Ciekawostki Historyczne
Druga wojna światowa

Polska Ludowa 1944. Rewolucja na wsi i chaos pierwszych miesięcy nowej władzy

Jesienią 1944 roku Lublin stał się miejscem, w którym testowano przyszły kształt powojennego państwa. W mieście ogarniętym chaosem wojny tworzono nowe instytucje, a na wsi rozpoczęto radykalną reformę rolną. Parcelacja majątków ziemskich miała zaspokoić „głód ziemi” i zdobyć poparcie chłopów dla nowej władzy. W rzeczywistości była początkiem głębokiej społecznej rewolucji.

Fragment tekstu pochodzi z książki „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia”, autorstwa Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz, wydanej przez Wydawnictwo Agora, 2026.

Lublin 1944 – miasto nadziei i strachu

Jesienią otwarto szkoły powszechne i średnie. Powołano też Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej. W przeciwieństwie do II RP i mimo sprzeciwów Stalina nowe władze zdecydowały, że edukacja będzie w pełni bezpłatna.

„Działo się wtedy coś bez precedensu, coś jednorazowego i niepowtarzalnego, tworzyło się nowoczesne państwo, ale na razie w pigułce. Formował się nowy model społeczny – ale na razie na skalę laboratoryjną. Stąd też jak nigdy nigdzie sąsiadowały tu ze sobą patos i powszedniość, wielkość ocierała się o śmieszność” – wspominał poeta Jerzy Jurandot, naczelnik resortu kultury, a zaledwie kilka tygodni wcześniej ukrywający się od czasu wielkiej akcji likwidacyjnej w warszawskim getcie. „Kilkukrotnie strzelano do nas. Pod osłoną nocy strzelano do wszystkich, którzy współpracowali z nową władzą”.

Strach przed zemstą zbrojnego podziemia powtarza się w wielu relacjach działaczy PKWN. Inni – związani z Delegaturą i AK – zapamiętali brutalność czerwonoarmistów i wywózki w głąb ZSRR, które zaczęły się latem 1944 roku. Radzieckie dowództwo stanowiło w strefie działań wojennych najwyższą władzę. W pierwszych tygodniach NKWD wysłało do łagrów kilkuset wojskowych i działaczy politycznych. Bezsens i skala stosowanych represji, a także grabieże i dewastacje, napady i gwałty budziły sprzeciw lubelskich komunistów. Kilkakrotnie interweniowali w tej sprawie u Stalina (ten „wyraził zdziwienie”, że nowi tym razem występują na rzecz swoich „wrogów Akowców”). Wiedzieli, że stąpają po cienkim lodzie. Ich niepewność wpływała na „atmosferę polityczną i sposób sprawowania władzy”.

fot.Mathiasrex, Maciej Szczepańczyk / CC BY-SA 4.0

Obszar pod administracją PKWN we wrześniu 1944 roku

„Inteligencja w pierwszych dniach nie popierała nas” – przyznawał Kazimierz Witaszewski (w drugiej połowie lat sześćdziesiątych cięty na rewizjonistów „generał gazrurka”).

W kadłubkowej Polsce Lubelskiej „w niespotykanej dotychczas skali skupiły się przedwojenne i wojenne jeszcze konflikty”. Strach, przemoc, radość i entuzjazm mieszały się ze sobą na tle wciąż trwających działań wojennych Niemcy zostawili po sobie stosy ciał w więzieniu na Zamku. Zaraz po wyzwoleniu urządzono uroczysty pogrzeb (nie minęła żałoba, a cele znów zaczęły się wypełniać, tym razem wrogami ludu).

