Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

„Anglicy oszaleli…”. Dlaczego Winston Churchill rozkazał zniszczyć sojuszniczą flotę?

"Strasbourg" ostrzeliwany przez angielskie okręty podczas operacji "Catapult".

fot.Jacques Mulard/CC BY-SA 3.0 „Strasbourg” ostrzeliwany przez angielskie okręty podczas operacji „Catapult”.

Premier brytyjski uznał to za „najbardziej przykrą i bolesną” ze swoich decyzji. Ale nie wahał się długo przed jej podjęciem. W 1940 roku, kiedy wojska Hitlera święciły triumfy w Europie, angielscy admirałowie zostali wysłani, by zdobywać… okręty swojego najbliższego sprzymierzeńca.  Jak do tego doszło?

Francja skapitulowała 22 czerwca 1940 roku. Anglicy byli przerażeni. A co, jeśli flota sąsiadów zza Kanału La Manche wzmocni siły niemieckie? Niebezpieczeństwo wydawało się realne.

Gra toczyła się o wielką stawkę. Francuska marynarka wojenna była czwartą co do wielkości flotą świata. Na dodatek jeden z artykułów francusko-niemieckiego zawieszenia broni obligował Francuzów do skierowania swoich okrętów do wyznaczanych przez Niemców lub Włochów portów. Tam załogi miały być zdemobilizowane, a jednostki rozbrojone. Niemcy uroczyście przyrzekli, że nie będą ich używać do własnych celów.

Operacja „Catapult”

Sęk w tym, że stojący na czele brytyjskiego rządu Winston Churchill nie wierzył w te przyrzeczenia. Jak podaje Thomas Kielinger w książce „Winston Churchill. Późny bohater”, na jednym z posiedzeń Izby Gmin w tych „gorących” dniach czerwca premier nawoływał: „Jaką wartość mają takie obietnice? Połowa państw w Europie zadaje sobie pytanie, co zostanie z tych uroczystych zapewnień”. Polityk nie ufał też dowódcy francuskiej marynarki wojennej, admirałowi Darlanowi. Uważał go za „jednego z tych dobrych Francuzów, którzy nienawidzą Anglii”.

Mimo że dla Churchilla rozkaz zniszczenia francuskiej floty był trudny, to jednak nie miał żadnych wątpliwości, że właśnie tak należy postąpić.

fot.Horton/domena publiczna Mimo że dla Churchilla rozkaz zniszczenia francuskiej floty był trudny, to jednak nie miał żadnych wątpliwości, że właśnie tak należy postąpić.

Gdyby francuska flota dostała się w ręce wroga, układ sił na Morzu Śródziemnym zmieniłby się zdecydowanie na niekorzyść marynarki brytyjskiej. Ponadto tak wzmocniona Kriegsmarine mogłaby zapewnić sukces niemieckim siłom inwazyjnym. A desantu na brzegi Anglii spodziewano się lada chwila.

Brytyjczycy bardzo skrupulatnie brali pod uwagę te kalkulacje. Już 27 czerwca 1940 roku Rada Wojenna zaakceptowała decyzję Churchilla, którą on sam nazwał „najbardziej przykrą i bolesną, jaką kiedykolwiek podjąłem”. Zamierzano postawić Francuzom ultimatum: albo sami zneutralizują swoją flotę, albo ją stracą. Operację tę opatrzono kryptonimem „Catapult”.

Pat w Aleksandrii

W momencie, gdy zapadały decyzje co do jej losu, flota francuska była rozproszona. Część sił znajdowała się w bazach brytyjskich: w portach południowej Anglii i w Aleksandrii. Okręty stacjonujące w Anglii zostały szybko opanowane przy stosunkowo niewielkim oporze francuskich marynarzy.

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem "Winston Churchill. Późny bohater" (Bellona 2018).

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem „Winston Churchill. Późny bohater” (Bellona 2018).

