Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Niektórzy żołnierze strzelają. Inni… szczekają, ryczą, albo i gdakają

Wojna rodzi w ludziach najgorsze instynkty, ale czasem także te… najlepsze. Z braku dobrych powodów do uśmiechu członkowie przeróżnych oddziałów walczących w II wojnie światowej przygarniali najdziwniejsze zwierzęce maskotki. Stworzenia otaczane opieką i zainteresowaniem nie tylko podnosiły ich morale, ale często… same wcielały się w rolę żołnierzy!

Myrtle spadochroniarka

Daleka kuzynka dzielnej Myrtle?

Daleka kuzynka dzielnej Myrtle?

Małe to, gdacze, w ziemi grzebie i o bożym świecie pojęcia nie ma. Czasem przed kogutem poucieka, a czasem jajeczko zniesie. Wiedzie spokojny żywot i śpi na grzędzie. Otóż… nie każda. Pośród przedstawicielek gdaczącej rasy znalazła się jedna która i kurom i kulom się nie kłaniała. Na imię było jej Myrtle.

Ruda kura imieniem Myrtle należała do porucznika Pata Glovera z 4. Brygady Spadochronowej wchodzącej w skład 1. Brytyjskiej Dywizji Powietrznodesantowej. Dzielna znosicielka jajek wraz ze swoim panem przeszła szkolenie spadochronowe i oddała sześć skoków treningowych. Na początku dystans dzielący ją i porucznika od ziemi przebywała spoczywając bezpiecznie w płóciennej torbie Glovera. Przy kolejnych lotach zaczęła pokonywać coraz większe dystanse o własnych siłach, machając zawzięcie skrzydłami. Końcowo przelatywała sama ponad 100 metrów, po czym cierpliwie oczekiwała na ziemi na swojego pana.

Kurka była pełnoprawnym członkiem 4. Brygady Spadochronowej i dumnie nosiła na szyi skrzydełka spadochroniarzy. Kiedy Brytyjczycy lądowali w Arnhem, Myrtle była z nimi, bezpieczna w plecaku swojego pana. Niemcy zgotowali spadochroniarzom ostre powitanie. Poległo wówczas wielu żołnierzy, w tym dzielna, gdacząca spadochroniarka. Kura została pochowana przez żołnierzy wraz z przyznaną jej odznaką spadochroniarza.

Kaśka – małpa-kleptomanka

W mającej swoją premierę dokładnie dzisiaj książce "Wojtek. Niezwykły żołnierz armii Andersa" przeczytamy nie tylko o tytułowym Wojtku, ale też o Kaśce

W mającej swoją premierę dokładnie dzisiaj książce „Wojtek. Niezwykły żołnierz armii Andersa” przeczytamy nie tylko o tytułowym Wojtku, ale też o Kaśce

Małpi rozum, małpi gaj, małpia zręczność, małpie figle. Oj, to zdecydowanie zwierzęta z charakterem. Inteligentne, psotne i bardzo sprytne. Typową przedstawicielką tej grupy była panna Katarzyna, żołnierka 16. Batalionu Strzelców Lwowskich, wyjątkowo złośliwa bestyjka.

Lwowscy Strzelcy mieli wcześniej inną maskotkę – niedźwiedzia brunatnego Michała. Niestety imiennik pana Wołodyjowskiego bywał brutalny i bez wyraźnego powodu dostawał ataków agresji, przez co stanowił zagrożenie dla siebie, swoich opiekunów i przypadkowych osób. Przebywający na Bliskim Wschodzie Strzelcy oddali go do zoo w Tel Awiwie. Uradowany dyrektor placówki ofiarował im w zamian małpkę, która stała się nową maskotką oddziału.

Małpkę nazwano Kasia, a trzymały się jej iście małpie figle. Jej życiową pasją było dręczenie innej zwierzęcej maskotki polskiego oddziału, a mianowicie niedźwiedzia Wojtka, żołnierza 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Doszło nawet do tego, że zwalisty niedźwiedź umykał gdzie pieprz rośnie na sam dźwięk imienia psotnej małpki… Ponadto Kasia była niezłym złodziejaszkiem. Jej łupem padały bardzo cenne na wojnie papierosy (stanowiące nieraz poważną walutę w barterze) oraz przeróżne drobne przedmioty.

Roscoe – król Hawajów

Jego Wysokość Król Zwierząt, Dżungli i w ogóle to całej Sawanny. Potężny, majestatyczny, dziki i niebezpieczny. Kroczy dumnie pośród traw i spoczywa pod drzewami rozparty jak na tronie, a gdy zaryczy – truchleją wszyscy. Jak ma się to do wojska?

