Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Elbing 1945. Odnalezione wspomnienia (Tomasz Stężała)

Ocena recenzenta: 3+/6Ogólnie rzecz biorąc nie lubię powieści, których opis zawiera słowa „prawdziwa historia” czegośtam, albo sugerujące, że czytelnik się myli i dopiero lektura tej jednej, jedynej, konkretnej książki otworzy mu oczy. Jakoś mnie to mierzi i natychmiast zaczynam się krzywić. „Elbing 1945. Odnalezione wspomnienia” to też prawdziwa historia Elbląga. Na dzień dobry załapał minusa. Zobaczmy jak się bronił dalej…

Kiedy wyszukałam w Google’u nazwisko pana, który napisał „Elbinga”, jako pierwszy wynik pojawiła się strona Stężały. Nieco archaiczna, mało konkretna i w praktyce brak na niej informacji o autorze (zamiast tego jest sporo o  Elblągu, jakieś mapki czy zdjęcia do pobrania i tandetna grafika z leśnym wodospadzikiem w nagłówku). Ale nic to! Szukajmy dalej. Udało mi się wreszcie ustalić, że pan Stężała jest nauczycielem biologii i języka angielskiego w elbląskiej szkole, a także − jakże by inaczej − historykiem-amatorem.

Skoro już wiemy, kim jest Mr. Stężała, dowiedzmy się, co to u licha jest ten cały „Elbing”. Instytut Wydawniczy Erica daje nam do ręki powieść historyczną o radzieckim oblężeniu Elbląga w 1945 roku, a wspomniany wyżej „Elbing” to niemiecka nazwa miasta. Opowieść słyszymy równolegle z perspektywy i niemieckiej i rosyjskiej, co nawet zostało podkreślone graficznie − podrozdziały oddzielane są czasem radziecką gwiazdą, czasem niemieckim krzyżem, a zrazu zwykłymi trzema gwiazdeczkami. Ogółem książka nie jest ani zbyt obszerna, ani  cieniutka. Taka w sam raz. Niestety „w sam raz” nie jest narracja, ale o tym za chwilę.

Bo to wcale nie miała być powieść?

Stężała nie zaczynał „Elbinga”. Jak sam pisze w przedmowie, początkowo chciał z okazji kolejnej rocznicy „wyzwolenia” przez armię radziecką swojego miasta opisać rajd grupy rosyjskich czołgów, zakończony śmiercią większości jego uczestników. Nie miała to być powieść, tylko tekst o naukowym zacięciu. Kopiąc wciąż głębiej i głębiej w archiwach poznał wiele faktów, o których chciał opowiedzieć. Z jednej strony mnóstwa rzeczy się dowiedział, ale z drugiej wciąż brakowało mu części informacji. W tym miejscu oficjalnie, wszem i wobec chwalę − zamiast wyciągać nierzetelne i niepoparte źródłami wnioski i umieszczać je w monografii, autor postanowił popuścić wodze fantazji i korzystając ze zdobytej wiedzy stworzyć powieść. Rzadko można obserwować coś takiego na polskim rynku, choć jest to jak najbardziej pozytywne zjawisko. Gdzie Stężała nie był czegoś pewien lub nie wiedział, wkraczała do akcji licentia poetica. A ta pozwala przecież dopowiedzieć coś od siebie, aby obraz sytuacji był możliwie pełny. Sprytnie!

Elbing 1945: Odnalezione wspomnienia (tom 1)

Elbing 1945: Odnalezione wspomnienia (tom 1)

Świat dawnego Elbląga wykreowany w powieści jest raczej spójny i realistyczny. Autor niemal niezauważalnie porusza bardzo wiele kwestii − „dobrych” i „złych” Niemców, małżeństw mieszanych, rzesz młodych wdów, bądź kobiet niepewnych losu mężów, ojców, braci i synów, niemieckiej propagandy i jej wpływu na ludzi itd. itp. Na kartach powieści jest i swój i jest ten obcy, groźny, a po przeciwnych stronach barykady i tak pozostają ludzie.

Nie ma tu jednego głównego bohatera, choć z kilkoma postaciami możemy się identyfikować. Jest Hansie, chłopczyk, któremu jego mały świat wali się na głowę. Jest Otto, który marzy by zostać pilotem i zdobyć sławę zestrzeliwując wrogie myśliwce. Jest młody pancerniak Andriej, zakochany w sanitariuszce Oli. Jest w końcu Polka Katarzyna, służącą w domu rodziny niemieckiego lekarza, która zakochuje się w polskim robotniku przymusowym Hubercie. Poznajemy też „Mamę Ninę”, wychowującą snajperów jak dzieci oraz Karla − oficera zajmującego się bronią na elbląskim lotnisku. A to wszystko to tylko przykłady!