Bardziej skomplikowana była sytuacja w Egipcie. Dowódca eskadry aleksandryjskiej Royal Navy, admirał Andrew Cunningham, miał przed sobą niewdzięczne zadanie. Zmuszony był przedstawić ultimatum swojemu serdecznemu przyjacielowi, francuskiemu admirałowi René Godfroyowi. Dał mu do wyboru: walkę u boku Brytyjczyków, rozbrojenie w porcie lub wyprowadzenie flotylli w morze i samozatopienie. W grę wchodziło również siłowe rozwiązanie.

Godfroy miał twardy orzech do zgryzienia. Po przejściu na stronę Brytyjczyków rząd Vichy mógłby uznać ich za dezerterów i zdrajców. Ponadto, w ramach retorsji, istniało niebezpieczeństwo zajęcia przez Niemców dotychczas nieokupowanej południowej części Francji. Po pewnym czasie  francuski admirał powiadomił więc Cunninghama, że nie pozostaje mu nic innego jak wyjść w morze i zatopić swoje okręty.

Takie rozwiązanie nie było jednak po myśli Brytyjczyka. Dowódca aleksandryjskiej eskadry Royal Navy podjął więc subtelną grę dyplomatyczną. W oficjalnej depeszy powiadomił Admiralicję o decyzji Godfroya, natomiast do swojego francuskiego przyjaciela wystosował prywatny list. Proponował mu, aby wykonał jakiś gest który upewni Admiralicję w Londynie, że nie chce wyjść w morze i uciec.

Admirał Andrew Cunningham miał szczególnie ciężkie zadanie. Musiał przedstawić brytyjskie ultimatum swojemu wieloletniemu przyjacielowi admirałowi René Godfroyowi.

fot.domena publiczna Admirał Andrew Cunningham miał szczególnie ciężkie zadanie. Musiał przedstawić brytyjskie ultimatum swojemu wieloletniemu przyjacielowi admirałowi René Godfroyowi.

Godfroy bez wahania przystał na to i jego okręty zaczęły wypompowywać paliwo. Wydawało się, że kryzys został zażegnany. Niestety, negocjacje w Aleksandrii zawisły na włosku, gdy do francuskiego admirała dotarła wiadomość o obecności Brytyjczyków w pobliżu portu Mers-el-Kebir pod Oranem. Mieściła się tam baza francuskiej floty.

Force H

Informacje, które przekazano Godfroyowi, były prawdziwe. 3 lipca 1940 roku w rejonie Mers-el-Kebir pojawiła się brytyjska eskadra „Force H”. Dowodził nią admirał James Somerville. W jej skład wchodziły: flagowy krążownik liniowy „Hood”, pancerniki „Valiant” i „Resolution”, lotniskowiec „Ark Royal”, oraz 2 krążowniki i 11 niszczycieli. Baza francuska pod dowództwem admirała Marcela Bruno Gensoula w tym czasie dysponowała 4 pancernikami, 6 niszczycielami i kilkunastoma okrętami podwodnymi i mniejszymi jednostkami.

Francuzi byli kompletnie oszołomieni widokiem brytyjskiej armady. „Anglicy oszaleli, kompletnie oszaleli” – wykrzykiwał jeden z oficerów. Także admirał Somerville nie był uszczęśliwiony przydzielonym zadaniem, jednak decyzja Admiralicji była niepodważalna.

fot. Maxrossomachin/CC BY-SA 3.0 Plan ataku Royal Navy na francuska flotę w Mers-el-Kebir.

Poprzez swojego emisariusza brytyjski dowódca przedstawił Gensoulowi ultimatum podobne w treści do aleksandryjskiego. Francuski admirał zignorował go jednak i zaalarmował swoją Admiralicję. Wspomniał przy tym tylko o najbardziej skrajnych punktach ultimatum, czyli: albo sam zatopi swoje okręty, albo Brytyjczycy zrobią to za niego. Nie przedstawił opcji pośrednich. Nic dziwnego, że rozwścieczone francuskie dowództwo nakazało podległym sobie okrętom przygotować się do walki.

