Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Najbardziej bezczelni przestępcy Polski Ludowej

Niektórzy z PRL-lowskich przestępców stali się prawdziwymi celebrytami. Jednym z nich był Czesław Śliwa. Na zdjęciu kadr z poświęconego mu dokumentu "Konsul i inni" (1970) w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego (koloryzacja RK).

Niektórzy z PRL-lowskich przestępców stali się prawdziwymi celebrytami. Jednym z nich był Czesław Śliwa. Na zdjęciu kadr z poświęconego mu dokumentu „Konsul i inni” (1970) w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego (koloryzacja RK).

Ci kryminaliści stali się w czasach PRL-u prawdziwymi celebrytami. Ich poczynaniami, nagłaśnianymi przez media, żyła cała Polska. Z zapartym tchem śledzono ich niezwykłe przygody i spektakularne ucieczki. Śpiewano o nich piosenki, kręcono filmy… i wybaczano nawet najcięższe przestępstwa. O kim konkretnie mowa?

Jerzy Paramonow przyjechał do Warszawy w 1955 roku. Miał już wówczas za sobą jedną odsiadkę. Poszedł do więzienia za kradzież marynarki. Ten absolwent sześciu klas szkoły podstawowej zawsze lubił dobrze wyglądać… Jego krótka, ale doniosła mordercza kariera w stolicy rozpoczęła się, gdy udało mu się pozbawić dzielnicowego służbowej tetetki. Z bronią w ręku zaczął terroryzować okolice Warszawy. Napadał i rabował przede wszystkim niewielkie sklepy i restauracje.

Ponieważ Jerzy nie miał natury samotnika, szybko znalazł sobie „asystenta”. Został nim Kazimierz Gaszczyński. Wspólnicy przeznaczali rabowane pieniądze głównie na pijaństwo i panienki. Szybko ściągnęło to na nich nieszczęście. Patrolujący na rowerze ulice stolicy milicjant przyłapał Paramonowa z prostytutką na tylnym siedzeniu taksówki. Kobietę wypuścił, ale pechowego klienta postanowił zabrać ze sobą na komendę. Sprawa stała się poważna, gdy zatrzymanemu podczas wysiadania z samochodu wypadł z kieszeni magazynek z nabojami. Przestępca zareagował błyskawicznie. Stwierdził, że nie ma już dla niego odwrotu, zastrzelił sierżanta i uciekł.

Przestępcza kariera Jerzego Paramonowa w Warszawie rozpoczęła się od zdobycia milicyjnej tetetki. Ilustracja poglądowa (fot. KEN ; lic. CC BY-SA 3.0).

Przestępcza kariera Jerzego Paramonowa w Warszawie rozpoczęła się od zdobycia milicyjnej tetetki. Ilustracja poglądowa (fot. KEN ; lic. CC BY-SA 3.0).

Zabójstwo milicjanta ściągnęło na kark Paramonowa wszystkie siły, jakimi dysponowali stołeczni stróże prawa.  W takich warunkach fakt, że udało mu się ukrywać całe dziesięć dni, można uznać za sukces. W końcu jednak aresztowano go razem ze wspólnikiem. Zostali nakryci przez milicję, kiedy spali w stogu siana! W pokazowym trzydniowym procesie obu przestępców skazano na karę śmierci. Wyrok na Paramonowie wykonano jeszcze w tym samym roku. Gaszczyński miał więcej szczęścia: zamieniono mu karę na dożywocie.

Sława Paramonowa znacznie przerosła jego zbrodnie. Napady z bronią w ręku i morderstwo milicjanta w tamtych czasach były czynami zgoła niesłychanymi. Zabójca szybko stał się prawdziwą miejską legendą. Na warszawskiej Pradze długo jeszcze śpiewano o nim i jego towarzyszu ballady: Rabują sklepy, więc forsę mają/ Nocami dziwki na nich czekają/ Gorzałka leje się kolorowa/ Bawi się banda Paramonowa.

Ali Baba z Wołowa

Ten napad to dzieło zorganizowanej grupy przestępczej, najprawdopodobniej z zachodniej Europy ­– takie opinie dominowały wśród polskich śledczych po tym, jak w Wołowie, sennym podwrocławskim miasteczku, doszło do napadu na bank. Badający sprawę milicjanci podkreślali, jak profesjonalnie przeprowadzona była cała akcja.  Tymczasem za polskim skokiem stulecia stała… grupka kolegów z Wołowa. Hersztem całej grupy był Mieczysław F., skromny pan w średnim wieku, na co dzień złota rączka od napraw telewizorów i aparatów radiowych.

Na pomysł napadu na bank wpadł razem z kolegami, podczas miłego wieczorku przy karcianym stoliku. Jeden z pokerzystów podzielił się wówczas informacją, że do słabo zabezpieczonego banku trafiają utargi ze wszystkich okolicznych placówek handlu, a także pensje pracowników z całego powiatu. Co ciekawe, żaden z sympatycznych, wąsatych rabusiów nie miał przestępczej przeszłości. Całą wiedzę o technice rabowania banków czerpali z kilku zagranicznych filmów. W PRL była to w końcu sztuka dość rzadko spotykana.

Rabusie dostali się do skarbca  przez dziurę w suficie. Wybili ją podnośnikiem samochodowym. Ich łupem padło ponad dwanaście milionów złotych! Wartość tej kwoty była porównywalna do tej, jaką podobna suma miałaby dzisiaj. By uniknąć złapania, po udanym skoku wszyscy uczestnicy wrócili do szarej rzeczywistości. Zobowiązali się  wygasić większą aktywność finansową przez pięć lat. Zgodnie z planem w tym okresie chcieli unikać wszelkiej ostentacji, zrezygnować z kupowania nowych samochodów czy domów. Pozwalaliby sobie tylko na niewielkie wydatki, i to wyłącznie używanymi banknotami.

