W sierpniu 1193 roku duńska księżniczka Ingeborga przybyła do Francji, by zostać żoną jednego z najpotężniejszych monarchów Europy. Ślub odbył się natychmiast, a dzień później na jej głowie spoczęła królewska korona. Wszystko wskazywało na początek wielkiej kariery. Tymczasem już po pierwszej wspólnej nocy Filip II August postanowił się jej pozbyć. Przez następne dwadzieścia lat król, papież i uwięziona królowa toczyli jeden z najbardziej niezwykłych sporów małżeńskich średniowiecza.
Tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026).
„Mala Francia! Mala Francia!” („Niedobra Francja! Niedobra Francja!”), krzyczała duńska księżniczka. Spędziwszy w królestwie raptem trzy miesiące, Ingeborga słabo jeszcze mówiła po francusku i musiała się uciekać do łaciny, by wyrazić swój ból i gniew. Jej tłumacz przełożył właśnie wyrok biskupów i baronów, którzy w listopadzie 1193 roku zgromadzili się w królewskiej sali w Compiegne, by zbadać jej genealogię. Orzekli, że nie mogła zostać poślubiona królowi Filipowi, gdyż stwierdzili, iż jest zbyt blisko spokrewniona z jego pierwszą żoną. Nie wyjaśniali dokładnie, jakie to pokrewieństwo – a później musieli przyznać, że je wymyślili – ale piętnastu mężczyzn przysięgło, że to prawda, choć dziesięciu było wątpliwymi świadkami.
Jej małżeństwo było zatem nieważne, jak gdyby w ogóle do niego nie doszło. Zadanie przekazania jej tej wieści otrzymał arcybiskup Reims, stryj króla. Musiał on słuchać krzyków Ingeborgi z pewnym zawstydzeniem, a potem może z niepokojem, kiedy dodała: „Roma! Roma!”, apel o sprawiedliwość do samego papieża.
Noc poślubna, która zmieniła wszystko
Ingeborga, siostra króla Danii, w której żyłach płynęła krew królów Anglii i Rusi, nie spodziewała się tego, kiedy w sierpniu zeszła ze statku na francuską ziemię. Można śmiało przyjąć, że nikt się tego nie spodziewał. Przyciągany przez jej słynną urodę i wychowanie Filip gnał niecierpliwie do Amiens na spotkanie swej osiemnastoletniej narzeczonej. Ślub odbył się natychmiast, a ceremonia koronacyjna następnego dnia. Arcybiskup Reims nałożył królewski diadem na nieskalane skronie Ingeborgi. Wszystko toczyło się zgodnie z planem. „Ależ dziw!” (sed mirum!), wykrzyknął kronikarz Rigord, „tego samego dnia Filip zaczął nienawidzić małżonki, której tak długo pragnął”. Podczas koronacji „pobladł i zaczął dygotać, i ledwo wytrzymał do końca ceremonii”. Miasto pękało w szwach od gości – nawet biskup Tournai miał problem ze znalezieniem noclegu – ale wszelkie uczty i rozrywki, jakie zaplanowano, zostały odwołane. Ludzie zapewne kręcili się zdezorientowani, próbując się dowiedzieć, o co chodzi. Filip nie udzielił żadnych wyjaśnień. Po prostu kazał służbie Ingeborgi spakować jej rzeczy, wysłał ją do podupadłego merowińskiego klasztoru pod Paryżem i zaczął się starać o odkręcenie małżeństwa.