Tymczasem samoloty z „Ark Royal” zaminowały wejście do portu. Żaden okręt niedawnych sojuszników nie mógł uciec. A Somerville’a ponaglano do działania. Depesza z Londynu, którą otrzymał o godzinie 16.46, nakazywała niezwłoczną akcję, bo spodziewano się nadejścia posiłków dla sił francuskich. W efekcie punktualnie o 17.30 brytyjska flota otworzyła ogień. W Mers-el-Kebir rozpętało  się istne piekło. W ciągu kwadransa port zmienił się w cmentarzysko płonących wraków.

Pogrom w Mers-el-Kebir

Francuski pancernik „Provence” próbował odpowiadać Brytyjczykom ogniem, lecz uszkodzony przez  pociski z ciężkich dział osiadł na dnie. Podobny los spotkał pancernik „Dunkerque”, który mimo wystrzelenia 40 pocisków do napastników nie zanotował żadnego trafienia. Z kolei pancernik „Bretagne” w wyniku eksplozji amunicji przewrócił się do góry stępką i zatonął. Zginęło na nim około tysiąca francuskich marynarzy.

Płonący pancernik „Bretagne".

fot.Jacques Mulard/CC BY-SA 3.0 Płonący pancernik „Bretagne”.

Mimo brytyjskiej blokady z zaatakowanej bazy niepostrzeżenie zbiegły dwa duże niszczyciele. Z pogromu udało się wymknąć także okrętowi liniowemu „Strasbourg”. Klucząc wśród ogromnych gejzerów wody, powstałych po wybuchach ciężkich pocisków, w gęstym czarnym dymie zdołał cudem ominąć miny postawione przy wyjściu z portu. Jego ucieczki nie zdołały powstrzymać nawet wysłane w pościg brytyjskie samoloty torpedowe. Dotarł bezpiecznie do Tulonu.

W wyniku ataku na Mers-el-Kebir śmierć poniosło 1297 Francuzów, a 350 zostało rannych. I na tym się nie skończyło. Trzy dni później brytyjskie samoloty torpedowe eskadry admirała Somerville’a ponownie zaatakowały „Dunkerque”, ponieważ francuskie radio podało informację, że został on tylko nieznacznie uszkodzony.

Nie tylko w Algierii doszło do bezpośredniego starcia. 8 lipca inna brytyjska eskadra zaatakowała port w Dakarze w Senegalu. Kotwiczył tam najnowszy wówczas francuski pancernik „Richelieu”. Został on uszkodzony pojedynczą torpedą przez samolot Fairey „Swordfish”  z lotniskowca „Hermes”.

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem "Winston Churchill. Późny bohater" (Bellona 2018).

Podczas pisania tego artykułu wykorzystano między innymi książkę Thomasa Kielingera pod tytułem „Winston Churchill. Późny bohater” (Bellona 2018).

Tragiczny los francuskiej floty

W tym czasie nadal ważyły się losy francuskiej eskadry w Aleksandrii. Gdy Godfroy dowiedział się o tragedii sił francuskich w Mers-el-Kebir. Rozkazał wówczas swoim podwładnym przygotować okręty do walki. I być może znowu doszłoby do rozlewu krwi, gdyby nie upór Cunninghama.

Zachowując zimną krew, przygotował on orędzie do marynarzy francuskiej floty. Przedstawił w nim, jak to określił „naszą beznadziejną sytuację, nasze szczere pragnienie, aby nie walczyć z nimi i nie strzelać do nich, gdyby próbowali uciec…”.

Taka postawa brytyjskiego admirała poskutkowała kompromisem. Godfroy przybył na pokład pancernika „Warspite” i oznajmił dyplomatycznie, że w wyniku „przeważających sił” Royal Navy zmuszony jest rozbroić swoje okręty, które odtąd pozostaną w Aleksandrii. Tak też się stało. Okręty francuskie doczekały do 1943 roku, kiedy to powróciły do działań wojennych po stronie aliantów.

Tablica upamiętniająca 1297 francuskich marynarzy, którzy zginęli w Mers-el-Kebir.

fot. Mikeo1938/domena publiczna Tablica upamiętniająca 1297 francuskich marynarzy, którzy zginęli w Mers-el-Kebir.

