Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

„Anglicy oszaleli…”. Dlaczego Winston Churchill rozkazał zniszczyć sojuszniczą flotę?

"Strasbourg" ostrzeliwany przez angielskie okręty podczas operacji "Catapult".

fot.Jacques Mulard/CC BY-SA 3.0 „Strasbourg” ostrzeliwany przez angielskie okręty podczas operacji „Catapult”.

Premier brytyjski uznał to za „najbardziej przykrą i bolesną” ze swoich decyzji. Ale nie wahał się długo przed jej podjęciem. W 1940 roku, kiedy wojska Hitlera święciły triumfy w Europie, angielscy admirałowie zostali wysłani, by zdobywać… okręty swojego najbliższego sprzymierzeńca.  Jak do tego doszło?

Francja skapitulowała 22 czerwca 1940 roku. Anglicy byli przerażeni. A co, jeśli flota sąsiadów zza Kanału La Manche wzmocni siły niemieckie? Niebezpieczeństwo wydawało się realne.

Gra toczyła się o wielką stawkę. Francuska marynarka wojenna była czwartą co do wielkości flotą świata. Na dodatek jeden z artykułów francusko-niemieckiego zawieszenia broni obligował Francuzów do skierowania swoich okrętów do wyznaczanych przez Niemców lub Włochów portów. Tam załogi miały być zdemobilizowane, a jednostki rozbrojone. Niemcy uroczyście przyrzekli, że nie będą ich używać do własnych celów.

Operacja „Catapult”

Sęk w tym, że stojący na czele brytyjskiego rządu Winston Churchill nie wierzył w te przyrzeczenia. Jak podaje Thomas Kielinger w książce „Winston Churchill. Późny bohater”, na jednym z posiedzeń Izby Gmin w tych „gorących” dniach czerwca premier nawoływał: „Jaką wartość mają takie obietnice? Połowa państw w Europie zadaje sobie pytanie, co zostanie z tych uroczystych zapewnień”. Polityk nie ufał też dowódcy francuskiej marynarki wojennej, admirałowi Darlanowi. Uważał go za „jednego z tych dobrych Francuzów, którzy nienawidzą Anglii”.

Mimo że dla Churchilla rozkaz zniszczenia francuskiej floty był trudny, to jednak nie miał żadnych wątpliwości, że właśnie tak należy postąpić.

fot.Horton/domena publiczna Mimo że dla Churchilla rozkaz zniszczenia francuskiej floty był trudny, to jednak nie miał żadnych wątpliwości, że właśnie tak należy postąpić.

Gdyby francuska flota dostała się w ręce wroga, układ sił na Morzu Śródziemnym zmieniłby się zdecydowanie na niekorzyść marynarki brytyjskiej. Ponadto tak wzmocniona Kriegsmarine mogłaby zapewnić sukces niemieckim siłom inwazyjnym. A desantu na brzegi Anglii spodziewano się lada chwila.

Brytyjczycy bardzo skrupulatnie brali pod uwagę te kalkulacje. Już 27 czerwca 1940 roku Rada Wojenna zaakceptowała decyzję Churchilla, którą on sam nazwał „najbardziej przykrą i bolesną, jaką kiedykolwiek podjąłem”. Zamierzano postawić Francuzom ultimatum: albo sami zneutralizują swoją flotę, albo ją stracą. Operację tę opatrzono kryptonimem „Catapult”.

Czy wiesz, że ...

...jedynym "nawróconym" nazistą w Norymberdze był Hans Frank, generalny gubernator okupowanych ziem polskich? Twierdził, że w celi śmierci "odnalazł Boga".

...pośród polskich oficerów zamordowanych w Katyniu była jedna kobieta? Janina Lewandowska zginęła chociaż nie miała stopnia oficerskiego.

...Adolf Eichmann w ciągu zaledwie roku, między 1942 a 1943, zawłaszczył żydowski dobytek o wartości ok. 200 mln marek? To właśnie z jego rozkazu zamordowanym Żydom odbierano cenne przedmioty i wyrywano złote zęby.

...Alfred Rosenberg, jeden z twórców zbrodniczej ideologii III Rzeszy, twierdził, że nie miał pojęcia o tym, co działo się w obozach koncentracyjnych. Gdy miał okazję odwiedzić Dachau, zrezygnował "ze względów estetycznych".

