger oficer służby bezpieczeństwa (SD), który wcześniej pracował m.in. w biurze paszportowym niemieckiej policji. Tam sprawdzał wiarygodność dokumentów i tam też zaimponował mu paszport brytyjski. Był pod takim wrażeniem „jakości wykonania” dokumentu ze Zjednoczonego Królestwa, że pisał nawet przełożonemu o konieczności zastosowania podobnych rozwiązań w przestarzałym paszporcie niemieckim.

Doświadczenie z paszportami dało Krügerowi przepustkę do fałszerstwa na gigantyczną skalę. Kryptonim akcji Niemcy zaczerpnęli od jego imienia.

Manna z brytyjskiego nieba

Plan był prosty. Trefne pieniądze o nominałach 5, 10, 20 i 50 funtów można było po prostu zrzucić z samolotów niemieckich robiących kursy nad Wyspami Brytyjskimi. Któż nie chciałby znaleźć na swoim ogródku paczki pełnej pieniędzy? Kalkulowano, że chciwość ludzka zwycięży i że „szczęśliwi znalazcy” nie przyznają się służbom do tego, a wydadzą pieniądze na własne cele.

Innym sposobem wpuszczenia do obiegu lewych funtów było „wypranie ich” w transakcjach na całym świecie i pozyskanie w ten sposób oryginalnych dewiz.

Zalanie brytyjskiej gospodarki trefną walutą przetrąciłoby zaufanie do funta, drastycznie osłabiło jego pozycję na całym świecie, przerwałoby łańcuchy dostaw, poza tym zalew pieniędzy mógłby skutkować inflacją i innymi perturbacjami gospodarczymi.

Pracownia diabła

Gra więc była warta świeczki. Joseph Goebbels nazwał ja „groteskowym planem”. Wielki Albion poległby dzięki trefnej mamonie.

Niemcy zdali sobie jednak sprawę, że o szybkich efektach nie ma mowy. Krüger postanowił podejść do sprawy bardziej metodycznie. Spośród tysięcy więźniów obozów koncentracyjnych (głównie Sachsenhausen i Oświęcimia) wytypował ostatecznie 142 osoby, które miały zająć się fałszerstwem doskonałym. W skład zespołu wchodzili drukarze, graficy, malarze, rysownicy, introligatorzy, grawerzy, fotografowie, zecerzy, galwanoplastycy, bankowcy, specjaliści od papierów wartościowych, fryzjerzy (ze względu na sprawność manualną) i przedstawiciele wielu innych specjalności. Ich na jakiś czas czekał lepszy los niż wegetacja i głód, czy komora gazowa. Zrzucili pasiaki obozowe na rzecz białych fartuchów badawczych, dostawali normalne racje żywieniowe i pracowali po 8 godzin. Wiedzieli jednak również, że niezależnie od powodzenia akcji, mają być zabici.

fot.domena publiczna Adolf Burger był jednym z więźniów zmuszonych do produkowania fałszywych funtów. To on nazwał więźniów „trupami na wakacjach”, wszyscy bowiem mieli świadomość, że niezależnie od wyniku operacji czeka ich śmierć

Zespołowi fałszerzy wydzielono dwa wyizolowane i zamaskowane baraki – nr 18 i 19 w obozie Sachsenhausen. Po latach Adolf Burger jeden z więźniów i uczestników fałszerstwa, dzięki któremu świat dowiedział się o operacji Bernhard, nazwał baraki „pracownią diabła”.

-Byliśmy jak trupy na wakacjach – wspominał Burger.

Wszystko, co działo się w środku, było ściśle tajne. O przeznaczeniu baraków nie wiedzieli nawet strażnicy obozowi. Niemcy zorganizowali tam laboratoria fotograficzne, stanowiska grawerskie, ściągnęli najnowocześniejszą maszynę drukarską Victoria – Tiegel 4.

Szmaciane funty

Naziści zamierzali wyprodukować 4,5 mld funtów. Zadanie okazało się jednak wyjątkowo trudne.
Jednym z największych problemów był materiał z którego powstawały funty. Niemcy byli pewni, że chodzi o len, jednak mimo to nie mogli uzyskać takich samych parametrów materiału – koloru, wytrzymałość itp.