Czy niszczenie francuskich okrętów przez Brytyjczyków było wyrazem nadmiernej i niepotrzebnej ostrożności? Raczej nie. Późniejsze wydarzenia dowodzą, że ich obawy były w pełni uzasadnione. Gdy sprzymierzeni w listopadzie 1942 roku wylądowali w Afryce Północnej, Niemcy w odpowiedzi wdarli się do Tulonu, głównej bazy francuskiej marynarki wojennej w basenie Morza Śródziemnego.

Marynarze francuscy, nie chcąc, aby ich okręty dostały się w ręce wroga, zatopili je. Otwierali zawory denne lub odpalali ładunki wybuchowe. Los ten spotkał w sumie 77 jednostek.

Bibliografia:

  1. Bernard Ireland, Wojna na Morzu Śródziemnym, Bellona 2006.
  2. Thomas Kielinger, Winston Churchill. Późny bohater, Bellona 2018.
  3. Michał Kopacz, Brytyjski atak na pancernik Dunkerque, „Morze Statki i Okręty” nr 5/2009.
  4. Jerzy Lipiński, Druga wojna światowa na morzu, Wydawnictwo Morskie 1970.
  5. Addison Beecher Colvin Whipple, Wojna na Morzu Śródziemnym, Amber 1999.
  6. Dawid Wragg, Wojna brytyjsko-francuska 1940. Zatopić Francuzów!…, Bellona 2011.

Kup książkę z rabatem na stronie Empiku

Czy wiesz, że ...

...szacuje się, że aż 80 procent żywności dostarczanej do warszawskiego getta pochodziło z przemytu? Wyznaczane przez Niemców racje żywnościowe nie przekraczały bowiem 400 kalorii dziennie, a w niektórych okresach były niższe niż 200 kalorii.

...w Auschwitz funkcjonował dom publiczny dla więźniów? Utworzono go, by zmotywować więźniów do cięższej pracy. Wstęp do niego był przywilejem dla wybranych.

...niemiecki generał Friedrich Paulus, wzięty w sowiecką niewolę pod Stalingradem, w procesach norymberskich wziął udział jak świadek oskarżenia? Jego przyjazd wzbudził dużo emocji. Kiedy siedzący na ławie oskarżonych Hermann Göring zobaczył go na sali rozpraw, z wściekłością nazwał go „brudną świnią”.

... zdarzało się, że ciała Polaków pomordowanych na Wołyniu grzebali później ci sami ludzie, którzy ich zabili? Po wrzuceniu ciał do mogił, ubijali łopatami ziemię i odchodzili jak gdyby nigdy nic.

Komentarze (6)

  1. A... Odpowiedz

    Mini książka Mers-el-Kebir – L. Bielasa, była chyba pierwszą książką historyczną jaką w życiu przeczytałem.
    Na temat wyżej opisanej tragedii floty francuskiej, przeczytałem później dziesiątki prac, książek, artykułów etc. Okręty wojenne w ogóle przez wiele lat były moją pasją.
    I z wnioskiem końcowym autora artykułu nie mogę się zgodzić. Dla Niemców flota francuska tak naprawdę była tylko wielkim utrapieniem, problemem do rozwiązania, a nie taką „gratką nie do pogardzenia”. Konieczność ich obsadzenia wymagałaby znacznej ilości materiału ludzkiego i to dobrze wyszkolonego, których to marynarzy Niemcy po prostu nie mieli. Musieliby ich np. zabrać z u-botów. Niemcy nie mieli też żadnych realnych baz na Morzu Śródziemnym (Włosi ich nie chcieli im użyczać, Grecja ich nie miała). Ze względów oczywistych nie mogli przepłynąć cieśniny gibraltarskiej. Doskonale o tym wiedziała tak admiralicja brytyjska jak i niemiecka. Admirał Raeder, dla którego sprawy Morza Śródziemnego były niezwykle ważne, skomentował to (tj. tak naprawdę zniszczenie floty francuskiej przez Brytyjczyków), ponoć krótko: „i dobrze się stało”.
    A Churchill znany był z tego iż był mistrzem we wprowadzaniu w życie swych idee fixe, prowadzeniu nonsensownych kampanii i operacji, od Gallipoli począwszy poprzez np. równie niepotrzebne nieustanne polowanie na Tirpitza, kosztujące miliony funtów i życie setek Brytyjczyków.
    Pancerniki typu Dunkerque w ogóle nie były „warte świeczki”, bo powstały jako okręty pozaklasowe będące efektem ograniczeń traktatu waszyngtońskiego. Za słabo uzbrojone by być w linii czy prowadzić operacje „solo”, za duże na szybkie krążowniki. Co innego typu Richelieu, bardzo nowoczesne, o np. najlepszej na świecie ochronie podwodnej.
    Moje więc zdanie o całej tej sprawie jest więc takie jak większości Francuzów: „to bezsensowna zbrodnia nie tyle Brytyjczyków co tego ignoranta Churchilla”.