Dlaczego Filip tak postąpił, to jedna z wielkich zagadek średniowiecznej historii Francji. W owym czasie niektórzy, co prawda „niepoważni” ludzie, mówili, że to dlatego, iż miała cuchnący oddech albo że Filip odkrył, iż nie jest dziewicą. Rigord i inni kronikarze winili diabła, a teorie współczesnych historyków sięgają od rozczarowania Filipa dyplomacją Duńczyków po jego „osobiste skłonności i obsesje”. Prawnicy Filipa w ciągu dwudziestu lat jego walk o uwolnienie się od Ingeborgi przedstawiali rozmaite, lecz niezadowalające uzasadnienia. Kiedy argument genealogiczny okazał się mylny, sięgnęli po nieskonsumowanie małżeństwa, a kiedy to upadło wobec stanowczych zaprzeczeń Ingeborgi, próbowali przekonywać, że choć doszło do penetracji, nie było ejakulacji, gdyż czarnoksięskie zaklęcie lub rzucony urok przyprawiły króla o chwilową niemoc.
fot.Jean Fouquet – BnF Essentiels : Les Grandes Chroniques de France / domena publicznaKoronacja Filipa Augusta
Kościół ostatecznie odrzucił to wyjaśnienie, ale twierdzenie Filipa o penetracji bez ejakulacji za sprawą magii usiłowało się przecisnąć przez nadzwyczaj wąską furtkę prawną. Była to iście desperacka próba uniknięcia konsekwencji decyzji, która jego poprzednikom mogłaby ujść na sucho, ale którą jego własne okoliczności dziejowe uczyniły sytuacją bez wyjścia.
To, że coś wydarzyło się w noc poślubną, być może coś, czego implikacje stały się oczywiste dla Filipa dopiero kilka godzin później, wydaje się jasne, gdyż wszystko było w porządku aż do przedpołudnia następnego dnia, a że to coś wstrząsnęło królem do głębi, jest ewidentne. Filipa mogła rozwścieczyć niechęć Duńczyków do wysłania ich okrętów przeciwko Anglii – choć pewna angielska kronika donosi, że król wiedział o tym jeszcze przed uzgodnieniem małżeństwa – a być może chciał też zachować dziesięć tysięcy marek, które stanowiły posag Ingeborgi. Był w końcu pazerny i złośliwy. Ale choć wyrachowany zwrot o sto osiemdziesiąt stopni mógłby tłumaczyć poczynania Filipa tuż po ślubie, nie wyjaśnia jego stanowczej odmowy przebywania w obecności Ingeborgi w kolejnych długich latach, nawet jeśli niewiele by go kosztowało, a przyniosło mu wiele korzyści, gdyby choć pozwolił jej usiąść u swego boku.
fot.Abel Hugo / domena publicznaIngeborga Duńska
Na pozór niewytłumaczalne zachowanie Filipa sugeruje niekontrolowaną odrazę, wstyd i niechęć, których król, zamknięty w sobie i mało wylewny, nie potrafił zbyt długo tłumić. Ponownie próbował, raz, odbyć stosunek z Ingeborgą, udawszy się do klasztoru, w którym zamknął ją w pierwszych tygodniach po ślubie, ale opuścił jej sypialnię „po bardzo krótkiej chwili, tak bardzo jej nienawidził…”.
Izabela z Hainaut. Pierwsza żona króla
O ile w twierdzeniu o magii można byłoby widzieć wyjaśnienie najbliższe temu, jak sam Filip rozumiał to, co się stało, zbyt zażenowany, żeby to wyznać, dopóki nie wyczerpał innych możliwości, prawdą jest też, że była to jedyna ścieżka otwarta dla jego prawników, odkąd wykluczono argument genealogiczny. Kościół rozumiał impotencję wywołaną czarami jako stan tymczasowy, któremu nie mogło zaprzeczyć świadectwo jurności w innych momentach, na przykład istnienie dzieci. A Filip miał już wcześniej żonę, Izabelę z Hainaut, i t e n związek wydał potomstwo, w tym syna, który miał mniej więcej sześć lat, gdy jego ojciec żenił się z Ingeborgą, oraz martwo urodzone bliźnięta, których poród kosztował Izabelę życie. Zanim jego prawnicy uciekli się do twierdzenia o magicznej impotencji, trzecie – i w oczach papieża bigamiczne – małżeństwo Filipa z 1196 roku zaowocowało jeszcze dwójką dzieci, a późniejszy romans z tajemniczą „damą z Arras” dał mu nieślubnego syna.
