Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

„Polski most szpiegów”. Dyplomata znad Wisły w centrum historycznych wydarzeń

Jak wygląda historia widziana oczami dyplomaty, który zna mechanizmy nią rządzące?

Jak wygląda historia widziana oczami dyplomaty, który zna mechanizmy nią rządzące?

Ambasador Jan Wojciech Piekarski do Laosu trafił w samym środku wojny domowej. W Iranie zastała go rewolucja. W trakcie konfliktu między USA a Irakiem to on przeprowadził spektakularne negocjacje zmierzające do uwolnienia amerykańskiego obywatela z irackiego więzienia. Teraz odsłania kulisy tych wydarzeń.

Już 28 lutego premiera książki ambasadora Jana Wojciecha Piekarskiego „Polski Most Szpiegów”. Książka w przedsprzedaży dostępna na Empik.com – oszczędzasz ponad 10 zł! Od 28 lutego książki szukaj w salonach Empik i dobrych księgarniach w całej Polsce.

Fragment książki o rewolucji w Iranie:

8 września 1978 roku to tak zwany czarny piątek. Do protestu przyłącza się wojsko i w stolicy Iranu wybucha prawdziwa rewolucja. Sytuacja zupełnie wymyka się spod kontroli…

Zostaje wprowadzona godzina policyjna. Mieszkańcy całego Teheranu stopniowo wygaszają światła. I w tej ciemności słyszy pan tylko takie jednogłośne skandowanie: Marg bar szach (Śmierć szachowi). Potem dochodzi: Allahu akbar, Khomeini rahbar (Allah jest wielki, Chomejni jest wielkim przywódcą). I słyszy pan, jak ta fala zaczyna się przybliżać. Przebywaliśmy na czwartym piętrze, te okrzyki dobiegały nas z różnych stron. Najbardziej czuliśmy się zagrożeni, gdy tłum wykrzykiwał: Marg bar haredżi (Śmierć obcym). Od czasu do czasu dochodziły do nas odgłosy strzelaniny – to wojskowi strzelali do ludzi na balkonach.

Nic dziwnego, że wszyscy zaczynają się ewakuować z Iranu…

My mieliśmy w Iranie kilkuset polskich pracowników porozrzucanych po całym kraju. Zgłaszali, podobnie jak zatrudniające ich firmy, potrzebę ewakuacji ze względu na zagrożenie i brak możliwości dalszego prowadzenia interesów. Do ewakuacji użyliśmy samolotów rejsowych, a także maszyn wyczarterowanych od PLL LOT na trasie Warszawa–Teheran. Wyjechali wszyscy pracownicy kontraktowi i handlowcy.

 

Ambasador Piekarski w czasie irańskiej rewolucji ukrywał się wraz z rodziną w budynku ambasady, gdy tłum na zewnątrz skandował: „Śmierć obcym!”.

fot.domena publiczna Ambasador Piekarski w czasie irańskiej rewolucji ukrywał się wraz z rodziną w budynku ambasady, gdy tłum na zewnątrz skandował: „Śmierć obcym!”.

Nasz szef miał nie lada kłopot. Chciał odesłać do kraju przynajmniej rodziny dyplomatów, lecz spotkał się z oporem. Na przełomie 1978 i 1979 roku do mojej małżonki przyszła żona ambasadora i powiedziała: „Pani Grażyno, musimy pomóc mojemu mężowi. Bo panie się opierają i nie chcą wyjeżdżać ani odesłać dzieci. Ja, jako żona ambasadora, i pani, jako żona zastępcy, musimy dać im przykład”. Pogadały, pogadały i… poszły do ambasadora.

Pani Danuta, ambasadorowa, zaczyna: „Heniu, przyszłyśmy z panią Grażyną, żeby ci powiedzieć, że podjąłeś słuszną decyzję i my też zabierzemy dzieci i wyjedziemy. Ale jako małżonki ambasadora i zastępcy wylecimy stąd ostatnim samolotem, kiedy kraj opuszczą wszyscy pozostali”. Ambasador na to przystał. Przysłano z Warszawy duży samolot, chyba Ił-60. Z Teheranu miał lecieć do Bagdadu, tam wysadzić ludzi i potem zawrócić do Teheranu po kolejnych pasażerów. To był krótki lot, bodaj godzinny. W tym samym czasie z lotniska w Teheranie miał odlecieć samolot typu Swissair, do którego wsiadali też ministrowie ostatniego rządu szacha z rodzinami, więc istniała obawa, że będzie to ostatnia możliwość wylotu.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.