Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Dojenie Niepodległej. Ile naprawdę zarabiali ludzie władzy w przedwojennej Polsce?

Prezydent Mościcki kochał wystawne życie (źródło: domena publiczna).„Teraz, panie, wszyscy kradną! Dawniej to byli prawdziwi mężowie stanu”. Dawniej, czyli kiedy? Bo chyba nie w II Rzeczpospolitej. Gdybyś przeniósł się w czasie, na widok przekrętów i afer polityków sanacji oraz przepychu, w jakich żyła ówczesna władza, trafiłby Cię szlag!

Przy okazji wszelkich politycznych przesileń wraca w Polsce temat zarobków rządzących. Czy prezydent Duda nie zarabia za dużo? Czy kancelaria prezydenta Komorowskiego nie pożerała zbyt wiele publicznego grosza? Czym rozbijają się ministrowie i najważniejsze osoby w państwie? Czy parlamentarzyści piszą ustawy pod swoje interesy?

W czasach, gdy wielu obywateli i polityków domaga się nowej „sanacji” mającej uzdrowić życie polityczne w Polsce, warto rzucić okiem na to, jak naprawdę wyglądała gloryfikowana II RP.

Prezydencki blichtr

W budżecie na rok 1937/1938 (ustawa skarbowa na okres od 1 kwietnia 1937 do 31 marca 1938) roczne uposażenie prezydenta Rzeczypospolitej określono na kwotę 195 tysiąca (równowartość blisko 2 milionów współczesnych złotych!). W preliminarzu budżetowym na rok 1929/1930 było to nawet 240 tysięcy złotych, a w roku 1931/1932 – 300 tysięcy!

Utrzymanie prezydenta Mościckiego oraz jego świty pochłaniało prawdziwe krocie (źródło: domena publiczna).

Utrzymanie prezydenta Mościckiego oraz jego świty pochłaniało prawdziwe krocie (źródło: domena publiczna).

Nie mówimy więc o sytuacji wyjątkowej, lecz typowej dla rządów Ignacego Mościckiego. Dostawał miesięcznie nawet 25 tysięcy złotych! Ale to nie koniec wydatków na głowę państwa. Miał przecież swoją kancelarię cywilną i wojskową – roczne koszty ich funkcjonowania (wliczając uposażenie prezydenta) określono w 1937 roku na około 2,7 miliona złotych.

A nie były to jeszcze najwyższe szacunki, czasami żądano więcej – w preliminarzu budżetowym na rok 1929/1930 kwota ta przekroczyła 3,8 miliona złotych! Opozycja utyskiwała, że to zdecydowanie zbyt wiele, bo podczas gdy polskie władze chciałyby wydawać na głowę państwa nawet około czterech milionów złotych, w bogatej Czechosłowacji przeznaczano na podobny cel równowartość 3,9 miliona złotych, a we Francji i USA 1,3 miliona.

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się najnowsza książka profesora Pawła Samusia pod tytułem "Minister Józef Beck. Dom rodzinny i lata młodzieńcze" (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2016).

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się najnowsza książka profesora Pawła Samusia pod tytułem „Minister Józef Beck. Dom rodzinny i lata młodzieńcze” (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2016).

Dla porównania, okręt podwodny ORP „Orzeł”, duma polskiej marynarki wojennej, kosztował około 8–10 milionów złotych. Drogi, jak na polskie możliwości, bombowiec PZL.37 Łoś kosztował pół miliona złotych. Eksportowy PZL.23 Karaś – ćwierć miliona. Podobnie nowoczesny lekki czołg 7TP.

Jak żył przeciętny Kowalski?

Jak wyglądało uposażenie prezydenta w odniesieniu do realiów płacowych zwykłego obywatela? W 1935 roku pracownicy umysłowi dostawali przeciętnie 170–280 złotych miesięcznie, czyli od dwóch do nieco ponad trzech tysięcy rocznie. Niższa wartość w tych widełkach dotyczy kobiet, wyższa mężczyzny.