Ekipie fałszerzy rok zajęło rozpracowywanie „papieru”użytego do produkcji funtów. Ściągnęli nawet len z Turcji, tak samo jak Bank Anglii. Wszystko na próżno. Materiał ciągle nie zachowywał się taki sam sposób, nie szeleścił odpowiednio, jak prawdziwe funty.

Ostatecznie metodą wielokrotnych prób i błędów okazało się, że wyspiarze używają lnu gorszej jakości i jeszcze przed produkcją go piorą. Niemcy powtórzyli ten proces. Len pocięty na szmaty, był celowo brudzony, później prany i suszony. Efekt okazał się perfekcyjny.

Do produkowania fałszywych funtów zaangażowano m.in. więźniów z Sachsenhausen

W rzeczywistości Brytyjczycy nie prali szmat, a używali do produkcji funtów, starych, lnianych worków pocztowych, które były mielone i przetwarzane wg receptury jeszcze z XVIII wieku. Hitlerowskie wyprane szmaty okazały się jednak dawać ten sam efekt.

Skrajnie trudne okazało się również podrobienie znaków wodnych, których linie były na przemian ciemne i jasne. Ostatecznie, w sumie udało się podrobić 148 ze 150 specyficznych elementów zabezpieczających banknot, ale na tym nie koniec, bo należało również nadać mu odpowiedni numer. By złamać algorytm użyty do szyfrowania daty, podpisu bankiera i numeru seryjnego, zatrudniono wybitnych matematyków, choć podobno ostatecznie Niemcy uzyskali tę wiedzę od zdrajcy z wysp, urzędnika Bank of England. Jedyne z czym fałszerze nie mieli problemu to atrament do produkcji pieniędzy. Okazało się, że był kupowany przez Bank Anglii od jednego z producentów… niemieckich.

Pierwsze idealnie podrobione funty wyszyły z obozowej „drukarni’ w Sachsenhausen, na początku 1943 roku. Pod koniec roku fałszerze drukowali już milion podrobionych banknotów miesięcznie. Te które spełniały najwyższe wymogi co do podobieństwa z oryginałem, były celowo brudzone i mięte, by wyglądały na stare. Ponieważ Anglicy zazwyczaj nosili pieniądze spięte specjalną klamerką, nie w portfelu a bezpośrednio w kieszeniach spodni, specjalna grupa więźniów miała za zadanie tak upodabniać banknoty, by wyglądały jak wielokrotnie spinane klamerkami.

Szacuje się, że do końca wojny Niemcy wyprodukowali blisko 9 mln trefnych funtów o wartości około 135 mln funtów.

Gorszy pieniądz wypiera lepszy

Pierwotny plan zrzucenia sporej ilości gotówki z samolotów nad Brytanią ostatecznie nie wypalił z powodu problemu z maszynami. Znalazł się jednak inny sposób, by wpuścić funty do światowego obiegu. Hitlerowcy kupowali za nie towary i surowce we Włoszech, płacili w krajach kolonialnych, czy państwach neutralnych, opłacali miejscowych agentów. Nawet jeden z najsławniejszych szpiegów II Wojny Światowej – niejaki Cicero (Elias Bazna), który dla Niemców szpiegował w brytyjskiej ambasadzie w Turcji, za swoje usługi miał płacone w lewych funtach. Po wojnie Cicero domagał się zresztą od Niemiec uregulowania rachunków w prawdziwych pieniądzach.

Stopniowo od 1944 r. funty zaczęły przenikać do Wielkiej Brytanii.

Sfałszowany banknot dziesięciofuntowy

Efekt był taki, jakiego Niemcy oczekiwali. Brytyjski system monetarny zaczął się łamać. Funt przestał być wiarygodnym środkiem płatniczym. W krótkiej czasie doszło do jego dewaluacji o 75 proc. Zagraniczne banki nie chciały przyjmować waluty.

Bank Anglii musiał się ratować wycofaniem z obiegu wszystkich swoich pieniędzy o wyższych nominałach, celem sprawdzenia ich pochodzenia. W obrocie pozostały tylko pięciofuntówki.

W sumie w obiegu znalazły się trefne pieniądze o wartości blisko 1/3 brytyjskich rezerw złota. Ostatecznie jednak plan nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Z powodu zawieruchy wojennej fałszerstwo powolniało, Niemcy mieli coraz większy problem ze ściągnięciem z Turcji lnu do produkcji funtów. Jeszcze pod koniec 1944 roku próbowali przerzucić się na fałszowanie dolarów.