Gdyby trzymali się tego postanowienia, być może pozostaliby bezkarni do dzisiaj… Wpadli jednak, i to za sprawą żony Mieczysława, która chciała zapłacić nową pięćsetką za narzutę na kanapę. Kiedy kasjerka zaczęła podejrzliwie przyglądać się banknotowi, kobieta próbowała w panice go odebrać i podrzeć. Zaalarmowało to obsługę sklepu. Aresztowana niedoszła klientka błyskawicznie wyśpiewała milicjantom całą prawdę. I tak, po zaledwie dwóch miesiącach od skoku, cała szajka trafiła do więzienia. Kobiety – włosy długie, rozum krótki skonkludował z rezygnacją Mieczysław. Nie chował jednak urazy do żony.

To właśnie w tym budynku w 1962 roku mieścił się bank w Wołowie (fot. mar; lic. CC BY-SA 3.0).

To właśnie w tym budynku w 1962 roku mieścił się bank w Wołowie (fot. mar; lic. CC BY-SA 3.0).

Pięciu głównych sprawców skazano na dożywocie. W sumie do więzienia w związku ze sprawą trafiło ponad dwadzieścia osób! Wszyscy opuścili jednak zakłady karne przed terminem. Sam przywódca grupy wyszedł na wolność po kilkunastu latach. Żaden z rabusiów nigdy więcej nie wszedł w konflikt z prawem.

Polski Robin Hood

Zdzisław Najmrodzki uciekał polskiej milicji i prokuraturze aż 29 razy. Zyskał dzięki temu w środowiskach przestępczych nieśmiertelną chwałę i tytuł mistrza kierownicy. Zdobył jednak także popularność w szerszych kręgach. Niewątpliwie przyczyniła się do tego otaczająca go legenda „polskiego Robin Hooda”. W końcu grabił tylko komunistyczne państwo, nigdy nie używał przemocy, a na dodatek wyglądał trochę jak… Lech Wałęsa.

W jego kryminalnym portfolio znalazły się między innymi liczne napady na znienawidzone przez społeczeństwo dolarowe Pewexy. Milicja oskarżała Najmrodzkiego o złupienie 70 sklepów, co stanowiło kilkanaście procent wszystkich punktów! Kradł też wręcz przemysłowe ilości polonezów. I przy tym wszystkim pozostawał nieuchwytny dla milicjantów. Nie mieli przy nim szans – był doskonałym kierowcą i zwykle poruszał się samochodami o mocy silnika wielokrotnie przewyższającej te w służbowych dużych fiatach czy polonezach.

Zdzisław Najmrodzki w czasie swoje złodziejskiej kariery wyspecjalizował się w kradzieży polonezów (fot. Goldrs; lic. CC BY-SA 4.0).

Zdzisław Najmrodzki w czasie swoje złodziejskiej kariery wyspecjalizował się w kradzieży polonezów (fot. Goldrs; lic. CC BY-SA 4.0).

Czasem gubiła go jednak ułańska fantazja. Tak było na przykład w Krakowie. Najmrodzkiego rozpoznano w restauracji, a on, mając 2,1 promila alkoholu we krwi, rozpoczął brawurową ucieczkę. Zakończyła się ona jednak, kiedy prowadzony przez niego (oczywiście kradziony) fiat 132 wylądował na ulicznej latarni…

Polski Robin Hood, nawet aresztowany, błyskawicznie podejmował jednak próby ucieczki.  Pierwszy raz udało mu się zbiec z pociągu z Gliwic do Warszawy. Zapłacił towarzyszącym mu milicjantom za alkohol i upił ich do stanu nieprzytomności. Innym razem, w Opolu, wyskoczył z radiowozu, przepłynął wpław kanał i ukrył się krzakach na wyspie Bolko. Opuścił je dopiero następnego dnia, gdy milicjantom znudziły się poszukiwania.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Czy wiesz, że ...

…pierwowzorem stereotypowego fryzjera geja był polak Antoni Cierplikowski? Żona tego króla fryzjerów musiała patrzeć, jak trwonił pokaźny majątek na utrzymanków.

...oskarżenie o gwałt na dwóch czternastolatkach nie złamało kariery wielkiego gwiazdora hollywoodzkiego lat 40. Errola Flynna? Podczas procesu cytowano jego wypowiedzi w stylu „lubię starą whisky i młode kobiety”. Udało mu się wybronić przed więzieniem, ponieważ… podważył reputację nastolatek.

...papież Stefan VI „wsławił się”, każąc ekshumować swego dawnego wroga papieża Formozusa, po czym ubrać trupa w pontyfikalne szaty i osądzić? Wyrok na zmarłym brzmiał: poćwiartowanie  i wrzucenie w fale Tybru.

...o mieszkańcach Mari El, małej autonomicznej republiki na wschodnim krańcu europejskiej części Federacji Rosyjskiej, mówi się, że są ostatnimi autentycznymi poganami w Europie? Co najciekawsze, wierzenia Maryjczyków pozostały od tysiącleci praktycznie nienaruszone.

Komentarze (4)

  1. krecik Odpowiedz

    Co do Najmrodzkiego – 29 ucieczek świadczy o jego brawurze i o nieudolności milicji, jednak sam nieudolnie się ukrywał, bo dawał się złapać przynajmniej 28 razy!

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.