Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Jak bardzo krwawe były średniowieczne bitwy?

Średniowieczne bitwy często zamieniały się w krwawe masakry. Tak było na przykład pod Courtrai.

fot.Nicaise de Keyser/domena publiczna Średniowieczne bitwy często zamieniały się w krwawe masakry. Tak było na przykład pod Courtrai.

Średniowiecze kojarzy się z walnymi bitwami, podczas których rycerze w pełnych zbrojach, ochoczo i z pieśnią na ustach ruszali do boju, ziemia spływała krwią, a trup ścielił się gęsto. Wielkie batalie stanowiły jednak rzadkość. Na dodatek wyglądały zgoła inaczej, niż to sobie dzisiaj wyobrażamy.

Jeśli chodzi o bitwy, średniowiecze jawi się nam jako czas szczególny. Jednak mimo wszystko nie były one powszechnym zjawiskiem. Co więcej, ówczesna strategia polegała przede wszystkim na… unikaniu konfrontacji, a w odpowiedzi na najazd – zamknięciu się za fortyfikacjami. Efekty? Powolny pochód atakujących oraz zaciekła obrona atakowanych. Najczęściej więc była to po prostu wojna na wyczerpanie, podczas której walczący dążyli przede wszystkim do jak najszybszych zysków materialnych.

Zdecydowaną większość czasu zajmowało więc wojakom plądrowanie miast i wiosek, organizowanie zasadzek i nagłych wypadów oraz prowadzenie oblężeń. Bitwy, owszem, zdarzały się, ale w średniowiecznych wojnach chodziło głównie o podkopanie podstaw ekonomicznych przeciwnika. Przykładem takich działań był choćby pochód Wilhelma Zdobywcy w latach 1068–1069. Podobnie rzecz się miała z krucjatami, a nawet zmaganiami polsko-litewsko-krzyżackimi czy wojną stuletnią.

Milczenie źródeł

Jak ma się to do współczesnych wyobrażeń o mężnych rycerzach bez wahania idących na śmierć i bijących się do ostatniej kropli krwi? Cóż w stereotypach o średniowiecznych bitwach tkwi ziarno prawdy. Faktycznie, kiedy dochodziło do ostatecznych rozstrzygnięć, przeważnie były one niezwykle krwawe i bezwzględne.

Na średniowiecznych polach bitew trup ścielił się gęsto.

fot.domena publiczna Na średniowiecznych polach bitew trup ścielił się gęsto.

Jednak próbując je opisać, na trudności natrafiamy już na etapie ustalania liczebności walczących stron. Informacje podawane przez dziejopisów były najczęściej mocno przesadzone. Wręcz regułą było zwielokrotnianie sił przeciwnika, by tym samym podkreślić wagę własnego zwycięstwa lub wytłumaczyć klęskę.

Także przedstawienia samych bitew są mało precyzyjne. O ile bowiem ogólne opisy mogą z grubsza odpowiadać prawdzie, to ze szczegółami jest już problem. Kronikarze nie byli przeważnie zainteresowani detalami walki – albo zwyczajnie nie posiadali na ich temat wiedzy. Także bezpośrednie skutki starć – a zatem również dane o stratach po obu stronach – bywały niejednokrotnie wyolbrzymiane lub, wręcz przeciwnie, zaniżane.

Bywa zresztą, że obraz bitwy wyłania się nie bezpośrednio ze źródeł pisanych, ale z badań topografii, uzbrojenia i taktyki wojskowej w danym okresie. I dopiero efekty tych prac wraz enigmatycznymi wywodami kronikarskimi dają jako takie pojęcie o skali bitwy.

Najlepszym przykładem jest tu starcie sił księcia Mieszka I z wojskami margrabiego łużyckiego Hodona pod Cedynią 24 czerwca 972 roku. Z tak zwanego „milczenia źródeł” historycy wnioskują, że była to bitwa niezwykle krwawa  – a przynajmniej krwawo wyglądały jej następstwa. Oto bowiem na skutek przemyślanego działania wojsk książęcych margrabia stracił wszystkich najlepszych rycerzy i sam ledwo uszedł z opresji. Liczby ofiar nie znamy nawet w przybliżeniu. Jednak musiała być ona znaczne, gdyż nawet sam cesarz Otton I został „poruszony do żywego na wieść o tej klęsce”.

Brodzili po kostki we krwi…

Jednak bitwy to nie wszystko. Bardzo często średniowieczna wojna przybierała postać oblężenia. Ze względu na wysokie koszty takich przedsięwzięć starano się do minimum skrócić czas zdobywania twierdz. Co więcej, im dłużej oblegani stawiali opór, tym bardziej narażali się na straszliwe konsekwencje w razie przegranej. Nie inaczej było po trwającym przeszło miesiąc oblężeniu Jerozolimy przez krzyżowców w 1099 roku. Zdobywcy w krwawym szale, ignorując rozkazy dowódców, przez dwa dni mordowali obrońców miasta.

Czy wiesz, że ...

...król Anglii Ryszard Lwie Serce zdobył pieniądze na udział w wyprawie krzyżowej, sprzedając Szkotom… niepodległość? Potężna suma, wypłacona w 1189 roku przez króla szkockiego uwolniła kraj od angielskiego zwierzchnictwa. I pozwoliła angielskiemu monarsze wyruszyć w upragnioną pielgrzymkę.

