Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Bilans bestialstwa. Kto gorzej traktował jeńców: Sowieci czy hitlerowcy?

Transport sowieckich jeńców we wrześniu 1941 roku. Wielu żołnierzy ZSRR, wziętych do niewoli przez wojska III Rzeszy, umierało już w trakcie podróży do obozów.

fot.Bundesarchiv, Bild/Vorpahl/CC-BY-SA 3.0 Transport sowieckich jeńców we wrześniu 1941 roku. Wielu żołnierzy ZSRR, wziętych do niewoli przez wojska III Rzeszy, umierało już w trakcie podróży do obozów.

Głód, bicie, poniżanie, praca ponad siły, zabójstwa. Tak wyglądała codzienność w hitlerowskich i radzieckich obozach jenieckich podczas II wojny światowej. Czy można ocenić, kto miał więcej szczęścia: wzięci do niewoli Niemcy czy Sowieci? I kto miał większe szanse na przeżycie oraz powrót do domu?

„W dziejach nowożytnych wojen nigdy wcześniej nie wzięto w tak krótkim czasie tak wielu jeńców” – napisał o operacji „Barbarossa” znany amerykański historyk Timothy Snyder. Rzeczywiście, po agresji niemieckiej na ZSRR w czerwcu 1941 roku do niewoli trafiły setki tysięcy sowieckich żołnierzy. W samej tylko bitwie pod Smoleńskiem, trwającej od 6 lipca do 5 sierpnia 1941 roku, Wehrmacht pojmał ich 346 tysięcy.

Kolejne 665 tysięcy czerwonoarmistów znalazło się w obozach we wrześniu, po zdobyciu przez Niemców Kijowa. W październiku, w podwójnej bitwie pod Wiaźmą i Briańskiem straty radzieckie wyniosły 673 tysięcy jeńców. Do końca 1941 roku do niemieckiej niewoli trafiło około trzech milionów Sowietów. Szacuje się, że do końca wojny Niemcy schwytali ich – bagatela – prawie 6 milionów!

Wagony pełne trupów i obóz w szczerym polu

Zgodnie z dyrektywami Hitlera wygłaszanymi podczas rozmów z generalicją, sowieckich żołnierzy traktowano jak podludzi. Nie stosowano wobec nich międzynarodowych konwencji dotyczących obchodzenia się z jeńcami. Brutalne i nieludzkie traktowanie zaczynało się już w momencie odsyłania pojmanych na tyły.

Heinrich Himmler wizytuje obóz jeniecki w 1941 roku.

fot.domena publiczna Heinrich Himmler wizytuje obóz jeniecki w 1941 roku.

Żołnierzy ujętych w kotle kijowskim prowadzono bez odpoczynku ponad 400 km. Gdy któryś nich osłabł, niemiecki konwojent podjeżdżał na koniu i smagał go pejczem, a gdy to nie skutkowało, sięgał po pistolet. Słabych, chorych i rannych zabijano bez litości, ich ciała pozostawiając na drodze.

Jeńcy transportowani koleją mieli tylko trochę więcej szczęścia. Często przewożono ich w otwartych wagonach, które nie chroniły przed złymi warunkami atmosferycznymi. Zimą podróżowali w nieogrzewanych wagonach towarowych. Gdy pociągi docierały na miejsce, po odsunięciu drzwi ze środka wypadały dziesiątki zamarzniętych ciał. Śmiertelność w drodze sięgała 70 procent. Ocenia się, że podczas marszów i transportów zginęło około 200 tysięcy jeńców.

Gehenna nie kończyła się wraz z przybyciem do celu. W obozach panowały potworne warunki. Na początku wojny niemiecko-sowieckiej były to po prostu… kawałki terenu ogrodzone drutem kolczastym. Wewnątrz nie było baraków, łaźni ani sanitariatów, a jeńcy stali lub siedzieli na ziemi. By przetrwać, sięgano po różne sposoby. W Homlu trzech kolegów usiłowało się wzajemnie ogrzać, śpiąc obok siebie. Kolejno zajmowali najlepsze miejsce w środku, gdzie leżący korzystał z ciepła sąsiadów. Jeden, który przeżył, opowiedział o tym po latach.

Artykuł został zainspirowany książką Borysa Nikołajewicza Sokołowa W niewoli. Autobiograficzna opowieść oficera sowieckiej artylerii. Kup z rabatem na ksiegarniahistoryczna.org.

Artykuł  postał między innymi na podstawie książki Borysa Nikołajewicza Sokołowa pod tytułem W niewoli. Autobiograficzna opowieść oficera sowieckiej artylerii. Kup z rabatem na ksiegarniahistoryczna.org.

W dulagu (obozie przejściowym) 162 w Stalino na niewielkiej przestrzeni stłoczono 10 tysięcy jeńców. Z braku miejsca wszyscy stali. Tych, którzy upadli, natychmiast zadeptywano. Zmarło tam co najmniej 25 tysięcy ludzi. Bardzo wysoka była też śmiertelność w stalagu 346 w Krzemieńczuku. Jeńcy dostawali tam co najwyżej 200 gramów chleba dziennie. Co rano wrzucano do dołu zwłoki zmarłych. Zdarzało się czasem, że wrzucano tam także żywych, którzy osłabieni głodem nie mieli siły się podnieść. Borys Sokołow, który spędził w niemieckich obozach wiele lat, pisał we wspomnieniowej książce „W niewoli”:

Codziennie rano widzi się, że prawie przy każdym baraku wala się jeden, albo kilka bosych i rozebranych trupów. Najpierw specjalne komando grabarzy zwozi je do stodoły zamienionej w kostnicę. Potem raz, dwa razy dziennie wywożą trupy poza obóz i zakopują w uprzednio wyrytych dołach.

Komentarze (10)

  1. rigcz Odpowiedz

    Reinhard Kinze w 2014 prawda to?
    Cały czas miał status jeńca wojennego?
    Był żołnierzem pancernej dywizji SS (elitarnej) w wieku 15 lat?

    • Zbig Odpowiedz

      Inne źródła (w tym niemieckie) też tak podają, więc widocznie był synem pułku i to już w wieku 13 lat. Zaciągnęli go w 1943, a chrzest miał pod Stalingradem, gdzie podobno przyczynił się do ujęcia syna Stalina i za to później, w niewoli dostał dożywocie. Dlatego nie objęła go amnestia z 1950 i późniejsze poprawki.

    • Zbig Odpowiedz

      Udawaj, że nie widzisz i nie słyszysz, tak jak to robisz gdy spotkasz na swojej drodze zaplutego menela lub innego robala. Z pewnymi kategoriami dyskusja nie ma sensu. Twoja reakcja, jakakolwiek, to dla niego zaszczyt i satysfakcja, a on na to nie zasługuje. A admin niech lepiej pilnuje swojej roboty, bo dla portalu o takim profilu, takie wpisy to hańba.

  2. Piotr Odpowiedz

    to mu rząd ładny żołd i emeryturę po powrocie wypłacił zapewne…. bo oficjalnie to nadal cały czas był żołmierzem

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.