Choć niemoc płciowa Filipa w łożu Ingeborgi była wyjątkiem od jego skądinąd dowiedzionej potencji, jego okrucieństwo wobec niej miało precedens w jego relacjach z pierwszą żoną, Izabelą. Miała ona zaledwie dziesięć lat, kiedy poślubił ją w 1180 roku, ale zanim skończyła czternaście, próbował się już z nią rozwieść. Powodem, jak sugeruje pewien późniejszy kronikarz, mogło być to, że Izabela nie dała mu jeszcze potomka: zarzut nie tylko nieelegancki, ale i niesprawiedliwy.
Jeśli Filip, podobnie jak Plantageneci, przestrzegał zwyczaju konsumowania małżeństwa z dorastającą dziewczyną tylko raz tuż po jej pierwszej miesiączce, która u przeciętnej średniowiecznej kobiety następowała w dwunastym roku życia, i podejmowania regularnego współżycia dopiero kilka lat później, nie mógł jeszcze zasadnie oczekiwać ciąży. Jego prawdziwym celem było prawdopodobnie ukaranie ojca Izabeli za wsparcie, jakiego Hainaut udzielało hrabiemu Flandrii wbrew życzeniom królowej matki i jej fakcji z Szampanii. Nie mogąc liczyć na ochronę rodziny, ponieważ Filip wystąpił przeciwko niej szybko i po cichu, Izabela walczyła desperacko, ale sprytnie. Zamieniwszy kosztowne suknie na skromne szaty, przeszła boso ulicami niczym pokutująca grzesznica, modląc się w kościołach oraz wzywając Boga i lud na ratunek. Poruszeni tym widowiskiem trędowaci i biedacy zgromadzili się hałaśliwie przed pałacem, żądając zrehabilitowania Izabeli.
Filip, wyczulony na oznaki słabnącego poparcia poddanych i być może uwiedziony tym dowodem pomysłowości młodej królowej, skapitulował. Choć dobrze poinformowany kronikarz, któremu zawdzięczamy tę historię, zauważył, że „nie odwiedził jej łoża” od razu, musiał wkrótce znów zacząć z nią sypiać, gdyż rok lub dwa lata później urodziła córkę. To dziecko nie żyło długo, ale w 1187 roku młoda królowa zatriumfowała, dając Filipowi syna nazwanego Ludwikiem. Do wszystkich zakątków królestwa rozesłano kurierów, by rozgłosili tę wieść, a na ulicach Paryża przez tydzień płonęły ogniska, przy których świętujący ludzie tańczyli całą noc. Chwała Izabeli była jednak krótka, gdyż zmarła w połogu niespełna trzy lata później, krótko przed swymi dwudziestymi urodzinami.
Choć uderzająco piękna, niezwykle wysoka jak na tę epokę, o pięknych błękitnych oczach i poetyckich gustach, nie mogła się wyraźnie zapisać w pamięci dwuletniego Ludwika. Filip jednak nigdy jej nie zapomniał. Na swój zmienny sposób najwyraźniej z czasem ją polubił, gdy razem wkraczali w dorosłość. Pochował ją z pompą koło głównego ołtarza w Notre-Dame, gdzie jej trumna spoczęła pomiędzy trumienkami jej maleńkich dzieci. Na okrytych jedwabiem piersiach Izabeli złożono srebrną pieczęć z jej wizerunkiem, w koronie i z berłem w lewej dłoni oraz kapetyńską lilią w prawej, pośmiertny symbol zaszczytów, o które walczyła za życia.