Przeczytaj także: Manifest Lipcowy i PKWN – narzucona fikcja, która zbudowała realną władzę

„Na samym wierzchu leżały zwłoki smukłej, jasnowłosej dziewczyny. Z ciemnego mięsa sterczała strzaskana kość – opisał jeden ze świadków uroczystości. – Wyszliśmy na miasto, wstrząśnięci i mroczni. Ale mieliśmy po dwadzieścia parę lat. Już na trzeciej ulicy żywi przesłonili nam zmarłych”. Dziwny był to czas – karnawału i żałoby: nadzieja na nowy początek, stare i świeże traumy, bol po stracie bliskich, a przede wszystkim wielka dezorientacja. W Warszawie Niemcy dławili powstanie, tu oddychano już innym powietrzem, ale wcale nie było spokojnie. Pytanie, kto będzie rządził w wyzwalanym kraju, wciąż pozostawało otwarte. Lęk towarzyszył wszystkim. Gwałty, grabieże, napady na ludność były codziennością. Rachunek za radzieckie represje spłacać musieli polscy komuniści. To przede wszystkim na nich, a nie na czerwonoarmistów, polowano na podlubelskich drogach. Bierut i inni obawiali się zamachu. I na każdym kroku wietrzyli zdradę.

Pito na umór. Wiadrami i z cudem ocalałych filiżanek. „Lublin był miastem bimbrem płynącym, bez bimbru nie można się było obejść”. („Bimber można zrobić nawet z drewna”– opowiadała po latach Lena).

Za bimber można było kupić wszystko: benzynę i pędzoną na wschód trzodę od żołnierzy Armii Czerwonej. Drożdże były nowymi pieniędzmi. Przewodniczący PKWN Edward Osóbka-Morawski: „Nie mając jeszcze wydrukowanej własnej waluty, nawet rząd posługiwał się drożdżami dla zaspokojenia swojej jakiejś pilnej potrzeby”.

fot.Autor nieznany / domena publiczna

Zdjęcie czytającego plakat manifestu PKWN

Choć nad miastem wciąż krążyły samoloty z czarnymi krzyżami, w kawiarniach, urządzanych naprędce w zdewastowanych kamienicach, bawiły się tłumy. „Jedni zalewają wódką koszmarne wczoraj, inni – niepewne jutro. Wszyscy winszują sobie, że przetrwali, że żyją”. Alkoholowy amok niwelował – na krótko – nawet śmiertelne polityczne podziały.

Czytaj także: Fabryka mitów w PRL-u

Chłopska rewolucja. Reforma rolna zmienia polską wieś

Napięcie rosło jednak z każdym tygodniem. We wrześniu, choć wciąż trwała wojna, rozpoczęto reformę rolną. „Aby przyspieszyć odbudowę Kraju i zaspokoić odwieczny pęd chłopstwa polskiego do ziemi” – głosił Manifest PKWN. Likwidowano wielką własność ziemską*(Czyli majątki obszarnicze liczące ponad 50 ha). Podzielone majątki miały trafić do pracujących w nich fornali i biedoty wiejskiej. Była to prawdziwa rewolucja. W II RP bezrolni i małorolni chłopi żyli w skrajnej nędzy i nie mieli praktycznie żadnych praw.

Sukces reformy miał zapewnić nowym władzom upragnione poparcie mas. W Lubelskiem, gdzie prawie nie było przemysłu, PPR zamiast na proletariacie opierała się na robotnikach rolnych i ubogich chłopach.

Fragment tekstu pochodzi z książki „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia”, autorstwa Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz, wydanej przez Wydawnictwo Agora, 2026.

Sprawiedliwy podział ziemi był stałym postulatem polskiej lewicy. Jeszcze w 1919 roku nowo powołany Sejm Ustawodawczy II RP zapowiedział uchwałą przyszłą reformę. Mimo podejmowanych prób, rozpaczliwych potrzeb i „głodu ziemi” opor warstw uprzywilejowanych zawsze okazywał się silniejszy.