Wśród robotników ten rozrzut był jeszcze bardziej widoczny: kobieta zarabiała średnio dwanaście złotych tygodniowo, mężczyzna dwadzieścia cztery. Biorąc pod uwagę, że ona pracowała przeważnie 30 tygodni w roku, a on  26 tygodni, daje to roczne zarobki rzędu 360–620 złotych.

Prezydent Mościcki zarabiał około 100 razy lepiej niż przeciętna przedwojenna nauczy (źródło: domena publiczna).

Prezydent Mościcki zarabiał około 100 razy lepiej niż przeciętna nauczycielka (źródło: domena publiczna).

W praktyce prezydent zarabiał więc jakieś sto razy więcej od przeciętnej nauczycielki! O robotnikach nie ma nawet co wspominać… Wszystko to działo się w czasach, gdy kilogram ziemniaków kosztował 3 grosze, litr mleka – 14 groszy, w knajpie można było zjeść obiad za złotówkę, a krowa kosztowała 146 złotych.

Na upartego, prezydent Mościcki mógłby kupić w ciągu roku 1500-2000 dojnych krów. Współczesnych naszych prezydentów nie stać byłoby nawet na setkę (dziś za krowę trzeba zapłacić mniej więcej 3 tysiące złotych).

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Reprezentacyjne rumaki

Głowa państwa musi też mieć czym jeździć. Tyle że prezydentowi Niemiec przysługiwały dwa auta, zaś Ignacy Mościcki miał ich do dyspozycji aż dwadzieścia dziewięć! Posiadał między innymi cadillaca, buicka i limuzynę mercedes, otrzymaną w 1938 roku w prezencie od Hermana Goeringa.

Marszałek Piłsudski miał do swojej dyspozycji między innymi rolls-royce'a (źródło: domena publicznych).

Marszałek Piłsudski miał do swojej dyspozycji między innymi rolls-royce’a (źródło: domena publicznych).

Cadillaca wartości 70 tysięcy złotych sprowadzono również dla marszałka Józefa Piłsudskiego. A od 1933 roku dysponował on rolls-royce’em (który przejął po jego śmierci kolejny marszałek, Edward Śmigły-Rydz). Notabene, wszyscy wiedzieli, że akurat Piłsudski bardziej kocha konie prawdziwe, niż mechaniczne.

Na rządzących w latach 30. opozycja nie pozostawiała suchej nitki. Wskazywała na olbrzymi wzrost wydatków na prezydenta Rzeczypospolitej, od kiedy Stanisława Wojciechowskiego zastąpił Ignacy Mościcki. Podejrzanie wyglądały też wielomilionowe fundusze dyspozycyjne. Na przykład ten marszałka Józefa Piłsudskiego – 8 milionów złotych, czy ministra spraw wewnętrznych – 6 milionów.

Buduje się zamki myśliwskie dla dygnitarzy, luksusowe wagony dla niektórych ministrów, płaci się kosztowne podróże – utyskiwał w 1931 roku PPS-owiec Marian Porczak.

Mościcki – polityk czy celebryta?

Ostatniemu prezydentowi II RP życie faktycznie zawróciło w głowie! Prezydencki adiutant Henryk Comte, tak porównywał Wojciechowskiego i Mościckiego:

Wojciechowski obowiązki reprezentacyjne spełniał niejako z przymusu i robił na mnie wrażenie człowieka, który źle się bawi na spektaklu. Mościcki przeciwnie – na reprezentacjach promieniał!.

Pod wpływem zaszczytów i luksusów Mościcki z biegiem czasu stracił zupełnie kontakt ze zwykłymi ludźmi. Na zdjęciu Mościcki (siedzi obok kierowcy) przed rezydencją w Spale (źródło: domena publiczna).

Pod wpływem zaszczytów i luksusów Mościcki z biegiem czasu stracił zupełnie kontakt ze zwykłymi ludźmi. Na zdjęciu Mościcki (siedzi obok kierowcy) przed rezydencją w Spale (źródło: domena publiczna).