Ingeborga była niemniej od Izabeli zdecydowana bronić swego jako królowa, żona i, jak miała nadzieję, matka, ale to papież Innocenty III okazał się niemal równie trudną przeszkodą dla rozwiązania drugiego małżeństwa Filipa. Innocenty został wybrany w 1198 roku, pięć lat po tym, jak Ingeborga wysłała swój pierwszy apel, w czasie, kiedy jej sprawa wydawała się praktycznie stracona. Bezpośredni poprzednik Innocentego, pełen dobrych intencji, ale powolny dziewięćdziesięciolatek, potrzebował trzech lat, by sformułować odpowiedź na duńskie protesty. Dopiero w 1196 roku francuskiemu klerowi nakazano poddać rewizji podstawy anulowania małżeństwa, a to spóźnione działanie miało znikomy efekt. Zbyt zastraszeni przez swego króla, by postąpić inaczej, francuscy duchowni potwierdzili unieważnienie, „jak psy zanadto bojące się o swoją skórę, by szczekać”, wedle słów coraz bardziej rozczarowanego Rigorda. Filip już w następnym miesiącu poślubił córkę niemieckiego księcia, Agnieszkę z Meran, i kiedy Innocenty zasiadł na papieskim tronie, Agnieszka spodziewała się ich pierwszego dziecka.
Rola małżeństwa w kościele
Ów fait accompli nie odwiódł Innocentego od tego, co uważał za swoją świętą misję obrony chrześcijańskiego małżeństwa. W ciągu kilkudziesięciu lat, jakie minęły od rozwodu ojca Filipa z Eleonorą Akwitańską, nie tylko prawo Kościoła, ale także teologia stały się mniej wyrozumiałe wobec eksperymentów małżeńskich. Małżeństwo stało się główną metaforą opisującą relację między Kościołem, wyobrażanym jako oblubienica, i Chrystusem, jej metaforycznym oblubieńcem. Ludzkie małżeństwa zawierane były na obraz tej boskiej unii między Chrystusem a Kościołem, a zatem musiały być równie nierozerwalne jak ów wieczny związek. Odtąd możnym nie miało już być wolno oddalać żon wedle uznania, jak zrobiło tak wielu poprzedników Filipa. Innocenty był nawet gotów złagodzić od dawna obowiązującą kościelną definicję kazirodztwa, aby uczynić małżeństwa bardziej stabilnymi przez ograniczenie zakazanych stopni pokrewieństwa z siedmiu do czterech. Choć wciąż oznaczało to, że ślubu zawrzeć nie mogą osoby mające, na przykład, tę samą prababkę, wydatnie zmniejszyło liczbę dokonywanych ex post facto „odkryć” zakazanego pokrewieństwa, które zapewniały poręczną wymówkę dla tak wielu królewskich anulowań.
Ową reformę skodyfikował dopiero Sobór Laterański IV z 1214 roku. Był to przełomowy moment w dziejach średniowiecza i punkt kulminacyjny pontyfikatu Innocentego, ale od samego jego początku ten nowy papież prawnik zamierzał uczynić z Filipa przykład. Według jego średniowiecznego biografa Innocenty po objęciu Stolicy Piotrowej wysłał do Francji jednego ze swoich kardynałów, powierzywszy mu trzy zadania: po pierwsze, wysłać pomoc do Ziemi Świętej, po drugie, doprowadzić do pokoju między Francją i Anglią, i po trzecie, zmusić Filipa do powrotu do Ingeborgi.
Tkwiąc między dwiema tak nieustępliwymi postaciami jak Innocenty i Filip, kardynał zrobił, co się dało. Pod koniec 1199 roku zwołał synod w Dijon, mieście leżącym poza obrębem ziem Filipa, który cofnął ustalenia wcześniejszych zgromadzeń unieważniających duńskie małżeństwo na mocy argumentów genealogicznych. Synod w Dijon orzekł, że Filip i Ingeborga nie są zbyt blisko spokrewnieni, a ponieważ złożyli sobie śluby, są małżonkami. Nowe małżeństwo Filipa jest zatem cudzołożne i nielegalne. Rozkazano mu niezwłocznie oddalić tę nową żonę i wrócić do Ingeborgi. Jeśli nie usłucha do 13 stycznia 1200 roku – tyle mniej więcej czasu potrzeba było, aby decyzja ta dotarła do Paryża – całe królestwo zostanie obłożone interdyktem, co oznaczało, że kościoły będą zamknięte dla świeckich. Księża wciąż udzielaliby dwóch najpilniejszych sakramentów, chrztu noworodków i spowiedzi dla umierających, ale nie dawano by ślubów ani nie sprawowano by Eucharystii. Woda święcona byłaby niedostępna. Grzesznicy otrzymywaliby pokutę u drzwi kościoła. Ksiądz, który czytałby Biblię na głos, winien uważać, by nie słyszał go żaden parafianin.
