Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Nie tylko obrońcy Westerplatte i Wizny. Pięciu wielkich bohaterów kampanii wrześniowej

fot.domena publiczna Stanisław Skalski, zdjęcie z czasów II WŚ

Ich nazwiska, słowa, a przede wszystkim – czyny przeszły do legendy. W obliczu śmierci dawali prawdziwy popis odwagi i brawury. Pokazywali, czym jest honor w walce. Stawali na drodze przeważającym siłom wroga i „wykonywali niewykonalne rozkazy”.

We wrześniu 1939 roku polscy żołnierze stanęli do walki z dwiema militarnymi potęgami: Wehrmachtem i Armią Czerwoną. Wierni wojskowej przysiędze, do końca starali się spełnić swój obowiązek wobec Ojczyzny, wykazując w boju hart ducha i męstwo. Czyny niektórych z nich urosły do rangi symbolu bohaterstwa na polu walki.

1. Pułkownik Kazimierz Mastalerz

Kazimierz Mastalerz był dowódcą 18 Pułku Ułanów, wchodzącego w skład Pomorskiej Brygady Kawalerii i operującego w rejonie Chojnic. Miasteczko już 1 września stało się celem niemieckiego uderzenia, ponieważ znajdował się tu ważny węzeł kolejowy.

Po początkowych sukcesach obrony na Chojnice natarły oddziały 20 Dywizji Zmotoryzowanej. Dwóm batalionom polskiej piechoty groziło odcięcie. Trzeba było je wycofać. Zadanie to miał ułatwić kontratak 18 Pułku Ułanów.

fot.domena publiczna Płk Kazimierz Mastalerz

Mastalerz, po zapoznaniu się z poleceniami dowództwa, ustalił plan działania. Wydał się on jednemu z młodych oficerów tak nieprawdopodobnie ryzykowny, że aż ośmielił się zaprotestować. Pułkownik Mastalerz wyrzekł wtedy słowa, które przeszły do legendy: Za młody pan, poruczniku, żeby mnie uczyć, jak się wykonuje niewykonalne rozkazy.

Polscy kawalerzyści uderzyli z furią na niemiecką piechotę zmotoryzowaną pod wsią Krojanty. W trakcie szarży w ogniu niemieckich kaemów poległ dzielny pułkownik Mastalerz, poniesiono ciężkie straty, jednak na kilka godzin powstrzymano pochód niemieckiej dywizji. W dowód uznania pułk został później odznaczony orderem Virtuti Militari.

2. Porucznik marynarki Jacenty Dehnel

W chwili wybuchu wojny był zastępcą dowódcy okrętu szkolnego ORP „Mazur”. 1 września 1939 roku ten eks-torpedowiec stał przy pomoście portu wojennego na Oksywiu. Około 13.00 zaatakowały niemieckie samoloty. Polski okręt odpowiedział ogniem, a porucznik Dehnel osobiście obsługiwał przeciwlotniczego Maxima. Kiedy jedna z bomb uderzyła w molo, tuż przy burcie okrętu, część załogi uciekła.

„Mazur” poprzez podziurawiony odłamkami kadłub nabrał wody i zaczął tonąć. Nie zważając na to Dehnel doskoczył do przeciwlotniczego 40-milimetrowego działka Vickers i wspólnie z innym marynarzem, stojąc po kolana w wodzie, kontynuowali ogień do niemieckich bombowców. Ostrzał ustał dopiero, gdy ORP „Mazur” zatonął. Porucznik Jacenty Dehnel był ostatnim, który opuścił jego pokład.

fot.domena publiczna Szkolny okręt artyleryjski ORP Mazur w okresie 1935-1939

 

Bohaterska postawa porucznika Dehnela nabrała rozgłosu jeszcze podczas wojny. Doradca prezydenta Roosevelta, admirał William Leahy, tak to wówczas podsumował:

Kto zna historię polskiego torpedowca „Mazur” ten nie może się powstrzymać od uczucia dumy. Odwaga załogi polskiej, która strzelała do ostatka, dopóki woda nie zalała dział okrętowych, jest odwagą nie tylko polskich marynarzy, jest to odwaga wszystkich wolnych ludzi.

Porucznik Dehnel do końca kampanii walczył na półwyspie helskim. Przeżył wojnę, za swoje bohaterstwo został dwukrotnie odznaczony Orderem Virtuti Militari.

3. Podporucznik Stanisław Skalski

Kiedy wybuchła wojna, służył w 142 Eskadrze Myśliwskiej wchodzącej w skład III Dywizjonu Myśliwskiego 4 Pułku Lotniczego z Torunia. Latał myśliwcem P-11c. W ciągu pierwszego tygodnia walk ten młody polski oficer lotnictwa stał się pierwszym alianckim asem myśliwskim z pięcioma pewnymi zestrzałami.

