Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Najbardziej spektakularne napady na bank w Polsce Ludowej

W filmach i serialach telewizyjnych występuje wielu genialnych kasiarzy, jak choćby ci grani w latach sześćdziesiątych przez Roberta Wagnera i Freda Astaire'a w serialu "It Takes a Thief". W rzeczywistości wielu rabusiów nie jest jednak aż tak sprytnych... (źródło: domena publiczna; koloryzacja Rafał Kuzak).

W filmach i serialach telewizyjnych występuje wielu genialnych kasiarzy, jak choćby ci grani w latach sześćdziesiątych przez Roberta Wagnera i Freda Astaire’a w serialu „It Takes a Thief”. W rzeczywistości wielu rabusiów nie jest jednak aż tak sprytnych… (źródło: domena publiczna; koloryzacja Rafał Kuzak).

Czasy siermiężnego PRL-u nie sprzyjały kasiarzom. Tysiące podsłuchów i wzmożona inwigilacja obywateli dodatkowo utrudniały i tak niełatwe zadanie. Skok na bank to przecież Mount Everest w złodziejskim fachu… Ale i tak nie brakło śmiałków, którzy chcieli szybko i brawurowo się wzbogacić. Jak im poszło?

W PRL-u przestępczość miała się zmniejszać. Żelazny uścisk totalitarnego ramienia pozornie uniemożliwiał funkcjonowanie zorganizowanych grup przestępczych. Zbrodnie i afery na wielką skalę – jeśli wierzyć gazetom – praktycznie się nie zdarzały. Gdy przegląda się periodyki z epoki (a szczególnie rubryki kryminalne), okazuje się, że największy problem stanowiły wówczas drobne przestępstwa polityczne i gospodarcze. Klasyki pitawalu wspominają o rozbojach, pobiciach, rzadziej gwałtach i morderstwach. Słowem – co najwyżej skutki frustracji i alkoholu wśród zdesperowanych i patologicznych jednostek.

A jednak półświatek i  bandy rabusiów, mniej lub bardziej zorganizowane, istniały i wtedy, czego świadectwem jest na przykład słynna powieść Leopolda Tyrmanda „Zły”, opisująca przestępcze podziemie Warszawy. O wielu sprawach nie informowano po prostu opinii publicznej, aby nie podważać wiary obywateli w skuteczność nowych służb porządkowych. Czy można jednak naprawdę zatuszować skok na bank – to najbardziej kapitalistyczne z przestępstw?

Napad stulecia

Być może dlatego, że większe afery starano się zwykle  zamiatać pod dywan, wydarzenia z sierpnia 1962 roku wprawiły w konfuzję organy ścigania. Stały się też prawdziwą sensacją dla uśpionych nudą mieszkańców PRL. Skok na bank w Wołowie, bo to o nim mowa, szybko został – pewnie z powodu rozmachu przedsięwzięcia – ochrzczony mianem napadu stulecia.

Ten przyjemny budynek w niczym nie przypomina, że był sceną jednego z największych skoków na kasę w PRL. Dzisiaj zamiast banku mieści się tu siedziba wołowskiego Urzędu Miasta i Gminy (fot. mar, lic. CC BY-SA 3.0).

Ten przyjemny budynek w niczym nie przypomina, że był sceną jednego z największych skoków na kasę w PRL. Dzisiaj zamiast banku mieści się tu siedziba wołowskiego Urzędu Miasta i Gminy (fot. mar, lic. CC BY-SA 3.0).

Rzecz działa się w spokojnym, dolnośląskim miasteczku. Dlaczego to właśnie niepozorny wołowski bank wart był grzechu? Otóż stanowił jedyną w całym powiecie lokalną filię oddziału Narodowego Banku Polskiego we Wrocławiu. Oznacza to, że składowano w nim nie tylko utargi ze wszystkich okolicznych agencji handlowych. W placówce trzymano również uposażenia i wypłaty dla pracowników wszystkich okolicznych firm państwowych (a przecież wtedy wszystkie instytucje były państwowe!). Bywało więc, że znajdowało się tam prawdziwe bogactwo.

