Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Jak bezpieka inwigilowała artystów w PRL-u?

Służba Bezpieczeństwa za wszelką cenę chciała zdobyć haki na artystów. Na zdjęciu Krzysztof Klenczon i Czesław Niemen.

fot. pochodzi z archiwum Alicji Klenczon Służba Bezpieczeństwa za wszelką cenę chciała zdobyć haki na artystów. Na zdjęciu Krzysztof Klenczon i Czesław Niemen.

Podsłuchiwano ich, śledzono, otaczano tajnymi współpracownikami, cenzurowano utwory… Wachlarz środków stosowanych przez SB wobec peerelowskich artystów był o wiele szerszy, niż by ci się wydawało. Czy Twojego ulubionego piosenkarza też śledzono? Czy zbierano brudy na ludzi, na których muzyce się wychowałeś?

Popularni, uwielbiani, podziwiani przez setki tysięcy młodych ludzi. Myślowo, a niekiedy i materialnie, niezależni. Często wyjeżdżający za granicę. Mający dostęp do tamtejszej kultury: muzyki, gazet, książek, filmów. Występujący na Zachodzie i zarabiający „prawdziwe pieniądze”. Nic dziwnego, że artyści w PRL-u byli przedmiotem specjalnego zainteresowania ze strony Służby Bezpieczeństwa.

Szantaż, groźby i… wiara w socjalizm

Najczęściej wykorzystywanym sposobem inwigilacji było po prostu pozyskanie artysty – piosenkarza, muzyka, aktora – na tajnego współpracownika. Robiono to różnymi sposobami: namowami, przekupstwem, szantażem, groźbami. Niektórzy łamali się i podpisywali zobowiązanie do współpracy, inni robili to z przekonania, jeszcze inni – za konkretne materialne wynagrodzenie.

Popularny aktor Maciej Damięcki przyłapany w 1973 roku na prowadzeniu samochodu pod wpływem alkoholu, by nie stracić prawa jazdy, zgodził donosić na SB. Z jego teczki wynika, że opowiadał funkcjonariuszom o swoich kolegach-aktorach, między innymi o Gustawie Holoubku, Piotrze Fronczewskim, Danielu Olbrychskim i Marku Kondracie. Za współpracę Damięcki nie dostawał pieniędzy, lecz upominki – na przykład drogie alkohole.

Zmuszony szantażem do współpracy z SB Damięcki opowiadał agentom bezpieki o swoich kolegach po fachu, między innymi Danielu Olbrychskim. Na zdjęciu stoi z lewej, obok Andrzej Wajda.

fot.domena publiczna Zmuszony szantażem do współpracy z SB Damięcki opowiadał agentom o swoich kolegach po fachu, między innymi Danielu Olbrychskim. Na zdjęciu stoi z lewej, obok Andrzej Wajda.

Inny – głośny niedawno – przykład to współpraca z SB znanego aktora Jerzego Zelnika. Podpisał zobowiązanie do współpracy na początku lat 60., a pozyskano go… na zasadzie dobrowolności. W jednej ze swoich wypowiedzi Zelnik stwierdził, że w tamtym czasie uważał, iż współpracując z SB zachowuje się jak trzeba, ponieważ głęboko wierzył w ustrój socjalistyczny…

Kierownicy i menedżerowie to były esbeckie wtyczki

Praktycznym sposobem inwigilowania artystów, głównie muzyków, było otoczenie ich ludźmi współpracującymi ze Służbą Bezpieczeństwa, na przykład menedżerami, impresariami lub kierownikami muzycznymi. Jak w książce „Krzysztof Klenczon. Historia jednej znajomości” opowiada Alicja Klenczon, żona lidera Czerwonych Gitar:

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (9)

  1. rechot historii Odpowiedz

    „Przyjechała po niego Żandarmeria Wojskowa i po prostu z autobusu zabrali go w kamasze” Za pierwszej komuny nie było żandarmerii tylko WSW (o ile dobrze pamiętam nie podlegały pod MON tylko pod MSW). Żandarmeria powstała za drugiej komuny. Drobiazg a jednak razi.

    • amk Odpowiedz

      Ja bym jednak bronił, ponieważ określenie „Żandarmeria Wojskowa”, odnosi się nie tylko do konkretnej nazwy, ale także do pełnionej funkcji. Policja wojskowa zwyczajowo nazywa się właśnie „żandarmerią” – niezależnie od formalnej nazwy. Tak jak „komandosi” to, siły specjalne niezależnie czy chodzi o GROM, czy AGAT czy właśnie JEDNOSTKA KOMANDOSÓW….

  2. Anonim Odpowiedz

    Kobranocka ? Prześladowana ? Kto Panu takich bzdetów naopowiadał ?Ulubieńcy władzy zainstalowani w radio w celu przykrycie prawdziwych buntowniczych zespołów.

  3. jansebastian Odpowiedz

    A perfect? gdzie Perfect! :)

    …dziś jest tylu „weteranów” walki z komuną, a już Perfect to wręcz ikona oporu :)

    Co do teorii wentyla, to lekkie nieporozumienie: ktoś to lata temu wymyślił i się samo powiela, kto był w Jarocinie w tamtych latach ten wie, że władzy wcale nie było na rękę to co tam się działo, poza tym szerokim echem niosło się po kraju wraz z powielanymi masowo nagraniami ze słynnych Grundingów… po prostu mieli ważniejsze sprawy, jak i nie docenili skali zjawiska… i nie pojmowali tekstów, czy pomogły min zabiegi jak upijanie cenzorów w trakcie koncertów przez Waltera etc…
    Muzycy bywali aresztowani, bici nękani: poza oficjalnym obiegiem ciężko było istnieć,lecz należy zaznaczyć iż chodziło głównie o polityczny ruch punk… blues raczej mało cierpiał, a wypociny pierwszoligowców z mediów tamtego okresu rżnących dziś pokrzywdzonych to jaja z pogrzebu!

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.