Filip poczuł się oszukany. Poskarżył się Innocentemu, że został potraktowany bardziej surowo niż jego ojciec, Ludwik VII, cesarz Fryderyk I, a nawet król Anglii Jan, którym pozwolono bez problemu odprawić małżonkę uznaną za zbędną. Innocenty odparł protekcjonalnie, że to były inne przypadki, a tak czy owak, działa jedynie dla dobra nieśmiertelnej duszy Filipa. Ale Filip nie miał ochoty rozstawać się ze swą nową partnerką, Agnieszką z Meran, gdyż ich związek był szczęśliwy, a ona była płodna. Choć jej pierwsze dziecko było dziewczynką, mógł się rozsądnie spodziewać, że da mu jeszcze syna, zabezpieczenie na wypadek przedwczesnej śmierci jego kruchego pierworodnego, Ludwika. Filip nie był też pozbawiony kościelnego poparcia we Francji. Choć niektórzy francuscy duchowni, w tym biskup Paryża, zastosowali się do interdyktu, inni wykonywali swoje obowiązki jak gdyby nic się nie stało.
Sytuacja patowa
Interdykt był irytujący dla Filipa, ale jego połowiczne przestrzeganie było z papieskiego punktu widzenia szczytem wszystkiego. Po długich miesiącach Innocenty wysłał do Francji kolejnego kardynała, by nakłonił Filipa do oddalenia Agnieszki i spotkania ze swą duńską żoną. Co zaskakujące, Filip się zgodził. Być może zaczynał odczuwać presję albo, jak spekulowano, po prostu bawił się ze Stolicą Apostolską. Podjął jednak kolejną próbę przezwyciężenia swej nieprzepartej awersji do Ingeborgi. Uwolniwszy ją z surowej twierdzy, dokąd zesłał ją w odwecie za interdykt, spotkał się z nią po cichu – po raz pierwszy od siedmiu lat – w pałacyku myśliwskim na zachód od Paryża. Ale to było wszystko, na co mógł się zdobyć. Wcześniej obiecał kardynałowi, że będzie traktował Ingeborgę jak małżonkę i królową.
fot.Autor nieznany/ domena publicznaStrona z psałterza Ingeborgi Duńskiej
Teraz poprosił jednak o kolejny synod, który rozpatrzyłby duńskie małżeństwo, obiecując, że oddali Agnieszkę, która znów była w ciąży, na czas jego obrad. Nie jest jasne, czy kardynał w pełni wyjaśnił Innocentemu tymczasowy charakter ugody, ale Filip tak czy inaczej nie pozwolił, by synod wydał jakikolwiek werdykt. Ku większemu zdumieniu wszystkich opuścił obrady, zabierając Ingeborgę ze sobą, po to tylko, by umieścić ją w zamku Étampes i ponownie odjechać w siną dal.
Co Innocenty by zrobił w odpowiedzi na bezczelność Filipa, musi pozostać w sferze domysłów, gdyż nie miał czasu opracować strategii, nim dotarła wieść, że „konkubina” Filipa, Agnieszka, zmarła wkrótce po urodzeniu syna. Nie była pierwszą kandydatką Filipa na trzecią żonę. Prawdę mówiąc, była trzecią z kolei. Został odrzucony przez angielską księżniczkę Joannę, która uznała, że to, jak potraktował Ingeborgę, źle wróży jej własnemu szczęściu, a jego druga wybranka postanowiła w drodze do Paryża poślubić dawnego zalotnika. Filip jednak kochał Agnieszkę w takiej mierze, w jakiej w ogóle był zdolny do miłości, i wypełniła ona swój najistotniejszy obowiązek wobec niego, rodząc chłopca. Jego królestwo miało teraz dziedzica i dziedzica rezerwowego – jeśli, rzecz jasna, Filip zdołałby wymóc na Innocentym zdjęcie z chłopca zmazy bękarctwa. Innocenty okazał się tu zaskakująco uległy. Po części liczył na to, że pojednanie zaowocuje poparciem Filipa dla jego preferowanego kandydata w zbliżającej się elekcji cesarskiej, ale był też świadomy swej papieskiej odpowiedzialności za polityczną stabilność chrześcijańskiego świata.