Forsa w jeziorze

Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Tuż przed końcem wojny strażnicy w pośpiechu demontowali obozową „drukarnię”. Na początku maja 1945 kilkadziesiąt szczelnie zapakowanych, wodoodpornych skrzyń z maszynami drukarskimi, oraz z 73 mln podrobionych funtów szterlingów zniknęło w odmętach austriackiego jeziora Toplitz. Wydobyto je stamtąd w 1959 roku.

A obozowi fałszerze? „Trupy na wakacjach” jak celnie nazwał je jeden z członków ekipy – miały szczęście. Tuż przed kapitulacją przenoszono ich z obozu do obozu. Ostatecznie trafili do obozu Ebensee w górnej Austrii. Liczyli się z tym, że to ich ostatnie dni.

Duża część podrobionych pieniędzy odnaleziona została w jeziorze Toplitz

5 maja 1945 roku dzień obozowy zaczął się jednak inaczej niż zwykle. Strażników, oficerów, Niemców… nie było. Uciekli przed nadchodzącymi Amerykanami. Nieomal wszyscy (oprócz kilku więźniów straconych z rozkazu Krügera jeszcze podczas wojny) przeżyli. Podobnie zresztą jak mózg operacji – czyli Bernard Krüger. Mimo że po wojnie sądzony za śmierć kilku więźniów chorych na gruźlicę, rozstrzelanych po tym jak kazał ich wyrzuć z baraku, ostatecznie nie został jednak skazany. Doczekał późnej starości. Zmarł w 1989 r.

Bibliografia:

  1. Adolf Burger: The Devil’s Workshop: A Memoir of the Nazi Counterfeiting Operation, Barnsley, South Yorkshire: Frontline Books, 2009
  2. Mario R. Dederichs: Heydrich. Twarz zła. przeł. Jerzy Pasieka. Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2008
  3. Andrzej Dworak, Operacja „Bernhard”. Fałszowane z rozkazu hitlerowców funty miały powalić Wielką Brytanię, dostęp: 29.07.2020
  4. Marta Grzywacz, Operacja Bernhard, AleHistoria 28.10.2013, dostęp: 29.07.2020
  5. Christopher Hall: Kaci Hitlera. Brudny sekret Europy. przeł. Miłosz Habura. Kraków: Wydawnictwo Znak, 201
  6. History Bank of England, www.bankofengland.co.uk, dostęp 29.07.2020](ang.).
  7. David Irving: Wojna Hitlera, Warszawa, PRIMA Oficyna Wydawnicza 1999
  8. David Kahn: Szpiedzy Hitlera. Niemiecki wywiad wojskowy w czasie II wojny światowej. przeł. Władysław
  9. Jeżewski. Warszawa: Wydawnictwo Magnum, 2004
  10. Charlotte Krüger, Mój dziadek fałszerz, Prószyński i S-ka 2017
  11. Lawrence Malkin; Krueger’s Men: The Secret Nazi Counterfeit Plot and the Prisoners of Block 19, 2006

Czy wiesz, że ...

...brat Hermanna Göringa Albert pomagał w ucieczkach więźniów z obozów koncentracyjnych? Nazistowski dygnitarz próbował wykorzystać ten fakt jako okoliczność łagodzącą w trakcie procesu norymberskiego. Bezskutecznie.

…uciekinier przyłapany na próbie ucieczki z obozu koncentracyjnego był brutalnie bity i ośmieszany. Częstą praktyką było przebieranie go w groteskowy strój błazna. Dawano mu też tabliczkę z kpiącym napisem: „Hurra, hurra ich bin wieder da!” czyli „Hurra, znowu tu jestem!”. 

...feldmarszałek Fedor von Bock zaproponował utworzenie antysowieckiej armii rosyjskiej walczącej u boku Wehrmachtu? Jego memorandum spotkało się jednak ze zdecydowaną odmową szefa Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, a Wilhelm Keitel nie miał odwagi przedstawić tego pomysłu Hitlerowi.

...kiedy Armia Andersa przebywała w Palestynie, dezercje żołnierzy pochodzenia żydowskiego odbywały się… za wiedzą i aprobatą polskiego dowództwa? Zdarzały się nawet takie przypadki, że przyszły „dezerter” przed ucieczką przechodził dodatkowe przeszkolenie dywersyjno-sabotażowe.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.