Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Przyjaciele ze wschodu czy bezwzględni gwałciciele? Sowieckie wyzwolenie w WASZYCH rodzinnych opowieściach

Obraz czerwonoarmisty w 1945 nie był jednakowy w oczach wszystkich Polaków.

fot.domena publiczna fot.domena publiczna Obraz czerwonoarmisty w 1945 nie był jednakowy w oczach wszystkich Polaków.

Brutalni, zapijaczeni, istne bestie w mundurach, ale również… przyjaźni, życzliwi i niosący bezinteresowną pomoc. Wkraczający do naszego kraju czerwonoarmiści różnie zapisali się w pamięci Polaków. Oto najciekawsze z Waszych rodzinnych opowieści na ten temat.

Polacy pod koniec drugiej wojny światowej i tuż po niej postrzegali Sowietów przede wszystkim jako okrutników, chciwych prymitywów bądź bezmyślnych głupców. Ukształtowany wtedy i przechowany przez pokolenia stereotyp gwałcącego, pijanego krasnoarmiejca przetrwał w Polsce do dziś. Takie wyobrażenia nie powstały samoistnie.

Zapracowali na nie sowieccy żołnierze „wyzwalający” nasz kraj spod niemieckiej okupacji. Wiele spośród odrażających ekscesów zdecydowaliście się zrelacjonować nam w odpowiedzi na specjalną ankietę „Ciekawostek Historycznych”. Zanim moja nowa książka, „Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?”, trafiła do druku, zapytaliśmy, jak wydarzenia 1944 i 1945 zapamiętano w domach waszych rodziców i dziadków. Natalia Cielas opowiedziała:

Z opowieści rodzinnych wynika, że była to zwykła hołota. Dziewczyny w wieku lat ok. 12 wywozili wozami konnymi do lasu, gwałcili zbiorowo kobiety. Wiele z tych, które babcia znała (wiadomo małe społeczności, każdy się zna) (..) popełniały samobójstwa. Panował głód a krowy, kury, które były jedynymi żywicielkami po wojnie zabierali. Mojej (pra-pra) babci nocnik wyciągnęli spod łóżka, który napełniali potem wodą ze studni i z niego pili.

Powszechny stał się stereotyp czerwonoarmistów jako gwałcicieli, złodziei i morderców.

fot.landesarchiv-bw.de Bestand: W 110/2 Plakatsammlung II Powszechny stał się stereotyp czerwonoarmistów jako gwałcicieli, złodziei i morderców.

Nasi rodacy na różne sposoby próbowali się chronić przed sowiecką szarańczą. Na trasie przemarszu radzieckich wojsk czasem wręcz wyludniały się całe miejscowości. Kobiety ukrywały się, a w obejściach pozostawali tylko mężczyźni, próbujący chronić swój dobytek przed „zegarmistrzami” – jak powszechnie nazywano kradnących czasomierze czerwonoarmistów. Jak wspomina Karol Szron:

Mój pradziadek i inni mężczyźni w jego wiosce kopali w stodołach dziury w ziemi, żeby ocalić swoje córki przed gwałtami. Moja babcia i jej siostry siedziały w takiej dziurze kilka dni.

Byli gorsi od Niemców…

Do dramatycznych zdarzeń dochodziło na terenie praktycznie całej Rzeczypospolitej, a radzieckiego „wyzwoliciela” postrzegano często gorzej od nazistowskiego okupanta. Maciej Pilczuk pisze:

(…) Rosjanie byli gorsi od Niemców. Jak wkroczyli do Lidy zachowywali się jak wściekłe zwierzęta. Chodzili po domach za alkoholem, kobietami, grozili zastrzeleniem jak nie dostawali tego, co chcieli. Na ulice strach było wyjść, bo można było dostać kulkę. W domach też nachodzili i aresztowali wg listy sporządzonej przez donosicieli. Jednego takiego, który przed wojną wychwalał komunizm i szczęście panujące w Rosji, sami zastrzelili, a witał ich z rozwartymi ramionami na środku ulicy…

Strach przed swoimi żołnierzami czuli nawet radzieccy oficerowie, którzy nigdy nie rozstawali się z bronią, również podczas wypoczynku. Polacy byli świadkami wyjątkowo bulwersujących zdarzeń. Christian Kowalski wspomina:

Ciotka mocno zapamiętała jedno zdarzenie: jak udało im się przekupić oficera i spały w jego pokoju, ale i on nie chował broni tej nocy – tak na wsiakij słuczaj… Natomiast żołnierze, spici, zabrali się za jedyną świnię w gospodarstwie od tyłu…

Komentarze (14)

  1. K Odpowiedz

    Pytanie trochę z innej beczki; kojarzycie cóż to za plakat/obraz/grafika z żołnierzami radzieckimi i słupem granicznym w tle? Bardzo mnie ta grafika interesuje.

      • K Odpowiedz

        Rozumiem, a czy jest jakakolwiek możliwość dostać/znaleźć gdzieś tą grafikę? Czy jest możliwość kontaktu z osobą która to stworzyła? Bardzo mnie to interesuje, ale potrzebowałbym źródła i zgody autora, oczywiście nie chodzi mi o publiczne udostępnianie grafiki.

  2. JanJan Odpowiedz

    Szanowny Autorze….