Lwy Iwo Jimy” to młodzi amerykańscy żołnierze, uczestniczący w najkrwawszej kampanii na Dalekim Wschodzie w czasie II wojny światowej. Prawdziwa elita Marines. 28. Pułkowa Grupa Bojowa amerykańskiej piechoty morskiej, walcząca na Iwo Jimie, też miała swoją maskotkę. Żołnierze przygarnęli w swoje szeregi małe… lwiątko.

Kapral Robert Stilson przytula się do Roscoe. Fotografia ze strony http://donmooreswartales.com/.

Kapral Robert Stilson przytula się do Roscoe. Fotografia ze strony http://donmooreswartales.com/.

Zwierzaka kupił szeregowiec Bob Coster za 25 dolarów od zoo w Los Angeles. Miał to być prezent dla jego synka. Żona szeregowego Costera kategorycznie odmówiła (wiadomo – słodkie lwiątko zmieniłoby się w końcu w ogromnego króla zwierząt i co wtedy?). Szeregowy oddał go zatem wojsku, a konkretnie wspomnianej już 28. PGB. Mały lew, któremu nadano imię Roscoe, trafił do marines kiedy ci stacjonowali jeszcze w USA. Później żołnierzom udało się uzyskać od dowództwa zgodę na zabranie swojej maskotki na Hawaje, gdzie ich przebazowano.

Lwiątko brało aktywny udział w codziennym życiu pułku. Jako maskotka uczestniczyło chociażby w defiladach, ku zdziwieniu i rozbawieniu obserwatorów:

Na dodatek każdego ranka orkiestra wojskowa maszerowała przez miasteczko ku uciesze miejscowych dzieciaków. Często się zdarzało, że maskotka oddziałowa – lwiątko zwane Roscoe – dołączała do tej procesji, jadąc na masce jeepa w towarzystwie kilku „poskramiaczy lwów”, którzy mieli za zadanie uspokajać naszego pupila.

Mieliśmy już gdaczącą spadochroniarkę, złośliwą kleptomankę i małego lwa – miłośnika defilad. Czas na najpopularniejsze maskotki żołnierzy, czyli psy.

Na wprost do raportu szczek!

Mawia się o nim, że jest najlepszym przyjacielem człowieka. Lubi spacery, zabawy, jest wierny i mądry. Żołnierze na wszystkich frontach doceniali te niewątpliwe zalety czworonogów i chętnie przygarniali psy. Oto kilka przykładów. Na początek panie.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Suczka Judy w czasie II wojny światowej była załogantką kilku statków, przemierzających bezkresne wody Oceanu Spokojnego. Wiadomo, wojna jak to wojna – tu bomba spadnie, tam zestrzelą samolot. Statki też zatapiali. W 1942 roku zdarzyło się, że jednostka, którą akurat płynęła Judy dostała się pod obstrzał. Cała załoga, nie wyłączając suczki, znalazła się w japońskiej niewoli. W obozie jenieckim Judy przygarnął brytyjski lotnik. Nasza bohaterka była dla żołnierzy iskierką radości w ciężkich warunkach obozowego życia. Japońskie władze obozu nie przepadały jednak za podnoszącą morale żołnierzy Judy i próbowały się jej pozbyć. Ba! Został na nią wydany oficjalny wyrok śmierci (miała zostać zabita i o zgrozo… podana na obiad swoim przyjaciołom). Dzięki sprytowi i determinacji jeńców i mądrości samego zwierzęcia, wszystkie te próby spełzły na niczym i Judy przetrwała obóz, a nawet doczekała się w nim szczeniąt. Po wojnie razem ze swoim panem trafiła do Wielkiej Brytanii. Za niebagatelne zasługi została uhonorowana Medalem Dickin, stanowiącym niejako zwierzęcą wersję Krzyża Wiktorii.

Za mundurem… suczki sznurem, czyli psi żołnierze

Bamse urodził się gdzieś w okolicach Oslo. Jego właścicielem był kapitan norweskiego statku „Thorodd”, który zdołał zbiec do Wielkiej Brytanii, kiedy Norwegia została zajęta przez siły III Rzeszy. Bamse popłynął razem z marynarzami, grywał z nimi w piłkę, pomagał rozwiązywać spory, a nawet zdarzyło mu się uratować życie jednemu z nich. Był tak mądry, że potrafił samodzielnie jeździć autobusem. Docierał do oddalonego o kilka kilometrów miasteczka, gdzie zbierał po barach swoich pijanych towarzyszy i odprowadzał ich na statek. Co ciekawe, marynarze kupili mu w tym celu bilet miesięczny, który nosił przy obroży. Oprócz biletu i obroży Bamse nosił jeszcze swoją własną czapkę norweskiej marynarki.