Komentarze (6)

  1. A... Odpowiedz

    Mini książka Mers-el-Kebir – L. Bielasa, była chyba pierwszą książką historyczną jaką w życiu przeczytałem.
    Na temat wyżej opisanej tragedii floty francuskiej, przeczytałem później dziesiątki prac, książek, artykułów etc. Okręty wojenne w ogóle przez wiele lat były moją pasją.
    I z wnioskiem końcowym autora artykułu nie mogę się zgodzić. Dla Niemców flota francuska tak naprawdę była tylko wielkim utrapieniem, problemem do rozwiązania, a nie taką „gratką nie do pogardzenia”. Konieczność ich obsadzenia wymagałaby znacznej ilości materiału ludzkiego i to dobrze wyszkolonego, których to marynarzy Niemcy po prostu nie mieli. Musieliby ich np. zabrać z u-botów. Niemcy nie mieli też żadnych realnych baz na Morzu Śródziemnym (Włosi ich nie chcieli im użyczać, Grecja ich nie miała). Ze względów oczywistych nie mogli przepłynąć cieśniny gibraltarskiej. Doskonale o tym wiedziała tak admiralicja brytyjska jak i niemiecka. Admirał Raeder, dla którego sprawy Morza Śródziemnego były niezwykle ważne, skomentował to (tj. tak naprawdę zniszczenie floty francuskiej przez Brytyjczyków), ponoć krótko: „i dobrze się stało”.
    A Churchill znany był z tego iż był mistrzem we wprowadzaniu w życie swych idee fixe, prowadzeniu nonsensownych kampanii i operacji, od Gallipoli począwszy poprzez np. równie niepotrzebne nieustanne polowanie na Tirpitza, kosztujące miliony funtów i życie setek Brytyjczyków.
    Pancerniki typu Dunkerque w ogóle nie były „warte świeczki”, bo powstały jako okręty pozaklasowe będące efektem ograniczeń traktatu waszyngtońskiego. Za słabo uzbrojone by być w linii czy prowadzić operacje „solo”, za duże na szybkie krążowniki. Co innego typu Richelieu, bardzo nowoczesne, o np. najlepszej na świecie ochronie podwodnej.
    Moje więc zdanie o całej tej sprawie jest więc takie jak większości Francuzów: „to bezsensowna zbrodnia nie tyle Brytyjczyków co tego ignoranta Churchilla”.

    • Darek Kaliński Odpowiedz

      Szanowny A… bardzo dziękuję za wyważony komentarz, natomiast będę z nim polemizował. Uważam że decyzję o zaatakowaniu francuskiej floty należy oceniać przede wszystkim z ówczesnej perspektywy Brytyjczyków, czyli z przełomu czerwca i lipca 1940 roku, których sytuacja była wówczas, krótko mówiąc, kiepska. Niemcy zwyciężali na wszystkich frontach, mieli w posiadaniu długi pas wybrzeża ciągnący się od północnej Norwegii aż po Zatokę Biskajską i liczne dogodne tam bazy morskie. Ponadto Włosi dysponowali silną flotą, sojusznikiem Osi był Związek Radziecki, skąd nieprzerwanie płynęło zaopatrzenie. A co było atutem osamotnionych Brytyjczyków? Tylko i wyłącznie silna flota, bowiem siły lądowe praktycznie nie istniały, lotnictwo było również liczebnie słabsze. I Brytyjczycy mieli prawo obawiać się przejęcia francuskich okrętów. Bo Royal Navy była ich ostatnią linią obrony i gdyby w taki czy inny sposób straciła swoją dominująca pozycję, doszłoby do inwazji na Wyspy Brytyjskie, a potwierdzali to w swoich zeznaniach niemieccy admirałowie.

      Inaczej już wyglądała sprawa po lądowaniu Aliantów w Afryce Północnej w listopadzie 1942 roku, kiedy sytuacja strategiczna Osi w rejonie Morza Śródziemnego uległa pogorszeniu. Niemcy jednak wiązali nadzieję z przeciągnięciem na swoją stronę Francuzów z Vichy, którzy przecież stawili opór alianckim siłom desantowym. Laval wyraził nawet zgodę na przekazanie 150 francuskich statków siłom Osi, aby zrekompensować im starty, jakie ponieśli na Morzu Śródziemnym. A skoro Niemcy już weszli do bazy w Tulonie, to jednak mieli w tym swój cel. Nawet pomijając kwestie techniczne, to 80 okrętów było niebagatelną siłą. I nie musieli ich obsadzać wyłącznie Niemcy, bo byli przecież jeszcze Włosi, którzy wyremontowali później kilka pofrancuskich niszczycieli i wcielili je do służby.