fot.Nieznany – Fresco at the cloister Sacro Speco / domena publicznaInnocenty III
Innocenty od samego początku martwił się, że niechęć Filipa do Ingeborgi zagrozi losowi królestwa, gdyby mały Ludwik zmarł i pozbawione dziedzica państwo „przypadło cudzoziemcom”. Śmierć Agnieszki usunęła główną przeszkodę na drodze do rozwiązania, do którego dążył, i chętnie przystał na legitymizację jej dzieci w nadziei na zakończenie duńskiego sporu. Ingeborga także zapewne się spodziewała, że jej męka wreszcie dobiegnie końca.
Filip, rzecz jasna, rozwiał ich nadzieje. Ku rozgoryczeniu Innocentego i udręce Ingeborgi odmówił uwolnienia królowej z zamknięcia w Étampes, a co dopiero traktowania jej jak towarzyszki i małżonki. A jej więzienie bynajmniej nie było złotą klatką. Zamek w Étampes, usytuowany na południowy zachód od Paryża, powstał, by strzec ważnego szlaku do Orleanu. Była to twierdza, nie pałac. Nad całym kompleksem dominował istniejący do dziś donżon wybudowany przez ojca Filipa. W ciągu lat, które spędziła tam Ingeborga, Filip otoczył go murem, co być może odzwierciedlało tyleż jego lęk przed żoną, co jego potrzeby obronne. Ingeborga skarżyła się gorzko na surową egzystencję, na jaką ją tam skazał. W liście, który wysłała do Innocentego w 1203 roku, lamentowała, że nie ma żadnych towarzyszek poza tymi, które Filip wysłał, żeby ją dręczyły.
fot.CJ DUB – Praca własna / domena publicznaZamek Étampes
Wierzyła, że jest pod nieustannym nadzorem, nie wolno jej też było przyjmować gości ani listów z Danii. Ta głęboko religijna kobieta pozbawiona była wszelkiej opieki duchowej poza najbardziej podstawową. Zaniedbywano nawet jej fizyczne potrzeby. Twierdziła, że jest karmiona jedynie „chlebem zgryzoty i napojem udręki” i ma tylko skąpy przyodziewek, a w każdym razie nic stosownego dla królowej. Mówiła, że nie pozwala się jej na kąpiele i nie ma kto upuścić jej krwi, co w średniowieczu uchodziło za zabieg medyczny decydujący o zachowaniu zdrowia. Żadna chrześcijanka – zakończyła – nie powinna być tak traktowana. Mimo to utrzymywała, że jest gotowa zachowywać się jak kochająca żona wobec męża, który postąpił wobec niej tak okrutnie. Pozostawał on, jak stwierdziła, bliski jej sercu, „jak zawiniątko mirry między moimi piersiami”.
Zapewnienia Ingeborgi, że nawet po dziesięciu latach złego traktowania wciąż jest gotowa kochać i cenić Filipa, mogą się wydawać godnym współczucia dowodem jej wiktymizacji nie tylko za sprawą Filipa, ale także kultury, która ceniła kobiety wyłącznie jako żony i matki. Pod pewnymi względami to prawda, ale Ingeborga także starannie dobrała swe słowa, by przemówiły do jej potężnego papieskiego obrońcy. Jej przekonanie, że związek z Filipem powinien być partnerstwem nie tylko prawnym i politycznym, ale także emocjonalnym i seksualnym, było w pełni zgodne z nowym modelem chrześcijańskiego małżeństwa, który Innocenty propagował i po części sam stworzył.