I na koniec dzielny Chips

I na koniec dzielny Chips

Norweski pies morski przez całą wojnę dodawał marynarzom otuchy i kiedy wreszcie zdechł (z przyczyn naturalnych), przyjaciele pochowali go ze wszystkimi honorami, jako pełnoprawnego członka załogi. Legenda Bamse trwa do dziś, a pies urósł do rangi symbolu narodowego. W 2006 roku na szkockim wybrzeżu odsłonięto pomnik poświęcony temu niezwykłemu marynarzowi, a co dziesięć lat norweska marynarka obchodzi rocznicę jego śmierci.

Chips był z kolei jednym z wielu psów służących podczas II wojny światowej w armii amerykańskiej. Co go wyróżniało? Otóż Amerykanie, złamawszy w tym celu regulamin wojskowy, odznaczyli go najważniejszymi orderami wojskowymi, między innymi Srebrną Gwiazdą i Purpurowym Sercem. W ten sposób pies stał się najbardziej udekorowanym zwierzęciem, ale zacznijmy od początku. Chips przeszedł wojskowy trening w centrum szkoleniowym w Wirginii. Służył w 3 Dywizji Piechoty i razem z jej członkami zawędrował aż do słonecznej Italii, gdzie alianci wylądowali latem 1943 roku. Pies zasłynął tym, że pomagał żołnierzom unieszkodliwiać bunkry, w których kryli się Włosi. Pewnego razu alianci próbowali zdobyć jeden z tych obiektów umocnionych. Chips zirytowany przedłużającą się wymianą ognia postanowił wziąć sprawy w swoje łapy. Mimo świszczących wokół kul, podbiegł do otworu strzelniczego przez który wystawała lufa karabinu maszynowego i mocno chwycił zębami obsługującego broń Włocha. Zdezorientowany żołnierz nie zdążył zareagować na tak niespodziewany obrót spraw. To doprowadziło do przerwy w ostrzale, potrzebnej Amerykanom do zdobycia bunkra. Podobnie Chips zachował się jeszcze tego samego dnia.

Polska armia nie zostawała w tyle, ale jej maskotki były nieco bardziej… majestatyczne. Żołnierze 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii, 16. Batalionu Strzelców Lwowskich, czy murmańczycy, przygarniali niedźwiedzie. To jednak temat wart osobnego artykułu.

Źródła:

  1. Fred Haynes, James A. Warren, Iwo Jima. Najkrwawsza kampania na Dalekim Wschodzie, Bellona, Warszawa 2010.
  2. Jesús Hernández, Zaskakujące historie z drugiej wojny światowej, Bellona, Warszawa 2010.
  3. Aileen Orr, Niedźwiedź Wojtek, Replika, Poznań 2011.

Polecamy:

Chcesz poczytać więcej o zwierzęcych maskotkach na wojnie? Polecamy wydaną pod patronatem „Ciekawostek historycznych” książkę Aileen Orr, Niedźwiedź Wojtek.

Kup ciekawą książkę (dużo taniej niż inni):

Czy wiesz, że ...

...Stalin był tak zbulwersowany "zbyt namiętnym" pocałunkiem w jednej z rosyjskich komedii, że nakazał wycięcie nieprzyzwoitej sceny z filmu? Jego urzędnicy w obawie przed powtórką incydentu zakazali jakichkolwiek pocałunków we wszystkich radzieckich produkcjach kinowych.

... zdarzało się, że ciała Polaków pomordowanych na Wołyniu grzebali później ci sami ludzie, którzy ich zabili? Po wrzuceniu ciał do mogił, ubijali łopatami ziemię i odchodzili jak gdyby nigdy nic.

...związek z żydowską dziewczyną miał nawet jeden z najbardziej zaufanych ludzi Hitlera  – Joseph Goebbels?  Antysemickie poglądy nie przeszkadzały mu w regularnym spotykaniu się z młodą Żydówką o imieniu Else. I to w czasie, gdy zaczął aktywnie działać w partii nazistowskiej!

...więźniowie sowieckich łagrów dopiero przy temperaturze minus pięćdziesięciu jeden stopni Celsjusza mogli pozostać w barakach? Przy minus pięćdziesięciu spędzali dzień na powietrzu, przy pracy. O odmrożenia było w takich warunkach wyjątkowo łatwo...

Komentarze (3)

  1. Dorota Odpowiedz

    A żaden kotek jakoś szczególnie się nie wykazał? Kiedyś słyszałam, że w czasie wojny próbowano z kotów zrobić listonoszy. Wiadomo, że na nie nikt uwagi raczej nie zwraca i mogłyby bez problemu przynosić jakieś tajne meldunki. Jednak szybko się okazało, że zbaczały z trasy i ich nie donosiły.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.