...Jan Długosz uważał, że dawni Polacy musieli wierzyć w… to samo, co starożytni Grecy czy Rzymianie? Opisując panteon słowiańskich  bóstw uznał, że nasi przodkowie jedynie nadali bogom inne, rodzime imiona.

...sułtan Mehmed II Zdobywca wał się do ataku na Konstantynopol już w wieku 14 lat? Na przeszkodzie tym planom stanął bardziej powściągliwy ojciec. Dopiero po jego śmierci mógł spełnić swoje marzenia o podbojach.

...Zawisza Czarny sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami? Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego, a potem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego.

Komentarze (6)

  1. A... Odpowiedz

    Równie jak pod Crécy, a może bardziej krwawa, była bitwa pod Bannockburn (23-24.06.1314) toczona na brytyjskiej ziemi – o niezależność Szkocji. A przytaczam ją tutaj m. in. dlatego, że tam właśnie obnażono słabość łuczników angielskich – rzekomo niezwyciężonych. Szkoccy, nieliczni ale za to znacznie bardziej zdyscyplinowani od francuskich, ciężkozbrojni rycerze wymanewrowanych (z łatwością!) przez siebie łuczników wybili nieomal do nogi, przy znikomych stratach własnych.

    W Polsce skrajnie krwawe bratobójcze starcie w średniowieczu było pod Mozgawą – toczone z taką zażartością, że zdecydowana większość jej uczestników odniosła silne rany, wyjątkowo wielu zabito, a jeszcze więcej było śmiertelnie rannych. Wg Długosza bitwa ta ze względu na swoje wyjątkowe, nawet jak na średniowiecze, krwawe oblicze, głośnym, szerokim echem odbiła się w Europie, stając się bardzo wstydliwą dla ówczesnych Polaków.
    Ciekawym jest, że podobnie, kilka wieków później, stoczona tj. o monarsze „prerogatywy”, inna wielka bitwa polsko-polska, pod Mątwami, także była skrajnie krwawa. Jak pisał hetman Sobieski: „…we wszystkich historiach o takim od najgrubszych [czyli najbardziej barbarzyńskich] narodów nikt nie czytał okrucieństwie. Jednego nie najdują ciała, żeby czterdziestu nie miał mieć w sobie razów…”

    I to nam Polakom już chyba na zawsze zostanie – jak już ze sobą walczymy to się niestety „przykładnie” do tej walki przykładamy…

    • zły porucznik Odpowiedz

      Mątwy nie był jedyne. Niezwykle krwawa była także bratobójcza bitwa pod Olkiennikami na Litwie w roku pańskim 1700. Dobijanie rannych trwało cała dobę.

      • Zbig Odpowiedz

        A rzeź pod Batohem 3500-5000 jeńców polskich? To też była wojna domowa. Mordowali nasi przecież Kozacy z Tatarami nogajskimi, a w obronie jeńców stanęli Tatarzy krymscy, bo im okup uciekał. Część jeńców odsprzedali Kozakom na miejscu, ale złota nie starczyło i uratowali ok 1500-2000.
        Emocje były tak mocne, że zginęli w rzezi m. in. Marek Sobieski i gen. Przyjemski, za których można było dostać więcej złota niż ważyli.

  2. BM Odpowiedz

    Fragment o Krzyżakach przedstawia ich jako niewinne ofiary bezzasadnej agresji, a Polaków jako agresorów i oprawców… Nieładnie tak manipulować.

  3. arbuz2014 Odpowiedz

    Dajcie dzisiaj Polakom, naszym rodakom, broń automatyczną i półautomatyczną, np. AK 47 i zobaczycie krwawe jatki dwóch ścierających się ze sobą plemion, takie jest bowiem zacietrzewienie polityczne dwóch plemion.

    A tak na marginesie – zapożyczenie z gr. idiōtes ‘człowiek prywatny, zajęty swoimi własnymi sprawami, nieuczestniczący w życiu publicznym, wieśniak, prostak’ < gr. przymiotnik ídios ‘swój własny, osobny, prywatny’; występuje też w in. językach słow., np. czes. idiot, ros. idiót, a także w in. europejskich – por. niem. publicznych, a skupia się wyłącznie na sprawach prywatnych. Grecy nazywali w ten sposób człowieka zamkniętego tylko w kręgu swoich interesów i spraw. Nie istnieją dla niego inni i ich sprawy. Stan takiego zamknięcia starożytni Grecy nazywali – ‘idioteia’. Profesor Stanisław Grygiel rozwijając etymologiczne znaczenie słowa, dokonuje opisu kogoś, kto uległ temu stanowi. „’Idiota’ nie pojmuje ani siebie, ani innych, ponieważ jest nieobecny. Nie dochodzi do siebie, jest nieprzytomny, ponieważ […] nie dochodzi do innych“. Takie zjawisko dotyczyć może także całych grup zapatrzonych wyłącznie we własne cele. Profesor Grygiel podsumowuje: „’Idioci’ niszczą społeczeństwo“.

    Obserwując dziś na własnym podwórku pewne analogie, pamiętajmy, że w starożytnej Grecji istniała odrębna kategoria ludzi określana mianem „idiotes”. W ich przypadku nie chodziło o jakąś ułomność psychiczną, lecz społeczną. Nie chcieli oni po prostu brać udziału w życiu publicznym.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.