Swój pierwszy zestrzał, zespołowo z porucznikiem Pisarkiem, zaliczył 1 września 1939 roki. Był to rozpoznawczy Henschel Hs-126. Po wszystkim rycerski polski pilot wylądował w pobliżu zestrzelonej niemieckiej maszyny i opatrzył obu rannych członków załogi, przy czym jednego sterroryzował srebrną papierośnicą imitującą broń!

Uchronił ponadto Niemców przed rozwścieczonymi chłopami i pomógł umieścić ich w szpitalu. Jak na standardy drugiej wojny światowej było to niespotykane zachowanie. 2 września podporucznik Skalski odniósł swój największy sukces w kampanii zestrzeliwując podczas jednego lotu bojowego dwa bombowce Dornier Do-17.

Następnego dnia, znów zespołowo, zestrzelił Hs-126, przy czym ponownie dał o sobie znać jego uparty charakter. Tak długo krążył wokół zestrzelonego pilota, krótkimi seriami z kaemów nie pozwalając mu się schować, aż ten został wzięty do niewoli przez polskich żołnierzy.

W tym samym locie, już samodzielnie, po zaciętej i dynamicznej walce powietrznej zestrzelił jeszcze jednego Henschla Hs-126. Ostatnie swoje sukcesy w Polsce podporucznik Stanisław Skalski osiągnął 4 września. Tego dnia, wraz z dwoma kolegami, przechwycili i uszkodzili niemiecki bombowiec Dornier Do-17.

W następnym locie bojowym łupem naszego asa padł Junkers Ju-87 Stuka. 17 września 1939 roku w raz z resztą personelu swojej macierzystej jednostki ewakuował się do Rumunii. Dzięki swoim dokonaniom podczas wojny Stanisław Skalski stał się legendą polskiego lotnictwa.

4. Kapitan Tadeusz Semik

Był organizatorem i dowódcą 151 kompani fortecznej, składającej się z siedemdziesięciu twardych górali z Żywiecczyzny i Podhala. Kompania obsadzała cztery niewykończone schrony bojowe w punkcie oporu Węgierska Górka.

2 września 1939 roku polskie fortyfikacje stanęły na drodze pochodu niemieckiej 7 Dywizji Piechoty. Niemcy od 14.00 przez dwie godziny okładali je ciężkim ogniem swojej artylerii. Natarcie ich piechoty zostało jednak odparte przez naszych obrońców. Napastnik zmienił wówczas taktykę i stworzył specjalne grupy szturmowe, złożone z saperów i miotaczy ognia. Każdy fort miał być zdobywany indywidualnie.

Atak rozpoczął się w nocy. W tym czasie załoga jednego ze schronów ewakuowała się. Trzy pozostałe walczyły dalej. Pod fort dowodzony przez kapitana Semika podeszło aż czterdziestu szturmanów, wszyscy jednak zostali wybici granatami przez Polaków. Tej nocy jeszcze trzy ataki zostały krwawo odparte. Dopiero w godzinach porannych 3 września padły dwa polskie schrony. Pozostał tylko fort kapitana Semika, na którym skupił się cały impet niemieckiego uderzenia.

fot.domena publiczna Podpułkownik Tadeusz Franciszek Semik

Niemcy otoczyli polski bunkier, przez szczeliny wrzucali granaty i dynamit, ich artyleria biła do strzelnic i drzwi pancernych. Mimo to nasi trwali. Kapitan Semik walczył jako celowniczy przeciwpancernego Boforsa, posyłając pociski w kierunku niemieckich pojazdów pancernych. Przy tej armatce został ranny.

Polacy poddali się dopiero, gdy Niemcy wrzucili duży ładunek wybuchowy, którego eksplozja aż uniosła schron do góry. Z jego dwudziestoosobowej obsady łącznie z dowódcą przeżyło dziewięciu ludzi. On sam całą wojnę spędził w oflagu. Za swoje zasługi został uhonorowany Brązowym i Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Orderem Virtuti Militari. Niemcy pod Węgierską Górką stracili dwustu-trzystu żołnierzy.

5. Podporucznik Jan Bołbott

Był oficerem rezerwy Wojska Polskiego. W sierpniu 1939 roku został zmobilizowany do Batalionu Fortecznego KOP „Sarny”, gdzie objął stanowisko dowódcy plutonu „Tynne” w 4 kompanii dowodzonej przez kapitana Markiewicza. Jego pluton obsadzał w Tynnem żelbetowy schron. Po 17 września 1939 roku, kiedy uderzyła Armia Czerwona, te okolice znalazły się w pasie działania sowieckiej 60 Dywizji Strzeleckiej.