    • Darek Kaliński Odpowiedz

      Szanowny A… bardzo dziękuję za wyważony komentarz, natomiast będę z nim polemizował. Uważam że decyzję o zaatakowaniu francuskiej floty należy oceniać przede wszystkim z ówczesnej perspektywy Brytyjczyków, czyli z przełomu czerwca i lipca 1940 roku, których sytuacja była wówczas, krótko mówiąc, kiepska. Niemcy zwyciężali na wszystkich frontach, mieli w posiadaniu długi pas wybrzeża ciągnący się od północnej Norwegii aż po Zatokę Biskajską i liczne dogodne tam bazy morskie. Ponadto Włosi dysponowali silną flotą, sojusznikiem Osi był Związek Radziecki, skąd nieprzerwanie płynęło zaopatrzenie. A co było atutem osamotnionych Brytyjczyków? Tylko i wyłącznie silna flota, bowiem siły lądowe praktycznie nie istniały, lotnictwo było również liczebnie słabsze. I Brytyjczycy mieli prawo obawiać się przejęcia francuskich okrętów. Bo Royal Navy była ich ostatnią linią obrony i gdyby w taki czy inny sposób straciła swoją dominująca pozycję, doszłoby do inwazji na Wyspy Brytyjskie, a potwierdzali to w swoich zeznaniach niemieccy admirałowie.

      Inaczej już wyglądała sprawa po lądowaniu Aliantów w Afryce Północnej w listopadzie 1942 roku, kiedy sytuacja strategiczna Osi w rejonie Morza Śródziemnego uległa pogorszeniu. Niemcy jednak wiązali nadzieję z przeciągnięciem na swoją stronę Francuzów z Vichy, którzy przecież stawili opór alianckim siłom desantowym. Laval wyraził nawet zgodę na przekazanie 150 francuskich statków siłom Osi, aby zrekompensować im starty, jakie ponieśli na Morzu Śródziemnym. A skoro Niemcy już weszli do bazy w Tulonie, to jednak mieli w tym swój cel. Nawet pomijając kwestie techniczne, to 80 okrętów było niebagatelną siłą. I nie musieli ich obsadzać wyłącznie Niemcy, bo byli przecież jeszcze Włosi, którzy wyremontowali później kilka pofrancuskich niszczycieli i wcielili je do służby.

      A co do kampanii pod Gallipoli, to wcale nie była to nonsensowna operacja. Przez Dardanele płynęło choćby 90% eksportu rosyjskiego zboża, zablokowanie ich przez cesarskie Niemcy oznaczało również odcięcie Rosji od jej zachodnich sojuszników i Churchill doskonale to rozumiał. Poza tym Turcja skłaniała się do przystąpienia do wojny po stronie Niemców. Gdyby Brytyjczykom i Francuzom udało się sforsować cieśniny Imperium Osmańskiemu groził upadek. Świadomy tego był admirał Tirpitz który stwierdził że, cytuję: „zdobycie Dardaneli będzie dla nas straszliwym ciosem… Nie pozostaną nam żadne atuty”. I prawie to się udało, Brytyjczycy nie byli jednak dość konsekwentni w swoich poczynaniach i nie wzmocnili sił w newralgicznym momencie, bo do przełamania turecko-niemieckiego oporu brakowało naprawdę niewiele.

      Pozdrawiam.