Nawet leśniczy z prezydenckiej rezydencji w Spale zauważył, że Wojciechowski prowadził się skromnie, a Mościcki stworzył wokół siebie istny dwór, tracąc kontakt ze zwykłymi ludźmi…

Do tego wystawnego życia prezydenta dochodziła jeszcze iście celebrycka otoczka. Mościckiemu towarzyszyła bowiem od 1933 roku młodsza o prawie trzydzieści lat druga żona, Maria. Widać ją na ponad dwustu zdjęciach, zrobionych przez ówczesnych paparazzich. Czego tam nie ma!

Prezydent wraz z żoną na polowaniu. W nogach ustrzelony niedźwiedź. Prezydent z małżonką podczas wypoczynku w Wiśle. Oboje w prostych fotelach turystycznych, Maria głaska psa. Prezydent z żoną podczas przejażdżki samochodowej. Na twarzach charakterystyczne gogle. Jedno łączy wszystkie fotografie: piękny, beztroski uśmiech Marii – opisuje Kamil Janicki w książce „Pierwsze damy II Rzeczpospolitej”.

Ignacy Mościcki wraz ze swoją młodszą niemal o 30 lat żoną Marią (źródło: domena publiczna).

Ignacy Mościcki wraz ze swoją młodszą niemal o 30 lat żoną Marią (źródło: domena publiczna).

Dodajmy, że prezydenckie żony dysponowały oczywiście budżetem reprezentacyjnym, z którego opłacały między innymi imprezy (niekoniecznie charytatywne) na Zamku Królewskim…

Żłób parlamentarzystów

W odróżnieniu od pierwszej osoby w państwie, reszta rządzących nie miała aż takiego dolce vita. Wynagradzani byli w zależności od rangi. Istniało kilkanaście takich grup płacowych. Z „Małego rocznika statystycznego” (1939) wynika, że urzędnik I grupy uposażenia (czyli premier) dostawał miesięcznie 3 tysiące złotych, a urzędnicy II grupy (ministrowie i prezes NIK) otrzymywali po 2 tysiące złotych.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Rzecz jasna, w praktyce otrzymywali więcej, dzięki specjalnym dodatkom i przysługującym im przywilejom. Na przykład od 1933 roku dodatki funkcyjne podwajały zarobki premiera i ministrów. A były jeszcze dodatki lokalne, służbowe…

Jako minister Józef Beck otrzymywał 2 tysiące złotych samej podstawowej pensji. Do tego oczywiście należy dodać liczne dodatki. W efekcie zarabiał on wielokrotnie więcej niż jego odpowiednik w III RP (źródło: domena publiczna).

Jako minister Józef Beck otrzymywał 2 tysiące złotych samej podstawowej pensji. Do tego oczywiście należy dodać liczne dodatki. W efekcie zarabiał on wielokrotnie więcej niż jego odpowiednik w III RP (źródło: domena publiczna).

Parlamentarzyści też nie mieli powodów do narzekań. Na mocy konstytucji kwietniowej (1935) zasiadało na Wiejskiej 208 posłów i 96 senatorów. W budżecie na rok 1937/1938 diety posłów określono na kwotę 2,47 miliona złotych, czyli każdy z nich mógł liczyć na zasadnicze wynagrodzenie rzędu nieco poniżej 12 tysięcy zł rocznie.

W przypadku senatorów, przy zabudżetowanych dietach o łącznej wartości 1,20 miliona złotych, było to jakieś 12,5 tysiąca rocznie. Bez szału, ale i tak byłoby ich stać na dwa razy więcej dojnych krów, niż obecnych deputowanych.

Afery i skandale

Poza tym i tutaj wchodziły w grę dodatki, specjalne uprawnienia, przywileje. No i rzecz jasna, przed rządzącymi zawsze stała otworem – czasem trudna do odparcia – możliwość zarabiania i dorabiania „na boku”. Choćby dzięki wprowadzaniu takich, a nie innych ustaw lub wyboru konkretnych kontrahentów do państwowych zamówień.