Ingeborga nie wpadła na to podejście przypadkowo. Jej korespondencja z Innocentym i jego poprzednikiem zdradza godną uwagi biegłość w prawie małżeńskim, a użyte w niej sformułowania przejął później Innocenty. Ponieważ Ingeborga była wykształconą kobietą słynącą z oczytania, niewykluczone, że sama układała te listy. Ale nawet jeśli nie podyktowała owego listu, jego retoryka wskazuje, że ktoś z jej najbliższego otoczenia wiedział, jak się odwołać do przekonania Innocentego, iż małżeństwa powinny być nierozerwalne, a małżonkowie winni się autentycznie darzyć miłością na wzór związku Chrystusa z Kościołem. Choć Innocenty sam żył w celibacie, był oddanym pasterzem żywo interesującym się życiem świeckich i rozumiał znaczenie seksu dla szczęścia małżeńskiego, nawet jeśli uważał sam akt za dość odpychający.
fot.Autor nieznany / domena publicznaKłótnia Filipa Augusta z Ryszardem Lwie Serce w Messynie, podczas III wyprawy krzyżowej
Duszpasterskie zainteresowania Innocentego mogą wyjaśniać, dlaczego Filip i jego prawnicy wystąpili z twierdzeniem, że to czary uczyniły króla niezdolnym do współżycia z Ingeborgą. Innocenty nie był jedynym spośród duchowieństwa, który cenił zdrowe relacje seksualne między wiernymi żyjącymi w związkach małżeńskich. Choć we wczesnym średniowieczu Kościół zachęcał do wstrzemięźliwości nawet między małżonkami, ostatnio odszedł od tego stanowiska, mimo że celibat duchownych egzekwował z coraz większym rygorem. Uczono teraz, że mężowie i żony są winni sobie nawzajem „dług małżeński”, czyli seks, którego żadne nie mogło odmówić drugiemu bez obopólnej zgody.
Jak ostrzegał Filipa jeden z listów Innocentego, „nie jest słuszne, aby małżonkowie okradali się nawzajem [z małżeńskiego długu], gdyż wpaść mogą w sidła Szatana”, popełniając grzech rozwiązłości. (To mniej więcej w tym czasie Filip miał romans ze swoją „damą z Arras”, o czym wieść mogła dotrzeć do Innocentego). Nacisk papieża na współżycie małżeńskie oznaczał, że Filip nie musiał dowieść, iż n i e c h c e uprawiać seksu z Ingeborgą. Byłoby to po prostu odmową spłaty małżeńskiego długu, czymś godnym potępienia, ale nie podstawą do anulowania małżeństwa. Musiał udowodnić, że n i e mo ż e tego zrobić. Musiał wykazać, że jeśli chodzi o Ingeborgę, jest seksualnym bankrutem, że nie jest możliwe, aby otrzymała to, co był jej dłużny.
Prawnicy Filipa po raz pierwszy wspomnieli o uroku lub czarach w 1202 roku, kiedy zgasła nadzieja na łatwe rozwiązanie po śmierci Agnieszki z Meran i legitymizacji jej dzieci. Filip być może myślał o kolejnym ożenku, a może po prostu chciał się uwolnić od uprzykrzonych papieskich listów, w których Innocenty na przemian ganił go za złe traktowanie Ingeborgi i po ojcowsku częstował duszpasterską radą. To, że niemoc Filipa złożono na karb czarów, niekoniecznie oznacza, że sama Ingeborga miała rzucić zaklęcie, ale Filip nie był skłonny wyjaśniać tej kwestii. Biorąc pod uwagę jego niesłabnącą awersję do niej, mógł nawet uważać, że jest winna. Co sama Ingeborga sądziła o historii z czarami, nie wiadomo. Nie wspomina o tym wśród skarg, które wysłała do Innocentego z Étampes, i niewykluczone, że nie wiedziała o całej sprawie, dopóki Innocenty nie wspomniał o niej w liście kilka lat później, gdy próbował delikatnie wybadać, czy byłaby gotowa dać za wygraną. Nie była. Oszczercze oskarżenie nie osłabiło jej determinacji. Być może uznała je za absurdalne.