  2. A... Odpowiedz

    Oczywiście wiem, że Dakar leży nad Atlantykiem, ale Francuzi nawet gdyby oddali tamtejszy port wojenny bez zniszczonych urządzeń, to kwestia jego skutecznego zaopatrywania – to utopia jednym słowem. Podobnie realne, skuteczne korzystanie z innych baz francuskich byłoby nader problematyczne.

  3. A... Odpowiedz

    Wielce Szanowny adwersarzu i autorze,

    Nie twierdzę, że motywacja Churchilla, mimo wielu zastrzeżeń które mają historycy, polityka wybitnego, „nie trzyma się kupy”, czy też nie jest sugestywna i oparta na realnych zagrożeniach. Chodzi jednak o skalę tej realności i wagę „akcentów”.
    No cóż, dlatego komentarz musi więc być nieco dłuższy, czego, przyznam, szczerze nie lubię.

    Może więc ograniczę się do cytatów z pozycji, które mam akurat pod ręka:
    A. Beevor, Druga Wojna Światowa, str. 161 (2012). Churchill „…pożałował telegramu wysłanego Rooseveltowi 21 maja, w którym wspominał o ewentualności brytyjskiej klęski i utraty Royal Navy. Teraz potrzebny był mu jakiś spektakularny gest (…), za sprawą którego dowiódłby Stanom Zjednoczonym i całemu światu swego niewzruszonego zamiaru zbrojnego opierania się Niemcom. Ponieważ zaś ryzyko przejęcia francuskiej floty przez Niemcy nadal go bardzo zajmowało, zdecydował się na siłowe rozwiązanie tego problemu.”(…)

    Dalej Beevor przytacza te argumenty Churchilla, którymi się oficjalnie on posłużył (te rzeczywiste „funta kłaków” – dla opinii polityków i publicznej, nie były by bowiem najprawdopodobniej co najwyżej warte – i tutaj widać geniusz Winstona) szczególnie ten argument, że francuska flota wojenna nadzwyczaj przydałaby się Niemcom, bo Kriegsmarine poniosła dotkliwe straty u wybrzeży Norwegii.
    Ja zaś głównie powtarzam argumenty admirała Somervillle’a, który „podobnie jak większość oficerów Royal Navy”, był przeciwny użyciu siły. I nawet „Poddał w wątpliwość celowość przeprowadzenia operacji „Catapult” w depeszy do admiralicji.”
    A operacja „Lew Morski” co doskonale wiedział od swoich szpiegów W.Ch., była jedynie niemożliwym do zrealizowania „straszakiem” Hitlera. Z czego i ten ostatni zdawał dobrze sobie sprawę (a o czym obecnie ponad wszelką wątpliwość wiemy).

    Jak rzeczywiście Niemcom i Włochom „zależało” na okrętach frnacuskich, zwłaszcza tych dużych, pokazuje kazus pancernika Strasbourg. Tenże przejęty przez Włochów niezbyt mocno uszkodzony w 1943 r. był „remontowany” w ten sposób, że po prowizorycznym zabezpieczeniu przed zatonięciem aż do czasu przejęcia go przez Niemców w 44., nie tylko, że absolutnie nikt go nie naprawiał – remontował, to i w ogóle nawet nie pilnował (!). Niemcy zresztą także stwierdzili, że nawet niezbyt kosztowny przecież remont – przywrócenie do służby tego pancernika, nie ma jakiegokolwiek sensu.
    Owszem niszczyciele to łakomy kąsek, ale nie francuskie. Admiralicja francuska walcząc ze zmorą oszczędności, którą to ich będące w permanentnym kryzysie od lat tego wielkiego; państwo, notorycznie doświadczało flotę wojenną, wpadła na pomysł budowy tzw. dużych niszczycieli, czyli takich ni to krążowników, ni sensu stricto niszczycieli. W żadnej roli nie sprawdzały się zatem dobrze. Włosi, którzy zaniepokojeni pomysłem francuskim w odpowiedzi sami wybudowali dwie serie dużych niszczycieli, z tego co pamiętam stracili chyba wszystkie te okręty w czasie wojny (przynajmniej z jednej serii na pewno).