      A co do kampanii pod Gallipoli, to wcale nie była to nonsensowna operacja. Przez Dardanele płynęło choćby 90% eksportu rosyjskiego zboża, zablokowanie ich przez cesarskie Niemcy oznaczało również odcięcie Rosji od jej zachodnich sojuszników i Churchill doskonale to rozumiał. Poza tym Turcja skłaniała się do przystąpienia do wojny po stronie Niemców. Gdyby Brytyjczykom i Francuzom udało się sforsować cieśniny Imperium Osmańskiemu groził upadek. Świadomy tego był admirał Tirpitz który stwierdził że, cytuję: „zdobycie Dardaneli będzie dla nas straszliwym ciosem… Nie pozostaną nam żadne atuty”. I prawie to się udało, Brytyjczycy nie byli jednak dość konsekwentni w swoich poczynaniach i nie wzmocnili sił w newralgicznym momencie, bo do przełamania turecko-niemieckiego oporu brakowało naprawdę niewiele.

      Pozdrawiam.

  2. A... Odpowiedz

    Oczywiście wiem, że Dakar leży nad Atlantykiem, ale Francuzi nawet gdyby oddali tamtejszy port wojenny bez zniszczonych urządzeń, to kwestia jego skutecznego zaopatrywania – to utopia jednym słowem. Podobnie realne, skuteczne korzystanie z innych baz francuskich byłoby nader problematyczne.

  3. A... Odpowiedz

    Wielce Szanowny adwersarzu i autorze,

    Nie twierdzę, że motywacja Churchilla, mimo wielu zastrzeżeń które mają historycy, polityka wybitnego, „nie trzyma się kupy”, czy też nie jest sugestywna i oparta na realnych zagrożeniach. Chodzi jednak o skalę tej realności i wagę „akcentów”.
    No cóż, dlatego komentarz musi więc być nieco dłuższy, czego, przyznam, szczerze nie lubię.

    Może więc ograniczę się do cytatów z pozycji, które mam akurat pod ręka:
    A. Beevor, Druga Wojna Światowa, str. 161 (2012). Churchill „…pożałował telegramu wysłanego Rooseveltowi 21 maja, w którym wspominał o ewentualności brytyjskiej klęski i utraty Royal Navy. Teraz potrzebny był mu jakiś spektakularny gest (…), za sprawą którego dowiódłby Stanom Zjednoczonym i całemu światu swego niewzruszonego zamiaru zbrojnego opierania się Niemcom. Ponieważ zaś ryzyko przejęcia francuskiej floty przez Niemcy nadal go bardzo zajmowało, zdecydował się na siłowe rozwiązanie tego problemu.”(…)

    Dalej Beevor przytacza te argumenty Churchilla, którymi się oficjalnie on posłużył (te rzeczywiste „funta kłaków” – dla opinii polityków i publicznej, nie były by bowiem najprawdopodobniej co najwyżej warte – i tutaj widać geniusz Winstona) szczególnie ten argument, że francuska flota wojenna nadzwyczaj przydałaby się Niemcom, bo Kriegsmarine poniosła dotkliwe straty u wybrzeży Norwegii.
    Ja zaś głównie powtarzam argumenty admirała Somervillle’a, który „podobnie jak większość oficerów Royal Navy”, był przeciwny użyciu siły. I nawet „Poddał w wątpliwość celowość przeprowadzenia operacji „Catapult” w depeszy do admiralicji.”
    A operacja „Lew Morski” co doskonale wiedział od swoich szpiegów W.Ch., była jedynie niemożliwym do zrealizowania „straszakiem” Hitlera. Z czego i ten ostatni zdawał dobrze sobie sprawę (a o czym obecnie ponad wszelką wątpliwość wiemy).

    Jak rzeczywiście Niemcom i Włochom „zależało” na okrętach frnacuskich, zwłaszcza tych dużych, pokazuje kazus pancernika Strasbourg. Tenże przejęty przez Włochów niezbyt mocno uszkodzony w 1943 r. był „remontowany” w ten sposób, że po prowizorycznym zabezpieczeniu przed zatonięciem aż do czasu przejęcia go przez Niemców w 44., nie tylko, że absolutnie nikt go nie naprawiał – remontował, to i w ogóle nawet nie pilnował (!). Niemcy zresztą także stwierdzili, że nawet niezbyt kosztowny przecież remont – przywrócenie do służby tego pancernika, nie ma jakiegokolwiek sensu.
    Owszem niszczyciele to łakomy kąsek, ale nie francuskie. Admiralicja francuska walcząc ze zmorą oszczędności, którą to ich będące w permanentnym kryzysie od lat tego wielkiego; państwo, notorycznie doświadczało flotę wojenną, wpadła na pomysł budowy tzw. dużych niszczycieli, czyli takich ni to krążowników, ni sensu stricto niszczycieli. W żadnej roli nie sprawdzały się zatem dobrze. Włosi, którzy zaniepokojeni pomysłem francuskim w odpowiedzi sami wybudowali dwie serie dużych niszczycieli, z tego co pamiętam stracili chyba wszystkie te okręty w czasie wojny (przynajmniej z jednej serii na pewno).

