Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Pięć najbardziej brawurowych akcji polskiej policji

Źródło: Ministerstwo Obrony Narodowej.Samotnie i w grupie, dzień i noc – tropią, ścigają i łapią najgroźniejszych przestępców. Nie wierzycie w naszych mundurowych i ich skuteczność? Oto pięć dowodów na to, że polska policja nie ma sobie równych!

Antyterroryści, agenci CBŚ i zwykli funkcjonariusze z narażeniem życia uczestniczą w najbardziej brawurowych akcjach, aby oczyścić ulice z największych „bandyckich szumowin”. Poznajcie najbardziej brawurowe akcje polskiej policji!

Pruszków, czyli „Chłopaki z sąsiedztwa”

Zła sława tego miasta zaczęła się pod koniec lat 80. XX wieku. Mafia, której siedzibą był podwarszawski Pruszków, słynęła ze swojej brutalności. Wymuszenia, haracze, przemyt alkoholu i papierosów, produkcja i sprzedaż narkotyków, a także porwania dla okupu i zabójstwa na zlecenie. Wachlarz usług oferowany przez „Chłopaków z sąsiedztwa” zdawał się nie mieć końca.

Niby wszyscy wiedzieli o wszystkim. Lokalni mafiosi niespecjalnie kryli się ze sposobem, jakim zarabiają na życie. To było jednak za mało, żeby ich dopaść. Nikt nie chciał zeznawać, a twardych dowodów ich przestępczej działalności wciąż brakowało.

Funkcjonariusz Grupy Realizacyjnej Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu podczas szkolenia (autor: Sebastian Szparagowski, licencje: (CC BY-SA 1.0, 2.0, 2.5).

Funkcjonariusz Grupy Realizacyjnej Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu podczas szkolenia (autor: Sebastian Szparagowski, licencje: (CC BY-SA 1.0, 2.0, 2.5).

W roku 1999 znalazł się jednak człowiek, dzięki któremu policji udało się brawurowo rozbić struktury pruszkowskiej mafii. Jarosław „Masa” Sokołowski jako skruszony gangster rozpoczął współpracę z policją i prokuraturą. Trzy lata później uzyskał status świadka koronnego.

Dzięki jego zeznaniom policjanci razem z funkcjonariuszami CBŚ zlikwidowali niemal cały „zarząd” pruszkowskiego półświatka. „Słowika” zatrzymano w Hiszpanii, „Żabę” w Bułgarii, „Grafa” w RPA. Aresztowania nie zawsze jednak przebiegały ściśle według planu. Miejscowa policja, chcąc przypisać sobie większość zasług, nieprzychylnym okiem patrzyła na naszych funkcjonariuszy, którzy w pocie czoła tropili bandytów dniami i nocami.

Stróżowie prawa działali szybko i zdecydowanie. Na pomyłkę nie było już czasu. Brawurowe akcje pod osłoną nocy, odgłosy wystrzałów i donośny ryk „na glebę!” – tutaj żarty się kończyły. Nikt się specjalnie nie przejmował, czy któremuś z bandytów nie stanie się krzywda większa niż powinna. Nie było dla nich litości – tak jak oni nigdy tej litości nie mieli dla swoich ofiar…

Cel: dorwać „Kantorowców”

Do akcji rozbicia „Gangu kantorowców” specjalny oddział policji przygotowywał się długo i skrupulatnie. We wrześniu 2012 roku rozpoczęła się największa operacja policyjna ostatnich lat. Do kilkudziesięciu mieszkań na terenie województwa świętokrzyskiego oraz mazowieckiego i śląskiego wdarli się specjalnie wyszkoleni funkcjonariusze wspomagani przez agentów CBŚ.

Pokaz zatrzymania przestępcy w pojeździe (autor: JohnRambo PL, licencja: CC BY-SA 3.0).

Pokaz zatrzymania przestępcy w pojeździe (autor: JohnRambo PL, licencja: CC BY-SA 3.0).

Aresztowano blisko 40 osób stanowiących trzon gangu handlarzy broni i narkotyków. Przechwycono 75 sztuk broni, ponad 9000 sztuk amunicji oraz 10 kilogramów trotylu i odczynniki służące do produkcji materiałów wybuchowych. Zabezpieczono również duże ilości narkotyków (3 kg amfetaminy, ponad 230 gramów marihuany oraz 84 krzaki konopi indyjskich).

Przygotowania do operacji utrzymywane były w ścisłej tajemnicy, ponieważ gang ten był jedną z najgroźniejszych polskich grup przestępczych. Bandyci specjalizowali się w napadach na kantory, a na swoim koncie mieli kilkadziesiąt zabójstw.

Zatrzymanym postawiono wówczas łącznie 41 zarzutów: udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, obrotu narkotykami, a także nielegalnego posiadania, wytwarzania i handlu bronią oraz amunicją.

„Łowcy cieni”. Na pomoc agentom FBI

„Łowcy cieni” to specjalny oddział funkcjonariuszy policji z III zarządu CBŚ, dla których łapanie bandytów to coś więcej niż zawód. Są cisi, dyskretni, tajemniczy, a przede wszystkich – piekielnie skuteczni. W ciągu ostatnich czterech lat zatrzymali ponad dwustu najgroźniejszych przestępców. To właśnie do nich z prośbą o pomoc zwrócili się agenci FBI na początku tego roku.

Sprawa była owiana największą tajemnicą. Trzech obcokrajowców (Izraelczyk i dwóch Jordańczyków) było poszukiwanych przez międzynarodowych stróżów prawa tak zwaną „czerwoną notą”, czyli specjalnym oznaczeniem operacyjnym informującym, że mamy do czynienia z wyjątkowo groźnymi i bezwzględnymi przestępcami.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (4)

  1. Czytacz Odpowiedz

    Niestety nie wierzę w tezy z artykułu. Z autopsji wiem, że ta wielka organizacja (130 tys. pracowników) jest niewydolna. Statystyczne można udowodnić wszystko także to, że ziemia jest płaska :-). Z drugiej strony patrząc na policję szwedzką można twierdzić, że polska jest wzorem. Zachęcam do polemiki, (przypominam tylko o „sukcesach” Magdalenka, zabójstwo gen. Papały, Ukraińcy w Olsztynie, Wietnamczycy w Wólce Kosowskiej). Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.