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się najnowsza książka profesora Pawła Samusia pod tytułem "Minister Józef Beck. Dom rodzinny i lata młodzieńcze" (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2016).

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się najnowsza książka profesora Pawła Samusia pod tytułem „Minister Józef Beck. Dom rodzinny i lata młodzieńcze” (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2016).

Głośna była afera łapówkarska z generałem Michałem Żymierskim, odpowiedzialnym za kontrakt na dostawę masek gazowych dla wojska (co nie przeszkodziło mu później, już w czasach Polski Ludowej, zostać marszałkiem!). Bulwersowały Polaków przekręty przy wznoszeniu budynku Poczty Głównej w Gdyni. W latach dwudziestych mieliśmy też w II RP ówczesną odmianę „afery gruntowej” (tak zwana afera dojlidzka).

W tamtym czasie opozycyjna prasa zajęła się też interesami majątkowymi Władysława Grabskiego, byłego premiera. Otóż z zadłużonego po uszy „zrujnowanego właściciela ziemskiego” szybko zamienił się w bogacza. A to dzięki korzystnemu, acz niezbyt sprawiedliwemu dla wierzycieli „ustawowemu przerachowaniu długów”. Zdaniem opozycji, Grabski wykorzystał prawną patologię, którą sam współtworzył.

Zdaniem opozycji pokusie dorobienia na boku nie oparł się również twórca reformy walutowej Władysław Grabski (źródło: domena publiczna).

Zdaniem opozycji pokusie dorobienia na boku nie oparł się również twórca reformy walutowej Władysław Grabski (źródło: domena publiczna).

Synowie narodu

W okresie międzywojnia tradycyjnie intratne było reprezentowanie Polski za granicą. Gdy II RP okrzepła, konsule generalni mogli liczyć na pensję sięgająca nawet 2700 złotych. Na niższych stanowiskach zarabiało się mniej, ale nadal „znośnie” (konsul: do 1900 złotych, wicekonsul: nawet 1500 złotych, sekretarze konsularni około 1000 złotych). Do tego dochodziły znaczące dodatki reprezentacyjne i darmowe mieszkania dla kierowników placówek i ich zastępców – opisuje historyk profesor Wojciech Skóra.

Władza potrafiła więc się wyżywić. Dbała też o tych, którzy byli w stanie zapewnić spokój w kraju, czyli o wojsko i policję. Pod koniec lat 30. generałowie mieli uposażenia zasadniczego od 1000 do 2000 złotych miesięcznie. Kapitan utrzymujący rodzinę dostawał 400 złotych, kapral – 167.

Na zarobki w międzywojennej Polsce nie mogli narzekać również starsi rangą oficerowie (źródło: domena publiczna).

Na zarobki w międzywojennej Polsce nie mogli narzekać również starsi rangą oficerowie (źródło: domena publiczna).

Ponadto stosowano w wojsku dodatki funkcyjne, na przykład dowódca pułku mógł liczyć na 350 złotych, a plutonu na 75. Biorąc pod uwagę nie tylko ceny i koszty utrzymania, ale także estymę, jaką cieszyła się wówczas armia w społeczeństwie, żołnierzom żyło się znacznie lepiej, niż dziś. Pracownicy fizyczni czy rolnicy mieli im czego zazdrościć.

Podobnie było z policjantami. Inspektor miał miesięczna pensję 700 złotych, komisarz – 335, posterunkowy – 150. I ponownie dochodziły do tego dodatki funkcyjne (od 40 do 800 złotych) plus ryczałt dla oficerów na uzupełnienie umundurowania.