W 1944 roku też nie było łatwo. „Na wsi rozgorzała walka. Obszarnicy i właściciele ziemscy nie szczędzili zabiegów i środków materialnych, by sparaliżować nasze wysiłki. Często trzeba było przełamywać opor i bierność samych chłopów, uginających się przed reakcyjną propagandą”– wspominał Leon Chajn, kierownik resortu sprawiedliwości PKWN. Sprzeciw beneficjentów musiał być dla reformatorów bolesny. „Przyjechała duża delegacja z podaniem podpisanym przez całą wieś: starych ludzi, młodych i dzieci, w którym proszono, by u nich nie przeprowadzać reformy rolnej, nie zabierać majątku dziedzicowi, bo to dobry człowiek. ≫Cudowny pan≪” – narzekał po latach jeden z urzędników realizujących reformę.

Ktoś inny dodawał z goryczą: „Chłop terroryzowany – przyzwyczajony do roli podwładnego nie mógł pogodzić się z tym, że on panu swemu zabierze ziemię, a z drugiej strony kler krzyczał, że to wbrew ustalonym przez Boga zasadom”. (Kościół katolicki sprzeciwiał się nadaniu ziemi najbiedniejszym, choć jego majątki zostały na życzenie samego Stalina wyłączone z parcelacji).

Dawały też o sobie znać stare podziały – na robotników rolnych, którzy dotychczas pracowali „u pana”, gospodarze patrzyli z góry, nawet jeśli skrawek pola, którym władali, nie wystarczał na utrzymanie rodziny. „Chłopi z sąsiedniej wioski przyszli z propozycją, żeby folwarcznym ziemi nie dawać, bo ≫nie przywykli działać na swoim i całą gospodarkę zrujnują≪. Folwarczni zaś przysłali delegację z prośbą, żeby im trochę broni zostawić dla obrony przed… chłopami, co to ≫swoje mają, a oglądają się na cudze≪” – wspominał zdezorientowany zastanymi na polskiej wsi konfliktami berlingowiec, pisarz Janusz Przymanowski.

Sytuacja na wsi była skrajnie trudna: brakowało trzody, ziarna do siewu, co zapowiadało głód. PPR liczyła na wsparcie partii chłopskich. Jednak szybkiej realizacji reformy sprzeciwiał się nawet stojący na czele resortu rolnictwa ludowiec Andrzej Witos, brat premiera Wincentego. Został za to usunięty z PKWN. Na realizację uwłaszczenia naciskał też Stalin.

fot.Narodowe Archiwum Cyfrowe / 3/39/0/-/4183

Sytuacja na wsi była skrajnie trudna: brakowało trzody, ziarna do siewu, co zapowiadało głód. PPR liczyła na wsparcie partii chłopskich.

Mimo trudności reformę realizowano (ta już wkrótce zmieni oblicze polskiej wsi). „Nie spotkałam wypadku, by na choć jednym folwarku chłopi nie chcieli brać ziemi. Przeciwnie, chłopi średni twierdzili, że im się należy, biedota tym bardziej, kobiety płakały, bo rożne wdowy chciały choć hektar, choć dwa” – wspominała jedna z powiatowych pełnomocniczek PKWN.

Tak zaczęła się „chłopska rewolucja”. Choć przeprowadzona odgórnie, na trwałe „przeorała tkankę polskiego społeczeństwa”, którego dwie trzecie stanowiła ludność wiejska. I przyniosła komunistom upragnioną popularność: w końcu 1944 roku liczebność PPR wzrosła prawie czterokrotnie8. Część nowych członków zgłosiła się z powodów koniunkturalnych – bo zawsze lepiej trzymać z władzą. Kadrowa partia zmieniała swoje oblicze.

Radykalna reforma rolna się nie podobała – z wielu powodów – zwolennikom rządu emigracyjnego, zwłaszcza wywodzącym się z ziemiaństwa. Ci zostawali bez rekompensaty za utracone mienie. Edward Osóbka-Morawski: „Dopóki byli właściciele mieszkali na miejscu, chłopi powstrzymywali się przed braniem działek. Musieliśmy wydać drastyczne zarządzenia, że wywłaszczeni muszą opuścić swój powiat”.