Autor sam pisze w przedmowie, że jego powieść to raczej ciąg sfabularyzowanych relacji niż klasyczna przedstawicielka gatunku. Ma tu świętą rację, bo choć fabuła jest w miarę spójna, to mocno daje się we znaki minimalna ilość powiązań pomiędzy wątkami. Zazwyczaj jeden wątek odpowiada jednej z głównych postaci, lub jej i jej najbliższym, bardzo rzadko dotyka szerszego grona i przeplata się z historiami innych bohaterów. W moim odczuciu sprawia to niestety, że strasznie kuleje spójność fabuły.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Grunt to realizm

Stężała bardzo wiernie odwzorowuje realia epoki. W tej warstwie wszystko jest dopasowane – to jakie papierosy się paliło, jakie piwo podawano w restauracjach, czy to jak dzieci ubierały się od święta. Niestety kiepsko idzie mu konstruowanie postaci. Pisząc recenzję musiałam sobie z pięć razy przypominać, kto jest kim (książkę skończyłam tak z półtora tygodnia wcześniej, a zazwyczaj nie mam najmniejszego problemu z zapamiętywaniem bohaterów powieści). Niestety na tym przykładzie widać, że żaden z bohaterów nie jest skonstruowany na tyle wyraziście, by mocno wryć się w pamięć. Nie powiem, postaci są realistyczne (w końcu w większości oparte na prawdziwych), ale jakoś bezbarwne.

Elbing 1945: Odnalezione wspomnienia (tom 1)

Elbing 1945: Odnalezione wspomnienia (tom 1)

Na początku recenzji wspomniałam o narracji i obiecałam do niej wrócić. Niestety sposób jej prowadzenia położył fabułę. „Elbinga” się nie czyta. Przez „Elbinga” się brnie jak przez śniegi w mroźnym 1945 roku. Początkowo wszystko zapowiadało się bardzo fajnie – kapitalne założenie z oparciem wszystkiego na faktach, odwzorowanie realiów, scenariusz napisany przez życie. Gdyby połączyć to jeszcze ze zgrabną ekwilibrystyką słowną, wyszłoby coś wręcz kapitalnego. Niestety się nie udało. Myślę, że dużo potrafię zdzierżyć czytając, ale działa plujące śmiercionośnymi pestkami (sic!) to dla mnie na prawdę zbyt wiele. Boli.

Jeśli chodzi o stronę wizualną książki to jest bez zarzutu. Całość ładnie złożona, czytelną czcionką. Okładka zaprojektowana bardzo estetycznie i od razu rzuca się w oczy. Ciekawym pomysłem było też umieszczenie na niej zdjęcia czołgu, który zdaje się celować w czytelnika. Jedyny minus to tekst z tyłu okładki − można go było lepiej zredagować, a tak trochę psuje efekt. Jeśli chodzi o mój egzemplarz to przetrwał wiele – przejechał ze mną ponad 2600 kilometrów, mieszkał przez tydzień na polu namiotowym i… żyje. Nie rozpadł się, nie zdezelował się zbytnio. No ale Erica ogółem robi solidne książki.

Wcale nie jest tak źle

Żeby nie było, że tylko się czepiam, wróćmy do podstawowej zalety „Elbinga”. Stężałą bardzo ciekawie odwzorowuje realia walki, sprzęt, utrudnienia czy kłopoty żołnierzy z zaopatrzeniem. Podobnie rzecz się ma z układem przestrzennym. Wystarczy czytać książkę z mapką okolicy i na pewno się nie pogubimy! Dzięki takiemu podejściu łatwiej możemy sobie wyobrazić odległości czy położenie poszczególnych punktów oporu.

Ogółem, nie jest jednak źle. Swój cięty język muszę lekko powściągnąć. Jakiś czas temu dałam „Elbinga” swojemu tacie. Przeczytał w parę dni i stwierdził, że jemu się podobało i ta jego opinia studzi trochę moje krytykanckie zapały. Powieść Stężały nie każdemu się spodoba. Dużo w niej realizmu i to jest jej ogromnym atutem. Styl autora mi nie odpowiada, ale to jak się okazało rzecz gustu. Może to dlatego, że czytałam ją latem i jakoś trudno mi sobie było wyobrazić trzaskający mróz i brnięcie w śniegu po pas? No nic, zabrałam się już za drugi tom i zobaczymy, co będzie dalej.