Pokusa była wielka, tym bardziej, że bank mieścił się w słabo zabezpieczonym poniemieckim domu i był wyjątkowo kiepsko pilnowany. Pracowało tam, na zmianę, tylko dwóch etatowych strażników. Kiedy obaj naraz mieli wychodne – czyli codziennie między 15 a 22 – placówka pozostawała bez jakiejkolwiek ochrony. Nic dziwnego, że w końcu znaleźli się chętni na rozbicie wołowskiej skarbonki… Tak przebieg wydarzeń referują autorzy książki „Zagadki kryminalne PRL”, wydanej w tym roku przez Wydawnictwo Bellona:

O godzinie 22 wyszła z banku sprzątaczka; młodzi ukryli się w piwnicy, a kiedy strażnik tam wszedł, zawołali: ręce do góry! W pierwszej chwili pomyślał, że to żart kolegi, gdy jednak ujrzał dwóch mężczyzn z pończochami na twarzach i pistoletami w dłoniach, od razu się poddał. Nie miał szans, skoro jego pistolet leżał zamknięty w bankowej szafie pancernej.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę „Zagadki kryminalne PRL”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Bellona.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę „Zagadki kryminalne PRL”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Bellona.

Mistrzowska robota

Strażnik, związany i zakneblowany, z ręcznikiem owiniętym wokół twarzy, przeleżał w piwnicy całą noc. Sprzątaczka znalazła go dopiero nad ranem. Złodzieje mieli dobrych kilka godzin na ucieczkę i zacieranie śladów… Tymczasem z kasy banku zniknęło ponad 12,5 miliona złotych. Dla porównania można dodać, że średnia pensja wynosiła wówczas 1680 złotych.

Szybko postawiono na nogi całą lokalną milicję. Władze potraktowały sprawę bardzo ambicjonalnie, zaangażowano więc najskuteczniejszych śledczych. Precyzyjna realizacja planu wskazywała na robotę profesjonalistów. W pewnym momencie śledztwa brano również pod uwagę wątek międzynarodowej szajki gangsterów. Milicjanci mieli jednak pewną wątpliwość – zaplanowanie tej akcji wymagało doskonałego rozeznania w miejscowych realiach.

Z miejsca przestępstwa sprawcy napadu uciekli samochodem marki Warszawa (fot. Marek Argent, lic. CC BY-SA 4.0).

Z miejsca przestępstwa sprawcy napadu uciekli samochodem marki Warszawa (fot. Marek Argent, lic. CC BY-SA 4.0).

Ciekawym tropem dla śledczych mogła być informacja o sporej puli nowych banknotów, które znajdowały się wówczas w banku. Rozesłano informację, wraz ze szczegółami i numerami banknotów do wielu placówek handlowych w całym kraju. Jednak bezskutecznie. Sprawcy działali bardzo ostrożnie. Wydawało się, że popełniono zbrodnię doskonałą… Aż do momentu, kiedy jedna osoba popełniła tragiczny błąd.

Pechowa narzuta

2 października 1962 roku w Kluczborku do jednego z miejscowych sklepów weszła pozornie zwyczajna klientka. Spodobała jej się jedna ze sprzedawanych w lokalu narzut. Podeszła do kasy, wyciągnęła nowy banknot i podała kasjerce. Co nastąpiło dalej, czytamy w  w Zagadkach kryminalnych PRL”:

Kasjerka zaczęła go [banknot] starannie oglądać, co spowodowało po chwili bardzo nerwową reakcję klientki:pani mi odda pięćsetkę, dostałam od nieznajomego, jeśli fałszywa, to podrę, wolę stracić”. Wtedy już pracownica sklepu nie odpuściła, wezwała milicję i pani F. trafiła na przesłuchanie. Już na wstępnym etapie się załamała.