Sowieckie oddziały, wsparte czołgami podeszły pod polskie umocnienia o świcie 19 września. Polacy bronili się jak lwy. Podporucznik Bołbott przez telefon zdawał kapitanowi Markiewiczowi relację ze swojego położenia. W schron biła artyleria, nieprzyjacielskie czołgi, podjeżdżając blisko, ogniem z działek raziły strzelnice.

Sowieccy bojcy, nie zważając na straty, okładali bunkier łatwopalnymi materiałami, ponadto tuż przed polskimi lufami wznosili barykady, mające zneutralizować nasze pociski. Zapłacili za to ogromną cenę, w polu widzenia polskich żołnierzy leżało ponad sto ciał żołnierzy wroga.

fot.Pablo000 / CC BY-SA 4.0 Bunkier, w którym zginął ppor. Jan Bołbott.

Polacy również ponieśli ciężkie straty, ginęli kolejni żołnierze, zaczynało brakować amunicji. Ze względu na gryzący dym, zmuszeni byli prowadzić walkę w maskach przeciwgazowych. Ostatnia rozmowę kapitan Markiewicz przeprowadził ze swoim podwładnym około piątej rano 20 września.

Podporucznik Bołbott zameldował wówczas, że sąsiedni schron został zdobyty. Młody oficer przeczuwał że nadchodzi również jego koniec. Zwrócił się do dowódcy z ostatnia prośbą. Jak wspominał kapitan Markiewicz:

Oświadcza mi, że jest 6 miesięcy po ślubie i jego żona mieszka w Lublinie – podał mi jej adres. Prosi mnie bardzo, ażebym po szczęśliwym wydostaniu się z walki dał znać jego żonie, że jeżeli miałby zginąć, niech wie o tym, że do ostatniej chwili myśląc o Ojczyźnie, myślał również o niej.

Podporucznik Bołbott zginął, a wraz z nim pięćdziesięciu jego żołnierzy. Jego bohaterska postawa dopiero pół wieku później została nagrodzona. W 1989 roku podporucznik Jan Bołbott został pośmiertnie uhonorowany przez Prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Przez te dziesiątki lat władze PRL skazały go na zapomnienie.

Bibliografia:

  1. Czesław Grzelak, Kresy w ogniu, Bellona SA Warszawa 2014.
  2. Działania zgrupowania KOP w okolicy Tynnego na Wołuniu [dostęp: 29.08.2016].
  3. Jerzy Pertek, Mała flota wielka duchem, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1989.
  4. Stanisław Skalski, Czarne krzyże nad Polską, Wydawnictwo De Facto Warszawa 2006.
  5. Paweł Piotr Wieczorkiewicz, Kampania 1939 roku, Krajowa Agencja Wydawnicza Warszawa 2001.
  6. Apoloniusz Zawilski, Bitwy polskiego Września, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Kraków 2009.
  7. Zbiorowe, Wojsko Polskie w II wojnie światowej, Dom Wydawniczy Bellona Warszawa 2005.

 

Czy wiesz, że ...

...Stalin lubił naśmiewać się z przesadnych ambicji swojej wierchuszki? Na liście kandydatów do odznaczenia napisał: „Gówniarze dostają order Lenina!”

...kiedy Armia Andersa przebywała w Palestynie, dezercje żołnierzy pochodzenia żydowskiego odbywały się… za wiedzą i aprobatą polskiego dowództwa? Zdarzały się nawet takie przypadki, że przyszły „dezerter” przed ucieczką przechodził dodatkowe przeszkolenie dywersyjno-sabotażowe.

...Stalin był tak zbulwersowany "zbyt namiętnym" pocałunkiem w jednej z rosyjskich komedii, że nakazał wycięcie nieprzyzwoitej sceny z filmu? Jego urzędnicy w obawie przed powtórką incydentu zakazali jakichkolwiek pocałunków we wszystkich radzieckich produkcjach kinowych.

...amerykański noblista chciał na własną rękę walczyć z U-Bootami? Liczył na to, że niemieckie okręty podpłyną do jego łodzi, by kupić wodę lub ryby, i zamierzał atakować je między innymi z wykorzystaniem bomb naramiennych.

Komentarze (3)

  1. Gogolin Odpowiedz

    Nieprawda, jak zawsze. Nazwa niemiecka to: Przetłumacz, „Polen feld zug”, „Plan Weiß”.
    Polak nazywa wojnę obronną Wojną Obronną Narodu Polskiego. Prawidłowo, ale nie wszystko, ale Świrski może zaskarżyć w Krakowie o odszkodowanie.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.