Autor: Tomasz Stężała
Tytuł: Elbing 1945. Odnalezione wspomnienia
Tom: 1/2
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 2011 (drugie wydanie)
ISBN: 9788362329229
Oprawa: miękka
Liczba stron: 360
Ocena recenzenta: +3

Zobacz też:

  1. Rebelia (Marcin Gawęda)
  2. Piaski Armagedonu (Vladimir Wolff)
  3. Księga wojny (zbiór opowiadań)
  4. P.Q.17: Opowieść korespondenta wojennego… (Godfrey Winn)

Komentarze (6)

  1. A.Makowski Odpowiedz

    Tak się zawsze dzieje, gdy robi się coś na siłę. Pani recenzentka sama uprzedza się zanim rozpoczyna czytanie książki.
    Po drugie: nie bierze pod uwagę, co napisał autor we wstępie: jest to beletryzowana historia jego miasta.
    Po trzecie: skoro nie ma naukowej pozycji dotyczącej walk o to duże miasto, a autor postanowił połączyć wątki i postacie za pomocą możliwych w tamtych realiach zdarzeń, to tylko chwała mu za to. Obie książki naładowane są wręcz historią – i jak mówi w wywiadach autor – książka jest skierowana do fanów militariów i wojen. Jeżeli autorka recenzji nie przepada za czymś takim, to albo niech weźmie sporą poprawkę albo niech nie recenzuje.
    Po czwarte: strona autora nie jest o nim ale zawiera materiały, które nie mogły być publikowane wraz z książką. Autor jest nauczycielem i to co jest na stronie jest wspaniałym upoglądowieniem treści. Który autor książek coś takiego daje?
    Moim zdaniem opinia pani recenzentki jest niezbyt rzetelna.
    Może lepiej będzie w przyszłości.
    A.Makowski

  2. Nasz publicysta | Autor publikacji |Aleksandra Zaprutko Odpowiedz

    Celowo drugi raz przeczytałam całą recenzję, żeby się upewnić czy Pan nie ma przypadkiem racji. I jednak zostaję przy swoim.

    Po pierwsze chwalę Stężałę za jego podejście do tematu i odwzorowanie realiów – zamiast wysnuwania błędnych, czy wyciągania nieprawdziwych wniosków z niedostatecznego materiału źródłowego, beletrystyczna powieść. Z drugiej strony, jeśli pisanie czegoś rozpoczyna się z zamysłem uczynienia z tego tekstu naukowego, a potem kompletnie zmienia się pomysł na całość nie ma możliwości żeby nie odbiło się to na całości.

    To, co autor napisał we wstępie nie tylko biorę w recenzji pod uwagę, ale i wyraźnie podkreślam w tekście. Nie można jednak na siłę robić z beletryzowanej powieści książki naukowej choćby nie wiadomo jak naładowana była faktami (skąd właściwie czytelnik ma czerpać informacje, który fragment rzeczywiście opowiada o wydarzeniach z ’45, a który powstał w wyobraźni autora?). Jeśli nie ma rzetelnego opracowania tego tematu – trudno, ale powieścią się tej dziury nie załata.

    Jeśli zaś chodzi o moją rzekomą awersję do militariów, polecam zapoznanie się z listą książek, które recenzowałam. Większość z nich to pozycje powiązane z tematyką wojska i militariów różnych epok.I nie, nie jestem do tej tematyki negatywnie nastawiona (wystarczy spojrzeć na oceny). Jak napisałam – nie lubię książek, które już na wstępie wmawiają czytelnikowi,że wersja historii w nich opowiedziana jest jedyną słuszną i prawdziwą.

    Na koniec chciałabym tylko podkreślić, że krytycyzm nie jest synonimem nierzetelności. Wolę nawet narazić się autorowi, czy jego wiernym czytelnikom, niż udawać, że książka mi się podobała. Pozdrawiam!

  3. Nasz publicysta |Redakcja Odpowiedz

    Komentarz z naszego profilu na Facebooku:

    Łukasz Męczykowski: ‎”Przez „Elbinga” się brnie jak przez śniegi w mroźnym 1945 roku.” Jak się nie lubi tego typu literatury, to i lektura idzie powoli. Moim skromnym zdaniem to naprawdę fajna książka, tyle że wymaga od czytelnika pewnego skupienia i ciut chęci do „wejścia” w świat opisany.

  4. Czytelnik Odpowiedz

    Jestem świeżo po lekturze Elbing 1945 i kompletnie nie rozumiem tak krytycznego Pani podejścia do książki. Rzecz czytałem łykając kolejne strony jak głodny bocian kluski bo to świetnie napisana, rzetelna historycznie pozycja. Myślę, że bardziej ogólnie rzecz biorąc, nie za bardzo Pani nadaje się do pisania recenzji.

  5. kuba Odpowiedz

    Pani Recenzentka nie jest z Elbinga. Ocenia książkę i Autora z pozycji pismaka i krakauera – wszystko inne brzydkie. Recenzja do d…,
    książki świetne.
    Piszę recenzje obficie – tak, jak tu czytam, to się pisze recenzje nędznej pracy licencjackiej
    Dr inż. Włodzimierz Rycerski, Warszawa

Odpowiedz na „Aleksandra ZaprutkoAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.