Żyć nie umierać? Czasy niestety były niespokojne. Nawet jeśli władza, wojsko i policja zarabiały lepiej niż dzisiaj, to wisiało nad nimi widmo śmiertelnych niebezpieczeństw. A Eldorado skończyło się wraz z 1939 rokiem…

Inspiracja

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się książka profesora Pawła Samusia pod tytułem „Minister Józef Beck. Dom rodzinny i lata młodzieńcze”, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2016.

Wybrana bibliografia:

Artykuł powstał w oparciu o szeroką bibliografię. Kliknij, żeby ją rozwinąć.

  1. Celej Piotr, Samochody władzy. Cadillac Piłsudskiego Mercedes od Goeringa, ZIS Gomułki i inne, [dostęp: 10.07.2016].
  2. Dz.U. z 1929 r. Nr 20, poz. 183
  3. Dz.U. z 1931 r. Nr 28, poz.188
  4. Dz.U. 1933 nr 102 poz. 781
  5. Dz. U. 1937 nr 23 poz. 147
  6. Janicki Kamil, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Znak 2012.
  7. Malinowski Ludwik, Dramaty ludzi władzy II Rzeczypospolitej, Oficyna Wydawnicza Stopka 2001.
  8. Mały rocznik statystyczny, GUS 1939.
  9. Plens Krzysztof, Ile zarabiali nasi dziadkowie przed wojną?, [dostęp: 10.07.2016].
  10. Porczak Marian, Piatiletka sanacyjna. W piątą rocznicę zamachu majowego 1926 r., Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego 1931, [dostęp: 10.07.2016].
  11. Robak Kazimierz, Prezydencka limuzyna [dostęp: 10.07.2016].
  12. Skóra Wojciech, Służba konsularna Drugiej Rzeczypospolitej: organizacja, kadry i działalność, Wydawnictwo Adam Marszałek, 2006.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (18)

  1. DUST DEVIL Odpowiedz

    Kiedyś pisaliście również o przekrętach budowlanych! Z tego co pamiętam to pisaliście, że gmach poczty polskiej w Gdyni kosztował więcej niż budowa Paryskiej Opery :D

  2. Zouave Odpowiedz

    Żymierski został marszałkiem nie mimo afery z maskami a dzięki niej. proszę nie zapominać, że nie był Marszałkiem Polski tylko Marszałkiem mianowanym przez władze bolszewickie. Żymierski zresztą był majorem w V Pułku Legionów I Brygady i wg wspomnień Składkowskiego niespecjalnie był lubiany. Afera z maskami plus degradacja ze stopnia generała brygady zrobiły z Żymierskiego szeregowca i umożliwiły zmianę poglądów na komunistyczne (trudno oprzeć się wrażeniu, że zmiana nastąpiła wyłącznie z uwagi na aferę).

  3. JOZEF Odpowiedz

    PANOWIE ,na stanowiskach i cieplych wygodnych fotelikach robili to co chcieli,a ludzie ta biedna szara masa w tym czasie,jak i teraz w obecnym jedli te nedzne okruchy z panskiego stolika i zyli na skraju ubostwa,dzisiaj jest tez podobnie,wracaja stare dobre czasy,ci na stanowiskach i dobrych fotelach sa rekinami a my szara masa prosci ludzie tymi lichyni nedznymi plotkami naglebokiej brudnej wodzie,bo rekiny napackaly,zeby plotki wyzdychaly..

  4. Dex Odpowiedz

    A w tym samym czasie gdy ludzie władzy pasożytowali obrastając tłuszczem polskie społeczeństwo piszczało z biedy. Bezrobocie szalało (w najgorszym okresie sięgnęło 43%), a szczęściarze którzy mieli pracę, zarabiali coraz marniej. Polska wieś chodziła bez butów, mięsa nie jedzono tam prawie zupełnie. Pisano: „Cukier na wsi nie istnieje.” Zapałki kupowano na sztuki i dzielono je na jeszcze mniejsze części. Stałą pozycją ówczesnego jadłospisu były pokrzywy. Wszechobecny głód i opłakana sytuacja materialna polskich rodzin popychała ludzi do dramatycznych czynów. Nie było dnia by ktoś z rozpaczy nie rzucił się pod pociąg a „marsze głodnych” były brutalnie rozganiane przez władze przy pomocy pałek i karabinów.