Filip mimo wszystko forsował sprawę przez kolejne dziesięć lat. Magiczna impotencja wciąż stanowiła główny element jego strategii, choć w pewnym momencie był już tak sfrustrowany, że błagał Innocentego, by rozwiązał małżeństwo na jakiejkolwiek podstawie, czy to zbyt bliskiego pokrewieństwa, czy rzuconego uroku, czy też tego, że Ingeborga chciała wstąpić do klasztoru (nie chciała), albo „dowolnym innym sposobem, jakim małżeństwa są zwykle rozwiązywane za twoich czasów, czy były rozwiązywane w czasach twoich poprzedników”. Na ów wybuch Innocenty odparł łagodnie, że to rozważy – tryby papieskich sądów obracały się wolno – a tymczasem Filip powinien zadać sobie trud okazania Ingebordze nieco „małżeńskiego uczucia”.
Papieska decyzja
Ostatnie orzeczenie Innocentego nadeszło w 1212 roku, niemal dwadzieścia lat po wydarzeniach owej nieszczęsnej nocy poślubnej w Amiens. Papież postanowił dać wiarę interpretacji Ingeborgi, że doszło do seksu, a nie przeciwnemu zdaniu Filipa. Twierdzenie Filipa o penetracji bez ejakulacji zostało uznane nie tylko za „szalone kłamstwo”, ale i rzecz nieistotną w świetle prawa. On i Ingeborga stali się jednym ciałem, choćby tylko na krótko i nieszczęśliwie. Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela. Tyle mógł zdziałać Innocenty. Jednak wciąż od Filipa zależało, czy zaakceptuje ten werdykt.
To, że w końcu zrobił to rok później, w kwietniu 1213 roku, było decyzją polityczną, mającą powstrzymać Innocentego przed wtrącaniem się do inwazji na Anglię, którą Filip planował na lato, oraz ugłaskać Duńczyków w czasie, kiedy Anglia gościła poselstwo z Norwegii. Ani nie odzwierciedlało, ani nie prowadziło do zmiany nastawienia do Dunki. Ingeborga nie była dla niego Izabelą. Filip nigdy z nią nie żył, nie mówiąc już o dzieleniu z nią łoża. Cieszyła się honorami królowej, ale nie żony.
Ingeborga miała teraz trzydzieści siedem lat. Jej jasne włosy zapewne zaczęły już siwieć, na jej pięknej twarzy pojawiły się pierwsze zmarszczki, a jej nieużywane piersi odrobinę obwisły. Osiemnastoletnia dziewczyna u progu świetlanej przyszłości zniknęła niemal bez śladu. Filip ograbił ją nie tylko z bogactwa i władzy, ale także z jedynej szansy na towarzystwo i macierzyństwo. Bez względu na to, jaki (jeśli jakikolwiek) grzech popełniła w sekretnych godzinach ich pierwszej i jedynej wspólnej nocy, jej kara była z pewnością niesprawiedliwa i przesadna. Jednak Filip nigdy jej nie wybaczył. Chociaż zostawił Ingebordze dziesięć tysięcy liwrów paryskich, sumę wystarczającą na zapewnienie jej królewskich szat, wykwintnego jadła i zręcznych doktorów do końca życia i dłużej, była to tylko połowa tego, co przywiozła jako posag z Danii.
Jak stwierdzał nonszalancko w testamencie, odliczył z jej udziału pieniądze na zwrot sum, które niesłusznie zabrał z innych miejsc. Ale Ingeborga, łaskawa jak przystało królowej, nie żywiła urazy do rodziny, do której weszła, ani nawet do małżonka, który ją odrzucił. Na marginesie bogato zdobionego modlitewnika, którego iluminacje świadczyły o prawowitości jej królewskiego rodu, odnotowała swoją szczerą radość na wieść o wielkim francuskim zwycięstwie odniesionym przez Filipa w 1214 roku. Filip nigdy nie uważał Ingeborgi za swoją żonę, ale ona zawsze uważała się za królową Francji.
Tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026).
KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.