Główni sprawcy „napadu stulecia” na bank w Wołowie na ławie oskarżonych, 1962 rok. Zdjęcie z książki „Zagadki kryminalne PRL” (fot. PAP/CAF/Eugeniusz Wołoszczuk).

Główni sprawcy „napadu stulecia” na bank w Wołowie na ławie oskarżonych, 1962 rok. Zdjęcie z książki „Zagadki kryminalne PRL” (fot. PAP/CAF/Eugeniusz Wołoszczuk).

Kiedy już wszystko wyszło na jaw, zarówno stróże prawa, jak i opinia publiczna znaleźli się w stanie szoku po raz drugi. Okazało się bowiem, że wyrafinowanego „napadu stulecia” dokonała nie międzynarodowa szajka rabusiów, lecz szanowani i nieźle sytuowani mieszkańcy Wołowa! Był wśród nich miejscowy taksówkarz, był także rymarz, a nawet „złota rączka” – specjalista od naprawy telewizorów. Na pomysł napadu panowie wpadli… podczas gry w karty! I kto wie, czy gdyby nie nieostrożność żony jednego z nich, to może wciąż pisalibyśmy o zbrodni doskonałej?

Rekord głupoty rabusiów

Nie wszyscy rabusie z przypadku byli równie zdolni, co grupa z Wołowa. Nie popisali się na przykład dwaj niepozorni panowie, którzy próbowali dokonać skoku na warszawską spółdzielnię „Rekord” w 1952 roku. Przyczyna ich wpadki była dużo bardziej prozaiczna.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Czy wiesz, że ...

...niemiecki generał Friedrich Paulus, wzięty w sowiecką niewolę pod Stalingradem, w procesach norymberskich wziął udział jak świadek oskarżenia? Jego przyjazd wzbudził dużo emocji. Kiedy siedzący na ławie oskarżonych Hermann Göring zobaczył go na sali rozpraw, z wściekłością nazwał go „brudną świnią”.

…w sowieckich łagrach więźniowie kryminalni mieli zwyczaj grania w karty o wybrane przez siebie kobiety? Zwycięzca mógł zrobić ze swoją wygraną dosłownie wszystko, niezależnie od jej własnej woli.

...Stalin lubił naśmiewać się z przesadnych ambicji swojej wierchuszki? Na liście kandydatów do odznaczenia napisał: „Gówniarze dostają order Lenina!”

...piosenkarz Wojciech Gąssowski oraz tancerka Małgorzata Potocka z grupą baletową „Sabat” omal nie zginęli w 1985 roku na porwanym przez palestyńskiego terrorystę Abu Abbas statku wycieczkowym? Bandyci w odwecie zamordowali na pokładzie Leona Klinghoffera, zanim władzom Egiptu udało się wynegocjować uwolnienie zakładników w zamian za samolot.

Komentarze (8)

  1. mariner Odpowiedz

    Eee… kolejny artykul z serii pastwienia nad panstwem sprzed ponad pol wieku z perspektywy dzisiejszych standartow.
    Stosujac takie porownania nawet USA Roosevelta wyda sie wiocha zabita dechami i pokryta gnojem .
    Przydalby sie inny aparat porownawczy i badawczy o ile w ogole chodzi w tym wypadku o jakiekolwiek badania.
    Poki co to ja widze ze za juz 20 lat bedziemy sie smiali z panstwa jakie organizuje PiSuar.Na naszych oczach rodzi sie groteska ale redaktorzy jakos tego nie dostrzegaja.

    • Członek redakcji | Anna Winkler Odpowiedz

      Myślę, że nie chodzi jednak o to, żeby się pastwić, tylko żeby opowiadać, jak było – i mówić tak o tych dobrych stronach przeszłości, jak i o złych. Co do tego, że na naszych oczach rodzi się groteska – może i tak jest, ale skoro to się dzieje teraz, to może zostawmy temat dziennikarzom i politologom, a nie historykom :)?

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.