Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Sto lat temu to były zakazane słowa, dla wtajemniczonych. Dzisiaj używa ich każdy. O jakie wyrazy chodzi?

Złodzieje nie zawsze porozumiewali się za pośrednictwem tajemniczych znaków... (Światowid, 1929).

Złodzieje nie zawsze porozumiewali się za pośrednictwem tajemniczych znaków… (Światowid, 1929).

Sekretne terminy, którymi posługiwali się złodzieje, bandyci, ludzie marginesu. U schyłku XIX wieku pomysłowy lwowski policjant postanowił zebrać je i opublikować. Niektóre brzmią dzisiaj… zaskakująco znajomo!

Słownik mowy złodziejskiej wyszedł w roku 1896 spod ręki Antoniego Kurki. Pracował on przez lata jako zarządca aresztów policyjnych we Lwowie. Podczas wszelkich rozmów z osadzonymi, skrupulatnie notował ich osobliwą gwarę. Tak różną od polszczyzny, że brzmiącą niemal jak odrębny język.

Przestępcy byli pewni, że o ile tylko będą używać swojej potajemnej mowy, nikt nie zrozumie co właściwie szykują. Kurka przyznawał, że długo nie był w stanie poznać znaczenia nawet najbardziej podstawowych spośród ich określeń, wyzwisk i terminów. Dzisiaj tymczasem należą one do… podręcznego słownika każdego z nas!

Arbajtować – dla złodzieja to słowo znaczyło tyle, co pracować. A przecież i obecnie często wspominamy z niemiecka, że czeka nas Arbajt.

Dycha – aż trudno uwierzyć, ale na przełomie XIX i XX wieku tylko zawodowi złodzieje wiedzieli, że chodzi o dziesiątkę.

Fagas – to słowo bardzo się upowszechniło, ale też jego znaczenie ewoluowało. W czasach Kurki fagasami przestępcy nazywali… tylko i wyłącznie lokajów.

Strona tytułowa drugiego wydania słownika Kurki.

Strona tytułowa drugiego wydania słownika Kurki.

Forsa – i znów słowo dla nas oczywiste, a dla dawnych Polaków brzmiące jak greka, albo aramejski. Znowu też jednak termin cokolwiek się rozszerzył. Bo według Słownika polsko-złodziejskiego forsa oznaczała wyłącznie… pieniężną łapówkę.

Frajer – rzecz jasna głupiec. Ale sto lat temu to wcale nie było oczywiste.

Grabić – kraść. I Kurka czuł, że musi to znaczenie wyłożyć czytelnikom.

Gwizdnąć – jak wyżej. Ukraść. Czy to naprawdę mogło uchodzić za sekret?

Komentarze (15)

  1. tatsu Odpowiedz

    Mam złodziejskie korzenie! O.o Wszystkie słowa są dla mnie zrozumiałe i to od dziecka… czego człek się o sobie dowiedzieć może :P

  2. asd Odpowiedz

    Tytuł tego „dzieła” pozbawiony jest sensu. Wynika z niego że wtajemniczeni czyli złodzieje nie mogli posługiwać się słowami z przedstawionego wyżej słownika gdyż było to dla nich zakazane.Wnioskuje że cała reszta ludzi mogła się tak wysławiać i nad nimi nie czuwała tajemnicza karząca ręka czuwająca na straży zakazanych słów.

  3. Maciej Odpowiedz

    A czemuż autor nie wspomina że kmina ta bazowała na… żydowskim jidysz?!
    Czemu nie wspomina takich słów jak „siksa” lub „szamać”?

  4. zbiff Odpowiedz

    Frajer to akurat z niemieckiego pochodzi. Od przymiotnika frei [wym. fraj] co znaczy wolny lub darmowy. Dawniej zwłaszcza na Śląsku nazywano tak robotnika, który pracował za darmo w ramach przyuczenia się, praktyk lub obietnicy przyszłego zatrudnienia.
    A poza tym artykuł słaby.

  5. Zakrzewski Marek Odpowiedz

    „Dycha – aż trudno uwierzyć, ale na przełomie XIX i XX wieku tylko zawodowi złodzieje wiedzieli, że chodzi o dziesiątkę.”

    A nie było to czasem oznaczenie „dziesiony”?
    Czyli oskarżenia z paragrafu 210 za kradzież z pobiciem?

      • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

        @Dariusz M.: dziękujemy za włączenie się w dyskusję i podzielenie swoją wiedzą. Pozdrawiamy serdecznie.

  6. Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

    @zbiff, @Zakrzewski Marek.

    Słownik mowy złodziejskiej a słowniki konkretnych gwar czy słownik archaizmów to zupełnie odrębne rzeczy. Coś co w konkretnej gwarze mogło oznaczać jedno, w slangu złodziejskim mogło być rozumiane zupełnie inaczej. Ciekawostka już w tytule wskazuje, że będzie mowa o terminach używanych przez dawnych złodziei.

  7. Maciej Odpowiedz

    Dodajmymjeszcze slowa z półswiatka pochodzenia żydowskiego.
    Siksa (mloda dziewczyna), czy szamać (jeść) a tylko te dwa przypomnialem sobie na poczekaniu.
    W ogóle to ciekawa kwestia dlaczego słowa przenikały z Jidysz, a nie np z ruskiego, czy węgierskiego?!

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @Maciej: Ruskich zapożyczeń w języku polskim mamy co niemiara, tylko tak wrosły w polszczyznę, że mało kto o tym pamięta (a przenikały do polszczyzny właśnie przez wzajemne kontakty – choć wcale nie w tym wypadku „półświatka”). Takie słowa jak: grabież, hałas czy morda to wyrazy pochodzenia ukraińskiego; występowanie zdrobnień wielokrotnych jak: kochanieńko, malusieńko to również wynik wpływów ruskich. Węgierskie zapożyczenia również występują w języku polskim, można wspomnieć takie słowa jak gulasz, papryka, terefere, szereg. Jest to tak obszerny temat, że wymagałby osobnego omówienia. Cieszymy się jednak, że kwestie językowe Pana zainteresowały :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.