    „Niemcy jednak wiązali nadzieję z przeciągnięciem na swoją stronę Francuzów z Vichy.”
    O tym co i dlaczego tak niewiele, mógł Hitler zaproponować Vichy, polecam pasjonującą książkę (cegła straszna ale…) I. Kershawa „Punkty zwrotne. Decyzje, które zmieniły bieg drugiej wojny światowej.” Otóż jedną z koncepcji Hitlera (obok ataku na sowietów) i jego generalicji, była tzw. wojna afrykańska (z możliwością rozwinięcia się na Iran, czy Indie), która miała wciągnąć Arabów, Hiszpanię, Turcję, Francję Vichy, a nawet jakby się udało to i Portugalię, do wojny mającej zniechęcić W.B. i Churchilla do kontynuowania oporu. Hitler potencjalnym sojusznikom proponował (bez pozytywnego odzewu z ich strony) oczywiście brytyjskie kolonie. Jakie jednak kolonie mogłyby zrekompensować Francuzom Paryż, którego Hitler nie zamierzał oddawać?

    Gallipoli.
    Pozwolę sobie nie tyle się z Panem nie zgodzić co uzupełnić. Wie Pan zapewne doskonale, że początkowo W.Ch. próbował zdobyć Dardanele atakiem samej floty. Jak utopijny to i kosztowny pomysł był, przekonał się nie tylko on, szybko, bardzo szybko. Kilka pancerników brytyjskich i francuskich, predrednotów, do tej pory leży tamże na dnie na dowód prawdziwości powyższej sentencji. Churchill chciał więc strachem zmusić Turków do wycofania się z wojny, ale nic nie chciał zdobywać! No bo i po co… Za lądowaniem na Gallipoli stała obok powyższego, głównie jednak chęć pokazania, znowu USA, ale i własnym społeczeństwom, że alianci zachodni nie zatracili zdolności ofensywnych. Rosyjskie zboże „średnio”, wręcz bardzo „średnio” odchodziło tak Anglików, jak i Francuzów. A i samych Rosjan też, skoro za „żadne skarby” nie chcieli oni pomagać w zdobywaniu cieśnin swym zachodnim aliantom. I nie chodziło im tylko broń Boże o wspomnienie Bałakławy. Zresztą w tajnej instrukcji Churchilla i on zaleca, aby z pomocy rosyjskiej nie korzystać, no chyba, że w ostateczności, jak nie będzie innego „dobrego” wyjścia.
    Dlaczego tak się działo?
    Każda ze stron chyba za bardzo liczyła na szybkie i „bezkosztowe” pokonanie, głównie samą demonstracja zbrojną „chorego człowieka Europy”, i po prostu nie chciała dzielić się owocami – Dardanelami – przyszłego zwycięstwa…
    W. Ch. dobrze przy tym wiedział, że pewne i realne zwycięstwo dałby tylko desant znacznie większymi siłami na zachodnich wybrzeżach Anatolii. A tychże „dodatkowych dywizji” najzwyczajniej w świecie nie miał.

    I tylko mi, dla mnie jednak w znacznej części bezsensownych (już po kilku dniach dobrze wiedziano, że operacja desantowa na półwyspie nie ma szans na sukces) szkoda tych straszliwych, wprost niewiarygodnych strat jakie poniósł, spełniający rolę typowego „mięsa armatniego”, korpus ANZAC.

    Dobrze, że chociaż co do polowania na pancernik „Tirpitz” jak na razie nie miał Pan uwag :)

    Załączając więc (kończąc mój stanowczo, przyznaję, za długi komentarz) wyrazy szacunku i poważania, również pozdrawiam, i życzę miłej lektury proponowanych przeze mnie pozycji.

    • ola22 Odpowiedz

      czy twój wybity polityk to nie ten sam który rozkazał palić żywcem dzieci, oczywiście w imię walki z faszyzmem?

  4. A... Odpowiedz

    Właściwie Churchill chciał zmusić do ostatecznego niewchodzenia do wojny Turcji, choć de facto po „przyjęciu” krążowników Goebena i Breslau i gdy 29 października 1914 r. „Yavuz Sultan Selim” i „Midilli” pomimo teoretycznej neutralności ostrzelały cele na czarnomorskim wybrzeżu Rosji, Turcja jasno określiła po której jest -stanie w razie czego stronie.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.