  5. ddd Odpowiedz

    Za komuny. obrzydzano nam II-gą RP do tego stopnia, że ludzie gloryfikowali ja w swoich wyobrażeniach, tudzież jej przywódców. Jednakże, okazuje się, że ta II-ga RP wcale taka chwalebna nie była, ani jej przywódcy.Patrząc na dzisiejsze społeczeństwo i jego elity, łatwo sobie wyobrazić co działo się w II-giej RP. Tak jak teraz po odzyskaniu niepodległości i zmianie ustroju, elity Solidarności zaczęli się domagać przywilejów i ogólnie – władzy, tak też było u zarania II-giej RP i przez cały okres jej istnienia. Cóż …widać nasz naród już tak ma, że każde zasługi dla ojczyzny da się przeliczyć na pieniądze. …według własnego, ma się rozumieć, uznania.

  6. Piotr Ciompa Odpowiedz

    Wyrachowane kłamstwo. To jest taka sama prawda, jak streszczenie II wojny światowej w jednym zdaniu, że Żydów zginęło sześć milionów, a Niemców siedem, więc już wiadomo, kto cierpiał najwięcej. Bo przemilczane fakty są takie, że w odróżnieniu od elit III RP elity sanacyjne nie transferowały sobie majątków do innych krajów, po wrześniu 1939 żyli na emigracji jak nędzarze. Mieli swoje grzechy, ale co do zasady poza wyjątkami nie mieli lepkich rąk.

  7. Andrzej Kurka Odpowiedz

    Elity II RP to takie same oszołomy jak każde inne elity w tym kraju. Niedaleko odbiegamy w tym od Moskwy. Bandy jełopów wysyłających ludzi na rzeż w czasie wojny….patrz Powstanie Warszawskie….i każdy inny zryw narodowy. Elity polskie mają to do siebie, że łatwo im się zarządza krwią mas…..sami za to tworzą rządy emigracyjne….poeci piszą wiersze z emigracji…hehe….polskie elity…..wszystko na zasadzie…zesrałem się w swoim kraju….gówno po mnie niech sprzątają ci od gównianej roboty…..Z perspektywy dziejowej zaistnienie komuny było bardzo pozytywnym przełomem….jeszcze tego nie oceniła historii…za mały dystans czasowy…..ale już przebijają się nowe podsumowania tego okresu,……a , że przewroty są bolesne …? Są….tylko pamiętać trzeba to, iż jednak komuna właśnie odsunęła od koryt wszelkiej maści arystokratów, którzy uważali się za lepszych…nierobów żyjących z cudzej krwi i potu….Teraz mamy kolejną RP….kolejne świnie przy korycie…..Orwellowski Folwark Zwierzęcy…w całej krasie…Z butną świnią na czele poprzedniej władzy….Komorem…..panem wojownikiem za wolność naszą i waszą…..
    Ostatecznie i tak Ci, którzy o nią walczyli naprawdę zostali wydymani w swoje suche z biedy dupy….OTO POLSKA WŁAŚNIE…