    „Niemcy jednak wiązali nadzieję z przeciągnięciem na swoją stronę Francuzów z Vichy.”
    O tym co i dlaczego tak niewiele, mógł Hitler zaproponować Vichy, polecam pasjonującą książkę (cegła straszna ale…) I. Kershawa „Punkty zwrotne. Decyzje, które zmieniły bieg drugiej wojny światowej.” Otóż jedną z koncepcji Hitlera (obok ataku na sowietów) i jego generalicji, była tzw. wojna afrykańska (z możliwością rozwinięcia się na Iran, czy Indie), która miała wciągnąć Arabów, Hiszpanię, Turcję, Francję Vichy, a nawet jakby się udało to i Portugalię, do wojny mającej zniechęcić W.B. i Churchilla do kontynuowania oporu. Hitler potencjalnym sojusznikom proponował (bez pozytywnego odzewu z ich strony) oczywiście brytyjskie kolonie. Jakie jednak kolonie mogłyby zrekompensować Francuzom Paryż, którego Hitler nie zamierzał oddawać?

    Gallipoli.
    Pozwolę sobie nie tyle się z Panem nie zgodzić co uzupełnić. Wie Pan zapewne doskonale, że początkowo W.Ch. próbował zdobyć Dardanele atakiem samej floty. Jak utopijny to i kosztowny pomysł był, przekonał się nie tylko on, szybko, bardzo szybko. Kilka pancerników brytyjskich i francuskich, predrednotów, do tej pory leży tamże na dnie na dowód prawdziwości powyższej sentencji. Churchill chciał więc strachem zmusić Turków do wycofania się z wojny, ale nic nie chciał zdobywać! No bo i po co… Za lądowaniem na Gallipoli stała obok powyższego, głównie jednak chęć pokazania, znowu USA, ale i własnym społeczeństwom, że alianci zachodni nie zatracili zdolności ofensywnych. Rosyjskie zboże „średnio”, wręcz bardzo „średnio” odchodziło tak Anglików, jak i Francuzów. A i samych Rosjan też, skoro za „żadne skarby” nie chcieli oni pomagać w zdobywaniu cieśnin swym zachodnim aliantom. I nie chodziło im tylko broń Boże o wspomnienie Bałakławy. Zresztą w tajnej instrukcji Churchilla i on zaleca, aby z pomocy rosyjskiej nie korzystać, no chyba, że w ostateczności, jak nie będzie innego „dobrego” wyjścia.
    Dlaczego tak się działo?
    Każda ze stron chyba za bardzo liczyła na szybkie i „bezkosztowe” pokonanie, głównie samą demonstracja zbrojną „chorego człowieka Europy”, i po prostu nie chciała dzielić się owocami – Dardanelami – przyszłego zwycięstwa…
    W. Ch. dobrze przy tym wiedział, że pewne i realne zwycięstwo dałby tylko desant znacznie większymi siłami na zachodnich wybrzeżach Anatolii. A tychże „dodatkowych dywizji” najzwyczajniej w świecie nie miał.

    I tylko mi, dla mnie jednak w znacznej części bezsensownych (już po kilku dniach dobrze wiedziano, że operacja desantowa na półwyspie nie ma szans na sukces) szkoda tych straszliwych, wprost niewiarygodnych strat jakie poniósł, spełniający rolę typowego „mięsa armatniego”, korpus ANZAC.

    Dobrze, że chociaż co do polowania na pancernik „Tirpitz” jak na razie nie miał Pan uwag :)

    Załączając więc (kończąc mój stanowczo, przyznaję, za długi komentarz) wyrazy szacunku i poważania, również pozdrawiam, i życzę miłej lektury proponowanych przeze mnie pozycji.

  4. A... Odpowiedz

    Właściwie Churchill chciał zmusić do ostatecznego niewchodzenia do wojny Turcji, choć de facto po „przyjęciu” krążowników Goebena i Breslau i gdy 29 października 1914 r. „Yavuz Sultan Selim” i „Midilli” pomimo teoretycznej neutralności ostrzelały cele na czarnomorskim wybrzeżu Rosji, Turcja jasno określiła po której jest -stanie w razie czego stronie.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.