    Przyznam, że trochę przeraziło mnie to:

    „Przyznam, że te opowieści mocno kłóciły się z moim wyobrażeniem wyzwolenia. Jak to? Nie było więc kwiatów, uścisków, wiwatów? Zamiast tego paniczny strach przed ludźmi, którzy wreszcie przyszli nas uratować od brunatnego ucisku? Czyli to wszystko, o czym uczyli nas w szkole (był koniec lat 80. XX wieku), co pokazuje telewizja, przekazują książki to kłamstwo?!”…

    Naprawdę w Twoim środowisku na ten temat była cisza?

    Dziwne….

    • Darek Kaliński Odpowiedz

      Szanowny JanJan,
      piszę o latach 80-tych, gdy byłem uczniem szkoły podstawowej. Tata z dziadkiem byli wtedy członkami Solidarności, a dyrektor mojej podstawówki ideowym komunistą urządzającym nam pogawędki o „braciach ze Związku Radzieckiego” i zmuszającym do oglądania transmisji pogrzebu towarzysza Andropowa (miałem wtedy 7 lat). Dorośli zapewne bardziej otwarcie rozmawiali wtedy ze sobą o tych sprawach, natomiast nie wszystko przeznaczone było dla uszu dziecka. Po transformacji ustrojowej oczywiście wszystko się zmieniło.

  3. Piotrek.O Odpowiedz

    Moja babcia w swoich wojennych opowiadaniach, zawsze lepiej wspominała Niemców. Czyści, kulturalni a jak chcieli kurę to płacili. Sowieci brudni, pijani i kradli co popadnie. A to wszystko mimo tego, że Naziści zamordowali jej męża.

  4. Anonim Odpowiedz

    śmieszą mnie takie historyczne brednie. Skoro panowała taka wielka miłość pomiędzy Polakami i kulturalnymi Niemcami, to po co niejaki Pilecki wybrał się na wczasy do Auschwitz, to po co wywołano Powstanie Warszawskie?
    A po wojnie też rożnie bywało. Dziwne że jak polscy tzw „bohaterowie ” mordowali gwałcili to oczywiście było słuszne ideolo a jak coś nie pasuje to pralnia IPN udowodni że wymordowanie Białorusinów, 170 polskich dzieci to jest ze wszech miar słuszne i patriotyczne.
    Dlatego publikowanie takich książek ma na celu jedynie wskazanie jedynie słusznego punktu widzenia. Nie raz przeglądam różne strony o podobnej tematyce, sam mam informacje z własnej ręki, Po ustabilizowaniu się sytuacji po przejściu frontu nawet Rosjanie trzymali swoich żołnierzy na krótkiej smyczy. W mieście gdzie mieszkam powstał zaraz po wojnie ” ruski gorodok” czyli dzielnica gdzie mieszkało rosyjskie wojsko. 200 m od szlabanu dziadek miał knajpę z alkoholem. Zdarzały się najścia „spragnionych” oczywiście. Ale rozmowa z komendantem ukróciła błyskawicznie ten problem. Dziadek dostał syrenę, taką ręczną, i informację, w razie problemów, proszę nas zaalarmować, a my już to załatwimy.

  5. Janusz Lapa Odpowiedz

    anonim nie błaznuj warszawa czy mazowsze to nie cała polska ale jej wycinek – inaczej niemcy zachowywali się np w krakowskim sądeckim czy nawet rzeszowskim a zupełnie inaczej na mazowszu czy gdzieś na podlasiu gdzie harcowały bandy ukraińsko-partyzancko-bandycko-sowieckie – to że niemcy szczególnie nienawidzili warszawy i okolic to nie była żadna tajemnica ale absolutnie nie przekładało się to na cały kraj więc nie chrzań jak pijany dzięcioł spod budki…

  6. Paweł C. Odpowiedz

    Z relacji dziadków wiem, że w moich okolicach (północna Lubelszczyzna) nie było gwałtów i grabieży. Sowieci zabierali konie, zostawiając w zamian swoje karłowate koniki, które nie za bardzo nadawały się do ciężkiej pracy w polu. Może okolica nie doświadczyła opisywanych ekscesów dzięki jednemu z takich surowych dowódców? W lesie nieopodal swoi rozstrzelali dwóch radzieckich żołnierzy, który zaczęli się wygłupiać po pijanemu i strzelali w stronę przejeżdżających drogą samochodów. Ich ciała ekshumowano w latach 60 i prawdopodobnie wywieziono do ZSRR.

  7. 1234 Odpowiedz

    U mnie (zachodnia Lubelszczyzna) też zachowywali się normalnie choć stali pół roku. Najprawdopodobniej byli to przedwojenni obywatele II RP (Białorusini) bo mówili biegle po polsku choć w tym języku rozmawiali tylko z dziećmi, z dorosłymi się bali.

  8. 1234 Odpowiedz

    A jeden bojec chciał mojego ojca zastrzelić. Bo ojciec jak i reszta chłopców w jego wieku mieli finki, a wielki szpan był okręcić rękojeść czerwonym kablem jaki miała łączność stacjonującego w lesie sztabu. No więc chodzili po lesie i przecinali kable, aż jeden ich dorwał i chciał zastrzelić. W końcu jednak zabrał do sztabu, wyciągnął pudło ze ścinkami kabli i kazał brać ile chcą. Zaznaczył tylko, że jak ich jeszcze raz złapie na cięciu kabli z sieci łączności to wtedy rozwali naprawdę i nie będzie przeproś.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.