    • Anonim Odpowiedz

      Ciekawy , przaśny komentarz . Dedykowany chyba młodym i sklerotykom .
      Polecam porównanie reformy rolnej w okresie międzywojennym ( np. poniatówki ) z reformą rolną w PRL ( mój dziadek był kułakiem ) . Pan „Andrzej Kurka” zapewne zna przewagę tej drugiej nad pierwszą .
      Komuna a arystokraci . Można tylko oczekiwać kiedy ktoś podobny ogłosi , że w 56-tym w Poznaniu to arystokraci wołali : „chleba , .. ” I w 70-tym podobnie w Gdańsku . Może to i racja , bo swoim zachowaniem potwierdzili , że są awangardą narodu .
      „Orwellowski Folwark Zwierzęcy” – Szanowny Pan to chyba zna tylko ze słyszenia .
      Powstanie Warszawskie – rzeź . Temat rozległy , ale biorąc pod uwagę sentymenty autora komentarza to mogę tylko wyrazić swoje oburzenie .
      Ci co wymyślili ten rajski , jedynie słuszny ustrój sprawiedliwości społecznej okazali się zwyczajnymi zbrodniarzami . Dzisiaj z takimi poglądami trafili by z miejsca pod obserwację szpitalną !
      Mi jest obojętne ile zarabia prezydent . Ważne , żeby był patriotą i dbał o nasz interes narodowy . Co możemy powiedzieć o naszych obecnych prezydentach ? Szkoda komentarza .
      W okresie międzywojennym postawiono mocno jak widać na ludzi wykształconych a w PRL obowiązywała zasada : mierny ale wierny .
      Ja pamiętam PRL i nie tęsknię .

      • asss Odpowiedz

        Akurat czytam książkę ze wspomnieniami ludzi, którzy w latach 45-49 przyjeżdżali na tzw. ziemie odzyskane (wbrew powszechnym opiniom wielu to ludzie z Polski centralnej) – rzadko który napisał że zostawił więcej niż dostał, raczej było na odwrót. Znałem też ludzi (już nie żyją) którzy pamiętali II RP – generalnie bieda i kolesiostwo – cóż jeżeli prezydent zarabia sto razy tyle co pracownik to nie ma co się dziwić, że bieda. Kiedyś porównywałem sobie zarobki różnych zawodów i jasno z nich przebijało, że jednak sanacja robiła sobie dobrze a nie społeczeństwu. Generalnie śmieszy mnie pojęcie elita

      • Anonim Odpowiedz

        I tu sie z Tobą zgadzam, Determinacja II RP, by utworzyc ją silną była ogromna, ale mieli takich samych sprzedawczyków jak dzisiejsi kodziarze w postaci KPP.

        • Anonim

          Moja powyższa wypowiedź była skierowana do Anonima który pisał nad assem :-))

  8. Anonim Odpowiedz

    Dojenie Niepodległej. Ile naprawdę zarabiali ludzie władzy w przedwojennej Polsce?
    Bardzo dobry artykuł. Ciekawym jakie zarobki i dochody miały elity wojskowe?
    Czytałem trochę o Wieniawie Długoszowskim, ale jest bardzo mało o ich majątkach, ubocznych dochodach, nadaniach ziemskich czy prezentach i udziałach akcyjnych.
    Ciekawi mnie to ponieważ zadaję sobie pytanie jaki wpływ to hulaszcze życie elit sanacyjnych miało na klęskę wrześniową? Zastanawiam się czy w ogóle mieli czas na pracę na przydzielonych im stanowiskach państwowych. Intrygowali podobno aż ponad rok 1945. Normalni ludzie widzieli to i protestowali. Marsze głodowe, strajki krwawo tłumione i krwawe tortury na Św. Krzyżu i Kresach nie wzięły się z powietrza i niezadowolenia komunistów? Może pan Adam Węgłowski napisze coś nie coś na ten wpływ jednego na drugie. Dawniej i dzisiaj.
    Z góry dziękuję, Mc Koy.
    Komentarz pana Andrzeja Kurka z 16 lipca 2016 o 10:42 odważny, wspaniały, rzeczowy i trefny

  9. Anonim Odpowiedz

    No cóż. Teraz zobaczmy ile zarabiają parlamentarzyści i ministrowie doliczając im do podstawowego wynagrodzenia: środki na prowadzenie swoich biur, fundusze na premie dla tychże pracowników, pieniądze ze specjalnych dodatków, pieniądze oszczędzane dzięki ulgom, wysoki próg kwoty wolnej od podatków, rady nadzorcze, w których „zasiada” ów poseł oraz członkowie jego rodziny… i wyjdzie więcej niż 1000 krów…

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.