Byli dziedzice straszyli ludność przymusową kolektywizacją rolnictwa i radzieckimi kołchozami. Wzbierające od tygodni napięcie eskalowało.

Napadano na pekawuenowskich urzędników, a także uwłaszczanych chłopów. Komuniści widzieli to tak: „Zaczęły działać bandy AK-owskie. W pierwszych dniach były wypadki terroryzowania i bicia, a później zaczęły się rozstrzeliwania”.

Przeczytaj także: Zapomniane Bataliony Chłopskie

Osóbka-Morawski: „Było na tym tle wiele ofiar i mordów”. W odpowiedzi na tę eskalację zaostrzono prawo i wzmożono represje (domagał się ich sam Stalin, zarzucając polskim komunistom pobłażliwość wobec wrogów ideologicznych). Zgodnie z dekretem o ochronie państwa z 30 października 1944 roku za udaremnianie lub utrudnianie reformy rolnej groziła kara więzienia lub śmierci.

Ogółem pod zarzutem sabotażu reformy rolnej aresztowano około siedemdziesięciu osób (większość rychło zwolniono). Działaczy i wykonawców reformy miała chronić Milicja Obywatelska.

Fragment tekstu pochodzi z książki „Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia”, autorstwa Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz, wydanej przez Wydawnictwo Agora, 2026.

Zobacz również

Druga wojna światowa

Manifest Lipcowy i PKWN – narzucona fikcja, która zbudowała realną władzę

To był dokument, który oficjalnie powstał w Polsce, ale faktycznie został nam „zaimportowany” – ze Wschodu. Narzucony, złożony z górnolotnych deklaracji, które miały nigdy nie...

14 sierpnia 2025 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

Polscy kolaboranci z „Piekiełka”

Zatrudnieni w „Piekiełku” Polacy za pieniądze zdradzali Gestapo sekrety podziemia. Po powstaniu warszawskim znaleźli się na celowniku kontrwywiadu AK.

5 kwietnia 2025 | Autorzy: Michał Wójcik

Druga wojna światowa

Nieudana akcja likwidacyjna AK

Ta akcja była kluczowa dla istnienia lwowskich struktur AK. Żołnierze „Parasola” byli gotowi poświęcić życie, by ją wykonać. Dlaczego im się nie udało?

28 lipca 2024 | Autorzy: Redakcja

Druga wojna światowa

Zapomniani. Chłopi w Wojsku Polskim

Porucznik Mieczysław Przybylski we wrześniu 1939 roku dowodził kompanią w 1 Pułku Strzelców Podhalańskich. Bił się dzielnie i kiedy pod Szymbarkiem został odcięty ze swymi...

25 kwietnia 2022 | Autorzy: Piotr Korczyński

Druga wojna światowa

Zapomniane Bataliony Chłopskie

Były drugą pod względem liczebności formacją bojową Polski Podziemnej – miały pod bronią 170 tysięcy ludzi. Czemu nie pamiętamy o Batalionach Chłopskich?

21 listopada 2021 | Autorzy: Szymon Mazur

Druga wojna światowa

Wanda Gertz „Lena” – organizatorka kobiecego oddziału sabotażu Armii Krajowej „Dysk”

„Uporządkowaniem odcinka walki czynnej”, czyli prowadzeniem akcji dywersyjno-sabotażowych zajmowały się w Armii Krajowej również kobiety – m.in. Wanda Gertz „Lena”, organizatorka i komendantka Oddziału AK...

1 czerwca 2021 | Autorzy: Agnieszka Lewandowska- Kąkol

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Talisker

Jakiś dowód/źródło że Stalin sprzeciwiał się darmowej edukacji?

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Przeglądaj książki historyczne w najlepszych cenach

Odkryj najciekawsze książki historyczne w atrakcyjnych cenach. Sekcja powstała we współpracy z Lubimyczytac.pl, największą społecznością miłośników literatury w Polsce – dzięki temu możesz wybierać spośród tytułów najwyżej ocenianych przez czytelników.